Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Reklamy

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 2: The Wine Love Devilish 2015

Dziś miała być Katalonia, ale dla odmiany zrobimy skok do dobrze znanego hiszpańskiego regionu Rioja, skąd pochodzi wino-manifest o jednej z najlepszych etykiet w historii, moim skromnym zdaniem oczywiście. Producent Gonzalo Gonzalo (to imię i nazwisko) specjalizuje się zresztą w winach-manifestach i tym razem jest to manifest miłosny, zainspirowany filmem Ed Wood Tima Burtona. Przejdźmy do opisu tego małego dzieła sztuki.

devilish

Krwistoczerwona garnacha niedługo po otwarciu pachnie soczystymi malinami, truskawkami, czerwonymi porzeczkami i trochę też smażonymi wiśniami. W tle szumią świeże liście laurowe i inne śródziemnomorskie zioła. Jak miłość, również i dobre wino potrzebuje nieco czasu, żeby pokazać to, co w nim najlepsze i Devilish jest przykładem takiego wina. Wymagałoby jednak od Was tylko dnia cierpliwości. Po tym czasie nabiera bardziej balsamicznych i pieczeniowych nut, owoc staje się czarniejszy. Wino ma mięsiste i ekstraktywne, ma przyjemne, choć wyraziste taniny, jest też świeże dzięki odpowiedniej dawce kwasowości. Sprawdźcie, być może jeszcze znajdziecie parę kosztujących około czterech dych butelek w warszawskim Wine Cornerze i innych przybytkach zaopatrywanych przez importera Vini e Affini. Może, bo, jak się dobrze orientuję, był w okolicach Halloween na to wino spory popyt.

Dla odmiany ~ Bri Rosat del Celler de l’Era DO Montsant 2014

A raczej dla dwóch odmian, bo to „różowe” wino jest zrobione w 70% z syrah, resztę stanowi grenache. „Różowe” w cudzysłowie, bo jego intensywny kolor wpłynął na decyzję producenta, że ostatni raz zostało nazwane rosat, czyli różowym właśnie. Na etkiecie następnego rocznika przeczytamy już claret i ta nazwa z pewnością będzie miała większy sens. Kolor tego katalońskiego kupażu bardziej skłania się ku apetycznej jak usta pin up girl czerwieni, niż różowi.

bri_rosat

Zanim jednak opowiem, jak wino zachowuje się – no właśnie – w ustach, parę słów o nosie. Producent wspomina o aromacie truskawek, jednak Bri w moim odczuciu jest bardziej zadziorne i pachnie raczej kwaśną wiśnią, jeżyną, sosem balsamicznym i czarnym pieprzem, wykryłam nawet niuans pieczonego mięsa. Natomiast usta są nieco bardziej krągłe i „kobiece” – więcej tu czereśni, niż wiśni, do tego dojrzałe maliny, a równoważy je żwawa kwasowość ze szczyptą pieprzu i soli.

Winnice Celler de l’Era leżą w katalońskiej apelacji Montsant, która okala słynny Priorat. O intensywności aromatów, sporym ciele, ale też swoistej elegancji tamtejszych win decydują czarne łupkowe gleby zwane licorella (w myśl chyba nieco na wyrost ukutego powiedzenia, że na łupkach każde wino na pewno świetnie się uda), ale też – co często ważniejsze – winifikacja. Ręcznie wyselekcjonowane i nie zmiażdżone owoce obydwu odmian winorośli były krótko (i osobno) fermentowane w stalowych kadziach, po czym wino już jako nietknięty beczką kupaż trafiło do butelek. Dzięki temu udało się w nim przemycić zarówno wyrazisty charakter odmian syrah i grenache, jak i cechy apelacji, która tylko w ilości wspomnanych łupków ustępuje bardziej prestiżowemu sąsiadowi zza miedzy, Prioratowi. Wino jest intrygujące, a jednocześnie nadaje się do szerokiej gamy dań, głównie tych na bazie białego mięsa, ale możnaby je też podać do co tłustszych ryb, nie mówiąc już o serach.

O Bri Rosat pytajcie importera Bon Wino, któremu bardzo dziękuję za udostępnienie wina do degustacji!

Oczy: jasnoczerwone, przezroczyste

Nos: wiśnie, jeżyny, balsamico, balsamico, pieczeń

Usta: wiśnie, czereśnie, maliny, pieprz, słonawe, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 6/7

2 wina w 13 Winach ~ Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 oraz Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 od Paulo Laureano

Niedawno w 13 Winach zdegustowaliśmy sześć butelek od enologa i winiarza Paulo Laureano, osobistości od lat znanej i szanowanej w portugalskim Alentejo. Laureano swoje wina tworzy w apelacji Vidigueira położonej na południowych rubieżach regionu. I mimo, że jesteśmy na samym południu Alentejo, to klimat jest tam łagodniejszy, niż w pozostałych apelacjach regionu. A jeśli wspomnimy, że przeważają tam granity i łupki, to z dużą dozą pewności możemy spodziewać się win dobrej albo bardzo dobrej jakości. Nie zawiedliśmy się na żadnym winie Laureano, a oto dwie fantastyczne butelki, które podczas degustacji zrobiły na mnie największe wrażenie.

paulo_laureano_vinhas_velhas_premiumPaulo Laureano Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Mamy tu kupaż trincadeiry, aragonez (znanego szerzej jako tempranillo) oraz alicante bouchet. Wino było fermentowane zarówno w nowych, jak i używanych dużych beczkach z francuskiego dębu oraz starzone w nich przez 12 miesięcy, dzięki czemu taniny zdążyły ładnie zintegrować się z miękkim owocem spod znaku wiśni, malin i czerwonej śliwki. Całości towarzyszą dymne, wędzonkowe i stajenne nuty. Wino ma przy tym ciekawy słonawy niuans na języku, świetną kwasowość i doskonale ukryte 14% alkoholu. Eleganckie i bardzo pijalne, piłabym je do solidnych pieczeni. Cena: 42 zł

paulo_laureano_reservePaulo Laureano Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Tu już mamy bardziej szlachetne oblicze tego samego kupażu. W odróżnieniu od poprzednika, to wino fermentowało w małych francuskich barriques, a dojrzewało tylko przez 6-8 miesięcy, co sprawiło, że dymny niuans jest zauważalny, ale jakby subtelniejszy. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast aromaty i smaki jagód i śliwek węgierek. Solidne taniny, mocny owoc i dość wysoka, młodzieńcza wręcz kwasowość sprawiają, że wino ma szansę pięknie rozwijać się przez co najmniej kilka lat, jeśli nie dekadę. Cena: 73 zł

W sklepie dostępne są jeszcze trzy wina białe (beczkowe i nie) oraz jedno podstawowe czerwone Classico od Paulo Laureano. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa powyższe, ale warto odwiedzić sklep na Krypskiej i sprawdzić wszystkie wina Paulo Laureano na własną rękę.

Przecież żaden szanujący się winoman nie pije primitivo ~ Grande Corterosso Primitivo di Manduria z Przystanku Wino

No jasne. Primitivo jest przereklamowane, tylko parweniusze piją primitivo, primitivo to nowa kadarka, primitivo is so 2015 i tym podobne slogany. Należycie do obozu ludzi znudzonych tematem tego wszechobecnego Włocha? Was też zapraszam do lektury!

Jak wiadomo, primitivo znajdziemy praktycznie wszędzie. Sklepy winiarskie na fali zainteresowania tymi winami, wprowadzają je do swoich portfolio zapewniając sobie obroty, przynajmniej do wyczerpania zapasów primitivo. Dlaczego Polacy tak je lubią? Bo jest przyjazne, pełne smaku, bardzo pijalne, a przy tym nie budzące wstydu, kiedy chcemy napić się czegoś niezobowiązującego, ale poczciwa tania kadarka już cokolwiek nam nie leży, zresztą nikomu chyba nie muszę przypominać, że tania kadarka to ze wszech miar siara.

grande_corterosso_primitivo_di_manduria

A teraz na poważnie. W żadnym razie nie należy uważać primitivo za mniej obciachową alternatywę dla podłych tanich czerwonych win. W szczególności nie można za nią uważać kosztującego 49 zł apulijskiego primitivo di Manduria, które znajdziecie w warszawskim Przystanku Wino na Paryskiej 28. Sporo dzieje się w tym winie, choć nuty, dość typowe dla primitivo, nie należą do moich ukochanych. Zarówno w nosie, jak i w ustach, pierwsze skrzypce gra mieszanka dżemów z wiśni, kaliny, jagód, śliwek węgierek, malin i truskawek, do tego gdzieś w tle unosi się delikatna kwiatowa perfuma. Aby jednak nie było za słodko, żwawa kwasowość dodaje winu nieco werwy, choć cały efekt psuje trochę zbyt wysoki alkohol. Wreszcie na finiszu mamy ciekawą nutę popularnych cukierków tymiankowo-podbiałkowych, tych na gardło. To nie jest oczywiście maksimum możliwości primitivo, a win z tego szczepu w Przystanku Wino nie brakuje. Warto wybrać się na rekonesans i ocenić na własnym nosie i języku, nie tylko zresztą wina z południa Włoch.

Przystankowi  Wino uprzejmie dziękuję za butelkę!

Oczy: rubinowe z fioletowymi refleksami

Nos: wiśnie w syropie, kalina, jagody, śliwka węgierka, dżem truskawkowy, dżem malinowy, ziemia, kwiaty

Usta: dżem truskawkowy, dżem malinowy, cukierki tymiankowo-podbiałowe, dobra kwasowośc, wyraźny alkohol

Ogólna ocena: 3/7

Za mało tannata! ~ Tour Bouscassé Madiran 2009 z La Vinotheque

Od znajomego przedstawiciela branży winiarskiej usłyszałam ostatnio opinię, że najlepiej sprzedają się wina z dwóch przedziałów cenowych: do 50 zł i od 100 zł w górę. Dlaczego? Ano dlatego, że cena około 5 dych to dla sporej części winopijcow maksymalna kwota, jaką są w stanie wydać na tak zwane wino „codzienne”. Natomiast wina za 100 zł i więcej ludzie kupują  z jednego powodu: bo ich na to stać. I tyle. Snobi i koneserzy z nieco zasobniejszym portfelem kupują radośnie te butelki, po które nie ma odwagi sięgnąć nikt inny. Nawiasem mówiąc, warto.

tour_bouscasse_madiran

Butelka madirana, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć, mieści się w tej niewygodnej, niechcianej i zaniedbanej sferze, o której wszyscy woleliby zapomnieć. A w ogóle najlepiej by było, gdyby w przedziale od 50 do 100 zł nie znajdowało się żadne wino. Skończyłyby się dylematy i nerwowe rozglądanie się to piętro niżej, to piętro wyżej po sklepowym regale. Tour Bouscassé od jednego z czołowych producentów z Madiran, Alaina Brumonta, kupiłam w warszawskiej winiarni La Vinotheque ze sporym rabatem (powszechnie dostępnym – pytajcie sprzedawcę), ale śmiem twierdzić, że normalna cena 75 zł w przypadku tego wina jest zupełnie…normalna.

Wino powstało w 2009 roku, więc można by przypuszczać, że będzie cokolwiek zmęczone. Nic z tych rzeczy! Zarówno w smaku, jak i w zapachu dominują soczyste owoce leśne spod znaku jeżyn, malin i porzeczek, wywąchałąm przy tym dymny, wędzony niuans podsypany świeżym oregano i miętą. W ustach żwawy początek i wyraźne, choć już aksamitne i dobrze zintegrowane z owocem taniny, wreszcie całkiem długi finisz podkręcony lekką goryczką. Ekspresja tego wina, choć złożona, jest jednak raczej zachowawcza – po madiranie spodziewałabym się cięższej artylerii wytoczonej na mój język.

Zwykle bowiem wina z Madiran są skoncentrowane i taniczne, według obecnych wymogów apelacji zawierające minimum 60% tannata, szczepu, który bardzo lubię i poszukuję. Wszyscy się chyba domyślają, skąd nazwa tej odmiany? A zatem, jak łatwo wydedukować, im mniej tannata w kupażu, tym mniej tanin. Natomiast obecność innych szczepów w blendzie urozmaica, ale jednocześnie nieco łagodzi wymowę wina. Tour Bouscassé zawiera jedynie 40% tannata, reszta to cabernet sauvignon (35%) i cabernet franc (25%). Wiemy więc, dlaczego ten kupaż nie miażdży i nie szarpie tak, jak by się chciało, weźmy pod uwagę też słuszny już wiek tej butelki. Jeżeli więc macie ochotę na coś eleganckiego, zrównoważonego i nadal świeżego, bierzcie śmiało.

Oczy: rubinowe

Nos: jeżyny, maliny, porzeczki, śliwki, pieprz, mięta, oregano, wędzonka

Usta: aksamitne taniny, wyraźny owoc, goryczkowy finisz, długie

Ogólna ocena: 5/7

Pięć czerwieni i jeden róż ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 1

Wiosenno-letnia oferta Faktorii niedawno trafiła na półki. Dla przypomnienia – półki te znajdziecie w wielu mniejszych i większych supermarketach. Otrzymałam na warsztat – za co uprzejmie importerowi dziękuję – porcję win z kolekcji Standard Plus, dostępnej w większych miastach. Dlaczego Standard Plus? Dlatego, że jakość tych win – przynajmniej w teorii – jest nieco wyższa od przeciętnej i ma zaspokoić ciekawość średniozaawansowanych winopijców, którzy chcą poszerzyć swoje winne horyzonty. Albo jeszcze nie wiedzą, że chcą. Przedstawiam Wam pięć win czerwonych i jedno różowe.

Casal Garcia Vinho Verde DOC
vinho verdeDziewczyńskie w stylu Vinho Verde o kolorze, który niektórzy nazywają „randkowym”. Żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Wino zawiera dokładnie taki zestaw cech, jakiego oczekuję od Vinho Verde, czyli bujnego, soczystego czerwonego owocu (poziomki, truskawki, wiśnie), orzeźwiającej kwasowości i leciutkiego musowania na języku. Jak sama fraza na etykiecie anonsuje – fresco e frutado, natomiast z popularnym płynem alkoholowym o nazwie Fresco to wino nie ma nic wspólnego. To nic, że rocznika brak. Jedyne, co może przeszkadzać to nieco zbyt wysoka jak na Vinho Verde cena, ale jest pysznie Cena: 24,99 zł

Torre Oria Gran Reserva 2009
Nie ma wina ze średnio-niskiej półki, torre oria gran reservaktórego bałabym się bardziej, niż to, które ma na etykiecie napis gran reserva. Szczególnie, jeśli pochodzi z Hiszpanii i ma więcej niż pięć lat. Z prawdziwą bojaźnią podeszłam więc do tej butelki. Kolejny Hiszpan w ofercie kłania się wszystkim miłośnikom beczki, nie jest jednak pozbawiony owocu – mamy tu kombinację jagód, śliwki i czereśni z domieszką pieprzu. Pierwszego dnia wybijająca się na pierwszy plan dębina była dość nieznośna, ale na drugi dzień stała się już przyjemnym dodatkiem. Po otwarciu więc dajmy winu co najmniej parę godzin oddechu. Jeśli Torre Oria ma towarzyszyć uczcie, to na pewno udźwignie solidniejsze potrawy, jak wszelkie pieczenie w gęstych sosach. Cena: 23,99 zł


Colpasso Nero d’Avola Terre Siciliane IGP

colpassoWino bez rocznika, na co instynktownie zareagowałam dość podejrzliwie. I faktycznie, anonsowana na etykiecie intensywność doznań nie była aż tak…intensywna. Jak na wino z ciepłej Sycylii wyprodukowane z suszonych winogron, owoc jest dość świeży, a i ciało i taniny w miarę lekkie. Zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam maliny śliwki, jeżyny, jagody, faktycznie trochę suszonych śródziemnomorskich ziół. Kompleksowość więc jest, ale w dość subtelnym wydaniu, dzięki czemu wino będzie elastycznym towarzyszem wielu potraw. Podawajcie do wszelkich pieczonych i grillowanych z ziołami mięs, dobrze przyprawionych makaronów i dojrzałych serów. Cena: 29,99 zł

Niche de Torre Oria Bobal Valencia DOP 2013
Bardzo lubię rdzennie hiszpański szczep bobal za jego wigor,torre oria niche gęstość i bogactwo soczystych owoców. Jeśli dać mu czas w beczce czy w butelce, w najlepszych przypadkach potrafi rozwinąć złożony bukiet czekoladowo-ziołowych aromatów. Akurat to wino jest bardziej owocowe niż jakiekolwiek inne, ale dało się zauważyć w nim gdzieś głębię z spod znaku gorzkiej czekolady. Pełno tu owoców leśnych, czereśni i wiśni podkreślonych sporą dawką aksamitnych tanin i zrównoważonych kwasowością. Ja akurat piłam je do samych oliwek, ale wino aż prosi się o przegryzienie soczystym pieczonym czerwonym mięsem w aromatycznym sosie. Bardzo udana butelka w bardzo dobrej cenie, mój zdecydowany faworyt. Cena: 34,99 zł

La Cuvée Mythique
cuvee mythiqueStylowa butelka z uroczą sową przywodzącą na myśl film Zmierzch tytanów kryje w sobie ciemnorubinowe wino będące czystą ekspresją czerwonych porzeczek, jeżyn i wiśni. Nie jest więc aż tak tytaniczne ani poważne, choć tego raczej po winie z Langwedocji-Roussillon nie należy oczekiwać. Wino jest z jednej strony soczyste, z drugiej całkiem gładkie. Bardzo elastyczne gastronimicznie, Mythique będzie bezpiecznym rozwiązaniem na prezent czy bardziej odświętny obiad. Cena: 49,99 zł

Sudomir Rubin Winnica Płochockich Polska XIII
Po raz kolejny brawo dla Państwa sudomir rubinPłochockich, a dla Faktorii chwała, że wprowadzają polskie wina w szerszy obieg. O tym winie w samych superlatywach pisałam zresztą już ponad rok temu. Sudomir Rubin w kolorze – a jakże – krwiście rubinowym pachnie i smakuje świeżymi i soczystymi leśnymi jagodami, jeżynami, czerwoną porzeczką, ma też odrobinę kwiatowe tło. Wino jest raczej lekkie i z dobrze zaznaczoną kwasowością i nie narzucającymi się taninami, dlatego możecie je podać do łagodnie potraktowanych mięs, od tatara wołowego po wszelkie pozbawione zawiesistych sosów pieczenie. Cena zapewne trochę zaporowa, jednak na specjalną okazję lub na prezent – zdecydowanie polecam. Cena: 59 zł

Podsumowując czerwono-różową kolekcję Standard Plus, generalnie jest zupełnie dobrze i możecie odetchnąć z ulgą, choć – przynajmniej w przypadku win z czerwonej części kolekcji te naprawdę smaczne nieznacznie albo znacznie przekroczyły magiczną granicę trzech dych. A relacja z części białej po długim weekendzie.

Crianza za 5 oros…to znaczy euro ~ 5 Oros Rioja Crianza D.O.C. 2012 z Lidla

Dziś na tapecie mamy Rioję Crianzę z Lidla, od dużego producenta Bodegas Isido Milagro. Od razu powiem, że Rioję Crianzę zupełnie dobrą. W składzie same soczyste szczepy: 80% cielistego Tempranillo, 15% owocowej Garnachy i 5% aromatycznego Graciano. Cena: 22,90 zł. Przy tej okazji recenzja będzie nieco edukacyjna, bo warto sobie wyjaśnić, jaka powinna być prawidłowa Rioja Crianza. Czytajcie dalej.

5 oros Crianza

5 Oro Rioja Crianza D.O.C. 2012

To może najpierw parę słów o tej konkretnej butelce. Kolor rubinowy i lekko przejrzysty, wśród aromatów dominują świeże owoce leśne – czerwona porzeczka, maliny, jeżyny – z domieszką przyjemnej wanilii. Podobne wrażenia na języku, przy czym ta wanilia pochodząca z beczki pojawia się ledwie na końcówce, która na szczęście nie jest zbyt krótka. Taniny dosyć wyraziste, dobra kwasowość, ciało jest. Czyli prawidłowo, bez przesady w żadną stronę.

No to przechodzimy do edukacyjnej części recenzji. Wspomniałam wcześniej, że Crianza to młodziak wśród innych Rioch, a to dlatego, że jest najkrócej starzona. Minimalny czas starzenia to dwa lata, przy czym w beczce wino musi spędzić minimum 6 miesięcy, natomiast resztę czasu – w butelce. W przypadku Riochy Reservy i Gran Reservy starzenie musi wynosić odpowiednio 3 lata (w tym rok w beczce) oraz 5 lat (w tym 2 lata w beczce). Górnej granicy czasu starzenia nie ma, jednak warto wiedzieć, że do niedawna Crianzę trzeba było starzeć, nie pół roku, ale co najmniej rok. Widać więc podążanie winiarzy z Riochy za ogólnoświatowym trendem produkowania bardziej owocowych win. 5 Oros było starzone aż 18 miesięcy we francuskim i amerykańskim dębie. Efekt jest taki, że wino jest niezbyt ciężkie, ale z dużą ilością smakowitego owocu i przyjemną werwą. I właśnie z tym powinna Wam się kojarzyć poprawnie zrobiona nowoczesna Crianza. Co prawda w Hiszpanii cena 5 euro za takie codzienne wino będzie rozbojem w biały dzień, ale w Polsce za nieco ponad dwie dyszki można śmiało brać.

Importerowi dziękuję za wino i jego zdjęcie.

Oczy: rubinowe

Nos: wanilia, czerwona porzeczka, maliny, jeżyny

Usta: czerwona porzeczka, maliny, jeżyny, wanilia, wyraźne taniny, dobra kasowość

Ogólna ocena: 4/5

Jakby poważniejsza Langwedocja ~ Chateau de Pouzols Grande Reserve Minervois 2012 z Faktorii Win

Spokojnie, przed nami jeszcze niejeden chłodnawy wieczór, bo podobno zima ma powalczyć z wiosną jeszcze przez cały marzec. No i dobrze, nie ma to jak sączyć wieczorem czerwone wino o ciepłym obliczu. A to już druga opisywana przeze mnie butelka z apelacji Minervois, które ma dla nas Faktoria Win. Poprzednia była tańsza o dyszkę, więc przy cenie wyższej, niż mityczne 30 zł będzie się już mówiło o tak zwanej wyższej półce, wyjątkowej okazji, prezencie.

Chateau de Pouzols Grande Reserve Minervois 2012

Chateau de Pouzols Grande Reserve Minervois 2012

Interpretację pojęcia „wyjątkowa okazja” pozostawię Wam, ale pozwólcie, że opowiem o tym, co można znaleźć w kieliszku tego ciemnorubinowego i skrzącego się fioletowymi refleksami blendu. Otóż, pachnie i smakuje przede wszystkim owocami leśnymi, przy czym nos jest bardziej „czerwony” – dominuje wiśnia i czerwona porzeczka, do tego przyjemne pieprzne nuty. Zgaduję, że mamy tu do czynienia ze sporą dawką Cabernet Sauvignon [sprostowanie: to jednak raczej klasyczny langwedocki kupaż, czyli mieszanka szczepów Grenache, Syrah i Mourvedre]. Wino z czasem uspokaja się, taniny robią się coraz bardziej umiarkowane, wino jednak nie traci dobrej kwasowości i odrobiny pikanterii, jakiej dodaje alkohol. Na pierwszy plan jednak wychodzi soczysta jeżyna. Odnotowałam nawet całkiem długi finisz.

O dolinie Minervois pisałam już w przypadku wina Domaine de Cazelles-Verdier, przypomnę tylko, że jesteśmy w śródziemnomorskiej Langwedocji. Pomimo niewątpliwych zalet Chateau de Pouzols mam świadomość, że wino jest jednak trochę drogie i z tego powodu daję winu trójkę. Mimo wszystko, jeśli jeszcze gdzieś je znajdziecie, kupcie je SOBIE. Nie na prezent, jak sugeruje kontretykieta czy gazetka Faktorii – chyba, że macie pewność, że osoba obdarowana się nim z Wami podzieli. Ale lepiej to WY podzielcie się z kimś, bo przynajmniej to Wy będziecie dzierżyć butelkę (czytaj: władzę) w rękach. A ja bardzo dziękuję importerowi za butelkę.

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy

Nos: wiśnie, czerwona porzeczka, pieprz, owoce leśne

Usta: jeżyny, owoce leśne, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, pikantne

Ocena: 3/4

Na luzie ~ Pure Shiraz – Pinotage Blend Schalkenbosch Estate Western Cape South Africa 2013

W reklamie tego wina widziałabym koniecznie ludzi młodych, opalonych i generalnie aktywnie spędzających czas. No, może z wyjątkiem tych okazji, kiedy trzeba zrobić grilla albo piknik i usiąść z przyjaciółmi na kocu. W kolejnym odcinku spod znaku Faktorii Win stawiam przed Wami butelkę z kraju, w którym jest teraz (zawsze?) ciepło i przyjemnie. Witajcie w Republice Południowej Afryki, gdzie stworzono szczep pinotage – znak rozpoznawczy tego zakątka winiarskiego świata. O szczepie nieco niżej, a teraz parę słów o smakach i aromatach, jakie da się wyczuć w tym lekkim łatwym i przyjemnym, ale znów nie do końca „nowoświatowym” kupażu rzeczonego pinotage i jego towarzysza rodem z Doliny Rodanu, shiraza.

10372540_10202236510954594_3953561227237233915_n

Skrzące się, rubinowe i przejrzyste wino pachniało suchymi ziołami, łącznie z miętą, a do tego czarnym pieprzem. Z owoców wyraźnie wyczuwalne czarne owoce – jeżyny, aronia i jagoda. I to by było na tyle, jeśli chodzi o nos. Usta (moje) wyczuły przede wszystkim wyraźną kwasowość i dość umiarkowane taniny, ale za to na szczęście niezbyt nachalną beczkę i dobrą dawkę czerwonych i czarnych owoców. Ot, proste wino bez poważniejszych zastrzeżeń. Mój ulubiony shiraz pokazuje swoje pieprzno-czarnoowocowe oblicze, problem w tym, że tylko częściowo. Nie mówiąc już o ciekawej odmianie pinotage, która tylko przeziera, o ile nie było to zamiarem producenta.

No właśnie, co z tym pinotage? Szczep genetycznie pochodzi z Francji, bo jest krzyżówką burgundzkiego pinot noir i langwedockiego cinsault (ewentualnie cinsaut). Po pierwszym z rodziców modelowy pinotage dziedziczy soczystość wiśni i wyrafinowany charakter, od drugiego – pikantność oraz aromaty ziemi i czarnych owoców. Mówimy oczywiście o najlepszych egzemplarzach, które mogą dojrzewać nawet dwadzieścia parę lat. Jeśli zwrócimy uwagę na producenta, moglibyśmy zapragnąć spróbować jego najlepszych dzieł. Schalkenbosch bowiem jest już ponadtrzystuletnią winiarnią, tworzącą również wina klasy premium. A ma do tego dobre warunki, bo winnice znajdują się na zboczach góry Witzenberg, spoglądającej na dolinę Tulbagh, około godzinę jazdy na północ od Kapsztadu, w głębi lądu. Klimat jest taki, o jakim marzymy – przynajmniej większość z nas. Śródziemnomorskie temperatury i co najwyżej deszczowe zimy. Jednak na wyższych wysokościach występują duże amplitudy dobowe, co bardzo dobrze robi winorośli. Do tego głównie południoworodańskie gleby, które dobrze sprawdzają się w przypadku czerwonych odmian. Wracając do Pure, nie jest ono z pewnością przykładem szacownego wina, ale i wcale do takiego nie pretenduje. W każdym razie, jeśli z jakiegoś powodu w tym momencie nie dysponujecie zieloną trawą i kocem ciepłym od słońca, możecie zawsze owinąć się tym, co macie pod ręką, usmażyć steka i przy odkręconym grzejniku zrobić bliskim smakowitą ucztę. Za 19 złotych bez grosza – można.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: suszone zioła, czarny pieprz, jeżyny, aronie, jagody, beczka

Usta: wyraźna kwasowość, umiarkowane taniny, czarne owoce, czerwone owoce, przyprawy

Ogólna ocena: 3/4