Dolina Rodanu na przykładach cz. II ~ 3 wina czerwone

W poprzednim odcinku opowiadałam Wam o dwóch winach białych i jednym różowym. Dziś wpływamy na bardziej znane rodańskie wody i dryfujemy na falach czerwonych. Ale czy rzeczywiście są one tak dobrze znane? Przekonajmy się!

Cairanne

cairanne domaine brussetRęka w górę, kto słyszał o tej apelacji. Leży na obszarze Rodanu Południowego, nieco powyżej miejscowości Orange. Dominują tam gliniasto-wapienne tarasy pokryte glebami aluwialnymi i wszędobylskimi otoczakami. Wina z apelacji Cairanne to prawdziwa gratka dla miłośników eleganckich i złożonych win – tam zgodnie z wymogami muszą zawierać minimum 50% grenache i 20% syrah. W winie Domaine Brusset Traverse Rouge 2014 tym dwóm odmianom towarzyszą w kupażu też mourvèdre i odrobina cinsault. Pachnie syropem malinowym i bzem z odrobiną ziół, z czasem pokazuje się nuta mokki i pieprz. W ustach wino jest niezbyt taniczne i niezbyt długie, ale za to smakowicie porzeczkowe, soczyste i przyjemnie pieprzne.

Z czym pić: cielęcina, jagnięcina, drób, dojrzałe sery

Cena: ok. 69 zł

Crozes-Hermitage

Północna część Doliny Rodanu jest regionem, w którym niepodzielnie rządzi syrah. Dobrym przykładem takiego jednoszczepowego wina jest Lavau Crozes-Hermitage 2015 złożony w stu procentach właśnie z syrah. Warto dodać, że to stosunkowo rzadka sytuacja, bo jesteśmy w miejscu, gdzie przeważnie produkuje się blendy, jednak w składzie których pierwszoplanową rolę gra syrah. Tu i ówdzie dominuje, gdzie indziej ustępuje innym komponentom mieszanek. W tym przypadku producent szczęśliwie zdecydował, że wino będzie składało się tylko z syrah. W nosie wyczujemy więc mnóstwo czarnego owocu leśnego – głównie czarna porzeczka, jagody i jeżyny z nutą rozmarynu. W ustach dominuje soczysta wiśnia i czerwona śliwka z subtelną nutą konfiturowa, której towarzyszy specyficzna słonawa ziemistość i nieco wysuszające jamę ustną taniny. Dajcie temu winu trochę czasu zarówno po otwarciu, jak i w piwnicy – czas z pewnością pracuje na jego korzyść.

Z czym pić: solidne pieczenie z warzywami korzeniowymi, zupa ogonowa

Cena: ok. 105 zł

Côte Rôtie

cote rotie lavauWracamy na północ i na koniec super apelacja, z której wina są drogie albo bardzo drogie, ale takie muszą być i koniec. Przemawia za tym przede wszystkim prestiż apelacji, stosunkowa rzadkość tych win i pewne trudności w uprawie winorośli – winnice znajdują się tu na dość stromych granitowych i łupkowych zboczach. Warto jednak przekonać się na własnym nosie i języku, że wina z Côte Rôtie są naprawdę świetne. Skoro więc mamy do czynienia z dobrym, bardzo dobrym albo wspaniałym winem, to musimy rzucić nieco więcej grosza. Jesteśmy na samiuteńkiej północy Doliny Rodanu, a więc sto procent syrah i w przypadku tej części Doliny Rodanu jest to dużo bardziej oczywiste rozwiązanie. Często syrah z Côte Rôtie towarzyszy nawet 20% białego viogniera, ale tym razem producent zrezygnował z tej domieszki. Wino jest taką emanacją syrah, którą poleciłabym każdemu, kto chciałby jego książkowej definicji. To wino wydaje mi się z jednej strony bardziej eleganckie, a z drugiej – bardziej treściwe i głębsze od poprzednika. Nieco więcej w nim czerwonego owocu spod znaku czarnej porzeczki. Ponadto da się w nim wyczuć nutę fiołka, czarnego pieprzu, czarnych oliwek, skóry i ziół, a wszystkiemu towarzyszy dobrze zaznaczona kwasowość i taniny, które pięknie wtopiły się w materię wina.

Z czym pić: stek w sosie pieprzowym, pieczona jagnięcina

Cena: ok. 105 zł

Było trochę klasycznie, trochę odkrywczo, a to przecież raptem trzy butelki, które jedynie nakreślają nam możliwości czerwonych win z Doliny Rodanu. Zdecydowanie polecam drążyć temat. Wszystkie opisane dziś wina kupicie w Winkolekcji.

Zdjęcia © Jan Krzyżanowski 2 Smaki.pl

Reklamy

Dolina Rodanu na przykładach cz. I ~ 2 wina białe i 1 różowe

Jeżeli myślicie o winach z Doliny Rodanu, Wasze myśli być może od razu kierują się ku winom czerwonym. Dziś popłyniemy Doliną Rodanu na falach białych i różowych!

Chateauneuf-du-Pape

Domaine de Nalys Eicelenci Chateauneuf-du-Pape BlancZaskoczeni? A jednak! W tej krainie czerwonej gliny i otoczaków, oprócz słynnych czerwonych, znajdzemy też pyszne białe wina produkowane z bardzo ciekawych odmian, takich jak bardziej znane grenache blanc i roussanne czy mniej znane picpoul, picardan i kilka innych. Za wysoką jakością często jednak idą dość niemałe ceny. Przykładem tego jest wyśmienite Domaine de Nalys Eicelenci Chateauneuf-du-Pape Blanc AOC 2015. Jest to mieszanka wspomnianych grenache blanc, roussanne, clairette i picardan. Pełna pikanterii, choć nieco rozleniwiona wonią egzotycznych owoców i białych polnych kwiatów. Oprócz słodkiego melona i ananasa znajdziemy tu też aromaty wosku pszczelego i ziół. Za jędrnym, krągłym i niemal tanicznym ciałkiem podąża mocny finisz spod znaku owoców i zielonego pieprzu. Coś dla tych winomanów, którzy lubią, kiedy wino prowadzi w tańcu!

Z czym pić: ryby w każdej postaci, owoce morza, pieczone białe mięsa, makarony w sosach śmietanowych, delikatne wędliny

Cena: ok. 190 zł

 

Condrieu

lavau condrieuTo mała apelacja, w której królują tylko i wyłącznie białe wina produkowane tylko i wyłącznie ze szczepu viognier. Krzewy rosną tu na górujących nad rzeką stromych tarasach, na granitowym podłożu przykrytym glebami gliniastymi i piaskowymi. Tutejsze wina są zazwyczaj pełne, złożone i… nie dla wszystkich. Viognier to mój bohater ostatnich miesięcy, bo każda kolejna butelka, jeżeli dać jej trochę oddechu po odkorkowaniu, otwiera przede mną zupełnie nowe doznania i skojarzenia. Lavau Condrieu AOC 2014  zdążyło już odpowiednio ułożyć się przez trzy lata z hakiem. Aromaty tego wina przywodzą na myśl kiszoną cytrynę i brzoskwinię, a niuans dobrze przyprószonego ziołami rosołu są skontrastowane z mocnym trawiastym niuansem. Aha, i jeszcze do tego talerz owoców tropikalnych. I jeszcze trochę tanin, a na finiszu miód. Naprawdę dzieje się!

Z czym pić: pieczone białe mięsa, wędliny

Cena: ok. 285 zł

 

Tavel

lavau-tavelRóżowe wina już może bardziej mogą kojarzyć się z Doliną Rodanu, bo w końcu powstają z czerwonych szczepów. I w wielu przypadkach naprawdę warto poszukać czegoś interesującego, jeżeli lubicie eleganckie i ani na jotę nie kojarzące się z dziewczyńskimi płynami o smaku landrynki czy różowej oranżady. Wartym spróbowania przykładem jest Lavau Tavel AOC 2016 z apelacji produkującej wyłącznie różowe wina – jedne z najlepszych na świecie i czasem nadające się do starzenia. Oprócz talentu winiarzy, wina swoją wysoką jakość zawdzięczają wapiennemu podłożu przysypanego piaskiem i otoczakami. Kupaż [odmiany] ma mnóstwo owocu spod znaku jeżyn, poziomek, czerwonych porzeczek, truskawek i malin, między którymi subtelnie prześlizguje się delikatny niuans kwiatu róży. Kwasowość jest wręcz grejpfrutowa, taniny subtelnie zaznaczają swoją obecność, a wszystkiemu wtóruje nieco zielony i pieprzny finisz. Dzieje się!

Z czym pić: makarony z sosem śmietanowym lub pomidorowym, grillowane mięso i warzywa, łosoś, bogatsze sałatki

Cena: ok. 65 zł

Wszystkie trzy wina są dostępne w Winkolekcji.

Magiczna granica ~ 5 butelek za więcej niż 100 złotych

Czy rzeczywiście kwota 100 złotych za wino jest psychologiczną granicą, którą boimy się przekroczyć? Za co ja płacę, jeżeli już zdecydowuję się na zakup? A Ty za co płacisz? A Państwo? I czy w ogóle warto?

To i parę innych pytań zadałam sobie ostatnio po degustacji w ciemno, którą w WINSKY zorganizował Michał „Wine Mike” Misior. Degustacje tego rodzaju czasem coś wyjaśniają, czasem wiele wyjaśniają, ale najczęściej rodzi się po nich jeszcze więcej pytań, niż przed wzięciem pierwszego łyka. Nie mówię, że to źle! Przynajmniej jest się nad czym zastanawiać, a nie że tak po prostu – kawa na ławę, wiadomo, co to za produkt, jaki jest i dla kogo. Żadnych kontrowersji, notki zrobione i wszyscy rozeszli się do domów. Na szczęście nie tym razem. Spróbowaliśmy dziewięć win od różnych importerów, z różnych krajów, o przeróżnej jakości i oto garść moich przemyśleń na temat pięciu z nich, bo uznałam, że właśnie te warte są uwagi. W kontekście ich ceny, ale przede wszystkim ze względu na jakość.

Czyli, jak możecie się domyślić, znakomita większośc zaprezentowanych przez Michała win zasługiwała na swoją cenę, choć trzeba przyznać, że jednak musimy dysponować tą stówką lub dwiema. Z hakiem. A kto będzie chciał wydać te pieniądze? Właśnie w tym sęk.

inama soave

1. Inama Vigneto du Lot Soave Classico 2015 (Krople Wina, 219 zł)

Za co zapłacę: Za obfite i jędrne ciało podbite solidną mineralnością oraz zniewalające aromaty dojrzałych jabłek i podsuszanych owoców (skojarzenie: wigilijny susz). Za słonawość, która tak doskonale dopełnia całości.

Kto nie zapłaci: Ten, kto szuka tarasowego soave. Zdecydowanie wymaga cierpliwości, uwagi i dłuższej refleksji, ale świadomy kupiec zapłaci i stówkę, i dwie. To wino jest przepyszne.

mitolo shiraz

2. Mitolo GAM Shiraz 2013 (Wine Avenue, 119 zł)

Za co zapłacę: Za charakterystyczny niuans eukaliptusa, który tak lubię. Za hedonistyczny smak czerwonych owoców wyjętych z gęstego likieru, nieźle ułożone taniny i zrównoważoną kwasowość. Ten shiraz z winnicy Mitolo jest poważniejszym „starszym bratem” Jestera, dostępnego również w Wine Avenue.

Kto nie zapłaci: Ten, kto nie wpadnie na to, że australijski shiraz australijskiemu shirazowi nierówny i czasem warto darować sobie te kilka latte na mieście, a zamiast tego dołożyć tak zaoszczędzoną mamonę do butelki wina, żeby poczuć różnicę.

inama carmenere

3. Inama Carmére Più 2014 (Krople Wina, 110 zł)

Za co zapłacę: Za najbardziej zadziorne carménère, jakie piłam. Porzeczka schrupana razem z liśćmi i jeszcze doprawiona czarnym pieprzem. Sporo tu zieloności i swoistej południowomorawskiej rustykalności. Stawiałam wpierw na jakąś frankovkę albo svatovavřinecké, a tu proszę. Carménère z Veneto. Più, czyli ‘więcej’. Że tak pojadę sloganem Januszów marketingu: więcej niż carmére, ale niech mi to będzie wybaczone, bo to wino daje naprawdę sporo radochy i wymyka się wszelkim stereotypom.

Kto nie zapłaci: Ten, dla którego wszystko wyżej wymienione jest nie do przełknięcia. To jest wino wyłącznie dla odkrywców albo tych, którzy doskonale wiedzą, co znajdzie się w ich kieliszku.

barbi brunello

fot. Andrzej Staniszewski

4. Fattoria dei Barbi Brunello di Montalcino 2012 (Lidl, 129 zl)

Za co zapłacę: Za elegancję, zachowawczą ekspresję świeżej wiśni i ziemisty niuans. Duże zaskoczenie!

Kto nie zapłaci: Klienci Lidla, którzy są przyzwyczajeni do dobrych winek za 23,99 zł. I tak jest progres, bo niegdyś wydanie dwóch dych było gestem wysoce burżuazyjnym. Wiem, bo obserwowałam, a nawet, tfu, uczestniczyłam. A jak będzie z tak piekielnie drogimi winami dostępnymi w Winnicy Lidla? Czas pokaże.

cuvelier los andes

5. Cuvelier Los Andes Colección Mendoza 2012 (Mielżyński, 127,50 zl)

Za co zapłacę: Za miły spacer po lesie z koszykiem pełnym owoców – oczywiście leśnych – zakończony posiedzeniem przy aromatycznej kawie. Świetnie ułożone, dokładne, zaprojektowane z matematyczną precyzją, do delektowania się podczas zimowych wieczorów, których jeszcze nam trochę zostało.

Kto nie zapłaci: Ten, komu wystarczy „Mendoza” na etykiecie, żeby podjąć wątpliwie słuszną decyzję wydania trzech dych na butelkę dżemowatego, pluszowego płynu.

 

Macie niedosyt? Brakuje Wam tych czterech butelek, które zdecydowałam się pominąć? Według mnie nie pozostawiły żadnych wątpliwości, nie stawiałam sobie po nich żadnych pytań oprócz jednego: dlaczego tak drogo? W moim przekonaniu nie są warte swoich ponadstuzłotowych cen, ale jeżeli zżera Was ciekawość i musicie dowiedzieć się, co to za wina i jak zostały ocenione przez moich towarzyszy, zajrzyjcie na:

Wine Trip Into Your Soul

Trzy Kolory Wina

Winiacz

Wino na obiad, wino-obiad ~ Domaine Lattard Roussanne 2016 z La Cave de Philippe de Givenchy

Nie mogę przestać myśleć o jedzeniu. Być może dlatego, że w myśl zasady: „Nowy Rok – nowa ja”, narzuciłam sobie pewne kulinarne ograniczenia, których może będę się  trzymać przez jakiś czas. Jednak co do jednej rzeczy jestem w pełni przekonana – nie warto, a nawet nie można całkowicie rezygnować ze smakowitości, które przynoszą nam czystą radość.

W poprzednim odcinku pisałam o przepysznym szampanie. Raczej nie powinien być on substytutem pełnowartościowego śniadania, ale jego złożone aromaty i bogaty smak niejednemu może kojarzyć się z tym posiłkiem. Ale ani się obejrzeliśmy, a już obiad – podano do stołu!

A podano Roussanne z roku 2016 od Domaine Lattard – małej winniarni znajdującej się w niewielkiej miejscowości Autichamp około 80 kilometrów na południe od Lyonu. Jesteśmy więc na lewym brzegu północnej części Doliny Rodanu. Jak wiele win dostępnych w La Cave de Philippe de Givenchy, to wino nie figuruje jednak pod żadną apelacją, bo ani nie musi, ani nie chce. Jest to po prostu vin de France. I, jak wiele win z jaskini Philippe’a, również i to nie ma dodanych siarczynów… bo zdecydowanie nie chce i nie musi. Uprawy i winifikacja w Domaine Lattard są maksymalnie naturalne, co pozwoliło owocom roussanne w pełni dojść do głosu.

Szczep roussanne zwykle daje wina krągłe i jedwabiste o raczej niskiej kwasowości, co w wielu przypadkach skutkuje doznaniami jednowymiarowymi niczym poglądy Towarzystwa Płaskiej Ziemi. Jednak roussanne dobrze potraktowane przez winiarza jest naprawdę bogate i doskonale zrównoważone, czego przykładem jako żywo jest to wino. Nie było niefiltrowane, pozostało więc nieco mętne i ma piękny, niemal pomarańczowy kolor. Kiedy je spróbowałam, przypomniały mi się leniwe letnie popołudnia na wsi, kiedy upał zaczyna powoli stygnąć i dopiero wtedy zaczyna się odczuwać głód. Wtedy obiad pojawia się w samą porę. Na początku wyczułam wyraźny aromat bardzo porządnego rosołu z kury gotowanego z liściem laurowym i ziołami prowansalskimi. Po zupce następuje lekki deserek w postaci nieco przejrzałych pigw i jabłek pałaszowanych przed domem, wśród oszałamiających aromatów polnych kwiatów.

Byle do lata!

Od tego samego producenta Phillippe ma też wyśmienitego, bogatego  viogniera, który oprócz soczystości i naturalistycznej zadziory ma w sobie naprawdę dużo polotu, sporo charakterystycznych zielonych nut i mnóstwo owocu. Bon appétit!

Szampan na śniadanie, szampan-śniadanie ~ Champagne Vouette et Sorbée Fidèle Extra Brut

Każdy człowiek powinien mieć prawo do kieliszka szampana przynajmniej raz dziennie.

Na przykład na śniadanie. Choć, w myśl zasady, że szampan jest dobry na każdą okazję – nie warto się w tej kwestii ograniczać – zdecydowanie rekomenduję dawkowanie sobie różnych ekspresji tych win na różne okazje, o różnych porach dnia. Czego sobie i Państwu życzę.

Jeżeli interesuje Was terroir, w którym powstał ten szampan (a powinno), to jest obo bardzo istotne – począwszy od rodzaju gleb, poprzez biologiczny charakter upraw i skończywszy na winifikacji bez chemicznych dopalaczy. Efektem kombinacji wszystkich tych czynników jest charakter szampana Fidèle, który zaintryguje niejednego amatora bąbli. A więc co z tymi glebami? 5-hektarowe siedlisko Domaine de Vouette & Sorbée Bertranda Gautherota leży 60 kilometrów na północny wschód od Chablis i to właśnie do tej apelacji jest mu bliżej, niż do Doliny Marny. Na portlandzkich wapieniach leżą tu pełne prastarych skamielin gleby kimerydzkie, zupełnie jak w Chablis. Na tym jednak kończą się podobieństwa z tym regionem, słynącym z wytrawnych, wspaniale mineralnych chardonnay. Pomimo geograficznych podobieństw, inny jest szczep – mamy tu 100% pinot noir. No i jesteśmy jednak w Szampanii, a skoro Szampania, to mus, że musujące. Ale jakie!

Kolor Fidèle kojarzy się ze złoto-pomarańczowym blaskiem wschodzącego słońca w lecie, a żwawe bąbelki grzecznie ustawiają się w równe sznury, jak przedszkolaki na spacerze. I potem urocze śniadanie – dobrze wypieczona maślana bułeczka z konfiturą z mirabelki, obok talerz świeżych, dojrzałych moreli. Gdzieś tam w tle aromatów majaczy delikatna nutka oksydacji, zdradzająca naturalistyczne podejście do produkcji wina.

W ustach brniemy dalej w aromaty śniadania mistrzów, w skład którego wchodzą znów morele i mirabelki w towarzystwie brioszki. Za chwile jednak na stół (albo do łóżka) wjeżdża smażone jajko i aromatyczny ser na grzance. Drobniutkie bąbelki dają poczucie pełni w ustach i jednocześnie wzmagają apetyt na jeszcze. Bogactwo tej hedonistycznej uczty precyzyjnie spina wytrawność i rześkość odświeżająca jak poranne powietrze w górach oraz delikatnie aspirynowy finisz.

Mmmm… :)

Szampana importuje Winoblisko, a ja kupiłam je za ciężkie 240 zł w promocji w warszawskich Dyletantach. Zaręczam, że w odróżnieniu od wielu szampanów dostępnych na rynku, warto chociaż raz się nim podelektować, na przykład w noworoczny poranek :)

Côt, Bambi i cesarz ~ Clos Triguedina Probus 2007

Do napisania tego tekstu (oprócz samego wina rzecz jasna) zainspirował mnie facebookowy post pewnej restauracji, który reklamował swoją pieczeń z sarny. Potrawa wyglądała przesmacznie, co jeden z internautów skomentował zdaniem: „Dobry Bambi!”. Lekki szok podszyty dysonansem (pop)kulturowym (oprócz samego wina, rzecz jasna) zmotywował mnie do odkopania notatek i napisania tekstu o winno-sarnim food pairingu. I co prawda Bambi był jelonkiem, ale mniejsza z tym.

Mimo, że leży mi na sercu los umęczonych zwierząt rzeźnych, póki co nie jestem w stanie odżegnać się od tatara czy pieczonej dziczyzny raz na jakiś czas. Nie odżegnałam się również i w warszawskiej Nowinie na degustacji zorganizoanej przez Asię Porembę ze stowarzyszenia Kobiety i Wino, z udziałem przedstawicielki winnicy Clos Triguedina z Cahors. No i cóż, było świetnie.

Tamtego wieczoru zaserwowano nam cztery potrawy, ale chciałabym napisać o jednej, która była częścią rzadkiego zjawiska, jakim jest idealny food pairing. Był to stek należący niegdyś do pewnej sarny, resztę stanowiło wino Clos Triguedina 2012. Czyli malbec, tradycyjnie zwany w Cahors côt z domieszką 13% merlota i niewielkimi, ale jakże istotnymi 2% tannata. Wino samo w sobie nie było winem wieczoru, ale połączenie z mięsem właśnie tego kupażu dało w efekcie fantastyczną wartość dodaną, która według mnie definiuje perfekcyjne połączenie wina i potrawy. Dzięki porządnym taninom zawartym w winie odrobinę twardawa sarnina zyskała teksturę niemalże ptasiego mleczka, a soczyste i – nomen omen – mięsiste wino nie znikło w towarzystwie naturalnie wyrazistego mięsa, doprawionego jeszcze leśnymi grzybami i sosem z trawy żubrowej. Dość powiedzieć, że aromaty wina doskonale zgodziły się z tym, co mieliśmy na talerzach – moc leśnych jagód, jeżyn, czereśni, niuans żywicy, świeże i suszone zioła, fiołki, a wszystko podbite aromatem tlącego się ogniska… Istna puszcza w kieliszku!

Clos Triguedina AOC Cahors 2012

Na podobne sarny i jelonki mógł polować czcigodny cesarz Marek Aureliusz Probus podczas wizytacji na rozległych rubieżach swojego cesarstwa, które w przyszłości miały się stać winiarską Gaskonią, Roussillon, Langwedocją i Prowansją. To właśnie jego imię nosi najlepsze wino tamtego wieczoru, Probus 2007, stuprocentowy côt o aromatach podobnych, jak w poprzednim winie, potężnych i dojrzałych taninach, ciekawie podkręcony niuansem eukaliptusa.

p

Probus AOC Cahors 2007

Cesarz raczej nie był wegeterianinem i jakkolwiek część z Was może się nie zgadzać z jego kulinarnymi preferencjami, to jednak trzeba mu oddać, że między innymi to dzięki jego staraniom możemy dziś cieszyć się winami z wielkich połaci francuskiego Południa, Bordeaux, Doliny Rodanu, a nawet z Doliny Mozeli i Nadrenii, by wymienić tylko kilka regionów, w których cesarz wskrzesił podupadłe winogrodnictwo albo je zapoczątkował. Uciszywszy bowiem, przynajmniej na krótki czas, rewolucyjne nastroje wśród Gallów, Gaskończyków, Burgundów, Gotów i kilku innych zbuntowanych plemion, zaczął sadzić winnice literalnie wszędzie, sadzić, jak opętany. Bo warto wiedzieć, że oprócz zdobywania kolejnych terenów dla Cesarstwa oraz uspokajania zbuntowanych ludów, Probus pasjonował się ogrodnictwem i uprawą roli, zwłaszcza winogrodnictwem. Mówię Wam, wszyscy mięsożercy są w miarę w porządku, a w każdym razie uwierzcie – przynajmniej część z nich naprawdę się stara.

Zdrowie tego pana!

Wina z winnicy Clos Triguedina znajdziecie w sklepach M&P.

Mocarze z Prioratu ~ Degustacja w Ambasadzie Hiszpanii

Minął już miesiąc od degustacji zorganizowanej przez Hiszpańskie wina w Ambasadzie Hiszpanii. Urodzony w tym kraju, a stacjonujący w Polsce sommelier Julio César Sobrino zaprezentował nam, jak to teraz młodzież mówi, petardy. Mniejsze lub większe ale przeważnie petardy. Oto sześć z nich.

© vinicoladelpriorat.com

Vinicola del Priorat l’Obaga 2015
Pierwsze z degustowanych win, a więc relatywnie najlżejsze. Macerowany 20 dni i nie tknięty beczką kupaż garnatxy i syrah to czysta ekspresja owocu. Pierwsze skrzypce grają tu jagody, czereśnie, maliny i wiśnie w syropie z delikatnym niuansem świeżo zmielonej kawy. W ustach wino jest przestrzenne i wypełnione mocno skoncentrowanym owocem (wiśnie, czereśnie), któremu towarzyszy świetna kwasowość i niemęczące taniny. Importerze, to wino cię szuka!

© lavinia.es

Meritxell Pallejà Nita 2014
Kolejny nie dotknięty beczką kupaż – tym razem garnatxy, samsó, cabernet sauvignon i syrah. Ziemista mineralność, mokka i fiołki dominują w nosie nad owocem. W ustach odwrotnie – do głosu dochodzą dojrzałe czarne porzeczki, czereśnie i wiśnie. Do tego przydająca lekkości kwasowość, dzięki czemu mamy wino bogate, lecz pełne finezji, niczym koronkowa tkanina. Nitę kupicie w La Vinotheque.

© masdoix.com

Mas Doix Les Crestes 2015
Tu z kolei mamy kombinację garnatxy, samsó i syrah. W pierwszej kolejności wyczujemy pochodzące z 8-miesięcznego dojrzewania w beczce skorupki orzechów, do tego czarny pieprz i niuans skórzasty. Aromaty owoców leśnych mają już bardziej konfiturowy charakter. Wino jest też bardziej krągłe, dość wyraźny alkohol daje wrażenie ciepła, a na finiszu pojawia się dość wyraźniy likierowy niuans. Nie do końca to wszystko trafia w mój gust, nie można jednak temu winu odmówić świeżości i z pewnością spodoba się niejednemu miłośnikowi wina. Ono też szuka importera!

© quierovinos.com

Coca i Fitó Samsara 2014
Samsarę zna pewnie spora część fanów hiszpańskich win. W kupażu znajdują się te same szczepy, co w winie numer dwa. Dojrzewające we francuskiej beczce 12 miesięcy wino jest jak mocna kawa z leżącą obok kostką gorzkiej czekolady. Jest jednak w Samsarze też mineralna przestrzenność i soczysty owoc spod znaku czarnych porzeczek, śliwek i jagód. Butelkę kupicie w El Catador.

© catalandelights.com

Celler Burgo Porta Mas Sinén Negre 2009
I znów mamy kupaż garnatxy, samsó, cabernet sauvignon i syrah, i znów wszystko dojrzewało 12 miesięcy w dębie z Francji, jednak to wiek wina definiuje charakter. Jest ono dużo potężniejsze, niż poprzednicy. Ten mocarz pełen jest balsamicznych, korzennych i kawowych nut, a alkoholowe ciepełko lekko i przyjemnie drażni język wespół z wciąż żywymi taninami. Jest tu też dobrze zaznaczona klasyczna dla win z Prioratu ziemista mineralność i zbalansowana kwasowość, a nade wszystko nadal świeży owoc. Z taką strukturą można dać temu winu jeszcze sporo czasu. Sprowadza je Catalan Delights.

© vallllach.com

Celler Vall Llach Porrera Vi de Vila 2012
Prestiżowej winnicy Vall Llach raczej nie trzeba nikomu przedstawiać, a jeśli trzeba, to może od razu powiem, ze takiego wina warto spróbować chociaż raz w życiu. Winopijcy o zasobniejszym portfelu mogliby nawet więcej niż raz, bo mamy do czynienia z butelką z najwyższej półki. 5-letni duet samsó i garnatxy jest najbardziej eleganckim przykładem wina z Prioratu, jakie mieliśmy na degustacji, choć też najcięższym. Jest wyraźny obowiązkowy mineralny niuans i krągłość tanin, a 15,5% alkoholu dyskretnie wycofało, aby zrobić miejsce eleganckiej i nie przeładowanej treścią kompozycji apetycznych aromatów kawy z mlekiem, mocno czekoladowego brownie oraz świeżych jagód i jeżyn. Wino jest dostępne w Winkolekcji.

Różne siedliska i metody winifikacji nie spłycają win z Prioratu do jednej, książkowej definicji. Wszystkie degustowane przykłady potwierdzają jednak, że tym, co się powtarza w niemal wszystkich egzemplarzach to niepodrabialne, mniej lub bardziej wyraziste mineralne niuanse, relatywnie wysoki alkohol, wreszcie solidna porcja tanin zintegrowanych z soczystym owocem.

Na różowo i z charakterem ~ Braun Sankt Laurent Rosé 2015 z 13 Win

Butelkę różowego Sankt Laurenta ze znajdującej się w niemieckim Palatynacie winiarni Braun ten czy ów dżentelmen z okazji Dnia Kobiet mógłby kupić damie, która zasługuje dziś na okazanie jej przyjaźni, szacunku, miłości, czy wszystkiego na raz (zresztą, która kobieta na to wszystko nie zasługuje!?). Jeżeli natomiast w otoczeniu damy brakuje takowego dżentelmena, sama ze spokojem może się zaopatrzyć w to rosé w warszawskim sklepie 13 Win za przyzwoite 37 zł. Bo ten róż zdecydowanie nie jest tanim, landrynkowym różem dla dziewczynek.

braun_rose

Wręcz przeciwnie. Możemy to stwierdzić już po intensywnym i głębokim kolorze, który być może bardziej jest zbliżony do czerwieni jasnej i soczystej, jak usta Marylin Monroe. W nozdrza udejrzają zmysłowe aromaty kwiatów, malinowego chruśniaka i innych owoców leśnych, jak jagody, czy poziomki. Głębi i charakteru bukietowi dodaje delikatny ziemisty niuans. To, co dzieje się w ustach jawi mi się jako kobieta kompletna. Z jednej strony mamy miękki, soczysty czerwony owoc i subtelnie krągłe ciało. Z drugiej – żywą kwasowość, zadziorną pikanterię i ciekawe, nieco ziarniste taniny. To wino jest jednocześnie pełne życia i elegancji, nie pozwala też długo o sobie zapomnieć. Zupełnie, jak silna, spełniona kobieta.

Oczy: ciemny róż

Nos: maliny, liście, jagody, poziomki, kwiaty, ziemia

Usta: malina, wiśnia, czereśnia, truskawka, kwasowość, ciało, długi finisz

Ogólna ocena: 6/7

Jeżeli nie primitivo, to co? ~ Degustacja win z Apulii w Winkolekcji

Myśląc nad relacją z ostatniego rozrywkowo-edukacyjnego spotkania w Winkolekcji zastanawiałam się, czy jest w ogóle sens pisać o trzech apulijskich primitivo, które dostaliśmy tamtego wieczora na warsztat. Doszłam do wniosku, że i tak je wykupicie (kto wykupi, ten wykupi, powie co wybredniejsza winna bigoteria), bo primitivo to nadal bezapelacyjnie najbardziej lubiany czerwony szczep w Polsce. Nie ma sensu pisać o primitivo i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przekory, wszak jakie primitivo jest, każdy Polak już chyba wie. Nazwijcie mnie bigotem, ale ja po prostu mam dosyć tych win. Samej Apulii natomiast dosyć nie mam w żadnym razie, dlatego chciałabym opisać całą resztę butelek, z których każda z nich zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.

Lucarelli Bianco Puglia IGP 2016
lucarelli_biancoAleż oczywiście, że nie mogło obyć się bez chardonnay! Wskażcie mi miejsce na Ziemi, gdzie NIE uprawia się tej francuskiej kurtyzany. Z ręką na sercu muszę jednak przyznać, że tym razem mieliśmy do czynienia z kurtyzaną całkiem przyjemną, choć nieco anonimową. Wszystkie cechy tej odmiany wyhodowanej w ciepłym klimacie były obecne– mam tu na myśli aromaty bananów, moreli, marakui i słodkich cytrusów, ale bez landrynkowego rozmemłania. Dla kontrastu w ustach ] świetna kwasowość i posmak skórek gorzkich cytrusów. Wino będzie Wam smakowało zarówno jako aperitif, jak i w towarzystwie lekkich sałatek, owoców morza lub delikatnie potraktowanych ryb. Cena: 36 zł

Tenute Girolamo La Voliera Fiano IGP Puglia 2014girolamo_fianoTym razem wino z fiano – pochodzącej z niedalekiej Kampanii aromatycznej odmiany, charakterystyzującej się sporym ciałem. Wszystko więc było na miejscu: aromaty pomarańczy, śródziemnomorskich ziół, świeżych liści laurowych i kwiatów. Delikatna utleniona orzechowa nuta akurat w tym przypadku mi nie przeszkadzała, wręcz dopełniała całości. W ustach wino jest bogate, oleiste, pikantne, z nutami miodu i kandyzowanych owoców oraz lekkim goryczkowym finiszem. La Volierę również możecie spokojnie pić jako aperitif, ale warto ją sparować z grillowanymi lub smażonymi rybami i owocami morza. Cena: 49 zł

Lucarelli Campo Marina Malvasia Nera 2014
lucarelli_campo_marina_malvasia_nera
Producent zapewne dobrze znany wielu winopijcom, jednak szczep może nie być tak popularny, jak apulijskie negroamaro czy – oczywiście – primitivo. Pochodząca z południa Włoch malvasia nera jest hedonistyczna, ale nie pozbawiona elegancji. Kusi dojrzałymi czereśniami i śliwkami, chwilę potem goździkowym brownie przyprószonym suszonymi kwiatami. Taniny są w sam raz – krągłe, ale dobrze zaznaczone. W ustach znajdziemy mocny owoc z wyraźną nutą tiramisu, a tę słodką feerię smaków przecina ciekawy, lekko goryczkowy lukrecjowy finisz. Myślę, że Campo Marina będzie zadowalającą alternatywą dla fanów dobrego, ale naprawdę dobrego merlota lub nowoświatowego malbeka. Jedzcie z nim duszone i pieczone mięsa, makarony w sosach pomidorowych, albo po prostu sery – szczególnie te dojrzewające. Cena: 49,90 zł

Botromagno Negroamaro IGP Salento 2014
botromagno_negroamaro
Winiarnia Botromagno też jest raczej znana polskim winopijcom. Jeszcze bardziej znana jest też odmiana, która jednocześnie jest jedną z ciekawszych i przyjemniejszych niż primitivo – przynajmniej dla mnie. Dzieją się tu bowiem rzeczy, które w winie bardzo lubię. Króluje piwniczny mrok, kurz, spalenizna i dopiero po pewnej chwili z tych ciemności wyzierają dojrzałe czarne porzeczki, jeżyny i śliwki. W nosie aż czuć zapach tanin, które nie odpuszczają również na języku. Do tego porządna kwasowość i zadziorny, nieco rustykalny charakter z przyjemną nutą rozmarynu w końcówce. I tak, pomimo swojej raczej lekkiej struktury to negroamaro ma sporo do powiedzenia. Raczej się nie przymila, ale aż prosi się o towarzystwo pieczonych w ziołach mięs czy choćby wędlin. Cena: 49,90

Botromagno Nerio di Troia IGP Puglia 2014
botromagno_nero_di_troia
Pozostajemy przy tym samym producencie, na warsztacie jednak jest już inny szczep. Nero di Troia w w wykonaniu Cantine Botromagno pokazuje podobne aromaty, jak poprzednie negroamaro, tu jednak owoc jest nieco czerwieńszy (przeważają wiśnie), a w tle dają się wyczuć przydające winu elegancji suche fiołki. W ustach z kolei mamy więcej materii, żwawości i alkoholowej pikanterii. Jest mrok i taniny, jest też jednak pewien niedojrzały, szypułkowy niuans. To wszystko w moim odczuciu kwalifikowałoby to wino do przeczekania jeszcze dwóch, może trzech lat, żeby czas uwydatnił to, co w nim dobre, a zniwelował to, co niepotrzebne. Będzie dobrym dodatkiem wyrazistych w smaku wędlin, dojrzewających serów, pieczonej jagnięciny lub dziczyzny, a także makaronów w mięsnych sosach. Cena: 49,90 zł

A niech będzie. Opiszę trzy primitivo, które dla zachowania równowagi podano nam na degustacji. Charakter primitivo jest, jaki jest i nie każdemu musi pasować. A swoją drogą, wiecie, że primitivo wcale nie oznacza ‘prymitywny’? Ta nazwa jest zlepkiem dwóch słów, które łącznie znaczą tyle, co ‘wcześnie dojrzewający’. I taki właśnie jest ten szczep, oferując nam dzięki temu mocną owocowość, potencjalnie wysoki alkohol i nienarzucające się taniny. Mi niestety nie pasują te dość alkoholowe i często przebeczkowane wina o dżemowym, zmęczonym owocu. W zasadzie w każdym winie z tej trójki coś mi nie pasowało, choć przyznam, że antyfani promitivo z jedną butelką (niestety tą nadroższą) mogliby się przeprosić.

Botromagno Primitivo IGP Murgia 2015
botromagno_primitivo
Trzecie wino z mocnej reprezentacji winiarni Botromagno. W nosie mamy przyjemny miks świeżych oraz smażonych czerwonych i czarnych porzeczek przyprószonych czarnym pieprzem. W ustach sporo materii, i tego, co lubi wielu Polaków, czyli wyraźnego alkoholu, który jednak według mnie zbyt mocno się wybija. Zbyt mocno wybija się też smak wanilii, którą – znów – wielu konsumentom być może przypadnie do gustu. Cena: 49,90 zł

Lucarelli Campo Marina DOP Primitivo di Manduria 2015
lucarelli_campo_marina_primitivo
Mieszanki studencka zamknięta w winie, przynajmniej w aromatach – królują tu bowiem bakalie, oczywiście w towarzystwie obowiązkowej wanilii. W ustach jest więcej lekkości, niż u poprzednika, ale równie obowiązkowy alkohol nadal drażni język, co mi osobiście nie sprawia przyjemności. To primitivo jest też dosyć gładkie – trochę zbyt gładkie, bo brakuje w nim odpowiedniej dawki tanin, która wzbogaciłaby nasze wrażenia. Cena: 59 zł

Lucarelli Folle DOP Primitivo di Manduria 2012
lucarelli_folle_primitivoWinnica Lucarelii również wiodła prym na apulijskiej degustacji, uratowała też według mnie wizerunek primitivo. W przypadku tego wina śmiało możemy mówić o elegancji. Nutom pieczeniowym towarzyszą zioła śródziemnomorskie, kawa, kakao i dżem z czarnych owoców. Primitivo na bardziej specjalnie okazje – do pieczeni wołowej, jagnięciny, dziczyzny, a jeśli ma grać na spotkaniu pierwsze skrzypce, warto je zagryźć dojrzałymi serami. Cena: 124 zł

Na koniec uraczono nas smakowitą niespodzianką :)

Tenute Girolamo Codalunga Aglianico IGP Puglia 2010
codalunga
Aglianico to kolejny wart uwagi czerwony szczep z południa Włoch. Wina produkowane z tej odmiany są zwykle pełne materii, mają wysoki poziom tanin i spory potencjał starzenia. Tak też jest w przypadku tego siedmioletniego już wina, w którym słodkim, dojrzałym aromatom syropu ziołowego i marcepanu towarzyszy soczysta czarna porzeczka. Wszystko to przyozdobione delikatnym i szlachetnym beczkowym makijażem. Podobna, bardzo przyjemna słodko-gorzka symfonia ma miejsce na języku. Warto pamiętać, że to aglianico wymaga co najmniej 3-godzinnego oddechu w karafce. Pijcie je do pieczonych, a nawet grillowanych w ziołach czerwonych mięs. Cena: 81 zł

Organizatorom bardzo dziękuję za zaproszenie na degustację!

Priorat i francuski miks ~ Dwa wina De Muller

Jedni mówią, że kluczem do sukcesu jest doskonalenie się w jednej, bardzo konkretnej sferze działalności. Inni twierdzą coś zgoła odmiennego – należy być elastycznym i otwartym na nowe doświadczenia i eksperymenty. Wychodzę z założenia, że obydwa sposoby są równie dobre, jeżeli tylko którykolwiek z nich przyniesie oczekiwane rezultaty. Działający w dwóch katalońskich regionach – Tarragonie i Prioracie – producent De Muller należy do grona winiarzy produkujących swoje wina według tego drugiego modelu. O jednym smacznym winie musującym pisałam niedawno. De Muller, oprócz białych musujących win, produkuje też wina spokojne we wszystkich kolorach – od wytrawnych po likierowe, wzmiacniane i wreszcie wermuty. Dziś opowiem Wam o dwóch czerwieniach z tej winiarni.

priorat

De Muller Priorat Criança 2012
Jak sama nazwa wskazuje, przydomek crianza ma nam sugerować raczej młodzieńczy styl wina, a więc dominację owocu i żwawą kwasowość. Ten kupaż (60% garnatxa, 20% cariñena oraz po 10% merlot i syrah) z bodaj najmodniejszego regionu w Hiszpanii (a nawet na świecie) faktycznie jest świeże, niezbyt mocne, ale jednocześnie wykazuje cechy charakterystycznej dla win z tego regionu lekko „ziemistego”, eleganckiego sznytu. Wino ma już ponad cztery lata, jednak tę jego właściwą crianzy młodzieńczość odczujemy w intensywnym owocu i jednocześnie przyjemnym, choć nie korpulentnym ciele. Spokojnie można by mu dać jeszcze rok czy dwa. Bardzo przyzwoita jak na Priorat cena sprawia, że nic, tylko brać. Do czerwonych mięs – zdecydowanie! Cena: 66 zł

porpores

De Muller Porpores Reserva 2010
Powiedzieć o tym już zdecydowanie dojrzalszym w stylu winie „francuski” miks to w zasadzie tylko część prawdy, choć część większa. Mamy tu bowiem kupaż francuskich szczepów (70% cabernet sauvignon, 20% syrah, 10% merlot), jednak miks beczek, w których winifikowane były te odmiany, to ciekawa wycieczka przez środkową Europę. Oprócz klasycznych beczek z francuskiego dębu do produkcji Porpores użyto bowiem przydających czekoladowych aromatów beczek węgierskich oraz rumuńskich, odpowiedzialnych za niuans…grejpfruta! To wszystko, a dodatkowo mocne aromaty czarnych porzeczek i jagód, spory ekstrakt, soczystość i aksamitną teksturę czyni to wino niemal dopiętym na ostatni guzik. Doskonale sprawdzi się z jagnięciną lub gęsiną. Cena: 97 zł

Wina degustowałam na spotkaniu w Winosferze Chłodna w Warszawie.