Argentyński hit ~ Tupungato Malbec Cabernet Sauvignon 2014 z Marks & Spencer

Idziemy do M&S, sięgamy po butelkę tego argentyńskiego kupażu i doświadczamy – już to napisałam w tytule – hitu. Dawno nie piłam tak pysznego wina w tak przystępnej cenie (równo 30 zł). Plakietka na sklepowej półce zapowiada wino „ciężkie”, jednak ta mieszanka potencjalnie potężnych Cabernet Sauvignon i Malbeca jest bardzo pijalna, jakkolwiek domaga się najlepiej zagrychy, którą miałam już przygotowaną w domu. Chciałam podelektować się w domowym zaciszu winem konkretnym, ale bez przytłaczającej beczki i ugotowanego owocu. Argentyna okazała się celnym strzałem.

tupungato

Nieprzeniknione ciemności Tupungato skrywają w sobie aromaty wiśni i owoców leśnych, takich jak maliny, truskawki, czy jeżyny. Do tego trochę śliwek. Trójwymiarowości dodają winu aromaty pieprzu i ziół. Weźcie łyka i poczujecie przyjemną słodycz alkoholu, wyraźne, żywe taniny i całkiem długi, truskawkowy finisz. Tupungato zagryzałam wyśmienitą kiełbasą z dzika, tak więc szlachetne, aromatyczne wędliny i mięsa – również te grillowane, pieczone czy duszone – będą doskonałym towarzystwem dla tego wina.

Ten argentyński kupaż został wyprodukowany w Bodega Catena Zapata w Dolinie Uco, w departamencie Tupungato. Jeśli wybierając wino w sklepie stwierdzicie, że między Argentyną a Chile nie ma różnicy, bo przecież leżą obok siebie w gorącej Ameryce Południowej, popełnicie duży błąd. Argentyna leży w głębi lądu i ma wyraźnie zdefiniowane cztery pory roku – zupełnie, jak w Europie. To, oraz fakt, że wiele siedlisk jest położonych w Andach na dość dużych wysokościach, stanowi jej przewagę nad sąsiednim Chile, skąd łatwiej o wina „ugotowane”, czyli charakteryzujące się aromatami nie świeżych owoców, tylko takich poddanych mniej lub bardziej intensywnej obróbce termicznej. W odczuciu wielu winopijców taki styl jest bardziej toporny i mniej elegancki. Tu mamy natomiast pełne i soczyste jak garść leśnych owoców wino, w którym beczka gra drugoplanową, jeśli nie trzecioplanową rolę. Piątka!

Oczy: ciemnorubinowe, nieprzejrzyste

Nos: wiśnie, maliny, truskawki, jeżyny, śliwki, pieprz, zioła

Usta: wiśnie, maliny, truskawki, jeżyny, śliwki, pieprz, wyraźne taniny, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 5/5

Reklamy

Crianza za 5 oros…to znaczy euro ~ 5 Oros Rioja Crianza D.O.C. 2012 z Lidla

Dziś na tapecie mamy Rioję Crianzę z Lidla, od dużego producenta Bodegas Isido Milagro. Od razu powiem, że Rioję Crianzę zupełnie dobrą. W składzie same soczyste szczepy: 80% cielistego Tempranillo, 15% owocowej Garnachy i 5% aromatycznego Graciano. Cena: 22,90 zł. Przy tej okazji recenzja będzie nieco edukacyjna, bo warto sobie wyjaśnić, jaka powinna być prawidłowa Rioja Crianza. Czytajcie dalej.

5 oros Crianza

5 Oro Rioja Crianza D.O.C. 2012

To może najpierw parę słów o tej konkretnej butelce. Kolor rubinowy i lekko przejrzysty, wśród aromatów dominują świeże owoce leśne – czerwona porzeczka, maliny, jeżyny – z domieszką przyjemnej wanilii. Podobne wrażenia na języku, przy czym ta wanilia pochodząca z beczki pojawia się ledwie na końcówce, która na szczęście nie jest zbyt krótka. Taniny dosyć wyraziste, dobra kwasowość, ciało jest. Czyli prawidłowo, bez przesady w żadną stronę.

No to przechodzimy do edukacyjnej części recenzji. Wspomniałam wcześniej, że Crianza to młodziak wśród innych Rioch, a to dlatego, że jest najkrócej starzona. Minimalny czas starzenia to dwa lata, przy czym w beczce wino musi spędzić minimum 6 miesięcy, natomiast resztę czasu – w butelce. W przypadku Riochy Reservy i Gran Reservy starzenie musi wynosić odpowiednio 3 lata (w tym rok w beczce) oraz 5 lat (w tym 2 lata w beczce). Górnej granicy czasu starzenia nie ma, jednak warto wiedzieć, że do niedawna Crianzę trzeba było starzeć, nie pół roku, ale co najmniej rok. Widać więc podążanie winiarzy z Riochy za ogólnoświatowym trendem produkowania bardziej owocowych win. 5 Oros było starzone aż 18 miesięcy we francuskim i amerykańskim dębie. Efekt jest taki, że wino jest niezbyt ciężkie, ale z dużą ilością smakowitego owocu i przyjemną werwą. I właśnie z tym powinna Wam się kojarzyć poprawnie zrobiona nowoczesna Crianza. Co prawda w Hiszpanii cena 5 euro za takie codzienne wino będzie rozbojem w biały dzień, ale w Polsce za nieco ponad dwie dyszki można śmiało brać.

Importerowi dziękuję za wino i jego zdjęcie.

Oczy: rubinowe

Nos: wanilia, czerwona porzeczka, maliny, jeżyny

Usta: czerwona porzeczka, maliny, jeżyny, wanilia, wyraźne taniny, dobra kasowość

Ogólna ocena: 4/5

Jakby poważniejsza Langwedocja ~ Chateau de Pouzols Grande Reserve Minervois 2012 z Faktorii Win

Spokojnie, przed nami jeszcze niejeden chłodnawy wieczór, bo podobno zima ma powalczyć z wiosną jeszcze przez cały marzec. No i dobrze, nie ma to jak sączyć wieczorem czerwone wino o ciepłym obliczu. A to już druga opisywana przeze mnie butelka z apelacji Minervois, które ma dla nas Faktoria Win. Poprzednia była tańsza o dyszkę, więc przy cenie wyższej, niż mityczne 30 zł będzie się już mówiło o tak zwanej wyższej półce, wyjątkowej okazji, prezencie.

Chateau de Pouzols Grande Reserve Minervois 2012

Chateau de Pouzols Grande Reserve Minervois 2012

Interpretację pojęcia „wyjątkowa okazja” pozostawię Wam, ale pozwólcie, że opowiem o tym, co można znaleźć w kieliszku tego ciemnorubinowego i skrzącego się fioletowymi refleksami blendu. Otóż, pachnie i smakuje przede wszystkim owocami leśnymi, przy czym nos jest bardziej „czerwony” – dominuje wiśnia i czerwona porzeczka, do tego przyjemne pieprzne nuty. Zgaduję, że mamy tu do czynienia ze sporą dawką Cabernet Sauvignon [sprostowanie: to jednak raczej klasyczny langwedocki kupaż, czyli mieszanka szczepów Grenache, Syrah i Mourvedre]. Wino z czasem uspokaja się, taniny robią się coraz bardziej umiarkowane, wino jednak nie traci dobrej kwasowości i odrobiny pikanterii, jakiej dodaje alkohol. Na pierwszy plan jednak wychodzi soczysta jeżyna. Odnotowałam nawet całkiem długi finisz.

O dolinie Minervois pisałam już w przypadku wina Domaine de Cazelles-Verdier, przypomnę tylko, że jesteśmy w śródziemnomorskiej Langwedocji. Pomimo niewątpliwych zalet Chateau de Pouzols mam świadomość, że wino jest jednak trochę drogie i z tego powodu daję winu trójkę. Mimo wszystko, jeśli jeszcze gdzieś je znajdziecie, kupcie je SOBIE. Nie na prezent, jak sugeruje kontretykieta czy gazetka Faktorii – chyba, że macie pewność, że osoba obdarowana się nim z Wami podzieli. Ale lepiej to WY podzielcie się z kimś, bo przynajmniej to Wy będziecie dzierżyć butelkę (czytaj: władzę) w rękach. A ja bardzo dziękuję importerowi za butelkę.

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy

Nos: wiśnie, czerwona porzeczka, pieprz, owoce leśne

Usta: jeżyny, owoce leśne, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, pikantne

Ocena: 3/4

Na luzie ~ Pure Shiraz – Pinotage Blend Schalkenbosch Estate Western Cape South Africa 2013

W reklamie tego wina widziałabym koniecznie ludzi młodych, opalonych i generalnie aktywnie spędzających czas. No, może z wyjątkiem tych okazji, kiedy trzeba zrobić grilla albo piknik i usiąść z przyjaciółmi na kocu. W kolejnym odcinku spod znaku Faktorii Win stawiam przed Wami butelkę z kraju, w którym jest teraz (zawsze?) ciepło i przyjemnie. Witajcie w Republice Południowej Afryki, gdzie stworzono szczep pinotage – znak rozpoznawczy tego zakątka winiarskiego świata. O szczepie nieco niżej, a teraz parę słów o smakach i aromatach, jakie da się wyczuć w tym lekkim łatwym i przyjemnym, ale znów nie do końca „nowoświatowym” kupażu rzeczonego pinotage i jego towarzysza rodem z Doliny Rodanu, shiraza.

10372540_10202236510954594_3953561227237233915_n

Skrzące się, rubinowe i przejrzyste wino pachniało suchymi ziołami, łącznie z miętą, a do tego czarnym pieprzem. Z owoców wyraźnie wyczuwalne czarne owoce – jeżyny, aronia i jagoda. I to by było na tyle, jeśli chodzi o nos. Usta (moje) wyczuły przede wszystkim wyraźną kwasowość i dość umiarkowane taniny, ale za to na szczęście niezbyt nachalną beczkę i dobrą dawkę czerwonych i czarnych owoców. Ot, proste wino bez poważniejszych zastrzeżeń. Mój ulubiony shiraz pokazuje swoje pieprzno-czarnoowocowe oblicze, problem w tym, że tylko częściowo. Nie mówiąc już o ciekawej odmianie pinotage, która tylko przeziera, o ile nie było to zamiarem producenta.

No właśnie, co z tym pinotage? Szczep genetycznie pochodzi z Francji, bo jest krzyżówką burgundzkiego pinot noir i langwedockiego cinsault (ewentualnie cinsaut). Po pierwszym z rodziców modelowy pinotage dziedziczy soczystość wiśni i wyrafinowany charakter, od drugiego – pikantność oraz aromaty ziemi i czarnych owoców. Mówimy oczywiście o najlepszych egzemplarzach, które mogą dojrzewać nawet dwadzieścia parę lat. Jeśli zwrócimy uwagę na producenta, moglibyśmy zapragnąć spróbować jego najlepszych dzieł. Schalkenbosch bowiem jest już ponadtrzystuletnią winiarnią, tworzącą również wina klasy premium. A ma do tego dobre warunki, bo winnice znajdują się na zboczach góry Witzenberg, spoglądającej na dolinę Tulbagh, około godzinę jazdy na północ od Kapsztadu, w głębi lądu. Klimat jest taki, o jakim marzymy – przynajmniej większość z nas. Śródziemnomorskie temperatury i co najwyżej deszczowe zimy. Jednak na wyższych wysokościach występują duże amplitudy dobowe, co bardzo dobrze robi winorośli. Do tego głównie południoworodańskie gleby, które dobrze sprawdzają się w przypadku czerwonych odmian. Wracając do Pure, nie jest ono z pewnością przykładem szacownego wina, ale i wcale do takiego nie pretenduje. W każdym razie, jeśli z jakiegoś powodu w tym momencie nie dysponujecie zieloną trawą i kocem ciepłym od słońca, możecie zawsze owinąć się tym, co macie pod ręką, usmażyć steka i przy odkręconym grzejniku zrobić bliskim smakowitą ucztę. Za 19 złotych bez grosza – można.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: suszone zioła, czarny pieprz, jeżyny, aronie, jagody, beczka

Usta: wyraźna kwasowość, umiarkowane taniny, czarne owoce, czerwone owoce, przyprawy

Ogólna ocena: 3/4

Z Minerwą przy kielichu ~ Domaine de Cazelles-Verdier Minervois A.O.P. 2012 z Faktorii Win

Miałam zamiar napisać o Domaine de Cazelles-Verdier jeszcze przed Bożym Narodzeniem, ale wir świątecznych przygotowań skutecznie odciągał mnie od zdania raportu z tej butelki. Gdybym wyrobiła się z recenzją napisałabym, że śmiało możecie postawić tę butelkę na świąteczny stół albo dać komuś w prezencie. Tu w pełni zgodzę się z zespołem Faktorii Win co do przeznaczenia tego wina. Cóż, w tym momencie nadal aktualna na pozostaje propozycja zrobienia komuś takiego prezentu. Nie zmienia to faktu, że zawsze możecie je kupić po prostu dla siebie, na najzwyklejszą okazję, jak niezobowiązujące wieczorne posiedzenie. Bo podejrzewam, że pięciu dych to moi Czytelnicy zdecydowanie są warci :)

Domaine de Cazelles-Verdier Minervois A.O.P 2012

Domaine de Cazelles-Verdier Minervois A.O.P 2012

Konkretnie pięciu dych bez złotówki. Tyle zapłacicie za to ciemnorubinowe, skrzące się fioletowymi refleksami Minervois. Da się w nim wywąchać wędzoną śliwkę, a nawet wędzone mięso z jednej strony, a z drugiej świeże, mineralne nuty. Początkowo dosyć intensywne aromaty z czasem łagodnieją, nie tracą jednak ze swojej elegancji. Na języku wino jest dosyć proste, ale równie eleganckie – na pierwszym planie pojawiają się jeżyny i czereśnie podbudowane rozpływającymi się po całej jamie ustnej, ale łagodnymi taninami i dobrą kwasowością. Na końcu ciekawy metaliczny posmak. Co istotne, wino broni się na drugi, a nawet trzeci dzień.

Minervois to apelacja położona w zachodniej Langwedocji, a więc na ciepłym południu Francji. To tam znajduje się starożytna wioska nazwana imieniem rzymskiej boginii mądrości, Minerwy. Historia upraw winorośli w tamtym miejscu jest więc długa. A znacie grę Carcassonne? To właśnie w Minervois leży ta średniowieczna wioska, od której  wzięła swoją nazwę popularna planszówka. Wracając do spraw wina, czerwonymi specjalnościami apelacji są szczepy: grenache, syrah, cinsault i mourvèdre, z mniej popularnych: piquepoul, aspiran i terret. Z kolei białe odmiany uprawiane w Minervois to marsanne, roussanne, bourboulenc, grenache blanc, macabeu i vermentino. Dolina Minervois od południa ma dostęp do Morza Śródziemnego, a zewsząd jest otoczona wzgórzami i wydawać by się mogło, że sprawa śródziemnomorskiego terroir będzie prosta, jednak ten niewielki region jest pełen różnych mikroklimatów. Niemniej gleby są głównie wapienne, dzięki którym wina z Minervois generalnie są dość aromatyczne i zachowują elegancki charakter. Taki właśnie jest kupaż od negocjanta Jeana Paula Verdiera, którego rodzina od trzystu lat para się produkcją win. Według mnie wino jest dobrze wyważone i, co niestety nie jest regułą w przypadku butelek z Faktorii Win, zupełnie warte swojej ceny. Za przesłanie do degustacji wielkie dzięki dystrybutorowi!

Enoturystyczna wyprawa do Minervois minie Wam pod znakiem przechadzek po starych, cichych wioskach i miasteczkach. Ślicznie? Ślicznie! Jedziemy! © http://www.beyond.fr

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy, nieprzejrzyste

Nos: wędzona śliwka, nuty mineralne, wędzone mięso

Usta: czereśnie, jeżyny, lekko, metaliczne, dobra kwasowość, aksamitne taniny

Ogólna ocena: 5/5

Na Święta! ~ Winnica Płochockich Sudomir Rubin Polska XIII z Faktorii Win

Wreszcie w moje ręce trafiła butelka z winnicy, którą bardzo cenię ze względu na fakt, że z roku na rok próbuję co raz lepiej ułożonych win, które w niej powstają. Płochoccy rozlali dla Faktorii Win cztery tysiące takich butelek, które poszły w kraj, mamy więc edycję bardzo limitowaną. Cena nie jest niska (59 zł), ale z czystym sumieniem poleciłabym Wam postawienie tej butelki na świąteczny stół. Przypominając sobie zarówno smaki postnych wigilijnych potraw, jak i „wypasionych” bożonarodzeniowych dań mogę Wam z czystym sumieniem polecić Sudomira. No bo dlaczego polskie wino ma nie pasować do polskich potraw?

Winnica Płochockich Sudomir Rubin Polska XIII Sandomierskie

Winnica Płochockich Sudomir Rubin Polska XIII

Nie będąc gołosłowną przejdę do rzeczy. Sudomir Rubin, jak sama nazwa wskazuje, jest rubinowy, a nawet intensywnie, z fioletowymi refleksami. Równie intensywnie pachnie soczystymi owocami leśnymi: malinami jagodami i jeżynami. W ustach na początku smakuje dość młodo, bo niedojrzałymi malinami i wiśniami, potem smaki łagodnieją. Do tego spora znaczną, która przywodzi mi na myśl południowomorawską frankovkę. Ma za to, oprócz kwasowości, również dobrą dawkę garbników, dzięki czemu wybitnie nada się na towarzysza niezbyt lekkich świątecznych dań. Swoją kwasowością doskonale zrównoważy tłuste pieczyste, a z drugiej strony owocem i taninami podkreśli owoce, w których towarzystwie mięsiwo będzie się piekło w niejednym domu.

Słów kilka o siedlisku. Winnica Płochockich położona jest na niewielkim wzgórzu o południowej i południowo-zachodniej ekspozycji. Lessowe gleby zapewniają dobry drenaż wody i trzymają ciepło. Ratuje to winorośl, która nawet w południowej części Polski i tak ma dosyć trudno. Sudomir jest kupażem naprawdę udanym. Tak się zastanawiam: możliwe, że warto by było przechować je ze 2-3 lata w piwnicznych warunkach? Może uspokoi się i nabierze bardziej szlachetnego charakteru? Jak na razie określiłabym jego charakter jako dosyć młodzieńczy. Cena polskiego wina, szczególnie z Winnicy Płochockich, jak dla mnie nie jest zbyt szokująca, jednak patrząc z perspektywy konsumenta podchodzącego do półki Faktorii Win, konsument ów być może zdecyduje się na coś bardziej popularnego i „pewnego”, na przykład butelkę z Francji czy Włoch. A szkoda, bo wino zasługuje na kupno w ramach prezentu nie tylko dla drugiej osoby. Sudomir dostaje ode mnie zasłużoną czwórkę. Wino udostępniła do degustacji Faktoria Win – dziękuję!

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy

Nos: maliny, jagody, jeżyny

Usta: wyraźna kwasowość, maliny, wiśnie, wyraźne taniny

Ogólna ocena: 4/5

Różowy dąb, a nawet dwa, czyli o winie zupełnie nie-dziewczyńskim ~ Dva Duby Rose & Cross Cuvée 2012

Drodzy Panowie! Jeśli wydaje się Wam, że macie przed sobą kolejną kolejną, kamuflującą się pod zwodniczym tytułem recenzję zwyczajnie rześkiego i wytrawnego, ale nadal mocno owocowego różowego wina, jesteście w błędzie. Kliknęliście w odpowiedni link. A skoro już nęcący tytuł zadziałał i kliknęliście, bo macie ochotę na coś innego, konkretnego, a nawet surowego – czytajcie dalej. Odkryłam to wino w zeszłą sobotę na Grand Prix Magazynu „WINO”. (Relacja pojawi się na blogu niebawem, najprawdopodobniej w weekend, kiedy będę miała czas na podsumowanie wszystkiego, co widziałam i zdegustowałam.) Rose & Cross rychło pojawi się w ofercie sklepu winozmoraw.pl.

Dva Duby Rose & Cross Cuvée  2012

Dva Duby Rose & Cross Cuvée 2012

Kolor zupełnie babski – łososiowo różowy. I na tym koniec z jakąkolwiek kobiecością. W nos uderza mineralność, ciekawe nuty apteczne i wyraźna dębina podszyta ziemią i suchymi liśćmi. Jeśli już czuć jakiś owoc, to są to niezbyt nachalne czarne porzeczki, jeżyny i śliwki. W ustach – dziewczęcych charakterystyk nie wykryto. Od razu pojawia się natomiast wyraźna kwasowość, taniny, znów nuty apteczne, lekko przebijający alkohol oraz kwaśne czerwone owoce i jeżyna. Na koniec zaś coś, co dodaje elegancji całej tej półdzikiej mieszance – długi, różany finisz, który bardzo mi się spodobał. Piłam wino bez niczego, ale wyobrażam sobie, że świetnie pasowałoby do ryby albo nawet kurczaka w aromatycznym, ziołowym sosie.

Zanim opowiem o autentyzmie, który praktykują winiarze z firmy Dva Duby – warto powiedzieć, że siedlisko znajduje się w wiosce Dolní Kounice w podregionie Znojemská. Przypomnijmy, że cechami charakterystycznymi tego pagórkowatego obszaru są piaszczysto-gliniaste gleby lessowe, wysokie dobowe amplitudy oraz łagodzący wpływ tamtejszych rzek. Kombinacja takich warunków zapewnia winom bogactwo intensywnych aromatów bez utraty świeżości i rześkości (patrz: recenzja raczej „kobiecego” muškátu moravskiego z lednickiego Salonu Win). Jeśli miałabym spróbować zdefiniować termin „winiarski autentyzm” – można powiedzieć, że jest to szereg działań zmierzających do uwydatnienia cech terroir poprzez biodynamiczną uprawę winorośli i ograniczenie do minimum lub nawet wykluczenie wszelkich chemicznych dodatków, które zakłóciłyby efekt końcowy. Czasem efekt końcowy może okazać się trudny w odbiorze dla części konsumentów wina – Rose & Cross nie posmakuje tym, którzy są przyzwyczajeni do mocno owocowych różowych kompotów. Może natomiast spodobać się winopijcom spragnionym nowych, nietypowych wrażeń.

Oczy: łososiowe

Nos: mineralne, dąb, ziemia, suche liście, zioła, alkohol, czarna porzeczka, jeżyny, śliwki

Usta: wyraźna kwasowość, taniny, nuty apteczne, czerwone owoce, jeżyny, róża, długi finisz

Ogólna ocena: 4/5

Wurst und…Wein ~ Edouard d’Eck Graves de Vayres AC 2011 z Lidla

Warto przełamać stereotyp, według którego w towarzystwie klasycznej kiełbasy z grilla należy zachować się typowo po bawarsku, czyli chwycić puszkę, butelkę, a najlepiej kufel z piwem  w myśl tradycyjnego „Wurst und Bier”. Nic bardziej błędnego. Przed Państwem smaczny, intensywnie owocowo-ziemisty kupaż z Bordeaux, który kosztuje nieco więcej, niż większość win dyskontowych (irytujące 29,99 zł) i dlatego może być trochę niepopularny wśród szerokich rzesz winopijców, ale myślę, że warto spróbować.

Edouard d’Eck Graves de Vayres AC 2011

Edouard d’Eck Graves de Vayres AC 2011

Rubinowe z fioletowymi refleksami, pachniało dojrzałymi wiśniami, śliwkami, jeżynami i jagodami, a nuty ziemiste i dębowe dodawały głębi i charakteru tym aromatom. W ustach owoc (wiśnia z maliną) aż tak dojrzały i głębokie już nie był, natomiast wybiła się na pierwszy plan znaczna kwasowość w towarzystwie dosyć delikatnych tanin. Dużym plusem okazał się długi, dymny finisz. Dzięki temu wino, jakkolwiek jak na mój gust niezbyt zbalansowane, świetnie sprawdziło się do wspomnianej w pierwszym akapicie grillowanej kiełbasy. Podkreśliło jej smak, a do tego na języku pojawiło się więcej aksamitnej tekstury. Pospolite danie zrobiło się bardziej szlachetne.

Jesteśmy w apelacji Graves de Vayres, a więc we francuskim Bordeaux, w podregionie Entre-Deux-Mers. Ta niewielka apelacja mieści się na zachód od miasta Libourne nad rzeką Dordogne i niezbyt wyraźnie wpisuje się w tradycyjny podział Bordeaux na dwa królestwa – lewy brzeg z przeważającym cabernet sauvignon i prawy brzeg z dominacją merlota. Wyjątkowość pojawia się już w nazwie – francuskie słowo ‘graves’ oznacza po prostu żwiry, a ten rodzaj gleby  jest charakterystyczny dla lewego brzegu. I faktycznie, przeważają tam żwiry, następnie aluwialne piaski i wreszcie glina, na której tak dobrze czuje się merlot. W naszym kupażu wina właśnie z tej aksamitnej odmiany jest najwięcej (75%), potem mamy pikantne cabernet sauvignon (15%) oraz lekkie i ziołowe cabernet franc (10%). Jeśli będziemy wiedzieć, jaki jest książkowy charakter win z prawego brzegu Żyrondy – mocny (przynajmniej w nosie) owoc i aromaty ziemi w tle, to tym łatwiej będzie nam stwierdzić, że Edouard d’Eck pochodzi właśnie stamtąd. Wino zasmakowało mi szczególnie w towarzystwie potrawy – solo niekoniecznie ze względu na stosunkowo wysoką kwasowość. Poza tym zastanawiam się, czy nie można by było ustalić mu nieco niższej ceny. Rozważając ocenę między 3 a 4 skłonię się jednak ku czwórce, ze względu na przyjemny, długi finisz, który stanowi o dobrej jakości.

Oczy: rubinowe, fioletowe refleksy

Nos: wiśnie, śliwki, jeżyny, jagody, dąb, ziemia, zioła

Usta: niedojrzałe wiśnie, maliny,  wyraźna kwasowość, lekkie taniny, długi finisz

Złota etykieta po raz drugi ~ Barton & Guestier Grenache – Syrah – Carignan Côtes du Rhône 2010 z Reala

Drugie wino z dwóch opatrzonych niebezpiecznie złotymi etykietami od dobrego producenta. Pierwsze wino z równie złotego, prezentowego dwupaka przyniosło mi zupełnie miłe doznania. Mogę więc z czystym sumieniem powiedzieć, że zakup takiego upominka będzie jak najbardziej bezpieczny. Co więcej, obydwa wina są różne. W tym przypadku kupaż trzech szczepów: kwasowego i „pikantnego” carignana, pieprznego i tanicznego syrah oraz łagodnego i owocowego grenache. Udział procentowy poszczególnych szczepów należy odczytywać według kolejności ich nazw wypisanych na etykiecie. W tym winie najwięcej mamy zatem grenache (hiszp. garnacha/garnatxa). Syraha i carignana jest już mniej, ale o ile mniej – nie wiadomo, możemy to jedynie oszacować „na czuja”.

Barton & Guestier Grenache – Syrah – Carignan Côtes du Rhône 2010

Barton & Guestier Grenache – Syrah – Carignan Côtes du Rhône 2010

I tak zwany „czuj” podpowiada mi, że w tym ciemnorubinowym winie królują aromaty wiśni, malin, jeżyn, trochę jagód i śliwki. Do tego dym, grafit, suche fiołki i róże oraz pieprz. W ustach zdecydowany atak pieprzno-owocowy, wyczułam przede wszystkim maliny, wiśnie i jeżyny, trochę dębu. Na środku języka zaznaczają się średnio intensywne taniny i wyraźna kwasowość. Finisz średnio krótki, ale wyrazisty. Wino sprawia wrażenie trochę nieokrzesanego, ale nadal jest bardzo dobre. A już bardzo, bardzo dobrze sprawdziłoby się w towarzystwie porządnej pieczeni w ciemnym, aromatycznym sosie.

O producencie już napisałam w poprzednim wpisie, natomiast mamy tutaj do czynienia z zupełnie innym regionem, niż w przypadku tamtego wina – przypomnijmy – kupażu merlota i cabernet sauvignon z Bordeaux. Mieszanka, o której piszę pochodzi bowiem z apelacji Côtes du Rhône w Doliny Rodanu. Jest to region złożony z dwóch zgoła odmiennych części. Wąska część północna to chłodniejszy, kontynentalny klimat, tarasowo ułożone winnice na granitowym podłożu. Króluje tam czerwony syrah, a  białych szczepów: viognier, marsanne i rousanne. Najlepsze wina są więc skoncentrowane, eleganckie i wręcz surowe w charakterze – tak, jak tamtejsze warunki. Bardziej rozłożyste południe, gdzie znajduje się między innymi apelacja Côtes du Rhône, to już klimat śródziemnomorski z łagodniej pofałdowany terenem. Przeważają piaski, glina, wapienie, łupki i obłe kamyki – otoczaki. Tu uprawia się przede wszystkim grenache ale też – podobnie, jak na północy –  syrah oraz mourvedre i cinsault, a więc głównie ciepłolubne szczepy. I takie też są tamtejsze wina – „ciepłe”, owocowe, bardziej codzienne. Taki też jest kupaż od Barton & Guestier – odpowiedni na konkretny obiad, ale w bardziej „sjestowej”, niż uroczystej atmosferze.

Cotes du Rhone

Jakkolwiek bardziej kręci mnie północna część Doliny Rodanu, to słoneczne, sielankowe pagórkowate tereny wyglądają bardzo zachęcająco. © multiculturalcookingnetwork.wordpress.com

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy

Nos: wiśnie, maliny, jeżyny, jagody, śliwka, dym, grafit, suszone kwiaty, czarny pieprz

Usta: czarny pieprz, maliny, wiśnie, jeżyny, dąb, umiarkowane taniny, wyraźna kwasowość

Ogólna ocena: 4/5

Między gajem oliwnym a owocowym sadem ~ Tenuta Ulisse Unico Montepulciano d’Abruzzo DOP 2011 z Salute!

Mając do czynienia z winem kosztującym ponad 4 dychy zawsze obawiam się, czy jest warte swojej ceny. Wczoraj spróbowałam jednego z bardzo niewielu egzemplarzy ze średnio-wyższej półki, na które ze spokojnym sumieniem można wydać około 50 zł. Dziś o bardzo fajnym winie z rzadkim, szklanym korkiem w ładnej butelce, tej z rodzaju trudnych do sfotografowania. Kupicie na salute.pl za 48 zł.

Tenuta Ulisse Unico Montepulciano d’Abruzzo DOP 2011

Tenuta Ulisse Unico Montepulciano d’Abruzzo DOP 2011

No dobrze, przecież liczy się przede wszystkim wnętrze. Ciemnorubinowe Unico z fioletowymi refleksami nieśmiało, z kwadransu na kwadrans rozwijało ziemisto-owocowe aromaty, z których wywąchałam płatki fiołków, jeżyny, może trochę malin i wiśni. Do tego ciekawy, wędzony bekon. Z czasem nuty alkoholowe przestają tak mocno przebijać, dlatego warto dać temu winu czas, aby odetchnęło. Lekko i zwiewnie nie jest, ale jest za to bardzo elegancko. Podobnie w smaku, jeśli zabierzemy się za Unico zbyt wcześnie, poczęstuje nas zbyt intensywnym alkoholem i zbyt małą ilością owocu, ale z czasem wino się wygładza, zaokrągla i pokazuje swoje bogactwo. Na pierwszy plan wybijają się aksamitne, rozpływające się po całej jamie ustnej taniny. Do tego dobry balans między wyraźną kwasowością a soczystym, ale nie rozbuchanym owocem (wiśnie, jeżyny) i długi finisz, przy którym taniny nie pozwalają o sobie zapomnieć. I jeszcze bardzo przyjemna, lekka słonawość, kojarząca się z wędzonym boczkiem.

Ojczyzną Unico jest Abruzja, czyli najbardziej górzysty region Włoch, położony w środkowej części kraju, stykający się z Adriatykiem. Kraina gajów oliwnych, drzew uginających się od owoców i oszałamiająco aromatycznych ziół. Chodzi konkretnie o okolicę miejscowości Crecchio, gdzie winnice ma producent tego wina, firma Tenuta Ulisse. Teren jest tam pofałdowany z przewagą gleb wapiennych i kamienistych. Klimat jest generalnie śródziemnomorski, jednak zimy są tam, co prawda krótkie, ale mroźne. Ciepłe i długie lata pozwalają owocom winorośli porządnie dojrzeć i w takich warunkach szczególnie dobrze udaje win z takich włoskich szczepów jak montepulciano, negroamaro, sangiovese czy barbery, ale też z „zagranicznego” merlota. Charakterystycznymi cechami Montepulciano d’Abruzzo są głębia koloru i głębia smaku. To i jeszcze trochę znajdziecie w Unico, które jest zrobione właśnie z tego szczepu. Uprzejmie poczęstowała mnie firma Salute!

Abruzzo

Abruzja, czyli kraina, dla wędrowców chętnie wracających do bezpiecznego domu pełnego wina. © http://www.averilstuarthead.com

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy

Nos: jeżyny, maliny, wiśnie, fiołki, bekon

Usta: taniny, wyrazista kwasowość, wiśnie, jeżyny, długi finisz

Ogólna ocena: 5/5