Dla odmiany ~ Bri Rosat del Celler de l’Era DO Montsant 2014

A raczej dla dwóch odmian, bo to „różowe” wino jest zrobione w 70% z syrah, resztę stanowi grenache. „Różowe” w cudzysłowie, bo jego intensywny kolor wpłynął na decyzję producenta, że ostatni raz zostało nazwane rosat, czyli różowym właśnie. Na etkiecie następnego rocznika przeczytamy już claret i ta nazwa z pewnością będzie miała większy sens. Kolor tego katalońskiego kupażu bardziej skłania się ku apetycznej jak usta pin up girl czerwieni, niż różowi.

bri_rosat

Zanim jednak opowiem, jak wino zachowuje się – no właśnie – w ustach, parę słów o nosie. Producent wspomina o aromacie truskawek, jednak Bri w moim odczuciu jest bardziej zadziorne i pachnie raczej kwaśną wiśnią, jeżyną, sosem balsamicznym i czarnym pieprzem, wykryłam nawet niuans pieczonego mięsa. Natomiast usta są nieco bardziej krągłe i „kobiece” – więcej tu czereśni, niż wiśni, do tego dojrzałe maliny, a równoważy je żwawa kwasowość ze szczyptą pieprzu i soli.

Winnice Celler de l’Era leżą w katalońskiej apelacji Montsant, która okala słynny Priorat. O intensywności aromatów, sporym ciele, ale też swoistej elegancji tamtejszych win decydują czarne łupkowe gleby zwane licorella (w myśl chyba nieco na wyrost ukutego powiedzenia, że na łupkach każde wino na pewno świetnie się uda), ale też – co często ważniejsze – winifikacja. Ręcznie wyselekcjonowane i nie zmiażdżone owoce obydwu odmian winorośli były krótko (i osobno) fermentowane w stalowych kadziach, po czym wino już jako nietknięty beczką kupaż trafiło do butelek. Dzięki temu udało się w nim przemycić zarówno wyrazisty charakter odmian syrah i grenache, jak i cechy apelacji, która tylko w ilości wspomnanych łupków ustępuje bardziej prestiżowemu sąsiadowi zza miedzy, Prioratowi. Wino jest intrygujące, a jednocześnie nadaje się do szerokiej gamy dań, głównie tych na bazie białego mięsa, ale możnaby je też podać do co tłustszych ryb, nie mówiąc już o serach.

O Bri Rosat pytajcie importera Bon Wino, któremu bardzo dziękuję za udostępnienie wina do degustacji!

Oczy: jasnoczerwone, przezroczyste

Nos: wiśnie, jeżyny, balsamico, balsamico, pieczeń

Usta: wiśnie, czereśnie, maliny, pieprz, słonawe, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 6/7

Białe wagi lekkiej ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 2

W poprzednim odcinku opisałam dla Was pięć czerwonych win i jedno różowe, które niedawno pojawiły się na półkach Faktorii Win. Dla przypomnienia – butelki należą do kolekcji Standard Plus, którą znajdziecie w na faktoriowych półkach w większych miastach naszego kraju. Dzisiaj na tapecie mamy sześć białych, doskonale wpisujących się w coraz cieplejszą aurę win. No to bez zbędnych dodatkowych słów wstępu, przystąpmy do części mokrej.

Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sèvre et Maine AOP 2014
muscadetŚwieżutkie wino, pachnące i smakujące tak, jak wino na upał smakować powinno, czyli kwaśnymi cytrusami (cytryna, limonka) razem ze skórkami i mokrymi kamieniami. W ustach z jednej strony słonawe, a z drugiej tłustawe, co kwalifikuje Les Roches Noires jako dobrego towarzysza dla wszelkich ryb (choć może nie smażonych) i koziego sera. Cena: 24,99 zł

Thummerer Bokréta Cuvée
Pierwsze z thummererdwóch win węgierskich. Pachnie cytrynowo-morelowo-kwiatowo, w ustach dodatkowo pojawiają się kwaśna antonówka. Cokolwiek ćwierćwytrawne, co może spodobać się części z Was, choć mnie nie urzekło. Brakuje mi też trochę kwasowości, która zrównoważyłaby  te wszystkie słodkie owoce. Gdybym miała wybierać, wybrałabym poprzednika. Cena: 24,99 zł

Rina Ianca Grillo + Viogner Terre Siciliane IGP
grillo_viognierZa to wino z nieco wystraszonym lisem na etykiecie musimy zapłacić dziewięć złotych więcej od dwóch poprzednich, ale trzeba przyznać, że w tej włoskiej mieszance grillo i viogniera jednak więcej się dzieje. Mamy tu dojrzałe egzotyczne owoce spod znaku mango i mandarynki, a do tego miód i wanilia. Podoba mi się krągłość, pewien ciężar tego wina i lekko goryczkowy finisz. Spróbujcie je do pieczonych ryb, owoców morza lub drobiu. Cena: 33,99 zł

Kressmann Monopole Bordeaux AOC 2014
Jeśli dorzucimykressmann jeszcze złotóweczkę, dostaniemy lekkie, ale całkiem eleganckie kwiatowo-cytrynowe białe Bordeaux. W ustach jest bogatsze, niż w nosie, bo wyczujemy więcej egzotyki – słodkiego ananasa, mango i nie pozbawioną dobrej kwasowości gładką teksturę. Myślę, że cena nie jest zbyt przesadzona jak na taką jakość, wino jest zupełnie przyzwoite. Cena: 34,99 zł

Szöllősi Sauvignon Blanc Neszmely
sauvignon_blancDrugi Węgier to całkiem złożone Sauvignon Blanc, bo oprócz (dość schowanego) flagowego aromatu agrestu wyczuwalne są tu jeszcze gruszki, słodki grejpfrut i jabłka. Usta są przede wszystkim owocowe, gdzieś w tle majaczy nieśmiało mineralność, brakuje też trochę kwasowości dla uzyskania równowagi w winie. Niemniej jest całkiem przyjemne i można je pić nawet solo, choć jak na wino tarasowe jest jednak trochę za drogie. Cena: 36,99 zł


McPherson Vitage Secret Chardonnay South Eastern Australia 2014
Chardonnay w swojej ciepłej, lekko vintage_secret_chardonnaybeczkowej odsłonie. Pachnie i smakuje jabłkami, kwiatami jabłoni, brzoskwiniami, koszem owoców tropikalnych, a to wszystko podbite fajną kwasowością. Gdyby to wino miało jeszcze tylko nieco więcej ciała, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Cena: 49,99 zł

Jeśli sami sprawdzicie te butelki, łatwo zauważycie że białe wina z kolekcji Standard Plus Faktorii Win mają jeden element wspólny – wszystkie są mniej lub bardziej orzeźwiające. Są więc idealne na lato, na grilla, a niektóre do picia solo. Żeby jednak nie było tak kolorowo – nie wszystkie reprezentują dobrą relację ceny do jakości. Powiedziałabym, że ceny tych butelek utrzymują się na maksymalnym akceptowalnym poziomie. Co kto woli – ja w każdym razie zachęcam do testowania!

Piłam na koszt Faktorii Win, za co uprzejmie dziękuję.

Pięć czerwieni i jeden róż ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 1

Wiosenno-letnia oferta Faktorii niedawno trafiła na półki. Dla przypomnienia – półki te znajdziecie w wielu mniejszych i większych supermarketach. Otrzymałam na warsztat – za co uprzejmie importerowi dziękuję – porcję win z kolekcji Standard Plus, dostępnej w większych miastach. Dlaczego Standard Plus? Dlatego, że jakość tych win – przynajmniej w teorii – jest nieco wyższa od przeciętnej i ma zaspokoić ciekawość średniozaawansowanych winopijców, którzy chcą poszerzyć swoje winne horyzonty. Albo jeszcze nie wiedzą, że chcą. Przedstawiam Wam pięć win czerwonych i jedno różowe.

Casal Garcia Vinho Verde DOC
vinho verdeDziewczyńskie w stylu Vinho Verde o kolorze, który niektórzy nazywają „randkowym”. Żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Wino zawiera dokładnie taki zestaw cech, jakiego oczekuję od Vinho Verde, czyli bujnego, soczystego czerwonego owocu (poziomki, truskawki, wiśnie), orzeźwiającej kwasowości i leciutkiego musowania na języku. Jak sama fraza na etykiecie anonsuje – fresco e frutado, natomiast z popularnym płynem alkoholowym o nazwie Fresco to wino nie ma nic wspólnego. To nic, że rocznika brak. Jedyne, co może przeszkadzać to nieco zbyt wysoka jak na Vinho Verde cena, ale jest pysznie Cena: 24,99 zł

Torre Oria Gran Reserva 2009
Nie ma wina ze średnio-niskiej półki, torre oria gran reservaktórego bałabym się bardziej, niż to, które ma na etykiecie napis gran reserva. Szczególnie, jeśli pochodzi z Hiszpanii i ma więcej niż pięć lat. Z prawdziwą bojaźnią podeszłam więc do tej butelki. Kolejny Hiszpan w ofercie kłania się wszystkim miłośnikom beczki, nie jest jednak pozbawiony owocu – mamy tu kombinację jagód, śliwki i czereśni z domieszką pieprzu. Pierwszego dnia wybijająca się na pierwszy plan dębina była dość nieznośna, ale na drugi dzień stała się już przyjemnym dodatkiem. Po otwarciu więc dajmy winu co najmniej parę godzin oddechu. Jeśli Torre Oria ma towarzyszyć uczcie, to na pewno udźwignie solidniejsze potrawy, jak wszelkie pieczenie w gęstych sosach. Cena: 23,99 zł


Colpasso Nero d’Avola Terre Siciliane IGP

colpassoWino bez rocznika, na co instynktownie zareagowałam dość podejrzliwie. I faktycznie, anonsowana na etykiecie intensywność doznań nie była aż tak…intensywna. Jak na wino z ciepłej Sycylii wyprodukowane z suszonych winogron, owoc jest dość świeży, a i ciało i taniny w miarę lekkie. Zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam maliny śliwki, jeżyny, jagody, faktycznie trochę suszonych śródziemnomorskich ziół. Kompleksowość więc jest, ale w dość subtelnym wydaniu, dzięki czemu wino będzie elastycznym towarzyszem wielu potraw. Podawajcie do wszelkich pieczonych i grillowanych z ziołami mięs, dobrze przyprawionych makaronów i dojrzałych serów. Cena: 29,99 zł

Niche de Torre Oria Bobal Valencia DOP 2013
Bardzo lubię rdzennie hiszpański szczep bobal za jego wigor,torre oria niche gęstość i bogactwo soczystych owoców. Jeśli dać mu czas w beczce czy w butelce, w najlepszych przypadkach potrafi rozwinąć złożony bukiet czekoladowo-ziołowych aromatów. Akurat to wino jest bardziej owocowe niż jakiekolwiek inne, ale dało się zauważyć w nim gdzieś głębię z spod znaku gorzkiej czekolady. Pełno tu owoców leśnych, czereśni i wiśni podkreślonych sporą dawką aksamitnych tanin i zrównoważonych kwasowością. Ja akurat piłam je do samych oliwek, ale wino aż prosi się o przegryzienie soczystym pieczonym czerwonym mięsem w aromatycznym sosie. Bardzo udana butelka w bardzo dobrej cenie, mój zdecydowany faworyt. Cena: 34,99 zł

La Cuvée Mythique
cuvee mythiqueStylowa butelka z uroczą sową przywodzącą na myśl film Zmierzch tytanów kryje w sobie ciemnorubinowe wino będące czystą ekspresją czerwonych porzeczek, jeżyn i wiśni. Nie jest więc aż tak tytaniczne ani poważne, choć tego raczej po winie z Langwedocji-Roussillon nie należy oczekiwać. Wino jest z jednej strony soczyste, z drugiej całkiem gładkie. Bardzo elastyczne gastronimicznie, Mythique będzie bezpiecznym rozwiązaniem na prezent czy bardziej odświętny obiad. Cena: 49,99 zł

Sudomir Rubin Winnica Płochockich Polska XIII
Po raz kolejny brawo dla Państwa sudomir rubinPłochockich, a dla Faktorii chwała, że wprowadzają polskie wina w szerszy obieg. O tym winie w samych superlatywach pisałam zresztą już ponad rok temu. Sudomir Rubin w kolorze – a jakże – krwiście rubinowym pachnie i smakuje świeżymi i soczystymi leśnymi jagodami, jeżynami, czerwoną porzeczką, ma też odrobinę kwiatowe tło. Wino jest raczej lekkie i z dobrze zaznaczoną kwasowością i nie narzucającymi się taninami, dlatego możecie je podać do łagodnie potraktowanych mięs, od tatara wołowego po wszelkie pozbawione zawiesistych sosów pieczenie. Cena zapewne trochę zaporowa, jednak na specjalną okazję lub na prezent – zdecydowanie polecam. Cena: 59 zł

Podsumowując czerwono-różową kolekcję Standard Plus, generalnie jest zupełnie dobrze i możecie odetchnąć z ulgą, choć – przynajmniej w przypadku win z czerwonej części kolekcji te naprawdę smaczne nieznacznie albo znacznie przekroczyły magiczną granicę trzech dych. A relacja z części białej po długim weekendzie.

Białe bezdroża ~ Degustacja win białych w Winkolekcji 20.08.2015 r.

Ekipa z Olkuskiej zaprezentowała siedem nieoczywistych win. Nieoczywistych dlatego, że zostały zrobione z niszowych szczepów, często endemicznych dla danego regionu i nie występujących nigdzie indziej na świecie. Pomijając oczywisty fakt, że całą siódemkę stanowiły wina białe, niszowość to jedna z kilku cech, jakie łączyły butelki zaprezentowane przez Panów Sławka Chrzczonowicza i Jana Bestera. Jakie jeszcze cechy wspólne udało się nam wychwycić? Sprawdźcie sami. Przechodzimy do części mokrej wpisu.

passa douroPassa Douro White 2014 Podróż zaczynamy od Douro w Portugalii. Region znany i uznany, a czy wiedzieliście o istnieniu takiego szczepu jak Codega do Larinho czy Rabigato? A widzicie. Rodzime dla regionu odmiany, z których pierwsza charakteryzuje się aromatami brzoskwiń i owoców egzotycznych oraz raczej niską kwasowością. Tej odmiany jest w winie 50%. Drugie 50% to Rabigato, czyli w wolnym tłumaczeniu „koci ogon”. Skąd taka nazwa – nie wiadomo, w każdym razie jakiekolwiek skojarzenia z kocimi aromatami są zupełnie nieuzasadnione. Dzięki temu szczepowi mamy w winie dobry alkohol i nuty muszkatowe. Całość jest idealnie zbalansowana, rześka, z dobrym owocem, doskonała na upały i do owoców morza. Cena: 52 zł

villa calcinaia chiantiVilla Calcinaia Comitale Bianco dei Colli della Toscana IGT 2014 Skaczemy do Włoch, do kolejnego megaznanego regionu, czyli Chianti. Apelacja słynie czerwonych win, jednak tutaj mamy kolejne wino białe. Pochodzi z hrabiowskiej winnicy, która dźwiga bez mała pięćset lat winiarskiej historii. 90% Grechetto z domieszką Vernacci, a więc mamy tu wino z intensywniejszym owocem, masywniejsze i bardziej mineralne. Delikatnie przebija orzechowa goryczka. Cena: 59 zł

chateau viranelChâteau Viranel Tradition Saint-Chinian 2014 Przenosimy się do Langwedocji, a tam czeka na nas kolejna biel, kupaż Grenache Blanc (80%), Vermentino (20%), Roussanne (15%) i Bourboulenc (5%). Wino jest dosyć subtelne (aromaty ziół, kwiatów i białych owoców) i o średniej kwasowości, ale z większą od poprzednika dozą goryczy, która dobrze zagra z tłustymi rybami poddanymi konkretnej obróbce – wędzonymi, smażonymi czy grillowanymi. Cena: 49 zł

marramieroMarriamiero Pecorino d’Abruzzo DOP Lecimy do Abruzji, aby spróbować jednego z moich trzech faworytów wieczoru. Aromaty egzotycznych owoców i kwiatów w zaskakujący sposób są połączone z nutami aptecznymi. Na języku wino jest dość potężne, ale nadal finezyjne. Bardzo ciekawa wariacja na temat uprawianego w środkowych Włoszech szczepu Pecorino, którego potencjał został na nowo odkryty ledwie parę dekad temu. Wyjazd w nieznane dla amatorów mocnych wrażeń. Cena: 75 zł

chateauneuf du papeDomaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape AOC 2012 Przenosimy się do słynnej apelacji w Rodanie Południowym, gdzie czeka na nas wino z białego szczepu Roussane. W Rodanie Północnym często występuje w różnych proporcjach z inną tamtejszą białą odmianą – Marsanne. Tu z kolei mamy bardzo porządny, soczysty i pełen ciała egzemplarz z południowej części regionu. Świeże aromaty jabłek i cytryn mieszają się z kwiatowymi i ziołowymi nutami. Według informacji od producenta, wino pachnie i smakuje przede wszystkim cumbavą. Jeśli wiecie, o co chodzi, będzie to dla Was jakaś wskazówka. Ja nie wiem, o co chodzi. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że to mój faworyt numer dwa. Cena: 119 zł

acusticAcústic Montsant DO 2011 Lecimy do kraju sąsiadów, czyli Hiszpanii, a konkretnie do apelacji Montsant, terenu otaczającego z robiący furorę Priorat. Na początku bardzo przeze mnie lubiane petrolowe uderzenie ustępuje z czasem delikatniejszym, dębowym, kwiatowym i woskowym nutom. Do tego wyraźnie odczuwalne na języku ciało w towarzystwie bardzo dobrej kwasowości sprawia, że wino reprezentuje bodaj najlepszą relację ceny do jakości i jest to mów trzeci faworyt wieczoru. Cena: 75 zł

alvear pedro ximenezAlvear PX 2027 Montilla Moriles DO Podróż kończymy na południu Hiszpanii, w gorącej Andaluzji. Winnica Alvear produkuje tam pełne aromatów suszonych fig, kawy i żywicy słodkie wino z posiadającego arabskie korzenie szczepu Pedro Ximenez. Wino ciemne, bo stare – najstarszy składnik blendu pochodzi z 1927 roku. Fakt faktem, że tego wina nie da się dużo wypić, jest jednak zaskakująco żywe, czyste i pije się je zupełnie łatwo, a to dzięki porządnej kwasowości, która balansuje wysoki poziom cukru. Wspaniały deser sam w sobie, ale jeszcze ciekawiej sprawdziłby się z lodami z owocami i orzechami. Cena: 85 zł

Wiecie już, co jeszcze łączy wszystkie te wina oprócz koloru i niszowości? Otóż, wszystkie pochodzą z ciepłego południa Europy – to jest ich kolejna cecha wspólna. Warto też dodać, że każde z tych siedmiu win charakteryzuje świeżością i rześkością, które nie są tak oczywiste dla ciepłych regionów jak Douro czy Langwedocja, a które jednocześnie świetnie współgrają z cechami swoistymi dla każdego egzemplarza.

Organizatorom dziękuję za zaproszenie i udostępnienie materiałów z prezentacji.

#winnewtorki: Paczka z Moraw cz. 1 ~ Vinařstvi Gotberg Muškát Moravský Posdní Sbĕr 2013

Kiedy wina z mniej popularnego w Polsce kraju winiarskiego są w naszej ojczyźnie średnio dostępne, możemy sami wybrać się do tego kraju, przy okazji zwiedzić go i zaopatrzyć się w zapas butelek, które u nas są nie do kupienia. W akcie desperacji możemy przepłacić, zamawiając wina z zagranicy. Ale możemy też liczyć na naszych mieszkających w owym kraju znajomych, którzy wspaniałomyślnie wyręczą nas w dostarczeniu flaszek prosto do domu. Tak właśnie zrobiła polsko-czeska para moich dobrych znajomych z Brna, która, znając moje zamiłowanie do południowomorawskich win, przy okazji odwiedzin w Polsce przywiozła mi smakowity sześciopak.

Znalazłam w nim między innymi Muškát Moravský z winnicy Gotberg z Popic, rocznik 2013. Wina tego producenta akurat można znaleźć w Polsce, ale w naszym kraju jest to nadal temat niszowy, choć wart uwagi. Dostałam wino, którego w Polsce akurat w sprzedaży nie ma, a podejrzewam, że wielu polskim winopijcom przypadłby do gustu.

gotberg

Vinařstvi Gotberg Muškát Moravský Posdní Sbĕr 2013

Sformułowanie „posdní sbĕr” oznacza, że wino powstało z bardzo dojrzałych winogron z późnego zbioru. Dzięki temu zabiegowi owoce mają szansę osiągnąć maksimum smaków i aromatów, a także wysoką zawartość cukru. W efekcie wino jest lekko półwytrawne. Mimo to w żadnym wypadku nie jest jednowymiarowe! Pachnie świeżymi winogronami, ananasem, cytrusami i brzoskwinią i taką samą lekką i świeżą egzotyczną sałatkę owocową mamy w ustach. Do tego dobra dawka kwasowości, lekka goryczka i słonawość, które balansują wyraźnie owocowy charakter wina i dodają mu kompleksowości. Powiedziałabym, że wino nadaje się nie tyle na sam środek upalnego dnia, co na leniwe późne popołudnie, do lekkiej obiadokolacji. Na odpoczynek po ciężkim dniu.

45,5 – hektarowa winnica Gotberg znajduje się w południowomorawskim regionie Mikulovská, w okolicy Popic – wsi spod znaku lwa dzierżącego kiść winogron. Taki właśnie obrazek widnieje w herbie miejscowości. Mamy więc do czynienia z regionem o długich tradycjach winiarskich, wszak już starożytni Rzymianie ponad 2000 lat temu postanowili założyć tutaj pierwsze winnice. Gotberg postawił jednak na winiarstwo korzystające z nowoczesnych technologii, czego wymownym znakiem jest bardzo nowoczesny design winiarni Gotberg.

Warto zobaczyć! I w ogóle warto pojechać w tę usianą świetnymi producentami okolicę. Jesteśmy w Mikulovskiej, a więc w sercu południowomorawskiego winiarstwa, gdzie królują białe odmiany. Dominującymi glebami są bogate w wapń lessowe gliny. Winnica Gotberg położona jest na łagodnych zboczach, które zapewniają dobry drenaż wody. Tak, jak wielu producentów z Moraw Południowych, Gotberg również kładzie nacisk na biologiczną uprawę swoich winogron, chcąc w jak największym stopniu uwydatnić cechy terroir. Wiele stuleci winiarskiej praktyki i coraz szersze wykorzystanie nowych technologii sprawia, że ta część Moraw Południowych jest coraz bardziej zróżnicowana pod względem stylu win, a obok dominujących bieli można znaleźć bardzo udane przykłady win czerwonych. Przekonać się o tym możecie zwiedzając Salon Win Republiki Czeskiej, gdzie znajdziecie zbiór ponad stu aktualnie najlepszych win czeskich. Kolekcja zmieniana jest co roku. Byłam i polecam! I coraz poważniej zastanawiam się nad kolejną wyprawą, z której wrócimy samochodem wypełnionym wesoło brzdąkającym kilkudziesięcioma butelkami…

Oczy: słomkowe

Nos: winogrona, ananas, cytrusy, brzoskwinie, mineralność

Usta: winogrona, ananas, cytrusy, brzoskwinie, słonawość, wyraźna kwasowość, lekka goryczka

Ogólna ocena: 4/5

O winach na wytchnienie w ramach dzisiejszego Winnego Wtorku przeczytacie u:

Kuby
Agaty i Wojtka
Roberta
Sebastiana
Roberta
Szymona

Burgundia po raz pierwszy ~ Santenay AOC Charles Thomas 2010 z Vinotrio

Fakt wart odnotowania – biały burgund pojawia się właśnie na moim blogu pierwszy raz w historii. Zresztą, macie przed sobą moją pierwszą recenzję jakiegokolwiek wina z Burgundii. Recenzję dla tych, którzy ze względu na cenę tej butelki szukają wina na raczej specjalną okazję, jednak zdecydowanie do niespecjalnie skomplikowanej potrawy.

Santenay AOC Charles Thomas 2010

Santenay AOC Charles Thomas 2010

Jasnozłote Chardonnay spędziło jakiś czas w beczce, dlatego łatwo wywąchacie nuty maślane i troszkę tostowych, ale żeby nie było za ciężko, jest tu też dużo owoców egzotycznych i jabłek podkreślonych mineralnym aromatem kredy. W ustach dość świeże, ale jednocześnie eleganckie z umiarkowaną kwasowością zrównoważoną dobrym owocem (jabłka i cytrusy) i znów nutą tostową. Finisz zdecydowanie jabłkowy, pewną chwilę pozostaje w ustach.

Jesteśmy w sercu Burgundii, apelacji Côte d’Or. Jej południową połówkę stanowi mniejsza apelacja Côte do Beaune. Wreszcie, na samiuteńkim południu Côte do Beaune, leży królestwo Pinot Noir, czyli gmina Santenay, która też dostała prawo do nazywania się apelacją. Warto wspomnieć, że liczba 100 takich apelacji w stosunkowo niedużej (45 tys. ha) Burgundii jest oszałamiająca. Wiele z parceli ma mniej niż hektar, a różnice między winami od dwóch sąsiadów mogą być znaczące, bo gleby tworzą w Burgundii niezły patchwork. A dołóżcie do tego jeszcze wpływ pracy winiarzy. Ceny większości burgundzkich win są równie oszałamiające, dlatego 79 zł za nasze Santenay to zupełnie uczciwa kwota. Śmiało możecie kupić je sobie jako wino wprowadzające w temat Burgundii. Butelkę częściowo zrefundował mi sklep Vinotrio, za co bardzo uprzejmie dziękuję.

Oczy: jasnozłote
Nos: masło, owoce egzotyczne, jabłka, kreda, tosty
Usta: umiarkowana kwasowość, jabłka, cytrusy, tosty
Ogólna ocena: 4/5

Różowy dąb, a nawet dwa, czyli o winie zupełnie nie-dziewczyńskim ~ Dva Duby Rose & Cross Cuvée 2012

Drodzy Panowie! Jeśli wydaje się Wam, że macie przed sobą kolejną kolejną, kamuflującą się pod zwodniczym tytułem recenzję zwyczajnie rześkiego i wytrawnego, ale nadal mocno owocowego różowego wina, jesteście w błędzie. Kliknęliście w odpowiedni link. A skoro już nęcący tytuł zadziałał i kliknęliście, bo macie ochotę na coś innego, konkretnego, a nawet surowego – czytajcie dalej. Odkryłam to wino w zeszłą sobotę na Grand Prix Magazynu „WINO”. (Relacja pojawi się na blogu niebawem, najprawdopodobniej w weekend, kiedy będę miała czas na podsumowanie wszystkiego, co widziałam i zdegustowałam.) Rose & Cross rychło pojawi się w ofercie sklepu winozmoraw.pl.

Dva Duby Rose & Cross Cuvée  2012

Dva Duby Rose & Cross Cuvée 2012

Kolor zupełnie babski – łososiowo różowy. I na tym koniec z jakąkolwiek kobiecością. W nos uderza mineralność, ciekawe nuty apteczne i wyraźna dębina podszyta ziemią i suchymi liśćmi. Jeśli już czuć jakiś owoc, to są to niezbyt nachalne czarne porzeczki, jeżyny i śliwki. W ustach – dziewczęcych charakterystyk nie wykryto. Od razu pojawia się natomiast wyraźna kwasowość, taniny, znów nuty apteczne, lekko przebijający alkohol oraz kwaśne czerwone owoce i jeżyna. Na koniec zaś coś, co dodaje elegancji całej tej półdzikiej mieszance – długi, różany finisz, który bardzo mi się spodobał. Piłam wino bez niczego, ale wyobrażam sobie, że świetnie pasowałoby do ryby albo nawet kurczaka w aromatycznym, ziołowym sosie.

Zanim opowiem o autentyzmie, który praktykują winiarze z firmy Dva Duby – warto powiedzieć, że siedlisko znajduje się w wiosce Dolní Kounice w podregionie Znojemská. Przypomnijmy, że cechami charakterystycznymi tego pagórkowatego obszaru są piaszczysto-gliniaste gleby lessowe, wysokie dobowe amplitudy oraz łagodzący wpływ tamtejszych rzek. Kombinacja takich warunków zapewnia winom bogactwo intensywnych aromatów bez utraty świeżości i rześkości (patrz: recenzja raczej „kobiecego” muškátu moravskiego z lednickiego Salonu Win). Jeśli miałabym spróbować zdefiniować termin „winiarski autentyzm” – można powiedzieć, że jest to szereg działań zmierzających do uwydatnienia cech terroir poprzez biodynamiczną uprawę winorośli i ograniczenie do minimum lub nawet wykluczenie wszelkich chemicznych dodatków, które zakłóciłyby efekt końcowy. Czasem efekt końcowy może okazać się trudny w odbiorze dla części konsumentów wina – Rose & Cross nie posmakuje tym, którzy są przyzwyczajeni do mocno owocowych różowych kompotów. Może natomiast spodobać się winopijcom spragnionym nowych, nietypowych wrażeń.

Oczy: łososiowe

Nos: mineralne, dąb, ziemia, suche liście, zioła, alkohol, czarna porzeczka, jeżyny, śliwki

Usta: wyraźna kwasowość, taniny, nuty apteczne, czerwone owoce, jeżyny, róża, długi finisz

Ogólna ocena: 4/5

Letnie wino na letni październik ~ Domaine de l’Yeuse Faugères AOC 2013

Jak widać, lato postanowiło nas porozpieszczać jeszcze trochę, przynajmniej do końca weekendu. Niektórym z Was pewnie uda się rozstawić grilla na podwórku. Dziś parę słów o winie, które pasowałoby na przykład do grillowanego łososia (idąc tropem podobieństwa kolorów wina i potrawy). W zasadzie jego lekkość, a jednocześnie dobry kręgosłup pasują do wielu potraw, niekoniecznie grillowanych. Nie ukrywam, że wybierając butelki z Lidla kierowałam się recenzjami niezastąpionej Winicjatywy, która informacje o nowych ofertach publikuje już zanim butelki pojawią się na półkach. I zgadzam się z dobrą opinią na temat tego wina. Za Wasze ciężko zarobione dwie dyszki bez grosza będziecie zadowoleni. Muszę przyznać, że poszczególne Lidle (przynajmniej w moim mieście) bardzo wybiórczo rozkładają butelki z najnowszej oferty. W jednym sklepie znalazłam to, w drugim tamto, a często nie byłam w stanie znaleźć tego, czego szukałam. Taka trochę oferta-widmo. Nachodziłam się, ale wreszcie udało się upolować kilka butelek, które miały dobrą prasę.

Domaine de l’Yeuse Faugères AOC 2013

Domaine de l’Yeuse Faugères AOC 2013

Na pierwszy ogień idzie blado-łososiowy kupaż z langwedockiej apelacji Faugères. Pachnie świeżo truskawkami i malinami z mineralną i nawet kwiatową nutą. Im wino zimniejsze, tym delikatniejsze są te aromaty, natomiast warto je pić dobrze schłodzone, bo wtedy smakuje najfajniej. A smakuje wtedy rześko, ma dobrą, szczypiącą kwasowość. Na końcu jest trochę pikantne, ale bez śladu wulgarnego alkoholu, a trzeba przyznać, że tego alkoholu jest trochę – 13%. Do tego świeże, nie narzucające się owoce – powtórka z wyżej wymienionych. Mogłabym to wino porównać do fantastycznego różowego Zweigeltrebe Rosé  z południowomorawskiej winiarni Krásná Hora – o obydwu wspomniałam w jednej z relacji z naszej wycieczki po Morawach Południowych. Jednak kupaż z Faugères ustępuje mu rześkością i poziomem tanin. Ma natomiast więcej alkoholu, co świadczy o możliwościach regionu, gdzie winogrona mają świetne warunki, aby porządnie dojrzeć.

A warunki w tej apelacji, jak w całej Langwedocji, są śródziemnomorskie, przy czym spotykają się tam suche i chłodne wiatry wiejące z północy, znad gór, oraz te wilgotne i łagodne – znad Morza Śródziemnego. Faugères to pagórkowaty teren, znajdujący się na stylu Langwedocji i Roussillon, niedaleko miasta Bazieres, Winnice mają południową ekspozycję, aby winorośl miała jak najwięcej słońca. Jest go dosyć, bo lata są gorące i suche, a zimy łagodne. Z kolei łupkowe gleby nie pozwalają w nocy zbytnio zmarznąć winorośli, ponieważ mają świetną właściwość magazynowania nagromadzonego w dzień ciepła. Mimo wszystko wino nie jest przesadnie owocowe, jest natomiast dobrze wyważone – dominuje w nim mineralna świeżość orzeźwiająca kwasowość, które sprawiają, że w ocenie nudnych, landrynowych różowych win supermarketowych  Domaine de l’Yeuse sprawia wrażenie „jakiegoś”.

Oczy: łososiowe

Nos: mineralne, kwiatowe, truskawki, maliny

Usta: dobra kwasowość, truskawki, maliny, pikantne,  mineralne

Ogólna ocena: 4/5

Portugalskie chluśnięcie ~ Azahar Vinho Verde DOC 2012 z Tesco

To właśnie uczyniło ze mną to wino – chlusnęło mi w twarz dosyć kwasową, cytrusowo-mineralną bryzą, co nie każdemu może się przypaść do gustu. Ja jednak byłam usatysfakcjonowana, bo lubię takie wina, nie tylko w upały. Kupaż portugalskich szczepów loureiro, pedernã (czy też arinta), tresadura i azal kosztował chyba około 15 zł. Piszę „chyba około”, bo tak mi podpowiada pamięć, a niestety zgubiłam paragon. Postaram się znaleźć tę butelkę w moim Tesco i potwierdzę info.

Azahar Vinho Verde DOC 2012

Azahar Vinho Verde DOC 2012

Postanowiłam popić tym Vinho Verde klasyczne już na polskich stołach danie – nigdy (przynajmniej dla mnie) nie nudzący się makaron w sosie szpinakowym z fetą. Tak więc zachowałam zieloną konwencję w każdym szczególe. I od razu mówię, że było wyśmienicie. Intensywnie słomkowy w kolorze Azahar świeżo pachniał skórkami cytryny i limonki z dużą dozą mokrej kredy. Na języku bardzo przyjemna, wręcz słona mineralność i znaczna kwasowość. Do tego gorzkawy grejfrut i kwaśna antonówka. Długiego finiszu po winie w takiej cenie raczej nie należało się spodziewać i nie było zaskoczenia w tej kwestii, jednak na sam koniec łyka Azahar znów robi słony chlust kwasową bryzą. Z tego właśnie powodu dobrze pasowało do lekkiej i słonawej potrawy, jaką jest makaron ze szpinakiem. Kontretykieta sugeruje też ryby, a nawet picie solo. Być może ta ostatnia sytuacja będzie dla niektórych niewykonalna ze względu na wyrazistą kwasowość, ale poczekajmy na upały – być może będzie jak znalazł.

O regionie Vinho Verde (a w zasadzie Minho) już pisałam, ale w kontekście dużo gorszego wina. Wydaje się, że Azahar dobrze oddaje charakter tej części Portugalii, jakkolwiek dla niektórych może wydawać się trochę za mało finezyjne. Ja daję czwórkę nie tyle samemu winu, ale przede wszystkim połączeniu z potrawą, którą je zakąszałam. Producent Azahara jest mi już znany – to duża, nowoczesna firma Gota Wine, wytwarzająca wina w różnych regionach Portugalii, między innymi w Dão, z którego pochodzi inne, z kolei czerwone wino, o którym też pisałam jakiś czas temu. Mimo, że znam tylko dwie butelki tego producenta, to mogę z pewną dozą pewności powiedzieć, że sięgając po wina Gota Wine raczej nie przeżyjecie zawodu.

Oczy: słomkowe

Nos: mokra kreda, limonka, cytryna, skórki cytrusów

Usta: mineralne, słonawe, znaczna kwasowość, grejfrut, antonówka, krótki finisz

Ogólna ocena: 4/5