Saudade odłożona na potem ~ Kilka win z Wines of Portugal

Saudade – smutek, melancholia, tęsknota.

Tak z grubsza można przetłumaczyć to portugalskie słowo oznaczające głęboką, nieprzemijającą nostalgię. Z grubsza, bo Portugalczycy utrzymują, że saudade nie da się jeden do jednego przełożyć na inne języki. Co ciekawe, wpływ ich narodowego stanu ducha nie ogranicza się tylko do spraw miłosnych i egzystencjalnych, ale swoim zasięgiem ten termin obejmuje też historię narodu. To zadziwiające, że mieszkańcy tak słonecznego kraju podzielają tę specyficzną nostalgię z gromadą ludzi rzuconą na nasz nadwiślański padół łez i frustracji, obecnie wyjątkowo ponury. Istnieje jednak różnica między portugalskim homo trisits i Polakiem, a jest nią podejście do tej nostalgii. Portugalczycy bowiem nie tylko lubią swoją saudade – wynieśli ją na piedestał jako narodową cnotę i z lubością kontemplują je, kiedy tylko nadarza się ku temu dobra okazja. A Portugalczycy już umieją zadbać, aby takich chwil w ich życiu nigdy nie brakowało. Delektują się więc saudade jak kieliszkiem dobrego wina czy dźwiękami rzewnego fado, przy kieliszku dobrego wina i dźwiękach rzewnego fado, wczoraj tak jak dziś, i jutro pewnie znów. I rozmyślają o wszystkich dobrych rzeczach, których już nie ma, i o tych, które jeszcze nie nadeszły.

No to ja właśnie o przeszłości. W pewien całkiem jeszcze pogodny październikowy dzień organizacja Wines of Portugal utuliła mnie w tęsknocie za ciekawymi ludźmi i winami, które wniosą trochę słońca w coraz bardziej ponurą jesienną aurę. Rzadko spotykam portugalskie wina, które reprezentują coś więcej niż doskonale gastronomiczny charakter. Oczywiście chwała im, że świetnie sprawdzają się w restauracjach i w naszych kuchniach, ale ja tamtego dnia miałam nadzieję na jakieś odświeżające doświadczenie. No i proszę – udało się!

Trzy wina białe, dwa czerwone, jedno musujące. Oto biel numer jeden z winnicy Quinta do Pessegueiro działającej na północnym wschodzie Portugalii, w Górnym (Alto) Douro. Pessegueiro Aluzé White Douro DOP 2016 to kupaż lokalnych odmian rabigato, cercial i gouveio, rosnących na moich ulubionych łupkach i uprawianych w sposób organiczny. Opiekę nad procesem winifikacji sprawuje tu słynny João Nicolau de Almeida – bardzo zasłużony dla regionu enolog, w którego żyłach zamiast krwi już chyba od dawna musi płynąć mieszanka tutejszych win. A jaki jest ten blend? Świeżym aromatom owoców i kwiatów z południowoeuropejskich sadów towarzyszy intensywna mineralność i ledwie wspomnienie o dębinie (tylko 35% wina fermentowało w dużych dębowych beczkach, reszta trafiła do stalowych kadzi). Wino prosi się o owoce morza we wszelkiej postaci i nie jest dostępne w Polsce – mam nadzieję, że ta niezręczna sytuacja szybko się zmieni.

Z tego samego regionu przyjechało do nas wino ze stosunkowo młodej, organicznej winiarni Quinta das Marvalhas, należącej do rodzinnej winiarskiej kooperatywy Casa Agrícola Reboredo Madeira, działającej od połowy XVIII wieku. Vinha da Urze Reserva White 2015 to również kupaż lokalnych szczepów, tym razem są to: códega de Larinho, znów rabigato oraz viosinho. Połowa wina dojrzewała w stali, druga połowa – we francuskim dębie. W tamtejszym suchym klimacie, na ubogich (też łupkowych!) zboczach smaganych wiatrem oprócz winorośli da się wyhodować jedynie oliwki i migdały. Orzeźwiająca kwasowośc i wyraźny niuans morskiej bryzy budzą wspomnienia o skalistych wybrzeżach obmywanych nieokiełznanymi falami. Aromaty owoców spod znaku jabłek i moreli elegancko komponują z zupełnie nienachalnym, szlachetnym beczkowym podbiciem. Do tego wina warto zaserwować oprócz owoców morza również morską rybę. Producent szuka importera i oby rychło go znalazł!

z domieszką gliny, czyli na podłożu mającym potencjał dać strukturalne, pełne wina. To akurat powstało z pochodzącego z Francji, ale bardziej kojarzonego z Portugalią, szczepu alicante bouchet, i już pewnie dobrze znanego polskim winomanom. Ta potężna odmiana idealnie nadaje się do spędzenia jakiegoś czasu w dębie, zatem po fermentacji w stalowych kadziach wino trafiło na 9 miesięcy do amerykańskich i francuskich małych beczek. Efekt? Alkoholu jest tu sporo, bo aż 14,5%, ale jest on doskonale wtopiony i razem z taninami oraz gęstą,  nieco mroczną materią rozmaitych czarnych owoców mości się w ustach jak kot w  welurowym kocyku.  To wszystko zrównoważone doskonałą kwasowością. Ekstraktywne,ale bez przesady, taniczne, ale nie szorstkie. Wina od Casa Santos Lima są dostępne w 50 krajach na całym świecie. Polsko, nie bądź w tyle.

Druga czerwień, tym razem z rdzennie portugalskiej odmiany. O ile u poprzednika  na pierwszy plan wyrywał się mocny czarny owoc, to w Quinta da Gandara Reserva Touriga Nacional Dão DOC 2012 czereśniowo-jagodowa soczystość jest elegancko ujarzmiona przez przyjemne niuanse świeżo mielonej kawy i czekolady.  Wino także fermentowało w stali, a dojrzewało 10 miesięcy tylko we francuskich barriques. Czyli tyle, ile trzeba, aby dać wino o potężnych, ale już dojrzałych, wygładzonych taninach. Ten sam producent przywiózł też produkowane metodą szampańską musujące Caves da Montanha Baga Bairrada DO 2013, które urzekło mnie ciekawym owocem spod znaku niedojrzałych truskawek i białych malin z eleganckim mineralnym tłem. Polacy mogli spotkać się z prostszymi winami od Caves da Montanha chociażby w Biedronce, ale mam nadzieję, że dzięki któremuś z importerów będą mogli poznać poważniejsze wina z jego porfolio.

W poszukiwaniu win zrobionych z rzadkich, endemicznych odmian, trafiłam na unikat z apelacji położonej w regionie Lisboa. Szczęśliwie krzewów ramisco nie dotknęła plaga filoksery dzięki piaszczystym glebom, w których ta mszyca nie jest w stanie przetrwać. Arenae Ramisco Colares DOP 2008 to pełnokrwisty mocarz, w którym ziarniste taniny wiążą się w mocnym uścisku z nutami śródziemnomorskich ziół, żywicy oraz soku z wiśni i czereśni. Nie jest to © Wikipediajednak przeładowany materią kulturysta – wręcz przeciwnie. Jak w rzeźbie Milona z Krotonu nic tu nie odstaje, niczego nie jest za dużo, a jednoześnie winu nie brakuje autentyczności, dynamizmu  i indywidualnego charakteru. Pomimo dojrzewania w beczkach różnej proweniencji przez trzy lata, a potem jeszcze przez rok w barriques, wino nadal jest niesamowicie żwawe!

A na deser – wino amforowe z rodzaju pomarańczowych, oczywiście do szpiku kości wytrawne. Wiem, że amfory są już bardzo 2016 i teraz przez wszystkie przypadki odmieniane są pét-naty, ale pamiętajcie – nie ma świetlanej przyszłości, ani nawet teraźniejszość za bardzo nas nie interesuje. Najbardziej kręci nas nostalgiczne nurzanie się w przeszłości. No to proszę, oto Herdade do Rocim Amphora Branco Alentejo DOP 2015, kupaż jeszcze innych, ściśle lokalnych odmian: antão vaz, perrum, rabo de ovelha i manteúdo. Producent Fernando Pessoa z Herdade do Rocim czerpie z najlepszych tradycji tradycyjnego, ekologicznego winiarstwa. Kiedy moszcz trafi do glinianej amfory, po prostu zamyka ją, dając pole do popisu dzikim drożdżom. Po wygaśnięciu fermentacji trzyma wino na osadzie jeszcze przez 4-6 miesięcy, a potem dojrzewa je w butelce jeszcze przez kolejne dwa. Czujemy w tym winie wszystko, co lubimy w winach pomarańczowych: zadziorną grejpfrutową kwasowość,  przyprószone popiołem polne kwiaty, nuty dobrze przyprawionego wywaru warzywnego i apetyczne taniny. Niech ktoś je importuje!

Jakkolwiek saudade to odczucie nieusuwalne i kiedy raz cię dopadnie, zostaje już z tobą zawsze, tego dnia jednak udało się tę dojmującą melancholię nieco przesunąć na później. Ale cóz, degustacja minęła jak mgnienie oka, producenci i przedstawiciele winnic zwinęli swoje stoiska i wrócili nad Atlantyk. A ja znów zostałam sam na sam ze wspomnieniami i brunatnym listopadem…

Reklamy

Mocarze z Prioratu ~ Degustacja w Ambasadzie Hiszpanii

Minął już miesiąc od degustacji zorganizowanej przez Hiszpańskie wina w Ambasadzie Hiszpanii. Urodzony w tym kraju, a stacjonujący w Polsce sommelier Julio César Sobrino zaprezentował nam, jak to teraz młodzież mówi, petardy. Mniejsze lub większe ale przeważnie petardy. Oto sześć z nich.

© vinicoladelpriorat.com

Vinicola del Priorat l’Obaga 2015
Pierwsze z degustowanych win, a więc relatywnie najlżejsze. Macerowany 20 dni i nie tknięty beczką kupaż garnatxy i syrah to czysta ekspresja owocu. Pierwsze skrzypce grają tu jagody, czereśnie, maliny i wiśnie w syropie z delikatnym niuansem świeżo zmielonej kawy. W ustach wino jest przestrzenne i wypełnione mocno skoncentrowanym owocem (wiśnie, czereśnie), któremu towarzyszy świetna kwasowość i niemęczące taniny. Importerze, to wino cię szuka!

© lavinia.es

Meritxell Pallejà Nita 2014
Kolejny nie dotknięty beczką kupaż – tym razem garnatxy, samsó, cabernet sauvignon i syrah. Ziemista mineralność, mokka i fiołki dominują w nosie nad owocem. W ustach odwrotnie – do głosu dochodzą dojrzałe czarne porzeczki, czereśnie i wiśnie. Do tego przydająca lekkości kwasowość, dzięki czemu mamy wino bogate, lecz pełne finezji, niczym koronkowa tkanina. Nitę kupicie w La Vinotheque.

© masdoix.com

Mas Doix Les Crestes 2015
Tu z kolei mamy kombinację garnatxy, samsó i syrah. W pierwszej kolejności wyczujemy pochodzące z 8-miesięcznego dojrzewania w beczce skorupki orzechów, do tego czarny pieprz i niuans skórzasty. Aromaty owoców leśnych mają już bardziej konfiturowy charakter. Wino jest też bardziej krągłe, dość wyraźny alkohol daje wrażenie ciepła, a na finiszu pojawia się dość wyraźniy likierowy niuans. Nie do końca to wszystko trafia w mój gust, nie można jednak temu winu odmówić świeżości i z pewnością spodoba się niejednemu miłośnikowi wina. Ono też szuka importera!

© quierovinos.com

Coca i Fitó Samsara 2014
Samsarę zna pewnie spora część fanów hiszpańskich win. W kupażu znajdują się te same szczepy, co w winie numer dwa. Dojrzewające we francuskiej beczce 12 miesięcy wino jest jak mocna kawa z leżącą obok kostką gorzkiej czekolady. Jest jednak w Samsarze też mineralna przestrzenność i soczysty owoc spod znaku czarnych porzeczek, śliwek i jagód. Butelkę kupicie w El Catador.

© catalandelights.com

Celler Burgo Porta Mas Sinén Negre 2009
I znów mamy kupaż garnatxy, samsó, cabernet sauvignon i syrah, i znów wszystko dojrzewało 12 miesięcy w dębie z Francji, jednak to wiek wina definiuje charakter. Jest ono dużo potężniejsze, niż poprzednicy. Ten mocarz pełen jest balsamicznych, korzennych i kawowych nut, a alkoholowe ciepełko lekko i przyjemnie drażni język wespół z wciąż żywymi taninami. Jest tu też dobrze zaznaczona klasyczna dla win z Prioratu ziemista mineralność i zbalansowana kwasowość, a nade wszystko nadal świeży owoc. Z taką strukturą można dać temu winu jeszcze sporo czasu. Sprowadza je Catalan Delights.

© vallllach.com

Celler Vall Llach Porrera Vi de Vila 2012
Prestiżowej winnicy Vall Llach raczej nie trzeba nikomu przedstawiać, a jeśli trzeba, to może od razu powiem, ze takiego wina warto spróbować chociaż raz w życiu. Winopijcy o zasobniejszym portfelu mogliby nawet więcej niż raz, bo mamy do czynienia z butelką z najwyższej półki. 5-letni duet samsó i garnatxy jest najbardziej eleganckim przykładem wina z Prioratu, jakie mieliśmy na degustacji, choć też najcięższym. Jest wyraźny obowiązkowy mineralny niuans i krągłość tanin, a 15,5% alkoholu dyskretnie wycofało, aby zrobić miejsce eleganckiej i nie przeładowanej treścią kompozycji apetycznych aromatów kawy z mlekiem, mocno czekoladowego brownie oraz świeżych jagód i jeżyn. Wino jest dostępne w Winkolekcji.

Różne siedliska i metody winifikacji nie spłycają win z Prioratu do jednej, książkowej definicji. Wszystkie degustowane przykłady potwierdzają jednak, że tym, co się powtarza w niemal wszystkich egzemplarzach to niepodrabialne, mniej lub bardziej wyraziste mineralne niuanse, relatywnie wysoki alkohol, wreszcie solidna porcja tanin zintegrowanych z soczystym owocem.

Szampany na kolację ze śniadaniem i nie tylko ~ Degustacja „Szampany w ciemno”

Na kolejnej degustacji w ciemno zorganizowanej przez Michała, autora bloga Wine Trip Into Your Soul, wzięliśmy na warsztat europejskie musiaki z każdej półki cenowej. Na liście 10 win, które zebrał dla nas Michał, znalazło się tylko 7 szampanów (z których 5 okazało się najlepszymi pozycjami tej degustacji, o czym za chwilę). No i cóż, w planie degustacji były zaskoczenia i odrycia, a tymczasem wydarzyła się niewielka, acz łatwa do przewidzenia katastrofa, kiedy szampany degustowaliśmy na zmianę ze spumante i tanim crémantem. Nawet franciacorta nie dała rady. Skupmy się jednak na tych butelkach, które radę dały i na których warto się skupić, szczególnie w okresie przedwalentynkowym, choć według mnie szampany warto dawkować sobie przez cały rok :)

 

j-charpentier_cuvee_pierre-henri_brutCharpientier Cuveé Pierre-Henri Brut (WineAndYou, 229 zł)
Pięknemu, jasnozłotemu kolorowi towarzyszy bardzo wyrazisty i nieco zadziorny charakter. Mamy tu mocne aromaty jabłek – i to różnych – podkreślonych równie wyraźną nutą dobrze wypieczonego chleba. Ten szampan sprawdzi się jako aperitif, ale myślę, że spokojnie udźwignie duszone polędwiczki wieprzowe. Jeśli para nie będzie miała o czym rozmawiać podczas walentynkowej randki, para zdecydowanie rozgada się po otwarciu tej butelki. Duża klasa!

 

rothschild_blanc_de_blancs

Barons de Rothschild Blanc de Blancs (Vininova, 343 zł)
Butelka ze stajni jednej z najbardziej znienawidzonych rodzin na świecie, która jednak stworzyła mnóstwo wybitnych win. Macki Rothschildów dotarły też do Szampanii i tu mamy przykład produktu par excellence. Ten szampan, schlebiający gustom szerokich rzesz klientów (choć klientów o wystrczająco zasobnych portfelach), jest cytrusowo świeży, z delikatnym niuansem croissanta. W ustach jest krągły, kremowy i ładnie spięty porządną kwasowością. Jeśli chcesz pokazać swojej drugiej połówce, że masz gest, wykosztuj się, wypijcie to wino ze smakiem i bez większej refleksji nad nutami zapachowymi i teksturą, przejdźcie do rzeczy. A skoro była mowa o croissancie – kto powiedział, że nie możesz napoić tym szampanem swojej drugiej połówki na śniadanie?

 

bellois_brut

Jacques Picard Maxime Bellois Champagne Brut (Lidl, 79,90 zł)
Czy szampan z najwyższej dyskontowej półki może zadowolić kogoś, kto chciałby dostać szampana dobrej jakości? Ano może. Taki musiak może nawet dostarczyć ciekawych doznań, jak na przykład towarzyszący atomatowi skórki limonki leciutki zapach rozpuszczonej aspiryny, który bardzo przypadł mi do gustu. Co poza tym? Zaskakująca śmietankowość, maślaność i gładkość w ustach i bardzo dobra kwasowość. OK, trochę, trochę chemiczna końcówka, ale przy tym krągłym ciele to naprawdę nie przeszkadza.

 

j-charpentier_reserve_brut

Charpentier Reserve Brut (WineAndYou, 119 zł)
Drugi szampan ze stajni J. Charpentier na tej degustacji, ale już dojrzalszy od poprzednika, o nieco ciemniejszym, złotawym kolorze. Aromaty bardzo klasyczne, cytrusowo-jabłkowo-tostowe, do tego pewna dawka cukru resztkowego i jedwabista tekstura na języku. Pijcie tego szampana solo, z delikatnymi potrawami jak grasica czy policzki wołowe duszone w sosie śmietanowym, albo jeszcze inaczej – z daniami kuchni południowej Azji!

 

drappier_brut_nature

Fot. Michał Misior

Drappier Brut Nature Zero Dosage Pinot Noir (Wine Avenue, 195 zł)

Najbardziej lubię szampany z dwóch skrajnych końców na skali złożoności aromatów i nasycenia materią. Z jednej strony uwielbiam wściekle kwasowe, purytańsko wytrawne blanc de blancs,  które koniecznie trzeba czymś zagryźć, z drugiej zaś hedonistycznie, dojrzałe i niemal taniczne blanc de noirs. Drappier plasuje się w okolicach tego drugiego krańca kontinuum. Aromaty różnych palonych produktów (od tostów po asfalt) równoważone są przez świeżość cytryn i limonek. W ustach wszystkie te aromaty są odrobinę przygaszone, całościowy efekt jest jednak bardzo elegancki i pełen finezji.

Michałowi bardzo dziękuje za organizację degustacji, importerom za użyczenie butelek, a towarzyszom spotkania za rozmowy pełne owocu i głębokiej treści :)

Shirazy 15 razy ~ Degustacja win ze szczepu shiraz/syrah

Ja wiem, zbliża się Sylwester, potem tanecznym krokiem przybędzie do nas karnawał – wypadałoby nie wypuszczać z ręki smukłego kieliszka wypełnionego jakimś dobrym winem musującym. A ja chcę pić syrah! Szczególnie zimą, kiedy temperaturę na zewnątrz chętnie zrównoważyłabym słońcem i rozgrzewającymi aromatami ukrytymi w winach zrobionych z tego szczepu, który poza Europą zwany jest shirazem. Zanurzmy się więc w tę zniewalającą mieszankę owoców, korzeni i ziół!

shiraz_syrah

Jedno niestety korkowe, ale za to 7 niezłych i 8 bardzo smacznych. Tak w kilku słowach mogłabym podsumować pietnastkę win, które zgromadził i otworzył nam Michał Misior na zorganizowanej przez siebie degustacji w ciemno. Opiszę Wam więc tę smakowitą ósemkę, którą z czystym sumieniem mogę polecić jako towarzyszy długich (choć już coraz krótszych) zimowych wieczorów.

alazaniaAlzania Navarra Syrah 2012
Okazuje się, że w słynącym z różowej garnachy hiszpańskim regionie syrah też może się udać! Wino z początku mocno owocowe, pieprzne i ziemiste, z czasem rozwija aromaty ziół, suchych liści i kwiatów. Nie trzeba jednak czekać z nim zbyt długo, bo po jakiejś godzinie aromaty tracą na intensywności. Ale kto by czekał godzinę przy takiej soczystości i fajnej strukturze? (Wine And You, 54 zł)

Salomon Estate salomonShiraz Finniss River 2012
Ten Australijczyk z kolei potrzebuje nieco cierpliwości. Na początek bowiem wszechogarnia nasze zmysły wanilią i dopiero po parunastu minutach układa się w ciekawą i – co najważniejsze – przyjemną kompozycję świeżych ciemnych owoców oraz nut ziołowego lekarstwa i rumu. Ma potencjał starzenia – wyraziste taniny są jeszcze nieco niesforne i odklejone od całości. (Mielżyński, 156 zł)

domaine_la_provenquiereDomaine la Provenquière Languedoc Syrah 2014
Wina z Langwedocji zyskują na jakości, ale nadal można znaleźć wiele butelek w rewelacyjnych cenach, czego przykład mamy właśnie na warsztacie. Fajny owoc podsypany kakao, niezbyt potężne taniny i delikatna słonawość na języku. Osoby uczulone na obecność francuskiej beczki lojalnie ostrzegam, że jest tu jej trochę, nie jest to jednak beczka nadmiernie się narzucająca. Ot, wszystko na swoim miejscu i tyle, ile trzeba. (Wine And You, 29 zł)

Mitolo Jestermitolo_jester Shiraz McLaren Vale 2012
Jedyne wino, którego proweniencję odgadłam bez pudła, ale nie ma się co dziwić – to jest Australian shiraz pełną gębą. Wyraźnie wyczuwalny aromat eukaliptusa towarzyszący mocnemu czarnemu owocowi i nutom ziemistym nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Wino jest jeszcze całkiem młodzieńcze i ma spore szanse na to, aby za parę lat pokazać bardziej złożony bukiet.
(Wine Avenue, 79 zł)

nine_stonesEvans Wine Company Nine Stones Shiraz Barossa Valley 2013
Kolejny Australijczyk, choć o nieco innej ekspresji, niż jego poprzednik. Wino jest rok młodsze, a jednocześnie bardziej wyważone i eleganckie. Dominują aromaty ziemiste, którym towarzyszy niezbyt rozbuchany owoc, w ustach podsypany szczyptą soli.
(Vininova, 56 zł)

Casa Silva Colchaguacasa_silva Valley Shiraz 2012
Tym razem shiraz w „ciepłym” stylu. Dużo się tu dzieje, pełno w tym winie czarnych i czerwonych porzeczek oraz cassis, jest też konfitura z owoców leśnych, wreszcie garść przypraw z dodatkiem lukrecji. Hedonizm w najczystszej postaci, choć nadal nie przesadzony.
(Wineonline, 69-79 zł)

echeverriaEcheverria Gran Reserva Colchagua Valley Syrah 2013
Pozostajemy w chilijskiej dolinie Colchagua i tu mamy kolejne „ciepłe” w charakterze wino, które przypadnie do gustu miłośnikom mięsno-warzywnych aromatów i smaków. Wyobraźcie sobie, że wywąchałam w nim kompozycję kojarzącą się z aromatami chili con carne. Dosłownie: duszona wołowina, mieszanka wszelkich możliwych papryk, fasola, pomidory, zioła. I właśnie z takim jedzeniem pijcie to wino!
(Vininova, 63,90 zł)

Rickety Bridgerickety_bridge Shiraz Western Cape 2010
Na koniec skaczemy do RPA, skąd pochodzi mroczny i dekadencki, ale nadal żwawy shiraz pachnący czarnymi owocami, starą, zakurzoną szufladą i gorzką czekoladą, a całą tę gęstą miksturę równoważy solidny kręgosłup kwasowości. Bardzo długi finisz. I mimo, że to wino ma już sześć lat, jest szansa, że czas jeszcze zadziała na jego korzyść.
(Wine Avenue, 79 zł)

Jak się okazało, najmocniejsza w sensie jakościowym była moim zdaniem reprezentacja Australii i przyznam, że było to dla mnie niemałe zaskoczenie. Spodziewałam się, że największe wrażenie zrobią na mnie butelki ze Starego Świata, tymczasem ledwie dwa wina z Europy były naprawdę warte uwagi. Jeżeli interesują Was pozostałe butelki, które degustowaliśmy tamtego wieczora (a przy okazji porównalibyście moje analizy organoleptyczne z wrażeniami moich znakomitych kolegów), przeczytajcie relacje Michała, Jurka i Roberta.

Toskania ready to drink ~ Trzy wina od Silvio Nardiego z 13 Win

Z winami to jest tak, że często mamy do czynienia z takimi, które w tym momencie nie robią na nas większego wrażenia, bo są niedojrzałe, a więc szorstkie i częstują nas niekoniecznie przyjemnymi „zielonymi” aromatami. Możemy jednak z dużą dozą pewności stwiedzić, że potencjalnie niektóre wina będą wybitne, ale dopiero za parę lat. Możemy to stwierdzić degustując je na długo przed osiągnięciem przez nie tak zwanego peaku, czyli szczytu ich możliwości, roku, w którym wino osiągnie swoją najpełniejszą ekspresję. I oczywiście możemy je kupić za horrendalną cenę z nadzieją, że za te parę lat sprzedamy je za cenę jeszcze bardziej horrendalną, alternatywnie – czekamy na ten moment, kiedy sami je otworzymy i wypijemy. Ale komu by się chciało czekać? Oczywiście znajdą się i cierpliwi, ale w epoce natychmiastowej konsumpcji wszystkiego, z czym się stykamy, kupujemy butelkę, żeby wypić jej zawartość jeszcze dziś wieczorem albo w niedługim czasie. No bo co, jeśli zmieni nam się gust i ta długo wyczekiwana butelka być może ucieszyłaby tych nas z przeszłości, ale tych nas obecnych tu i teraz – już niekoniecznie? Albo, nie daj Boże, przegapimy ten efemeryczny peak?

Znany w winopisarskim półświatku Robert, współautor bloga Nasz Świat Win, należy, jak się zorientowałam,  do grona tych cierpliwych i posiada właśnie parę takich nietanich butelek, które ma zamiar otworzyć dopiero za jakiś czas. Życzę powodzenia i mam nadzieję, że w mniej lub bardziej odległej przyszłości będziemy mieli okazję poznać Wasze wrażenia :) W każdym razie, ten sam Robert na jednej z komentowanych przez siebie degustacji w zlokalizowanej na warszawskim Grochowie winiarni 13 Win, przedstawił nam kilka butelek od producenta Tenute Silvio Nardi. Część win miała młodzieńczy charakter i była gotowa do picia właśnie w takim wydaniu, część była droższa, ale z owym wartym cierpliwości potencjałem, wreszcie część plasowała się na średniej półce cenowej i właśnie te wina w roku 2016/2017 mają swój najlepszy czas. Oto trzy propozycje prosto z Toskanii dla kąpanych w gorącej wodzie (czyli takich, jak ja) winopijców.

Tenute Silvio Nardi Chianti Colli Senesi DOCG
To Chianti jest kupażem sangiovese grosso (85%), merlota (10%) i lokalnego colorino (5%), rosnących na wysokości 250 m n. p. m. Fermentacja i maceracja trwały 15 dni w temperaturze poniżej 30°C, po czym wino dojrzewało przez 4 miesiące w slawońskim dębie, który jest zdecydowanie mniej aromatyczny niż dąb francuski czy amerykański. Dzięki temu wino ma większą szansę zachować świeżość owocu. Z drugiej strony nie można o tym winie powiedzieć, że jest proste czy jednowymiarowe. Dostajemy bardzo przyjazną w odbiorze i świeżą, a jednocześnie złożoną kompozycję kosza czerwonych owoców i śliwek podsypanych śródziemnomorskimi ziołami i li tylko wygładzonych minimalnym wpływem beczki. Cena: 55 zł

 

Tenute Silvio Nardi 43° Toscana IGT
To wino zrobione zostało z 40% sangiovese, 40% merlota i 20% petit verdot, których krzewy rosną  a nieco wyżej położonych parcelach (240-380 m n. p. m.). Czas fermentacji i maceracji był taki sam, jak w poprzednim (i następnym) winie, ale w nieco niższej temperaturze (poniżej 28°C). Dojrzewanie w dębie trwało 4 miesiące. Efektem jest wino najbardziej zbalansowane z całej trójki. Co to oznacza? Owoc jest pełny i dojrzały, a jedyne „zielone” nuty to aromaty świeżych (ale również suszonych) przypraw, do tego kwiatowe tło, dobrze ułożone taniny, aksamitna tekstura i smak, który długo pozostaje w ustach. Mój faworyt. Cena: 52 zł

 

Tùran Rosso Sant’Antimo DOC
Coś dla fanów większej ilości beczkowych aromatów w winie. Ten kupaż jest zdominowany przez mocarne petit verdot (40%), resztę odmian stanowią sangiovese (30%), syrah (20%) i colorino (10%). Tùran jest już nieco poważniejsze w charakterze. Krzewy wszystkich odmian rosną na wysokości około 350 m n. p. m. Fermentacja i maceracja trwały nieco dłużej, bo 20 dni w temperaturze poniżej 28°C, dłuższe było też dojrzewanie (6 miesięcy), a odbywało się częściowo w nowych i używanych francuskich barriques. Mamy więc sporo dojrzałych nut suszonych ziół i kwiatów, ale z zachowaniem czystego, dojrzałego owocu. Materii jest w sam raz, wino nie atakuje, raczej pieści i relaksuje. Cena: 47 zł

Bubbles! ~ Blogerska uczta z degustacją win musujących

Z blogerami winiarskimi i kulinarnymi spotykam się zazwyczaj na degustacjach w sklepach, restauracjach, hotelach i innych przybytkach, gdzie w pośpiechu lawirujemy między winami z kieliszkiem w jednej ręce, kawałkiem bagietki w drugiej, długopisem w zębach i notatnikiem pod pachą. Tym razem, nareszcie, było inaczej. Ze spokojem, z ciśnieniem (około 6 atmosfer) panującym wyłącznie w butelkach, w komfortowym prywatnym mieszkaniu zasiadłam przy stole z Dominiką, Martą i Robertem, Pawłem i Olafem oraz Karoliną i Sebastianem. Jedliśmy własnoręcznie przyrządzone przez Dominikę obłędne potrawy, parowaliśmy je z musiakami zdobytymi dzięki uprzejmości importerów i rozmyślaliśmy. Tęgo rozmyślaliśmy. A oto wnioski z naszych wspólnych rozważań, które przeradzały się niekiedy w burzliwe dyskusje.

Nie mogło obejść się bez aperitifu, na który załapał się Crémant d’Alsace Weiber Brut (27,99 zł, Lidl). Z jednej strony świeży, z drugiej owocowy i krągły niezobowiązujący musiak. Trącał jednak delikatnie landrynką, którą część winopijców lubi, a część niekoniecznie. Duży punkt za czystość!

1

© Olaf Kuziemka

Obłędna przystawka nr 1
Tatar z łososia z dwuletnią kiszoną cytryną, awokado, czarnuszką i wędzoną solą

+ Família Oliveda Brut Nature Reserva (39,99 zł, El Catador)
Cava wyśmienita, bo kamienista i mocno wytrawna, z dominantą grejpfrutowej skórki, nie dała jednak rady feerii smaków, jakie znajdowały się w tatarze. Za to sprawdziłaby się z prostszymi owocami morza, jak surowe ostrygi i sashimi.

+ Jo Landron Vin Mousseux Brut Nature Atmospheres (85 zł, DELiWINA)
Fajny kontrast aromatów słodkich jabłek i owoców tropikalnych z goryczką skórki cytrynowej – i tutaj mieliśmy doskonałą harmonię z potrawą, jednak brakowało mi w tym połączeniu jakiejś wartości dodanej, nowego smaku, specyficznej dodatkowej iskry, która pojawia się w niektórych połączeniach.

+ Schlumberger Grüner Veltliner Vintage Brut 2014 (59 zł, Vininova)
Grüner is the life! Uwielbiam ten szczep za jego wiele twarzy i użyteczność gastronomiczną. Tu w wydaniu jabłkowo-gruszkowym z lekką kwiatową nutą. Tym razem zaiskrzyło – jakkowiek potrawa nieco zdominowała wino, to jednak w ustach pojawił się bardzo przyjemny zielony – nomen omen – smaczek.

2

© Olaf Kuziemka

Obłędna przystawka nr 2

Melon z szynką prosciutto di san daniele

+ Le Colture – Rive di Santo Stefano “Gerardo” (79 zł, Le Barbatelle)
Prosecco subtelnie muśnięte słodyczą i nutami moreli, jabłek i gruszek. Nie wyrządziło krzywdy lekko słodkiej przystawce, w drugą stronę również obyło się bez dominacji i przemocy. Pełna zgoda, choć bez fajerwerków.

+ Vigne Matte Conegliano Valdobbiadene Prosecco Superiore DOCG Spumante Extra Dry Millesimatte (60,27 zł, 13 Win)
Coś dla lubiących perfumowane, landrynkowe musiaki. W towarzystwie melona na talerzu efekt oranżadki nieprzyjemnie się wzmógł, nieprzyjemnie przynajmniej dla mnie.

+ Jacques Picard Maxime Bellois Brut (79,90 zł Lidl Polska)
Jak na taniego szampana z dyskontu – całkiem, całkiem! Prosty w strukturze, ale przyjemnie pachnący ciastem drożdżowym i porządnie kwasowy. Ładnie podkreślił smaki przystawki i z pewnością zrobi to samo z wieloma innymi lekkimi potrawami.

3

© Olaf Kuziemka

Obłędna przystawka nr 3:
Roladki z pieczonej cukinii z mozzarellą, suszonym pomidorem i bazylią

+ Domaine de Dusenbach Crémant d’Alsace Brut Prestige (59 zł, Wine and You)
Świeżość aromaty cytrusów razem ze skórkami i świetna kwasowość tego crémanta udźwignęły dość treściwą, a w każdym razie wyrazistą w smaku przystawkę. Dobrana para.

+ Ferrari Brut (139 zł, Partner Center)
Uwielbiam wina w takim tostowo-popiołowym, przypalonym stylu, które jednocześnie swoją kwasowością i owocem spinają się w zrównoważoną kompozycję. To smakowicie przyprawiło i orzeźwiło roladki z cukinii, doskonale pasowało też do kolejnej przystawki. Jeden z moich faworytów.

4

© Olaf Kuziemka

Obłędna przystawka nr 4:
Crostini z ragù z portobello

+ Ferrari Brut (139 zł, Partner Center)
No właśnie. Umami, umami i jeszcze raz umami. Ten smak obecny w ragu świetnie zgrał się z przebogatym Ferrari, które śmiało podałabym też do pieczonego białego mięsa i dzikiego ptactwa.

+ Deliance Pere et Fils Crémant de Bourgogne Brut Reserve (79 zł, Vins de France)
Zielone jabłuszko w eleganckim wydaniu, bo podsypane białym kwieciem, z lekkim niuansem kruszonki. W połączeniu z crostini pojawiła się goryczka, która nie każdemu może przypaść do gustu. Tego crémanta śmiało natomiast można podać do lżejszych przystawek – na przykład w stylu trzech poprzednich.
+ Bellavista Franciacorta Brut (179 zł, Le Barbatelle)
Franciacorta rześka, owocowa, trochę bułeczkowa w tle, ale i trochę rozczarowująca. Po winie tego rodzaju i w takiej cenie spodziewałam się większej finezji i złożoności. Ta franciacorta była smaczna, również z przystawką, ale sama w sobie jednak zbyt prostolinijna.

+ Graham Beck Blanc de Blancs 2010 (79 zł, Southwine)
Prawdziwy hit! Jeśli chodzi o aromaty, ten musiak z Australii był podobny do Ferrari Brut i również doskonale wpasował się w smaki crostini. Okazał się przy tym bardziej maślany, bardziej palony, bardziej naftowy i co tam jeszcze. Wszystko tu było bardziej. I jeszcze ta rewelacyjna cena!

5

© Olaf Kuziemka

Obłędne danie główne nr 1:
Dorada z patelni z sosem beurre blanc i pieczonymi warzywami

+ Bailly Lapierre Vive-la-Joie Brut Crémant de Bourgogne AOC 2008 (114 zł, Vininova)
Niech żyje radość! Tego pachnącego i smakującego szarlotką i jednocześnie świetnie kwasowego crémanta śmiało można otworzyć na rozpoczęcie Sylwestra, potem o północy, w międzyczasie do takiej ryby, jak nasza, a następnego dnia na noworoczne śniadanie. Czyli najlepiej zaopatrzyć się w co najmniej cztery sztuki. Złotego medalistę Magazynu Wino będzie jednak trudno znaleźć, ale jak już znajdziecie – radzę zakupić w ilościach hurtowych!

+ Champagne Marquis de Bel Aires Brut (129 zł, Winkolekcja)
Znów jabłka – tym razem świeże i czerwone, i jeszcze więcej innych czerwonych owoców. Struktura tego wina pokłóciła się z warzywami w potrawie, połączenie z samą rybą było jednak znakomite.

6

© Olaf Kuziemka

Obłędne danie główne nr 2:
Medaliony wieprzowe w glazurze z melasy z granatów z puree z pietruszki i selera

+ Torre Blanca Cava Brut Rosat (44 zł, Wine and You)
Szkoda, że mieliśmy tylko jeden róż, ale, jak się okazało, w temacie polędwiczek ten róż był strzałem w dziesiątkę. Intensywny smak czerwonych owoców, żwawa kwasowość i tekstura wina doskonale wpasowały się w mięso w lekkiej owocowej glazurze.

+ Malibràn Gorio Prosecco Valdobbiadene D.O.C.G. (59 zł, Vini e Affini)
Coś dla fanów słodkich jabłek, gruszek, moreli i brzoskwini z kwiatowym tłem. Owocowa słodycz jest w tym prosecco dominującym elementem, dzięki czemu można je ze smakiem wypić solo. Dało radę z potrawą, choć takie połączenie akurat mnie nie urzekło.

7

© Olaf Kuziemka

Obłędny deser:
Semifreddo z ricotty z gorzką czekoladą i skórką pomarańczową

+ Bisol Desiderio Jeio ‚Colmei’ Extra Dry Prosecco di Valdobbiadene Superiore DOCG (64,90 zł, Winkolekcja)
Proste, czyste i rześkie prosecco z ilością cukru wystarczającą, aby nie pokłócić się z deserem. Jest smacznie solo, jest smacznie również w parze z semifreddo, w tym drugim przypadku brakuje jednak owej wspomnianej wcześniej wartości dodanej tego duetu.

+ Redentore Prosecco Extra Brut (49 zł, M&P Alkohole i Wina Świata)
A tu efekt synergii jak najbardziej się pojawił! Mocno owocowe, ale eleganckie i odrobinę kwiatowe prosecco wydobyło owocowe nuty w wyrafinowanym semifreddo i dodało mu świeżości. Pyszności!

Dominikę za część kulinarną całuję w sprytne rączki i zmyślne czółko, kolegom i koleżankom po piórze i kieliszku pięknie dziękuję za inspirującą wymianę opinii i bohaterskie ogarnięcie win oraz ich zdjęć, za same wina – wszystkim importerom, natomiast firmie Tableart – za udostępnienie kieliszków Spigelau, bez których kompetentna analiza organoleptyczna byłaby cokolwiek utrudniona.

Poczytajcie, co o uczcie napisała reszta towarzystwa:

Nóż i Widelec (tu również przepisy na potrawy!)
Nasz Świat Win
PoWINOwaci

Zdegustowany

oraz jedzcie, pijcie i bawcie się dobrze!

Beaujolais spod kobiecych rąk ~ Degustacja Crus de Beaujolais w Winkolekcji

Tylko jedno wino podczas listopadowej degustacji w Winkolekcji pachniało owocową gumą balonową i bananem. Jak nietrudno się domyślić, było to Beaujolais Nouveau, które degustowaliśmy jako pierwsze. Nie wdając się w szczegóły jego analizy organoleptycznej, która klepana jest rokrocznie od lat przez wszelakie mass media, mniej i bardziej szanujących się winopisarzy oraz marketingowców, płynnie przejdę do najlepszej ósemki spośród trzynastu butelek z apelacji Beaujolais, które zaprezentował nam Sławek Chrzczonowicz. Bo warto Wam wiedzieć, że beaujolas szanować można, a nawet wypada, wszak wina z tego regionu, dzięki intensywnym owocowym aromatom, świetnej kwasowości i specyficznemu bukietowi aromatów doskonale pasują do wielu dań kuchni polskiej, również tych odświętnych.

Dlaczego akurat trzynaście win? A to dlatego, że apelacja, którą bierzemy na warsztat zawiera w sobie właśnie tyle podapelacji, zwanych tu crus. Nie ujmując niczego potencjałowi całej trzynastki, wspomnę o najciekawszych i najsmaczniejszych winach ośmiu producentek ze stowarzyszenia Etoiles en Beaujolais. Mam nadzieję, że ta ósemka wywróci do góry nogami wyobrażenie wielu średniozaawansowanych winopijców na temat beaujolais.

beaujolais_villagesChâteau de Lavernette Beaujolais-Villages 2014
Beaujolais-Villages to apelacja o randze oczko wyższej, niż Beaujolais i w przypadku tego wina różnicę czuć już w nosie. „Burgundzkim” aromatom spod znaku wiśni i suchych liści towarzyszy malinowy chruśniak z leciutką beczką, całosc zaś jest zwiewna, lekka i soczysta. Wszystkiemu (no, prawie) winne są granitowe, wulkaniczne i łupkowe gleby. Można? Można!

Domaine de la Plagne Régnié 2014reignie
Przenosimy się do podapelacji Régnié. Widzieliście kiedyś różowy granit? Na takim właśnie, podsypanym piaskami iłami podłożu rośnie winorośl, z której powstało to wino. Znów można je pomylić z jakimś podstawowym burgundem – wyczułam przede wszystkim kwaśną wiśnię i silny niuans kwiatowy, kojarzący się z piwonią. Ponownie lekkość, bardzo dobra kwasowość i wreszcie subtelne, ułożone taniny.

brouillyDomaine Comte de Monspay Brouilly 2014
Brouilly to kraina granitów i jednocześnie największe cru w Beaujolais. W tym winie bardziej uwidacznia się praca w piwnicy, bo wyczujemy tu ładnie zaznaczoną beczkę. Z drugiej strony może to właśnie gleby sprawiły, że owoc jest tu dość powściągliwy. Tak, czy inaczej, całość jest bardzo elegancka, zachowawcza, z apetyczną szczyptą soli, którą bardzo lubię.

Domaine Baron de l’Ecluse Côte de cote_de_brouillyBrouilly 2014
Apelacja Côte de Brouilly leży na zboczach wzgórza o tej samej nazwie. Charakterystycznymi glebami dla tego miejsca są granity, łupki i andezyt – skała bogata w wapń i magnez, co definiuje indywidualny charater tamtejszych beaujolais. A jaki to charakter? Pełen ziół, suszonych liści z niuansem herbacianym i nieco pieprzny. Owocu zdecydowanie nie brakuje, nie brakuje też dobrej kwasowości i przyjemnych, nienachalnych tanin.

chenasDomaine de Côte Rémont Chénas 2015
Pozycja dla fanów bardziej dżemowych klimatów. Hedonistycznie soczyste, a przy tym taniczne i pomimo słodkawych smaków spod znaku konfitury z czerwonych owoców – całkiem żwawe i długie.

Domaine David-Beaupère Juliénas 2015julienas
W czerwonych winach bardzo podobają mi się ziemiste nuty i w tym winie z jednej z najlepszych bożolańskich apelacji ów specyficzny aromat gra pierwsze skrzypce. A to dopiero początek! Dalej mamy suszone kwiaty, krągłą owocowość, leciutko zaznaczony wpływ beczki i wreszcie eleganckie, aksamitne taniny. Zdecydowanie warto poczekać pare lat i sprawdzić, co z tym winem będzie działo się dalej.

morgonDomaine de la Plagne Morgon 2014
Robi się coraz mroczniej i poważniej. W Morgon granity są bogate w żelazo i mangan, dzięki czemu wina osiągają stosunkowo dużą koncentrację i solidną strukturę. Znów mamy ziemię, suche liście, ale owoc jest już nie czerwony, lecz ewidentnie czarny, z czereśniami na czele. Wszechwypełniająca usta przyjemna materia, wypolerowane taniny, wreszcie kręgosłup kwasowości na właściwym miejscu. Wyważenie i elegancja.

Domaine de la Plagne Moulin- à-Vent 2014moulin-a-vent
To już trzecie wino od Domaine de la Plagne, skaczemy do jeszcze jedngo – i ostatniego – prestiżowgo bożolańskiego cru. To wino jest bardzo pinotowe, przypomina wręcz całkiem dobrego burgunda. Nutom podsypanych pieprzem wiśni towarzyszy coś, co ja zidentyfikowałam jako suszony lubczyk, do tego skórzasty niuans, w ustach soczystość i konkretna mięsista tekstura. Ten spory ekstrakt znów uzyskano przede wszystkim dzięki glebom – bogatym w mangan granitowym piaskom. Podejrzewam, że w temacie złożoności aromatów to wino z pewnością nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.

Pytajcie Winkolekcję, czy ostały się na sklepie jeszcze jakieś butelczyny, a ja bardzo dziękuję importerowi za zaproszenie na degustację!

Kolory Langwedocji ~ 5 najlepszych win z degustacji w Winkolekcji

Wine bar z Olkuskiej Langwedocją stoi. Oczywiście stoi również całą masą innych francuskich i niefrancuskich win, ale miesiąc temu mieliśmy przyjejmność poznać kilka etykiet obalających wszelkie stereotypy na temat Langwedocji i pokazujących, jak zróżnicowany jest ten największy region winiarski Francji. Oto pięć z tych win.

moulin_de_gassac_fauneMoulin de Gassac Faune IGP Pays d’Herault 2015
Jakiś słowiański ten Faun na etykiecie :) W tym kupażu viogniera i chardonnay (w równych proporcjach) mamy słońce Langwedocji w pełnej krasie. Aromaty słodkich moreli, ananasów, pomarańczy i chrupiących gruszek ozdobione są akacjowym niuansem. Całość przełamuje przyjemna słonawość, a świetna kwasowość równoważy pewien ciężar i tłustawość tego wina. Pijcie je ze szparagami, sałatkami, rybami i owocami morza. Cena: 47 zł

Pont de Gaspont_de_gassacsac IGP Pays d’Herault 2014
W tym kupażu chardonnay, sauvignon blanc i clairette akcent postawiony jest na cytrusowo-jabłkowe nuty ze sporą domieszką pieprzu i ziół prowansalskich. W ustach owoc jest wyważony, podsypany solą, z goryczkowym finiszem. Bardzo eleganckie wino, które będzie doskolane pasować do skorupiaków, ryb i owoców morza. Cena: 69,90 zł

viranel_roseChâteau Viranel Tradition Rosé AOP Saint-Chinian 2015
Styl różu, który bardzo lubię, cokolwiek prowansalski. Czerwonym owocom, lekkiej mineralności podsypanej przyprawami i fiołkowym niuansom towarzyszy wystarczająco dużo ciała, aby wino udźwignęło grillowane ryby, a nawet białe mięso. Świeże, eleganckie i złożone. Cena: 49 zł

viranel_rougeChâteau Viranel Tradition Rouge AOP Saint-Chinian 2013
Wino o dymno-korzenno-ziołowym charakterze, w którym czarny owoc gra drugie skrzypce, choć nie jest pozbawione finezji i świeżości. Zarówno kwasowość, jak i taniny są raczej zachowawcze, ale zrównoważone. Wino będzie świetnie pasować do lekko upieczonych mięs i wędlin. Cena: 52 zł

mas_de_daumas_gassacMas de Daumas Gassac Rouge IGP Saint-Guilhem-Le-Dessert Cité d’Aniane 2012
Piekielnie drogie, ale piekielnie dobre wino o tytoniowo-ziołowej ekspresji z mocnym czarnym owocem i aksamitnych, ułożonych taninach. Soczyste i jednocześnie nie przytłaczające w ustach, prosi się o duszoną wołowinę, steka, kaczą pierś, jagnięcinę, czy nawet dziczyznę. Cena: 199 zł

Zarówno jakościowo, jak i ilościowo langwedocką degustację zdominowali dwaj znakomici producenci: Mas de Daumas Gassac i Château Viranel. Ten pierwszy posiada dwa siedliska. Pierwsze – nazwane po prostu Mas de Daumas Gassac – ma nietypową, bo północną ekspozycję. Wespół ze sporą wysokością (500 m n. p. m.) daje ona w gorącej Langwedocji szansę na wyprodukowanie soczystych, zniuansowanych, a jednocześnie i eleganckich win ze świetną kwasowością i sporym potencjałem. Druga parcela – Moulin de Gassac – to już zwrot w kierunku bardziej owocowych i krągłych win w śródziemnomorskim stylu, ale – jak się przekonaliśmy – również świetnie zbalansowanych.
Z kolei bogactwem winiarni Château Viranel z apelacji Saint-Chinian jest imponująca, 500-letnia rodzinna tradycja winiarska, a także terroir, definiowane przede wszystkim przez gleby – w przypadku dwóch degustowanych win to bogate w wapienie tarasy. Wieją tam też tramontane – północne wiatry z gór Cévennes. Skojarzenia z katalońską Empordą i pełnym finezji stylem tamtejszych win są jak najbardziej na miejscu.

A wyobraźcie sobie, że to ledwie kilka odcieni z niezwykle bogatej palety kolorów Langwedocji! Z pewnością ten wielki region jest wart głębszej eksploracji. Importerowi bardzo dziękuję za zaproszenie na degustację.

2 wina w 13 Winach ~ Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 oraz Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 od Paulo Laureano

Niedawno w 13 Winach zdegustowaliśmy sześć butelek od enologa i winiarza Paulo Laureano, osobistości od lat znanej i szanowanej w portugalskim Alentejo. Laureano swoje wina tworzy w apelacji Vidigueira położonej na południowych rubieżach regionu. I mimo, że jesteśmy na samym południu Alentejo, to klimat jest tam łagodniejszy, niż w pozostałych apelacjach regionu. A jeśli wspomnimy, że przeważają tam granity i łupki, to z dużą dozą pewności możemy spodziewać się win dobrej albo bardzo dobrej jakości. Nie zawiedliśmy się na żadnym winie Laureano, a oto dwie fantastyczne butelki, które podczas degustacji zrobiły na mnie największe wrażenie.

paulo_laureano_vinhas_velhas_premiumPaulo Laureano Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Mamy tu kupaż trincadeiry, aragonez (znanego szerzej jako tempranillo) oraz alicante bouchet. Wino było fermentowane zarówno w nowych, jak i używanych dużych beczkach z francuskiego dębu oraz starzone w nich przez 12 miesięcy, dzięki czemu taniny zdążyły ładnie zintegrować się z miękkim owocem spod znaku wiśni, malin i czerwonej śliwki. Całości towarzyszą dymne, wędzonkowe i stajenne nuty. Wino ma przy tym ciekawy słonawy niuans na języku, świetną kwasowość i doskonale ukryte 14% alkoholu. Eleganckie i bardzo pijalne, piłabym je do solidnych pieczeni. Cena: 42 zł

paulo_laureano_reservePaulo Laureano Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Tu już mamy bardziej szlachetne oblicze tego samego kupażu. W odróżnieniu od poprzednika, to wino fermentowało w małych francuskich barriques, a dojrzewało tylko przez 6-8 miesięcy, co sprawiło, że dymny niuans jest zauważalny, ale jakby subtelniejszy. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast aromaty i smaki jagód i śliwek węgierek. Solidne taniny, mocny owoc i dość wysoka, młodzieńcza wręcz kwasowość sprawiają, że wino ma szansę pięknie rozwijać się przez co najmniej kilka lat, jeśli nie dekadę. Cena: 73 zł

W sklepie dostępne są jeszcze trzy wina białe (beczkowe i nie) oraz jedno podstawowe czerwone Classico od Paulo Laureano. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa powyższe, ale warto odwiedzić sklep na Krypskiej i sprawdzić wszystkie wina Paulo Laureano na własną rękę.

Tour de France! ~ Cztery wina francuskie z Winkolekcji

Cztery wina z czterech zakątków Francji zrobiło na mnie szczególne wrażenie podczas degustacji w warszawskiej Winkolekcji. Spotkanie miało miejsce już dość dawno, bo w sierpniu, ale wina z dużą dozą pewności nadal są dostępne.

saint_sidoine_cotes_de_provenceSaint Sidoine Rosé Côtes de Provence AOC 2015
Startujemy z południa Francji, czyli z Prowansji. To jaśniutkie rosé pachnie jak zmrożone truskawki z pieprzem. W smaku truskawce towarzyszy soczysta wiśnia, do tego sporo mineralności i kwasowości. Wino świetnie sprawdzi się do wędlin, koziego sera lub solo. Jak na elegancką różową Prowansję, cena jest wręcz okazyjna. Cena: 49 zł

Guy Wach Riesling guy_wach_andlau_rieslingAndlau Alsace AOC 2014
Wszystko, czego można oczekiwać od klasycznego alzackiego rieslinga. Aromaty mokrej kredy, kwaśnego, ale dojrzałego jabłka z delikatnym tostowym tłem. W ustach pewna krągłość precyzyjnie i na wskroś przebita świetną kwasowością, a na koniec mineralny i nieco aspirynowy finisz. Ja lubię rieslinga w takim wydaniu do…śledzia, ale doskonale sprawdzi się też do smażonych na maśle białych ryb i owoców morza. Cena: 75 zł

sancerre_la_croix_au_garde_blancLa Croix au Garde Blanc Sancerre AOC 2015
Skaczemy na zachodni kraniec Francji do Doliny Loary, do apelacji Sancerre, słynącej z wyśmienitych sauvignon blanc i mamy tu klasyczną, bardzo świeżą i jednocześnie elegancką ekspresję tego szczepu. Aromaty bukszpanu i świeżo skoszonej trawy towarzyszą soczystej brzoskwini, cytrynie i limonce. Wino jest przy tym krągłe i całkiem cieliste, a wszystko równoważy świetna kwasowość. Pijcie je do ostryg, sushi, lekko przyrządzonych ryb i owoców morza. Zdjęcie pożyczone ze strony Winkolekcji, bo butelka przepadła gdzieś podczas degustacji, co zresztą mnie nie zdziwiło. Cena: 105 zł

Chanson Gevrey-Chambertin chanson_gevrey_chambertin2012
Podróż po Francji kończymy w Burgundii i oto wino, na które nie wszystkich stać, a które każdy powinien spróbować, aby dowiedzieć się, jak smakuje dojrzały, szlachetny burgund. Wino ma zwierzęcy atak z  bogatymi, pieczeniowymi nutami, nasycone jest soczystą wiśnią i śliwką, a jednocześnie ma zachwycajacą lekkość i delikatność. Taniny są już ułożone, a finisz długi, aksamitny i owocowy. Piękne wino! Cena: 225 zł

Importerowi serdecznie dziękuję za poczęstunek!