W kontraście do etykiety ~ EGO Bodegas Pirapú 2015

Doczekać się już nie mogę wypadu na wschodnie wybrzeże Hiszpanii, który już w marcu! W planach jest odwiedzenie najciekawszych winnic Jumilli, Yecli oraz okolic Alicante, Walencji i Murcji i ustrzelenie etykiet, których nie znajdę w Polsce. Chciałabym jednak wpaść między innymi do EGO Bodegas, czyli jednego z kilku wyjątków od założonej reguły. Wam oczywiście polecam wycieczki enoturystyczne, ale jeśli nie macie ochoty (niemożliwe), lub nie możecie (to już bardziej prawdopodobne) ruszyć się z zimnej Polski do cieplepszej krainy, bliżej będzie Wam do warszawskiego sklepu 13 win. Tam bowiem czeka na Was kilka butelek od tego producenta, między innymi kosztujące 33 zł Pirapú, kupaż flagowego dla apelacji monastrell i idealnie go uzupełniającego syrah.

pirapu

Zawartość butelki opatrzonej minimalistycznym, nowoczesnym wizerunkiem sarny skrywa wino, któremu do minimalizmu jest na szczęście bardzo daleko. Po napowietrzeniu i wygonieniu nikomu do niczego nie potrzebnego wszechobecnego zapachu wanilii wino pachnie głównie ciemnymi owocami – jeżynami, jagodami i śliwkami węgierkami, a te owocowe aromaty zdobi bardzo zachowawczy niuans beczki oraz mineralne, ziemisto-kamieniste nuty. Podobne wrażenia pojawiają się na języku, do tego żwawość połączona ze słusznym ciałem. Taniny nie mogą się zdecydować, czy być bardziej ziarnistymi, czy aksamitnymi, ale bardzo podoba mi się to niezdecydowanie, bo dzięki niemu dzieją się w ustach bardzo przyjemne rzeczy. Dobra kwasowość i leciutko słodki finisz dopełniają dzieła. Pijcie Pirapú najlepiej z pieczonym i grillowanym mięsem, raczej czerwonym, niż białym, choć wszelkie wędliny i dojrzałe sery – najlepiej hiszpańskie – również będą dla tego wina dobrym towarzystwem.

P.S. Z EGO Bodegas próbowałam też żwawe, owocowe i soczyste Malabarista oraz bardziej nasycone materią Don Baffo – te wina również z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Obydwa dostępne oczywiście w 13 Win :)

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: jeżyny, jagody, śliwki, ziemia, kamień

Usta: jeżyny, jagody, śliwki, dobra kwasowość, umiarkowane taniny

Ogólna ocena: 4/7

Priorat i francuski miks ~ Dwa wina De Muller

Jedni mówią, że kluczem do sukcesu jest doskonalenie się w jednej, bardzo konkretnej sferze działalności. Inni twierdzą coś zgoła odmiennego – należy być elastycznym i otwartym na nowe doświadczenia i eksperymenty. Wychodzę z założenia, że obydwa sposoby są równie dobre, jeżeli tylko którykolwiek z nich przyniesie oczekiwane rezultaty. Działający w dwóch katalońskich regionach – Tarragonie i Prioracie – producent De Muller należy do grona winiarzy produkujących swoje wina według tego drugiego modelu. O jednym smacznym winie musującym pisałam niedawno. De Muller, oprócz białych musujących win, produkuje też wina spokojne we wszystkich kolorach – od wytrawnych po likierowe, wzmiacniane i wreszcie wermuty. Dziś opowiem Wam o dwóch czerwieniach z tej winiarni.

priorat

De Muller Priorat Criança 2012
Jak sama nazwa wskazuje, przydomek crianza ma nam sugerować raczej młodzieńczy styl wina, a więc dominację owocu i żwawą kwasowość. Ten kupaż (60% garnatxa, 20% cariñena oraz po 10% merlot i syrah) z bodaj najmodniejszego regionu w Hiszpanii (a nawet na świecie) faktycznie jest świeże, niezbyt mocne, ale jednocześnie wykazuje cechy charakterystycznej dla win z tego regionu lekko „ziemistego”, eleganckiego sznytu. Wino ma już ponad cztery lata, jednak tę jego właściwą crianzy młodzieńczość odczujemy w intensywnym owocu i jednocześnie przyjemnym, choć nie korpulentnym ciele. Spokojnie można by mu dać jeszcze rok czy dwa. Bardzo przyzwoita jak na Priorat cena sprawia, że nic, tylko brać. Do czerwonych mięs – zdecydowanie! Cena: 66 zł

porpores

De Muller Porpores Reserva 2010
Powiedzieć o tym już zdecydowanie dojrzalszym w stylu winie „francuski” miks to w zasadzie tylko część prawdy, choć część większa. Mamy tu bowiem kupaż francuskich szczepów (70% cabernet sauvignon, 20% syrah, 10% merlot), jednak miks beczek, w których winifikowane były te odmiany, to ciekawa wycieczka przez środkową Europę. Oprócz klasycznych beczek z francuskiego dębu do produkcji Porpores użyto bowiem przydających czekoladowych aromatów beczek węgierskich oraz rumuńskich, odpowiedzialnych za niuans…grejpfruta! To wszystko, a dodatkowo mocne aromaty czarnych porzeczek i jagód, spory ekstrakt, soczystość i aksamitną teksturę czyni to wino niemal dopiętym na ostatni guzik. Doskonale sprawdzi się z jagnięciną lub gęsiną. Cena: 97 zł

Wina degustowałam na spotkaniu w Winosferze Chłodna w Warszawie.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 2: The Wine Love Devilish 2015

Dziś miała być Katalonia, ale dla odmiany zrobimy skok do dobrze znanego hiszpańskiego regionu Rioja, skąd pochodzi wino-manifest o jednej z najlepszych etykiet w historii, moim skromnym zdaniem oczywiście. Producent Gonzalo Gonzalo (to imię i nazwisko) specjalizuje się zresztą w winach-manifestach i tym razem jest to manifest miłosny, zainspirowany filmem Ed Wood Tima Burtona. Przejdźmy do opisu tego małego dzieła sztuki.

devilish

Krwistoczerwona garnacha niedługo po otwarciu pachnie soczystymi malinami, truskawkami, czerwonymi porzeczkami i trochę też smażonymi wiśniami. W tle szumią świeże liście laurowe i inne śródziemnomorskie zioła. Jak miłość, również i dobre wino potrzebuje nieco czasu, żeby pokazać to, co w nim najlepsze i Devilish jest przykładem takiego wina. Wymagałoby jednak od Was tylko dnia cierpliwości. Po tym czasie nabiera bardziej balsamicznych i pieczeniowych nut, owoc staje się czarniejszy. Wino ma mięsiste i ekstraktywne, ma przyjemne, choć wyraziste taniny, jest też świeże dzięki odpowiedniej dawce kwasowości. Sprawdźcie, być może jeszcze znajdziecie parę kosztujących około czterech dych butelek w warszawskim Wine Cornerze i innych przybytkach zaopatrywanych przez importera Vini e Affini. Może, bo, jak się dobrze orientuję, był w okolicach Halloween na to wino spory popyt.

2 wina w 13 Winach ~ Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 oraz Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 od Paulo Laureano

Niedawno w 13 Winach zdegustowaliśmy sześć butelek od enologa i winiarza Paulo Laureano, osobistości od lat znanej i szanowanej w portugalskim Alentejo. Laureano swoje wina tworzy w apelacji Vidigueira położonej na południowych rubieżach regionu. I mimo, że jesteśmy na samym południu Alentejo, to klimat jest tam łagodniejszy, niż w pozostałych apelacjach regionu. A jeśli wspomnimy, że przeważają tam granity i łupki, to z dużą dozą pewności możemy spodziewać się win dobrej albo bardzo dobrej jakości. Nie zawiedliśmy się na żadnym winie Laureano, a oto dwie fantastyczne butelki, które podczas degustacji zrobiły na mnie największe wrażenie.

paulo_laureano_vinhas_velhas_premiumPaulo Laureano Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Mamy tu kupaż trincadeiry, aragonez (znanego szerzej jako tempranillo) oraz alicante bouchet. Wino było fermentowane zarówno w nowych, jak i używanych dużych beczkach z francuskiego dębu oraz starzone w nich przez 12 miesięcy, dzięki czemu taniny zdążyły ładnie zintegrować się z miękkim owocem spod znaku wiśni, malin i czerwonej śliwki. Całości towarzyszą dymne, wędzonkowe i stajenne nuty. Wino ma przy tym ciekawy słonawy niuans na języku, świetną kwasowość i doskonale ukryte 14% alkoholu. Eleganckie i bardzo pijalne, piłabym je do solidnych pieczeni. Cena: 42 zł

paulo_laureano_reservePaulo Laureano Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Tu już mamy bardziej szlachetne oblicze tego samego kupażu. W odróżnieniu od poprzednika, to wino fermentowało w małych francuskich barriques, a dojrzewało tylko przez 6-8 miesięcy, co sprawiło, że dymny niuans jest zauważalny, ale jakby subtelniejszy. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast aromaty i smaki jagód i śliwek węgierek. Solidne taniny, mocny owoc i dość wysoka, młodzieńcza wręcz kwasowość sprawiają, że wino ma szansę pięknie rozwijać się przez co najmniej kilka lat, jeśli nie dekadę. Cena: 73 zł

W sklepie dostępne są jeszcze trzy wina białe (beczkowe i nie) oraz jedno podstawowe czerwone Classico od Paulo Laureano. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa powyższe, ale warto odwiedzić sklep na Krypskiej i sprawdzić wszystkie wina Paulo Laureano na własną rękę.

Przecież żaden szanujący się winoman nie pije primitivo ~ Grande Corterosso Primitivo di Manduria z Przystanku Wino

No jasne. Primitivo jest przereklamowane, tylko parweniusze piją primitivo, primitivo to nowa kadarka, primitivo is so 2015 i tym podobne slogany. Należycie do obozu ludzi znudzonych tematem tego wszechobecnego Włocha? Was też zapraszam do lektury!

Jak wiadomo, primitivo znajdziemy praktycznie wszędzie. Sklepy winiarskie na fali zainteresowania tymi winami, wprowadzają je do swoich portfolio zapewniając sobie obroty, przynajmniej do wyczerpania zapasów primitivo. Dlaczego Polacy tak je lubią? Bo jest przyjazne, pełne smaku, bardzo pijalne, a przy tym nie budzące wstydu, kiedy chcemy napić się czegoś niezobowiązującego, ale poczciwa tania kadarka już cokolwiek nam nie leży, zresztą nikomu chyba nie muszę przypominać, że tania kadarka to ze wszech miar siara.

grande_corterosso_primitivo_di_manduria

A teraz na poważnie. W żadnym razie nie należy uważać primitivo za mniej obciachową alternatywę dla podłych tanich czerwonych win. W szczególności nie można za nią uważać kosztującego 49 zł apulijskiego primitivo di Manduria, które znajdziecie w warszawskim Przystanku Wino na Paryskiej 28. Sporo dzieje się w tym winie, choć nuty, dość typowe dla primitivo, nie należą do moich ukochanych. Zarówno w nosie, jak i w ustach, pierwsze skrzypce gra mieszanka dżemów z wiśni, kaliny, jagód, śliwek węgierek, malin i truskawek, do tego gdzieś w tle unosi się delikatna kwiatowa perfuma. Aby jednak nie było za słodko, żwawa kwasowość dodaje winu nieco werwy, choć cały efekt psuje trochę zbyt wysoki alkohol. Wreszcie na finiszu mamy ciekawą nutę popularnych cukierków tymiankowo-podbiałkowych, tych na gardło. To nie jest oczywiście maksimum możliwości primitivo, a win z tego szczepu w Przystanku Wino nie brakuje. Warto wybrać się na rekonesans i ocenić na własnym nosie i języku, nie tylko zresztą wina z południa Włoch.

Przystankowi  Wino uprzejmie dziękuję za butelkę!

Oczy: rubinowe z fioletowymi refleksami

Nos: wiśnie w syropie, kalina, jagody, śliwka węgierka, dżem truskawkowy, dżem malinowy, ziemia, kwiaty

Usta: dżem truskawkowy, dżem malinowy, cukierki tymiankowo-podbiałowe, dobra kwasowośc, wyraźny alkohol

Ogólna ocena: 3/7

Bikavérek ~ Juhász Egri Bikavér 2011 z Lidla

Od pewnego czasu na lidlowych półkach (jeszcze chyba) stoją wina z Węgier w bardzo różnych cenach. Rzuty z tego kraju zawsze bardzo mnie cieszą, bo, jak niektórzy z Was wiedzą, moja winna pasja zaczęła się właśnie na Węgrzech. Inną sprawą jest częste rozczarowanie, z jakim się spotykam, bo ceny węgierskich win dostępnych w Polsce wciąż nie zawsze odpowiadają ich jakości.

To zabawne, ale mam ostatnio do czynienia z winami, które, mimo że z dyskontów, powinny jednak smakować cokolwiek dojrzalej, pełniej, bardziej bogato. Na łamach dotrzechdych.pl pojawią się niedługo moje recenzje biedronkowych cabernet sauvignon i syrah w wesji baby, których niedojrzałość można tłumaczyć młodym wiekiem, ale przede wszystkim niską ceną. Czy to je broni? Rozstrzygnięcie tej kwesti pozostawiam Wam. A tymczasem – oto kolejna winna „młoda krew” – bycza krew, czyli kosztujący 19,99 zł Egri Bikavér ze znanej i uznanej egerskiej winiarni Juhász.

juhasz_egri_bikaver

Wino jest – a jakże – krwistoczerwone i przejrzyste, pachnie i smakuje apetyczną mieszanka dojrzałych śliwek i wiśni, może też czerwonych porzeczek. W tle pojawia się świeżo zmielony czarny pieprz, który z kolejnymi kwadransami ustępuje bardziej spokojnym, ziemistym nutom. Ta wersja byczej krwi jest całkiem lekka, a po pewnym czasie wręcz miękka w ustach, choć nie pozbawiona żwawej kwasowości. Brakuje mi trochę garbników i ciała, ale pewnie nie wszystkim z Was te niedociągnięcia będą przeszkadzać. Pytanie też, czy to są w ogóle niedociągnięcia i czy to konkretne wino powinno być cieliste i taniczne.

Do wyrobu Egri Bikavér na Węgrzech dopuszczonych jest aż 13 czerwonych odmian winorośli. Możemy więc spodziewać się po tych winach szerokiego spektrum stylów, koncentracji, czy intensywności beczkowych aromatów. Dochodzi do tego duże geograficzne zróżnicowanie obszarów, na których winiarze mogą wytwarzać wino o tej zastrzeżonej nazwie. Bycza krew od braci Juhász to jedna z subtelniejszych interpretacji węgierskiego klasyka, nadal jednak jest soczysta i aromatyczna.

Za wino bardzo dziękuję importerowi!

Oczy: czerwone, przejrzyste

Nos: śliwki, wiśnie, czerwona porzeczka, czarny pieprz, ziemia

Usta: : śliwki, wiśnie, czerwona porzeczka, dobra kwasowość, lekkie ciało, łagodne taniny

Ogólna ocena: 4/7

Spotkało się Bordeaux z Loarą ~ Dwa wina z francuskiej oferty Lidla

Dwa zgoła różne wina, dlatego nie będę oceniać, które jest lepsze od drugiego. Mogę jednak z grubsza nakreślić Wam, co to znaczy być muscadetem sur lie z Doliny Loary i co to znaczy być klasycznym bordoskim kupażem oraz jak się do tego mają nasze dwie butelki z aktualnej oferty win francuskich, którą znajdziecie w Lidlu. Zobaczcie, co wywąchałam i wysmakowałam, kiedy wina znalazły się w moim kieliszku.

muscadet_sevre_et_maine_sur_lieDomaine Gandais Muscadet Sèvre et Maine Sur Lie La Grande Réserve 2014
Wino o strasznie długiej nazwie i etykiecie godnej stołu weselnego, ale nie ma się czego bać, bo butelka, jak na taką jakość jest naprawdę tania i warta również tych codziennych, niezobowiązujących okazji. Dominują w tym winie czyste aromaty cytryn i limonek wraz ze skórkami, do tego banany, delikatna  słonawość, mokra kreda i lekka nuta drożdżowa. I właśnie – ten ostatni niuans pochodzi z tego, że wino po fermentacji pozostało przez pewien czas na osadzie z martwych drożdży – nazywamy tę metodę sur lie i dzięki niej wino z jednej strony zyskuje świeżość, z drugiej nieco ciała i – w najlepszych wypadkach – potencjał starzenia. Tym wszystkim charakteryzują się dobre wina z apelacji Muscadet Sèvre et Maine. Wy jednak nie zawracajcie sobie głowy starzeniem tego wina i pijcie je teraz – doskonale złagodzi efekty nadciągających upałów. Polecam szczególnie do świeżych serów i ryb, również tych grillowanych. Cena: 19,99 zł


chateau_calet_cotes_de_bordeauxChâteau Calet Blaye Côtes de Bordeaux 2012

Ta butelka wypada już trochę gorzej. Niby jest sporo owocu (klasyczna mieszanka wcale świeżych wiśni, czereśni, porzeczek i śliwek), dość gładkie taniny i dobra kwasowość. Mimo wszystko brakuje temu winu ciała, a co za tym idzie – jakiegokolwiek finiszu. Uczciwe czerwone Bordeaux powinno jednak być takim winem, o którym można by porozmawiać przy obiedzie, które pozostawia po sobie jakiś wart refleksji posmak. A tak, Château Calet w zasadzie smakuje dobrze, ale jest dobre do picia bez zastanowienia. Jego krótkość i wątłość może tłumaczyć niższej rangi apelacja Côtes de Bordeaux, ale w takim wypadku wydaje mi się, że butelka nie powinna kosztować w dyskoncie prawie 30 zł. Wino jest bardzo uniwersalne gastronomicznie, zgodzi się z wszelkimi serami i mięsami, jednak w granicach trzech dych rozejrzałabym się za czymś innym. Wybór pozostawiam Wam. Cena: 27,99 zł

 

Wina otrzymałam do degustacji od Lidla, za co uprzejmie dziękuję!

Pięć czerwieni i jeden róż ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 1

Wiosenno-letnia oferta Faktorii niedawno trafiła na półki. Dla przypomnienia – półki te znajdziecie w wielu mniejszych i większych supermarketach. Otrzymałam na warsztat – za co uprzejmie importerowi dziękuję – porcję win z kolekcji Standard Plus, dostępnej w większych miastach. Dlaczego Standard Plus? Dlatego, że jakość tych win – przynajmniej w teorii – jest nieco wyższa od przeciętnej i ma zaspokoić ciekawość średniozaawansowanych winopijców, którzy chcą poszerzyć swoje winne horyzonty. Albo jeszcze nie wiedzą, że chcą. Przedstawiam Wam pięć win czerwonych i jedno różowe.

Casal Garcia Vinho Verde DOC
vinho verdeDziewczyńskie w stylu Vinho Verde o kolorze, który niektórzy nazywają „randkowym”. Żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Wino zawiera dokładnie taki zestaw cech, jakiego oczekuję od Vinho Verde, czyli bujnego, soczystego czerwonego owocu (poziomki, truskawki, wiśnie), orzeźwiającej kwasowości i leciutkiego musowania na języku. Jak sama fraza na etykiecie anonsuje – fresco e frutado, natomiast z popularnym płynem alkoholowym o nazwie Fresco to wino nie ma nic wspólnego. To nic, że rocznika brak. Jedyne, co może przeszkadzać to nieco zbyt wysoka jak na Vinho Verde cena, ale jest pysznie Cena: 24,99 zł

Torre Oria Gran Reserva 2009
Nie ma wina ze średnio-niskiej półki, torre oria gran reservaktórego bałabym się bardziej, niż to, które ma na etykiecie napis gran reserva. Szczególnie, jeśli pochodzi z Hiszpanii i ma więcej niż pięć lat. Z prawdziwą bojaźnią podeszłam więc do tej butelki. Kolejny Hiszpan w ofercie kłania się wszystkim miłośnikom beczki, nie jest jednak pozbawiony owocu – mamy tu kombinację jagód, śliwki i czereśni z domieszką pieprzu. Pierwszego dnia wybijająca się na pierwszy plan dębina była dość nieznośna, ale na drugi dzień stała się już przyjemnym dodatkiem. Po otwarciu więc dajmy winu co najmniej parę godzin oddechu. Jeśli Torre Oria ma towarzyszyć uczcie, to na pewno udźwignie solidniejsze potrawy, jak wszelkie pieczenie w gęstych sosach. Cena: 23,99 zł


Colpasso Nero d’Avola Terre Siciliane IGP

colpassoWino bez rocznika, na co instynktownie zareagowałam dość podejrzliwie. I faktycznie, anonsowana na etykiecie intensywność doznań nie była aż tak…intensywna. Jak na wino z ciepłej Sycylii wyprodukowane z suszonych winogron, owoc jest dość świeży, a i ciało i taniny w miarę lekkie. Zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam maliny śliwki, jeżyny, jagody, faktycznie trochę suszonych śródziemnomorskich ziół. Kompleksowość więc jest, ale w dość subtelnym wydaniu, dzięki czemu wino będzie elastycznym towarzyszem wielu potraw. Podawajcie do wszelkich pieczonych i grillowanych z ziołami mięs, dobrze przyprawionych makaronów i dojrzałych serów. Cena: 29,99 zł

Niche de Torre Oria Bobal Valencia DOP 2013
Bardzo lubię rdzennie hiszpański szczep bobal za jego wigor,torre oria niche gęstość i bogactwo soczystych owoców. Jeśli dać mu czas w beczce czy w butelce, w najlepszych przypadkach potrafi rozwinąć złożony bukiet czekoladowo-ziołowych aromatów. Akurat to wino jest bardziej owocowe niż jakiekolwiek inne, ale dało się zauważyć w nim gdzieś głębię z spod znaku gorzkiej czekolady. Pełno tu owoców leśnych, czereśni i wiśni podkreślonych sporą dawką aksamitnych tanin i zrównoważonych kwasowością. Ja akurat piłam je do samych oliwek, ale wino aż prosi się o przegryzienie soczystym pieczonym czerwonym mięsem w aromatycznym sosie. Bardzo udana butelka w bardzo dobrej cenie, mój zdecydowany faworyt. Cena: 34,99 zł

La Cuvée Mythique
cuvee mythiqueStylowa butelka z uroczą sową przywodzącą na myśl film Zmierzch tytanów kryje w sobie ciemnorubinowe wino będące czystą ekspresją czerwonych porzeczek, jeżyn i wiśni. Nie jest więc aż tak tytaniczne ani poważne, choć tego raczej po winie z Langwedocji-Roussillon nie należy oczekiwać. Wino jest z jednej strony soczyste, z drugiej całkiem gładkie. Bardzo elastyczne gastronimicznie, Mythique będzie bezpiecznym rozwiązaniem na prezent czy bardziej odświętny obiad. Cena: 49,99 zł

Sudomir Rubin Winnica Płochockich Polska XIII
Po raz kolejny brawo dla Państwa sudomir rubinPłochockich, a dla Faktorii chwała, że wprowadzają polskie wina w szerszy obieg. O tym winie w samych superlatywach pisałam zresztą już ponad rok temu. Sudomir Rubin w kolorze – a jakże – krwiście rubinowym pachnie i smakuje świeżymi i soczystymi leśnymi jagodami, jeżynami, czerwoną porzeczką, ma też odrobinę kwiatowe tło. Wino jest raczej lekkie i z dobrze zaznaczoną kwasowością i nie narzucającymi się taninami, dlatego możecie je podać do łagodnie potraktowanych mięs, od tatara wołowego po wszelkie pozbawione zawiesistych sosów pieczenie. Cena zapewne trochę zaporowa, jednak na specjalną okazję lub na prezent – zdecydowanie polecam. Cena: 59 zł

Podsumowując czerwono-różową kolekcję Standard Plus, generalnie jest zupełnie dobrze i możecie odetchnąć z ulgą, choć – przynajmniej w przypadku win z czerwonej części kolekcji te naprawdę smaczne nieznacznie albo znacznie przekroczyły magiczną granicę trzech dych. A relacja z części białej po długim weekendzie.

Nie tylko dla mafiosów ~ Tola Nero d’Avola Black Label Terre Siciliane IGP z Kropli wina

Sezon grillowy już rozpoczęty? Jeszcze nie? No to czas najwyższy! Dziś chciałabym poczęstować Was recenzją wina, które doskonale wpasuje się w piknikowe klimaty – ale nie tylko. Ostatnio pisałam o świeżutkim, lekkim frizzante z warszawskiego sklepu Krople wina, które reprezentowało bardzo dobrą relację ceny do jakości, bo nawet nie osiągnęło magicznej ceny 30 złotych. Tym razem butelka, z nieco wyższej półki, jednak szczerze uważam, że cena 49 zł również nie zwala z nóg. Poznajcie Tolę.

tola_nero_davola

Pomimo swojej żeńskiej, dziewczęcej wręcz nazwy, ciemnoubinowa Tola pokazuje nam w pewnym momencie bardziej męską, poważniejszą stronę. Na początku bowiem pojawiają się aromaty i smaki świeżych owoców leśnych, w międzyczasie nieco dzikie, zwierzęce nuty kojarzące się z końskim siodłem, a to wszystko kończy eteryczna mieszanka śródziemnomorskich przypraw i dymu. Jakiś czas temu byłam na Sardynii, gdzie pierwszy raz w życiu spróbowałam owocu mirtu i poznałam zapach świeżego liścia laurowego. W Toli znalazłam podobne aromaty. W tę kompozycję bardzo ładnie wpisuje się umiarkowana kwasowość i krągłe, ułożone taniny. Z Tolą zdecydowanie warto spędzić więcej czasu, można ją pić nawet bez niczego, bo Tola zdecydowanie bardziej pieści, niż drażni nasze zmysły. Ale jeśli pytacie, z jakim jedzeniem pić to wino, to spróbujcie go z twardymi serami, wędlinami, czy czerwonymi mięsami pieczonymi lub grillowanymi w śródziemnomorskich przyprawach.

Nero d’Avola to flagowy sycylijski szczep, który – w zależności od siedliska – może pokazać nieco odmienne oblicza. Winnice Tola, z których pochodzi nasze wino, znajdują się między Trapani a Palermo, na pagórkowatym obszarze leżącym około 400 m n. p. m. Dociera tam sirroco – gorący i suchy wiatr znad Afryki, ale jego wpływ łagodzi bryza Morza Śródziemnego i wspomniana wysokość nad poziomem morza. Wino jest bardzo udane – pomimo wysokich temperatur, jakie zwykle panują na Sycylii, w przypadku Toli udało się ukryć 14% alkoholu i zachować świeżość owocu. Polecam!

Oczy: ciemnorubinowe

Nos: owoce leśne, śliwki, nuty zwierzęce, skóra, dym, owoc mirtu, świeży liść laurowy

Usta: owoce leśne, śliwki, dym, dojrzałe taniny, umiarkowana kwasowość

Ogólna ocena: 4/5

Wytrawny markiz na co dzień ~ Marques de Borba Alentejo DOC 2014

Winiarską Portugalię zdecydowanie warto odkrywać region po regionie. Literalnie, każdy region. A to dlatego, że każdy region, jak kraj długi i (niezbyt) szeroki, Portugalia ma dla nas coś ciekawego i smacznego do zaoferowania. Szczególnie że stosunkowo łatwo jest dostać w Polsce portugalskie wino, które reprezentuje dobrą albo bardzo dobrą relację ceny do jakości. W dużej mierze tak było w przypadku tej butelki, która stanowi stałą ekspozycję w Biedronce, a możecie kupić za 29,99 zł.

marques de borba

Mamy tu mieszankę czterech czerwonych szczepów: hiszpańskie Alicante Bouschet i Aragonez (szerzej znanego jako Tempranillo) oraz portugalskich Trincadeira i Touriga Nacional. Aromaty intensywnie rubinowego Markiza stoją pod znakiem skórzastości i mięsności. Do tego całkiem czysty konfitura wiśniowo-malinowo-śliwkowa. W ustach jest już bardziej świeżo i soczyście, mamy dojrzałą  śliwkę, choć taniny są cokolwiek za suche. Najwyraźniej dała się we znaki fermentacja w małych beczkach. Dla eksperymentu można dać winu rok, żeby sprawdzić, czy taniny się wygładzą, choć wydaje mi się, że taki zabieg może nie zdać egzaminu. A czym zagryźć tego Portugalczyka? Przede wszystkim mięsem w każdej postaci, choć unikałabym delikatnie przyrządzonych mięs białych. Będzie pasować do dojrzałych serów.

Producentem Marques de Borba jest duża i znana winiarnia João Portugal Ramos Wines z regionu Alentejo. O regionie możecie przeczytać na przykład w serwisie Vinhos do Tejo, czyli Wina z Tejo. Ciekawostką, jaką możemy wyczytać z serwisu jest informacja, że owoce, z których powstało to wino były własnonożnie ugniatane przez pracowników winiarni. Jeśli jesteście zainteresowani – wino czeka na was na Biedronkowych półkach.

Importerowi uprzejmie dziękuję za udostępnienie wina do degustacji.

Oczy: rubinowe

Nos: nuty zwierzęce, konfitura wiśniowa, malinowa, śliwkowa

Usta: śliwka, dębina, dobra kwasowość, suche taniny

Ogólna ocena: 3/5