Saudade odłożona na potem ~ Kilka win z Wines of Portugal

Saudade – smutek, melancholia, tęsknota.

Tak z grubsza można przetłumaczyć to portugalskie słowo oznaczające głęboką, nieprzemijającą nostalgię. Z grubsza, bo Portugalczycy utrzymują, że saudade nie da się jeden do jednego przełożyć na inne języki. Co ciekawe, wpływ ich narodowego stanu ducha nie ogranicza się tylko do spraw miłosnych i egzystencjalnych, ale swoim zasięgiem ten termin obejmuje też historię narodu. To zadziwiające, że mieszkańcy tak słonecznego kraju podzielają tę specyficzną nostalgię z gromadą ludzi rzuconą na nasz nadwiślański padół łez i frustracji, obecnie wyjątkowo ponury. Istnieje jednak różnica między portugalskim homo trisits i Polakiem, a jest nią podejście do tej nostalgii. Portugalczycy bowiem nie tylko lubią swoją saudade – wynieśli ją na piedestał jako narodową cnotę i z lubością kontemplują je, kiedy tylko nadarza się ku temu dobra okazja. A Portugalczycy już umieją zadbać, aby takich chwil w ich życiu nigdy nie brakowało. Delektują się więc saudade jak kieliszkiem dobrego wina czy dźwiękami rzewnego fado, przy kieliszku dobrego wina i dźwiękach rzewnego fado, wczoraj tak jak dziś, i jutro pewnie znów. I rozmyślają o wszystkich dobrych rzeczach, których już nie ma, i o tych, które jeszcze nie nadeszły.

No to ja właśnie o przeszłości. W pewien całkiem jeszcze pogodny październikowy dzień organizacja Wines of Portugal utuliła mnie w tęsknocie za ciekawymi ludźmi i winami, które wniosą trochę słońca w coraz bardziej ponurą jesienną aurę. Rzadko spotykam portugalskie wina, które reprezentują coś więcej niż doskonale gastronomiczny charakter. Oczywiście chwała im, że świetnie sprawdzają się w restauracjach i w naszych kuchniach, ale ja tamtego dnia miałam nadzieję na jakieś odświeżające doświadczenie. No i proszę – udało się!

Trzy wina białe, dwa czerwone, jedno musujące. Oto biel numer jeden z winnicy Quinta do Pessegueiro działającej na północnym wschodzie Portugalii, w Górnym (Alto) Douro. Pessegueiro Aluzé White Douro DOP 2016 to kupaż lokalnych odmian rabigato, cercial i gouveio, rosnących na moich ulubionych łupkach i uprawianych w sposób organiczny. Opiekę nad procesem winifikacji sprawuje tu słynny João Nicolau de Almeida – bardzo zasłużony dla regionu enolog, w którego żyłach zamiast krwi już chyba od dawna musi płynąć mieszanka tutejszych win. A jaki jest ten blend? Świeżym aromatom owoców i kwiatów z południowoeuropejskich sadów towarzyszy intensywna mineralność i ledwie wspomnienie o dębinie (tylko 35% wina fermentowało w dużych dębowych beczkach, reszta trafiła do stalowych kadzi). Wino prosi się o owoce morza we wszelkiej postaci i nie jest dostępne w Polsce – mam nadzieję, że ta niezręczna sytuacja szybko się zmieni.

Z tego samego regionu przyjechało do nas wino ze stosunkowo młodej, organicznej winiarni Quinta das Marvalhas, należącej do rodzinnej winiarskiej kooperatywy Casa Agrícola Reboredo Madeira, działającej od połowy XVIII wieku. Vinha da Urze Reserva White 2015 to również kupaż lokalnych szczepów, tym razem są to: códega de Larinho, znów rabigato oraz viosinho. Połowa wina dojrzewała w stali, druga połowa – we francuskim dębie. W tamtejszym suchym klimacie, na ubogich (też łupkowych!) zboczach smaganych wiatrem oprócz winorośli da się wyhodować jedynie oliwki i migdały. Orzeźwiająca kwasowośc i wyraźny niuans morskiej bryzy budzą wspomnienia o skalistych wybrzeżach obmywanych nieokiełznanymi falami. Aromaty owoców spod znaku jabłek i moreli elegancko komponują z zupełnie nienachalnym, szlachetnym beczkowym podbiciem. Do tego wina warto zaserwować oprócz owoców morza również morską rybę. Producent szuka importera i oby rychło go znalazł!

z domieszką gliny, czyli na podłożu mającym potencjał dać strukturalne, pełne wina. To akurat powstało z pochodzącego z Francji, ale bardziej kojarzonego z Portugalią, szczepu alicante bouchet, i już pewnie dobrze znanego polskim winomanom. Ta potężna odmiana idealnie nadaje się do spędzenia jakiegoś czasu w dębie, zatem po fermentacji w stalowych kadziach wino trafiło na 9 miesięcy do amerykańskich i francuskich małych beczek. Efekt? Alkoholu jest tu sporo, bo aż 14,5%, ale jest on doskonale wtopiony i razem z taninami oraz gęstą,  nieco mroczną materią rozmaitych czarnych owoców mości się w ustach jak kot w  welurowym kocyku.  To wszystko zrównoważone doskonałą kwasowością. Ekstraktywne,ale bez przesady, taniczne, ale nie szorstkie. Wina od Casa Santos Lima są dostępne w 50 krajach na całym świecie. Polsko, nie bądź w tyle.

Druga czerwień, tym razem z rdzennie portugalskiej odmiany. O ile u poprzednika  na pierwszy plan wyrywał się mocny czarny owoc, to w Quinta da Gandara Reserva Touriga Nacional Dão DOC 2012 czereśniowo-jagodowa soczystość jest elegancko ujarzmiona przez przyjemne niuanse świeżo mielonej kawy i czekolady.  Wino także fermentowało w stali, a dojrzewało 10 miesięcy tylko we francuskich barriques. Czyli tyle, ile trzeba, aby dać wino o potężnych, ale już dojrzałych, wygładzonych taninach. Ten sam producent przywiózł też produkowane metodą szampańską musujące Caves da Montanha Baga Bairrada DO 2013, które urzekło mnie ciekawym owocem spod znaku niedojrzałych truskawek i białych malin z eleganckim mineralnym tłem. Polacy mogli spotkać się z prostszymi winami od Caves da Montanha chociażby w Biedronce, ale mam nadzieję, że dzięki któremuś z importerów będą mogli poznać poważniejsze wina z jego porfolio.

W poszukiwaniu win zrobionych z rzadkich, endemicznych odmian, trafiłam na unikat z apelacji położonej w regionie Lisboa. Szczęśliwie krzewów ramisco nie dotknęła plaga filoksery dzięki piaszczystym glebom, w których ta mszyca nie jest w stanie przetrwać. Arenae Ramisco Colares DOP 2008 to pełnokrwisty mocarz, w którym ziarniste taniny wiążą się w mocnym uścisku z nutami śródziemnomorskich ziół, żywicy oraz soku z wiśni i czereśni. Nie jest to © Wikipediajednak przeładowany materią kulturysta – wręcz przeciwnie. Jak w rzeźbie Milona z Krotonu nic tu nie odstaje, niczego nie jest za dużo, a jednoześnie winu nie brakuje autentyczności, dynamizmu  i indywidualnego charakteru. Pomimo dojrzewania w beczkach różnej proweniencji przez trzy lata, a potem jeszcze przez rok w barriques, wino nadal jest niesamowicie żwawe!

A na deser – wino amforowe z rodzaju pomarańczowych, oczywiście do szpiku kości wytrawne. Wiem, że amfory są już bardzo 2016 i teraz przez wszystkie przypadki odmieniane są pét-naty, ale pamiętajcie – nie ma świetlanej przyszłości, ani nawet teraźniejszość za bardzo nas nie interesuje. Najbardziej kręci nas nostalgiczne nurzanie się w przeszłości. No to proszę, oto Herdade do Rocim Amphora Branco Alentejo DOP 2015, kupaż jeszcze innych, ściśle lokalnych odmian: antão vaz, perrum, rabo de ovelha i manteúdo. Producent Fernando Pessoa z Herdade do Rocim czerpie z najlepszych tradycji tradycyjnego, ekologicznego winiarstwa. Kiedy moszcz trafi do glinianej amfory, po prostu zamyka ją, dając pole do popisu dzikim drożdżom. Po wygaśnięciu fermentacji trzyma wino na osadzie jeszcze przez 4-6 miesięcy, a potem dojrzewa je w butelce jeszcze przez kolejne dwa. Czujemy w tym winie wszystko, co lubimy w winach pomarańczowych: zadziorną grejpfrutową kwasowość,  przyprószone popiołem polne kwiaty, nuty dobrze przyprawionego wywaru warzywnego i apetyczne taniny. Niech ktoś je importuje!

Jakkolwiek saudade to odczucie nieusuwalne i kiedy raz cię dopadnie, zostaje już z tobą zawsze, tego dnia jednak udało się tę dojmującą melancholię nieco przesunąć na później. Ale cóz, degustacja minęła jak mgnienie oka, producenci i przedstawiciele winnic zwinęli swoje stoiska i wrócili nad Atlantyk. A ja znów zostałam sam na sam ze wspomnieniami i brunatnym listopadem…

Reklamy

Na libańskim bazarze ~ Château Musar Bekaa Valley 2006

No dobrze, nigdy nie byłam na bazarze w Libanie, ale jako Osoba Nieustannie Węsząca (ONW) wiem, jak pachnie przynajmniej część tych wszystkich wspaniałości, które mogą się na nim znaleźć. Pozwólcie więc, że zabiorę Was w winiarską podróż na Bliski Wschód.

Pierwszy raz z winami z tej bodaj najsłynniejszej libańskiej winnicy zetknęłam się kilka lat temu, chyba na jednym z moich pierwszych Grand Prix Magazynu Wino (kolejne Grand Prix już w październiku – nie może Was zabraknąć!). Tamtego dnia spróbowałam win z Château Musar, które wydały mi się zwyczajnie zwietrzałe, zmęczone i bez życia. A to zwyczajnie było moje ówczesne nieobycie z winami nieoczywistymi i z pewnością niełatwymi. Dobrze było po takim czasie spotkać się z butelką, którą w swoich podwojach ma (chyba jeszcze) Winkolekcja.

Bohater mojej opowieści ma już 11 lat, a więc należy się po nim spodziewać dojrzałych, a nawet bardzo dojrzałych nut. I oczywiście wszystkie je tu mamy. Nie ma w tym winie jednak ani krzty zwietrzałości, ani tym bardziej zmęczenia, choć co wprawniejszy nos wyczuje tak zwanego bretta. Już na wstępie w nasze nozdrza uderzają mocne aromaty wszystkiego tego, co leży na bliskowschodnim targu, stygnącym po upalnym dniu, choć właśnie dopiero teraz zaczynającym tętnić życiem. Co na nim znajdziemy? Bogactwo wszelkiego rodzaju przypraw – od ziół po przyprawy korzenne – i suszone śliwki, sułtanki, owoce leśne… a do tego stojące gdzieś obok butelki z owocowymi syropami. Nieopodal tlą się ogniska. Gdzieś właśnie rozpalane, gdzie indziej już dogasające.

W ustach na pewno wyczujemy pewną słodycz, jednak nie powiedziałabym, że to jest prostolinijna słodycz, powiedzmy, cukru resztkowego. To bogaty i wielowymiarowy smak słodkich, bardzo dojrzałych i suszonych wiśni, śliwek i fig, które przeleżały obok worków z rozmaitymi przyprawami. Tę feerię smaków podkreślają potężne taniny i równie krzepkie ciało. Człowiek rychło padłby oszołomiony na miękkie poduchy, gdyby nie przywracająca do pionu świetna kwasowość.

Z posiadłością Château Musar wiąże się dramatyczna i heroiczna historia związana z wojenną zawieruchą. Pisała o tym już 4 lata temu Paulina Przybycień na łamach Winicjatywy. Nie chcę powielać tej opowieści, a więc od siebie dodam tylko, że warunki Żyznego Półksiężyca, w których całkiem nieźle prosperuje winnica, byłyby aż nazbyt dobre dla winorośli. Jak wiadomo, aby wyprodukować wino wysokiej jakości, roślinę tę trzeba nieco „zestresować” ubogą glebą, chłodnymi nocami, a nawet odrobiną śniegu w zimie. W tym przypadku jednak stosunkowo wysokie położenie Château Musar (1000, a nawet 1500 m n. p. m.) wraz z obecnością silnie uwapnionych żwirowych i kamienistych gleb zapewniają wszystkie te warunki, a nawet umożliwiają zastosowanie organicznych metod upraw bez chemicznych wspomagaczy.  Wina osiągają tutaj niezwykłą koncentrację i, co za tym idzie, duży potencjał dojrzewania w butelce.

Kupaż grenache, cinsault i carignan powstał w wyjątkowo trudnym dla Libanu roku 2006, kiedy z powodu oblężenia kraju zbiory stały pod znakiem zapytania. Winiarze jednak nie dali za wygraną i kupaż powstał – po roku dojrzewania w beczkach z dębu francuskiego wszystkich trzech win bazowych. Wino, które miało zostać wypuszczone do sprzedaży po kolejnych siedmiu latach starzenia w butelce, długo nie chciało dojrzeć i trafiło na rynek dopiero zeszłej wiosny. I chyba warto było czekać.

W kontraście do etykiety ~ EGO Bodegas Pirapú 2015

Doczekać się już nie mogę wypadu na wschodnie wybrzeże Hiszpanii, który już w marcu! W planach jest odwiedzenie najciekawszych winnic Jumilli, Yecli oraz okolic Alicante, Walencji i Murcji i ustrzelenie etykiet, których nie znajdę w Polsce. Chciałabym jednak wpaść między innymi do EGO Bodegas, czyli jednego z kilku wyjątków od założonej reguły. Wam oczywiście polecam wycieczki enoturystyczne, ale jeśli nie macie ochoty (niemożliwe), lub nie możecie (to już bardziej prawdopodobne) ruszyć się z zimnej Polski do cieplepszej krainy, bliżej będzie Wam do warszawskiego sklepu 13 win. Tam bowiem czeka na Was kilka butelek od tego producenta, między innymi kosztujące 33 zł Pirapú, kupaż flagowego dla apelacji monastrell i idealnie go uzupełniającego syrah.

pirapu

Zawartość butelki opatrzonej minimalistycznym, nowoczesnym wizerunkiem sarny skrywa wino, któremu do minimalizmu jest na szczęście bardzo daleko. Po napowietrzeniu i wygonieniu nikomu do niczego nie potrzebnego wszechobecnego zapachu wanilii wino pachnie głównie ciemnymi owocami – jeżynami, jagodami i śliwkami węgierkami, a te owocowe aromaty zdobi bardzo zachowawczy niuans beczki oraz mineralne, ziemisto-kamieniste nuty. Podobne wrażenia pojawiają się na języku, do tego żwawość połączona ze słusznym ciałem. Taniny nie mogą się zdecydować, czy być bardziej ziarnistymi, czy aksamitnymi, ale bardzo podoba mi się to niezdecydowanie, bo dzięki niemu dzieją się w ustach bardzo przyjemne rzeczy. Dobra kwasowość i leciutko słodki finisz dopełniają dzieła. Pijcie Pirapú najlepiej z pieczonym i grillowanym mięsem, raczej czerwonym, niż białym, choć wszelkie wędliny i dojrzałe sery – najlepiej hiszpańskie – również będą dla tego wina dobrym towarzystwem.

P.S. Z EGO Bodegas próbowałam też żwawe, owocowe i soczyste Malabarista oraz bardziej nasycone materią Don Baffo – te wina również z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Obydwa dostępne oczywiście w 13 Win :)

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: jeżyny, jagody, śliwki, ziemia, kamień

Usta: jeżyny, jagody, śliwki, dobra kwasowość, umiarkowane taniny

Ogólna ocena: 4/7

Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Priorat i francuski miks ~ Dwa wina De Muller

Jedni mówią, że kluczem do sukcesu jest doskonalenie się w jednej, bardzo konkretnej sferze działalności. Inni twierdzą coś zgoła odmiennego – należy być elastycznym i otwartym na nowe doświadczenia i eksperymenty. Wychodzę z założenia, że obydwa sposoby są równie dobre, jeżeli tylko którykolwiek z nich przyniesie oczekiwane rezultaty. Działający w dwóch katalońskich regionach – Tarragonie i Prioracie – producent De Muller należy do grona winiarzy produkujących swoje wina według tego drugiego modelu. O jednym smacznym winie musującym pisałam niedawno. De Muller, oprócz białych musujących win, produkuje też wina spokojne we wszystkich kolorach – od wytrawnych po likierowe, wzmiacniane i wreszcie wermuty. Dziś opowiem Wam o dwóch czerwieniach z tej winiarni.

priorat

De Muller Priorat Criança 2012
Jak sama nazwa wskazuje, przydomek crianza ma nam sugerować raczej młodzieńczy styl wina, a więc dominację owocu i żwawą kwasowość. Ten kupaż (60% garnatxa, 20% cariñena oraz po 10% merlot i syrah) z bodaj najmodniejszego regionu w Hiszpanii (a nawet na świecie) faktycznie jest świeże, niezbyt mocne, ale jednocześnie wykazuje cechy charakterystycznej dla win z tego regionu lekko „ziemistego”, eleganckiego sznytu. Wino ma już ponad cztery lata, jednak tę jego właściwą crianzy młodzieńczość odczujemy w intensywnym owocu i jednocześnie przyjemnym, choć nie korpulentnym ciele. Spokojnie można by mu dać jeszcze rok czy dwa. Bardzo przyzwoita jak na Priorat cena sprawia, że nic, tylko brać. Do czerwonych mięs – zdecydowanie! Cena: 66 zł

porpores

De Muller Porpores Reserva 2010
Powiedzieć o tym już zdecydowanie dojrzalszym w stylu winie „francuski” miks to w zasadzie tylko część prawdy, choć część większa. Mamy tu bowiem kupaż francuskich szczepów (70% cabernet sauvignon, 20% syrah, 10% merlot), jednak miks beczek, w których winifikowane były te odmiany, to ciekawa wycieczka przez środkową Europę. Oprócz klasycznych beczek z francuskiego dębu do produkcji Porpores użyto bowiem przydających czekoladowych aromatów beczek węgierskich oraz rumuńskich, odpowiedzialnych za niuans…grejpfruta! To wszystko, a dodatkowo mocne aromaty czarnych porzeczek i jagód, spory ekstrakt, soczystość i aksamitną teksturę czyni to wino niemal dopiętym na ostatni guzik. Doskonale sprawdzi się z jagnięciną lub gęsiną. Cena: 97 zł

Wina degustowałam na spotkaniu w Winosferze Chłodna w Warszawie.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 2: The Wine Love Devilish 2015

Dziś miała być Katalonia, ale dla odmiany zrobimy skok do dobrze znanego hiszpańskiego regionu Rioja, skąd pochodzi wino-manifest o jednej z najlepszych etykiet w historii, moim skromnym zdaniem oczywiście. Producent Gonzalo Gonzalo (to imię i nazwisko) specjalizuje się zresztą w winach-manifestach i tym razem jest to manifest miłosny, zainspirowany filmem Ed Wood Tima Burtona. Przejdźmy do opisu tego małego dzieła sztuki.

devilish

Krwistoczerwona garnacha niedługo po otwarciu pachnie soczystymi malinami, truskawkami, czerwonymi porzeczkami i trochę też smażonymi wiśniami. W tle szumią świeże liście laurowe i inne śródziemnomorskie zioła. Jak miłość, również i dobre wino potrzebuje nieco czasu, żeby pokazać to, co w nim najlepsze i Devilish jest przykładem takiego wina. Wymagałoby jednak od Was tylko dnia cierpliwości. Po tym czasie nabiera bardziej balsamicznych i pieczeniowych nut, owoc staje się czarniejszy. Wino ma mięsiste i ekstraktywne, ma przyjemne, choć wyraziste taniny, jest też świeże dzięki odpowiedniej dawce kwasowości. Sprawdźcie, być może jeszcze znajdziecie parę kosztujących około czterech dych butelek w warszawskim Wine Cornerze i innych przybytkach zaopatrywanych przez importera Vini e Affini. Może, bo, jak się dobrze orientuję, był w okolicach Halloween na to wino spory popyt.

Dla odmiany ~ Bri Rosat del Celler de l’Era DO Montsant 2014

A raczej dla dwóch odmian, bo to „różowe” wino jest zrobione w 70% z syrah, resztę stanowi grenache. „Różowe” w cudzysłowie, bo jego intensywny kolor wpłynął na decyzję producenta, że ostatni raz zostało nazwane rosat, czyli różowym właśnie. Na etkiecie następnego rocznika przeczytamy już claret i ta nazwa z pewnością będzie miała większy sens. Kolor tego katalońskiego kupażu bardziej skłania się ku apetycznej jak usta pin up girl czerwieni, niż różowi.

bri_rosat

Zanim jednak opowiem, jak wino zachowuje się – no właśnie – w ustach, parę słów o nosie. Producent wspomina o aromacie truskawek, jednak Bri w moim odczuciu jest bardziej zadziorne i pachnie raczej kwaśną wiśnią, jeżyną, sosem balsamicznym i czarnym pieprzem, wykryłam nawet niuans pieczonego mięsa. Natomiast usta są nieco bardziej krągłe i „kobiece” – więcej tu czereśni, niż wiśni, do tego dojrzałe maliny, a równoważy je żwawa kwasowość ze szczyptą pieprzu i soli.

Winnice Celler de l’Era leżą w katalońskiej apelacji Montsant, która okala słynny Priorat. O intensywności aromatów, sporym ciele, ale też swoistej elegancji tamtejszych win decydują czarne łupkowe gleby zwane licorella (w myśl chyba nieco na wyrost ukutego powiedzenia, że na łupkach każde wino na pewno świetnie się uda), ale też – co często ważniejsze – winifikacja. Ręcznie wyselekcjonowane i nie zmiażdżone owoce obydwu odmian winorośli były krótko (i osobno) fermentowane w stalowych kadziach, po czym wino już jako nietknięty beczką kupaż trafiło do butelek. Dzięki temu udało się w nim przemycić zarówno wyrazisty charakter odmian syrah i grenache, jak i cechy apelacji, która tylko w ilości wspomnanych łupków ustępuje bardziej prestiżowemu sąsiadowi zza miedzy, Prioratowi. Wino jest intrygujące, a jednocześnie nadaje się do szerokiej gamy dań, głównie tych na bazie białego mięsa, ale możnaby je też podać do co tłustszych ryb, nie mówiąc już o serach.

O Bri Rosat pytajcie importera Bon Wino, któremu bardzo dziękuję za udostępnienie wina do degustacji!

Oczy: jasnoczerwone, przezroczyste

Nos: wiśnie, jeżyny, balsamico, balsamico, pieczeń

Usta: wiśnie, czereśnie, maliny, pieprz, słonawe, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 6/7

2 wina w 13 Winach ~ Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 oraz Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 od Paulo Laureano

Niedawno w 13 Winach zdegustowaliśmy sześć butelek od enologa i winiarza Paulo Laureano, osobistości od lat znanej i szanowanej w portugalskim Alentejo. Laureano swoje wina tworzy w apelacji Vidigueira położonej na południowych rubieżach regionu. I mimo, że jesteśmy na samym południu Alentejo, to klimat jest tam łagodniejszy, niż w pozostałych apelacjach regionu. A jeśli wspomnimy, że przeważają tam granity i łupki, to z dużą dozą pewności możemy spodziewać się win dobrej albo bardzo dobrej jakości. Nie zawiedliśmy się na żadnym winie Laureano, a oto dwie fantastyczne butelki, które podczas degustacji zrobiły na mnie największe wrażenie.

paulo_laureano_vinhas_velhas_premiumPaulo Laureano Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Mamy tu kupaż trincadeiry, aragonez (znanego szerzej jako tempranillo) oraz alicante bouchet. Wino było fermentowane zarówno w nowych, jak i używanych dużych beczkach z francuskiego dębu oraz starzone w nich przez 12 miesięcy, dzięki czemu taniny zdążyły ładnie zintegrować się z miękkim owocem spod znaku wiśni, malin i czerwonej śliwki. Całości towarzyszą dymne, wędzonkowe i stajenne nuty. Wino ma przy tym ciekawy słonawy niuans na języku, świetną kwasowość i doskonale ukryte 14% alkoholu. Eleganckie i bardzo pijalne, piłabym je do solidnych pieczeni. Cena: 42 zł

paulo_laureano_reservePaulo Laureano Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Tu już mamy bardziej szlachetne oblicze tego samego kupażu. W odróżnieniu od poprzednika, to wino fermentowało w małych francuskich barriques, a dojrzewało tylko przez 6-8 miesięcy, co sprawiło, że dymny niuans jest zauważalny, ale jakby subtelniejszy. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast aromaty i smaki jagód i śliwek węgierek. Solidne taniny, mocny owoc i dość wysoka, młodzieńcza wręcz kwasowość sprawiają, że wino ma szansę pięknie rozwijać się przez co najmniej kilka lat, jeśli nie dekadę. Cena: 73 zł

W sklepie dostępne są jeszcze trzy wina białe (beczkowe i nie) oraz jedno podstawowe czerwone Classico od Paulo Laureano. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa powyższe, ale warto odwiedzić sklep na Krypskiej i sprawdzić wszystkie wina Paulo Laureano na własną rękę.

Pięć czerwieni i jeden róż ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 1

Wiosenno-letnia oferta Faktorii niedawno trafiła na półki. Dla przypomnienia – półki te znajdziecie w wielu mniejszych i większych supermarketach. Otrzymałam na warsztat – za co uprzejmie importerowi dziękuję – porcję win z kolekcji Standard Plus, dostępnej w większych miastach. Dlaczego Standard Plus? Dlatego, że jakość tych win – przynajmniej w teorii – jest nieco wyższa od przeciętnej i ma zaspokoić ciekawość średniozaawansowanych winopijców, którzy chcą poszerzyć swoje winne horyzonty. Albo jeszcze nie wiedzą, że chcą. Przedstawiam Wam pięć win czerwonych i jedno różowe.

Casal Garcia Vinho Verde DOC
vinho verdeDziewczyńskie w stylu Vinho Verde o kolorze, który niektórzy nazywają „randkowym”. Żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Wino zawiera dokładnie taki zestaw cech, jakiego oczekuję od Vinho Verde, czyli bujnego, soczystego czerwonego owocu (poziomki, truskawki, wiśnie), orzeźwiającej kwasowości i leciutkiego musowania na języku. Jak sama fraza na etykiecie anonsuje – fresco e frutado, natomiast z popularnym płynem alkoholowym o nazwie Fresco to wino nie ma nic wspólnego. To nic, że rocznika brak. Jedyne, co może przeszkadzać to nieco zbyt wysoka jak na Vinho Verde cena, ale jest pysznie Cena: 24,99 zł

Torre Oria Gran Reserva 2009
Nie ma wina ze średnio-niskiej półki, torre oria gran reservaktórego bałabym się bardziej, niż to, które ma na etykiecie napis gran reserva. Szczególnie, jeśli pochodzi z Hiszpanii i ma więcej niż pięć lat. Z prawdziwą bojaźnią podeszłam więc do tej butelki. Kolejny Hiszpan w ofercie kłania się wszystkim miłośnikom beczki, nie jest jednak pozbawiony owocu – mamy tu kombinację jagód, śliwki i czereśni z domieszką pieprzu. Pierwszego dnia wybijająca się na pierwszy plan dębina była dość nieznośna, ale na drugi dzień stała się już przyjemnym dodatkiem. Po otwarciu więc dajmy winu co najmniej parę godzin oddechu. Jeśli Torre Oria ma towarzyszyć uczcie, to na pewno udźwignie solidniejsze potrawy, jak wszelkie pieczenie w gęstych sosach. Cena: 23,99 zł


Colpasso Nero d’Avola Terre Siciliane IGP

colpassoWino bez rocznika, na co instynktownie zareagowałam dość podejrzliwie. I faktycznie, anonsowana na etykiecie intensywność doznań nie była aż tak…intensywna. Jak na wino z ciepłej Sycylii wyprodukowane z suszonych winogron, owoc jest dość świeży, a i ciało i taniny w miarę lekkie. Zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam maliny śliwki, jeżyny, jagody, faktycznie trochę suszonych śródziemnomorskich ziół. Kompleksowość więc jest, ale w dość subtelnym wydaniu, dzięki czemu wino będzie elastycznym towarzyszem wielu potraw. Podawajcie do wszelkich pieczonych i grillowanych z ziołami mięs, dobrze przyprawionych makaronów i dojrzałych serów. Cena: 29,99 zł

Niche de Torre Oria Bobal Valencia DOP 2013
Bardzo lubię rdzennie hiszpański szczep bobal za jego wigor,torre oria niche gęstość i bogactwo soczystych owoców. Jeśli dać mu czas w beczce czy w butelce, w najlepszych przypadkach potrafi rozwinąć złożony bukiet czekoladowo-ziołowych aromatów. Akurat to wino jest bardziej owocowe niż jakiekolwiek inne, ale dało się zauważyć w nim gdzieś głębię z spod znaku gorzkiej czekolady. Pełno tu owoców leśnych, czereśni i wiśni podkreślonych sporą dawką aksamitnych tanin i zrównoważonych kwasowością. Ja akurat piłam je do samych oliwek, ale wino aż prosi się o przegryzienie soczystym pieczonym czerwonym mięsem w aromatycznym sosie. Bardzo udana butelka w bardzo dobrej cenie, mój zdecydowany faworyt. Cena: 34,99 zł

La Cuvée Mythique
cuvee mythiqueStylowa butelka z uroczą sową przywodzącą na myśl film Zmierzch tytanów kryje w sobie ciemnorubinowe wino będące czystą ekspresją czerwonych porzeczek, jeżyn i wiśni. Nie jest więc aż tak tytaniczne ani poważne, choć tego raczej po winie z Langwedocji-Roussillon nie należy oczekiwać. Wino jest z jednej strony soczyste, z drugiej całkiem gładkie. Bardzo elastyczne gastronimicznie, Mythique będzie bezpiecznym rozwiązaniem na prezent czy bardziej odświętny obiad. Cena: 49,99 zł

Sudomir Rubin Winnica Płochockich Polska XIII
Po raz kolejny brawo dla Państwa sudomir rubinPłochockich, a dla Faktorii chwała, że wprowadzają polskie wina w szerszy obieg. O tym winie w samych superlatywach pisałam zresztą już ponad rok temu. Sudomir Rubin w kolorze – a jakże – krwiście rubinowym pachnie i smakuje świeżymi i soczystymi leśnymi jagodami, jeżynami, czerwoną porzeczką, ma też odrobinę kwiatowe tło. Wino jest raczej lekkie i z dobrze zaznaczoną kwasowością i nie narzucającymi się taninami, dlatego możecie je podać do łagodnie potraktowanych mięs, od tatara wołowego po wszelkie pozbawione zawiesistych sosów pieczenie. Cena zapewne trochę zaporowa, jednak na specjalną okazję lub na prezent – zdecydowanie polecam. Cena: 59 zł

Podsumowując czerwono-różową kolekcję Standard Plus, generalnie jest zupełnie dobrze i możecie odetchnąć z ulgą, choć – przynajmniej w przypadku win z czerwonej części kolekcji te naprawdę smaczne nieznacznie albo znacznie przekroczyły magiczną granicę trzech dych. A relacja z części białej po długim weekendzie.

Na wiosnę ładną i nieładną ~ Dwa wina hiszpańskie z Lidla

Myślicie, że pogoda zmierza ku nieuchronnej poprawie z powodu zbliżającego się wielkimi krokami lata? Nie chcę siać defetyzmu, ale chyba jednak jeszcze trochę sobie poczekamy, bo w połowie maja ledwie 20 stopni Celsjusza raczej nas nie urządza. No, chyba że nie stanowi dla Was problemu grillowanie w ciepłej bluzie i jeszcze cieplejszych spodniach, co by wilka nie złapać. Na szczęście przynajmniej podczas ostatniej, bardzo udanej pogodowo, towarzysko i podróżniczo majówki, spędziłam czas tak, jak trzeba. Między innymi skorzystałam z dobrodziejstw oferty Sol&Mar i otworzyłam dwa iberyjskie wina z Lidla. Obie butelki zaoferowały mi, co następuje:

rias_baixasSalneval Barrica Val do Salnés Rías Baixas DO 2013
Numer jeden to całkiem złożone i zdecydowanie cieliste wino ze szczepu Albariño, czyli czołowej białej odmiany z bardzo przeze mnie lubianego regionu Rías Baixas, słynącego z rześkich, ale cielistych białych win. Jasnozłote w kolorze, ładnie pachniało słodkimi owocami egzotycznymi, jak morele czy banany, ale też nieco kwaśnym jabłkiem, a to wszystko z odrobiną zapachu morskiej bryzy. Podobne rzeczy działy się w ustach, choć największą przyjemność sprawił mi trochę surowy, jakby apteczny smak i tłustawość wina będąca zasługą zarówno szczepu, jak i użycia beczki. Wino ładnie zagrało ze skorupiakami w oleju, które możecie kupić w Lidlu. Idąc tym tropem, Salneval poleciłabym Wam też do tłustych ryb, jak łosoś czy makrela, czy to grillowanych, czy to smażonych. Daję temu winu silną czwórkę, choć przyznam, że biorąc pod uwagę dobrą cenę – 34,99 zł – ręka wahała mi się przed postawieniem najwyższej oceny. Warto wiedzieć, że wina z Rías Baixas tanie nie bywają. Łapcie więc okazję póki jest, zdecydowanie polecam.

Oczy: jasnozłote

Nos: morele, banany, jabłka, mineralność

Usta: morele, banany, jabłka, nuty apteczne, mineralność

Ogólna ocena: 4/5

aragoniaAragonia Seleción Especial 2012
Numer dwa to czerwień z Aragonii, stuprocentowa Garnacha. I, jak to Garnacha, jest nie za ciemna w kolorze, a pachnie i smakuje dojrzałymi czerwonymi owocami – przede wszystkim wiśniami i malinami. W tym winie również użyto beczki, bo zarówno w nosie, jak i na języku da się wyczuć dość wyraźną dębinę. Dla niektórych być może aż zbyt wyraźną. Jedyne, co mi się w Aragonii nie spodobało to niefajne, suche taniny, które zamiast aksamitnie pieścić podniebienie, w dość nieprzyjemny sposób je wysuszały i nie zachęcały nawet do zagryzienia wina czymkolwiek. Muszę jednak przyznać, że nie dałam winu zbyt dużo czasu, być może na drugi dzień, albo choćby po paru godzinach napowietrzania byłoby lepsze. Pozostawiam Wam decyzję, czy warto to sprawdzić. A jeśli pokusić się o jakieś kulinarne towarzystwo…może warto zjeść do tego wina jakąś pizzę albo wziąć butelkę na grilla? Tłuste, dojrzałe sery też mogą być dobre. Nadal jednak ewentualna porażka może być dotkliwa, bo Garnacha z Aragonii kosztuje aż 59,90 zł. Ja za niewartą ceny prostotę, nieszczęsne suche taniny i krótki finisz, wbrew zachwytom mojej blogerskiej braci (tu albo tu), daję temu winu tylko trójkę.

Oczy: rubinowe

Nos: wiśnie, maliny, beczka

Usta: wiśnie, maliny, beczka

Ogólna ocena: 3/5

 

A za wiosenny napitek i strawę Lidlowi uprzejmie dziękuję!