Na różowo i z charakterem ~ Braun Sankt Laurent Rosé 2015 z 13 Win

Butelkę różowego Sankt Laurenta ze znajdującej się w niemieckim Palatynacie winiarni Braun ten czy ów dżentelmen z okazji Dnia Kobiet mógłby kupić damie, która zasługuje dziś na okazanie jej przyjaźni, szacunku, miłości, czy wszystkiego na raz (zresztą, która kobieta na to wszystko nie zasługuje!?). Jeżeli natomiast w otoczeniu damy brakuje takowego dżentelmena, sama ze spokojem może się zaopatrzyć w to rosé w warszawskim sklepie 13 Win za przyzwoite 37 zł. Bo ten róż zdecydowanie nie jest tanim, landrynkowym różem dla dziewczynek.

braun_rose

Wręcz przeciwnie. Możemy to stwierdzić już po intensywnym i głębokim kolorze, który być może bardziej jest zbliżony do czerwieni jasnej i soczystej, jak usta Marylin Monroe. W nozdrza udejrzają zmysłowe aromaty kwiatów, malinowego chruśniaka i innych owoców leśnych, jak jagody, czy poziomki. Głębi i charakteru bukietowi dodaje delikatny ziemisty niuans. To, co dzieje się w ustach jawi mi się jako kobieta kompletna. Z jednej strony mamy miękki, soczysty czerwony owoc i subtelnie krągłe ciało. Z drugiej – żywą kwasowość, zadziorną pikanterię i ciekawe, nieco ziarniste taniny. To wino jest jednocześnie pełne życia i elegancji, nie pozwala też długo o sobie zapomnieć. Zupełnie, jak silna, spełniona kobieta.

Oczy: ciemny róż

Nos: maliny, liście, jagody, poziomki, kwiaty, ziemia

Usta: malina, wiśnia, czereśnia, truskawka, kwasowość, ciało, długi finisz

Ogólna ocena: 6/7

Dla odmiany ~ Bri Rosat del Celler de l’Era DO Montsant 2014

A raczej dla dwóch odmian, bo to „różowe” wino jest zrobione w 70% z syrah, resztę stanowi grenache. „Różowe” w cudzysłowie, bo jego intensywny kolor wpłynął na decyzję producenta, że ostatni raz zostało nazwane rosat, czyli różowym właśnie. Na etkiecie następnego rocznika przeczytamy już claret i ta nazwa z pewnością będzie miała większy sens. Kolor tego katalońskiego kupażu bardziej skłania się ku apetycznej jak usta pin up girl czerwieni, niż różowi.

bri_rosat

Zanim jednak opowiem, jak wino zachowuje się – no właśnie – w ustach, parę słów o nosie. Producent wspomina o aromacie truskawek, jednak Bri w moim odczuciu jest bardziej zadziorne i pachnie raczej kwaśną wiśnią, jeżyną, sosem balsamicznym i czarnym pieprzem, wykryłam nawet niuans pieczonego mięsa. Natomiast usta są nieco bardziej krągłe i „kobiece” – więcej tu czereśni, niż wiśni, do tego dojrzałe maliny, a równoważy je żwawa kwasowość ze szczyptą pieprzu i soli.

Winnice Celler de l’Era leżą w katalońskiej apelacji Montsant, która okala słynny Priorat. O intensywności aromatów, sporym ciele, ale też swoistej elegancji tamtejszych win decydują czarne łupkowe gleby zwane licorella (w myśl chyba nieco na wyrost ukutego powiedzenia, że na łupkach każde wino na pewno świetnie się uda), ale też – co często ważniejsze – winifikacja. Ręcznie wyselekcjonowane i nie zmiażdżone owoce obydwu odmian winorośli były krótko (i osobno) fermentowane w stalowych kadziach, po czym wino już jako nietknięty beczką kupaż trafiło do butelek. Dzięki temu udało się w nim przemycić zarówno wyrazisty charakter odmian syrah i grenache, jak i cechy apelacji, która tylko w ilości wspomnanych łupków ustępuje bardziej prestiżowemu sąsiadowi zza miedzy, Prioratowi. Wino jest intrygujące, a jednocześnie nadaje się do szerokiej gamy dań, głównie tych na bazie białego mięsa, ale możnaby je też podać do co tłustszych ryb, nie mówiąc już o serach.

O Bri Rosat pytajcie importera Bon Wino, któremu bardzo dziękuję za udostępnienie wina do degustacji!

Oczy: jasnoczerwone, przezroczyste

Nos: wiśnie, jeżyny, balsamico, balsamico, pieczeń

Usta: wiśnie, czereśnie, maliny, pieprz, słonawe, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 6/7

Bikavérek ~ Juhász Egri Bikavér 2011 z Lidla

Od pewnego czasu na lidlowych półkach (jeszcze chyba) stoją wina z Węgier w bardzo różnych cenach. Rzuty z tego kraju zawsze bardzo mnie cieszą, bo, jak niektórzy z Was wiedzą, moja winna pasja zaczęła się właśnie na Węgrzech. Inną sprawą jest częste rozczarowanie, z jakim się spotykam, bo ceny węgierskich win dostępnych w Polsce wciąż nie zawsze odpowiadają ich jakości.

To zabawne, ale mam ostatnio do czynienia z winami, które, mimo że z dyskontów, powinny jednak smakować cokolwiek dojrzalej, pełniej, bardziej bogato. Na łamach dotrzechdych.pl pojawią się niedługo moje recenzje biedronkowych cabernet sauvignon i syrah w wesji baby, których niedojrzałość można tłumaczyć młodym wiekiem, ale przede wszystkim niską ceną. Czy to je broni? Rozstrzygnięcie tej kwesti pozostawiam Wam. A tymczasem – oto kolejna winna „młoda krew” – bycza krew, czyli kosztujący 19,99 zł Egri Bikavér ze znanej i uznanej egerskiej winiarni Juhász.

juhasz_egri_bikaver

Wino jest – a jakże – krwistoczerwone i przejrzyste, pachnie i smakuje apetyczną mieszanka dojrzałych śliwek i wiśni, może też czerwonych porzeczek. W tle pojawia się świeżo zmielony czarny pieprz, który z kolejnymi kwadransami ustępuje bardziej spokojnym, ziemistym nutom. Ta wersja byczej krwi jest całkiem lekka, a po pewnym czasie wręcz miękka w ustach, choć nie pozbawiona żwawej kwasowości. Brakuje mi trochę garbników i ciała, ale pewnie nie wszystkim z Was te niedociągnięcia będą przeszkadzać. Pytanie też, czy to są w ogóle niedociągnięcia i czy to konkretne wino powinno być cieliste i taniczne.

Do wyrobu Egri Bikavér na Węgrzech dopuszczonych jest aż 13 czerwonych odmian winorośli. Możemy więc spodziewać się po tych winach szerokiego spektrum stylów, koncentracji, czy intensywności beczkowych aromatów. Dochodzi do tego duże geograficzne zróżnicowanie obszarów, na których winiarze mogą wytwarzać wino o tej zastrzeżonej nazwie. Bycza krew od braci Juhász to jedna z subtelniejszych interpretacji węgierskiego klasyka, nadal jednak jest soczysta i aromatyczna.

Za wino bardzo dziękuję importerowi!

Oczy: czerwone, przejrzyste

Nos: śliwki, wiśnie, czerwona porzeczka, czarny pieprz, ziemia

Usta: : śliwki, wiśnie, czerwona porzeczka, dobra kwasowość, lekkie ciało, łagodne taniny

Ogólna ocena: 4/7

Spotkało się Bordeaux z Loarą ~ Dwa wina z francuskiej oferty Lidla

Dwa zgoła różne wina, dlatego nie będę oceniać, które jest lepsze od drugiego. Mogę jednak z grubsza nakreślić Wam, co to znaczy być muscadetem sur lie z Doliny Loary i co to znaczy być klasycznym bordoskim kupażem oraz jak się do tego mają nasze dwie butelki z aktualnej oferty win francuskich, którą znajdziecie w Lidlu. Zobaczcie, co wywąchałam i wysmakowałam, kiedy wina znalazły się w moim kieliszku.

muscadet_sevre_et_maine_sur_lieDomaine Gandais Muscadet Sèvre et Maine Sur Lie La Grande Réserve 2014
Wino o strasznie długiej nazwie i etykiecie godnej stołu weselnego, ale nie ma się czego bać, bo butelka, jak na taką jakość jest naprawdę tania i warta również tych codziennych, niezobowiązujących okazji. Dominują w tym winie czyste aromaty cytryn i limonek wraz ze skórkami, do tego banany, delikatna  słonawość, mokra kreda i lekka nuta drożdżowa. I właśnie – ten ostatni niuans pochodzi z tego, że wino po fermentacji pozostało przez pewien czas na osadzie z martwych drożdży – nazywamy tę metodę sur lie i dzięki niej wino z jednej strony zyskuje świeżość, z drugiej nieco ciała i – w najlepszych wypadkach – potencjał starzenia. Tym wszystkim charakteryzują się dobre wina z apelacji Muscadet Sèvre et Maine. Wy jednak nie zawracajcie sobie głowy starzeniem tego wina i pijcie je teraz – doskonale złagodzi efekty nadciągających upałów. Polecam szczególnie do świeżych serów i ryb, również tych grillowanych. Cena: 19,99 zł


chateau_calet_cotes_de_bordeauxChâteau Calet Blaye Côtes de Bordeaux 2012

Ta butelka wypada już trochę gorzej. Niby jest sporo owocu (klasyczna mieszanka wcale świeżych wiśni, czereśni, porzeczek i śliwek), dość gładkie taniny i dobra kwasowość. Mimo wszystko brakuje temu winu ciała, a co za tym idzie – jakiegokolwiek finiszu. Uczciwe czerwone Bordeaux powinno jednak być takim winem, o którym można by porozmawiać przy obiedzie, które pozostawia po sobie jakiś wart refleksji posmak. A tak, Château Calet w zasadzie smakuje dobrze, ale jest dobre do picia bez zastanowienia. Jego krótkość i wątłość może tłumaczyć niższej rangi apelacja Côtes de Bordeaux, ale w takim wypadku wydaje mi się, że butelka nie powinna kosztować w dyskoncie prawie 30 zł. Wino jest bardzo uniwersalne gastronomicznie, zgodzi się z wszelkimi serami i mięsami, jednak w granicach trzech dych rozejrzałabym się za czymś innym. Wybór pozostawiam Wam. Cena: 27,99 zł

 

Wina otrzymałam do degustacji od Lidla, za co uprzejmie dziękuję!

Białe wagi lekkiej ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 2

W poprzednim odcinku opisałam dla Was pięć czerwonych win i jedno różowe, które niedawno pojawiły się na półkach Faktorii Win. Dla przypomnienia – butelki należą do kolekcji Standard Plus, którą znajdziecie w na faktoriowych półkach w większych miastach naszego kraju. Dzisiaj na tapecie mamy sześć białych, doskonale wpisujących się w coraz cieplejszą aurę win. No to bez zbędnych dodatkowych słów wstępu, przystąpmy do części mokrej.

Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sèvre et Maine AOP 2014
muscadetŚwieżutkie wino, pachnące i smakujące tak, jak wino na upał smakować powinno, czyli kwaśnymi cytrusami (cytryna, limonka) razem ze skórkami i mokrymi kamieniami. W ustach z jednej strony słonawe, a z drugiej tłustawe, co kwalifikuje Les Roches Noires jako dobrego towarzysza dla wszelkich ryb (choć może nie smażonych) i koziego sera. Cena: 24,99 zł

Thummerer Bokréta Cuvée
Pierwsze z thummererdwóch win węgierskich. Pachnie cytrynowo-morelowo-kwiatowo, w ustach dodatkowo pojawiają się kwaśna antonówka. Cokolwiek ćwierćwytrawne, co może spodobać się części z Was, choć mnie nie urzekło. Brakuje mi też trochę kwasowości, która zrównoważyłaby  te wszystkie słodkie owoce. Gdybym miała wybierać, wybrałabym poprzednika. Cena: 24,99 zł

Rina Ianca Grillo + Viogner Terre Siciliane IGP
grillo_viognierZa to wino z nieco wystraszonym lisem na etykiecie musimy zapłacić dziewięć złotych więcej od dwóch poprzednich, ale trzeba przyznać, że w tej włoskiej mieszance grillo i viogniera jednak więcej się dzieje. Mamy tu dojrzałe egzotyczne owoce spod znaku mango i mandarynki, a do tego miód i wanilia. Podoba mi się krągłość, pewien ciężar tego wina i lekko goryczkowy finisz. Spróbujcie je do pieczonych ryb, owoców morza lub drobiu. Cena: 33,99 zł

Kressmann Monopole Bordeaux AOC 2014
Jeśli dorzucimykressmann jeszcze złotóweczkę, dostaniemy lekkie, ale całkiem eleganckie kwiatowo-cytrynowe białe Bordeaux. W ustach jest bogatsze, niż w nosie, bo wyczujemy więcej egzotyki – słodkiego ananasa, mango i nie pozbawioną dobrej kwasowości gładką teksturę. Myślę, że cena nie jest zbyt przesadzona jak na taką jakość, wino jest zupełnie przyzwoite. Cena: 34,99 zł

Szöllősi Sauvignon Blanc Neszmely
sauvignon_blancDrugi Węgier to całkiem złożone Sauvignon Blanc, bo oprócz (dość schowanego) flagowego aromatu agrestu wyczuwalne są tu jeszcze gruszki, słodki grejpfrut i jabłka. Usta są przede wszystkim owocowe, gdzieś w tle majaczy nieśmiało mineralność, brakuje też trochę kwasowości dla uzyskania równowagi w winie. Niemniej jest całkiem przyjemne i można je pić nawet solo, choć jak na wino tarasowe jest jednak trochę za drogie. Cena: 36,99 zł


McPherson Vitage Secret Chardonnay South Eastern Australia 2014
Chardonnay w swojej ciepłej, lekko vintage_secret_chardonnaybeczkowej odsłonie. Pachnie i smakuje jabłkami, kwiatami jabłoni, brzoskwiniami, koszem owoców tropikalnych, a to wszystko podbite fajną kwasowością. Gdyby to wino miało jeszcze tylko nieco więcej ciała, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Cena: 49,99 zł

Jeśli sami sprawdzicie te butelki, łatwo zauważycie że białe wina z kolekcji Standard Plus Faktorii Win mają jeden element wspólny – wszystkie są mniej lub bardziej orzeźwiające. Są więc idealne na lato, na grilla, a niektóre do picia solo. Żeby jednak nie było tak kolorowo – nie wszystkie reprezentują dobrą relację ceny do jakości. Powiedziałabym, że ceny tych butelek utrzymują się na maksymalnym akceptowalnym poziomie. Co kto woli – ja w każdym razie zachęcam do testowania!

Piłam na koszt Faktorii Win, za co uprzejmie dziękuję.

Na wiosnę ładną i nieładną ~ Dwa wina hiszpańskie z Lidla

Myślicie, że pogoda zmierza ku nieuchronnej poprawie z powodu zbliżającego się wielkimi krokami lata? Nie chcę siać defetyzmu, ale chyba jednak jeszcze trochę sobie poczekamy, bo w połowie maja ledwie 20 stopni Celsjusza raczej nas nie urządza. No, chyba że nie stanowi dla Was problemu grillowanie w ciepłej bluzie i jeszcze cieplejszych spodniach, co by wilka nie złapać. Na szczęście przynajmniej podczas ostatniej, bardzo udanej pogodowo, towarzysko i podróżniczo majówki, spędziłam czas tak, jak trzeba. Między innymi skorzystałam z dobrodziejstw oferty Sol&Mar i otworzyłam dwa iberyjskie wina z Lidla. Obie butelki zaoferowały mi, co następuje:

rias_baixasSalneval Barrica Val do Salnés Rías Baixas DO 2013
Numer jeden to całkiem złożone i zdecydowanie cieliste wino ze szczepu Albariño, czyli czołowej białej odmiany z bardzo przeze mnie lubianego regionu Rías Baixas, słynącego z rześkich, ale cielistych białych win. Jasnozłote w kolorze, ładnie pachniało słodkimi owocami egzotycznymi, jak morele czy banany, ale też nieco kwaśnym jabłkiem, a to wszystko z odrobiną zapachu morskiej bryzy. Podobne rzeczy działy się w ustach, choć największą przyjemność sprawił mi trochę surowy, jakby apteczny smak i tłustawość wina będąca zasługą zarówno szczepu, jak i użycia beczki. Wino ładnie zagrało ze skorupiakami w oleju, które możecie kupić w Lidlu. Idąc tym tropem, Salneval poleciłabym Wam też do tłustych ryb, jak łosoś czy makrela, czy to grillowanych, czy to smażonych. Daję temu winu silną czwórkę, choć przyznam, że biorąc pod uwagę dobrą cenę – 34,99 zł – ręka wahała mi się przed postawieniem najwyższej oceny. Warto wiedzieć, że wina z Rías Baixas tanie nie bywają. Łapcie więc okazję póki jest, zdecydowanie polecam.

Oczy: jasnozłote

Nos: morele, banany, jabłka, mineralność

Usta: morele, banany, jabłka, nuty apteczne, mineralność

Ogólna ocena: 4/5

aragoniaAragonia Seleción Especial 2012
Numer dwa to czerwień z Aragonii, stuprocentowa Garnacha. I, jak to Garnacha, jest nie za ciemna w kolorze, a pachnie i smakuje dojrzałymi czerwonymi owocami – przede wszystkim wiśniami i malinami. W tym winie również użyto beczki, bo zarówno w nosie, jak i na języku da się wyczuć dość wyraźną dębinę. Dla niektórych być może aż zbyt wyraźną. Jedyne, co mi się w Aragonii nie spodobało to niefajne, suche taniny, które zamiast aksamitnie pieścić podniebienie, w dość nieprzyjemny sposób je wysuszały i nie zachęcały nawet do zagryzienia wina czymkolwiek. Muszę jednak przyznać, że nie dałam winu zbyt dużo czasu, być może na drugi dzień, albo choćby po paru godzinach napowietrzania byłoby lepsze. Pozostawiam Wam decyzję, czy warto to sprawdzić. A jeśli pokusić się o jakieś kulinarne towarzystwo…może warto zjeść do tego wina jakąś pizzę albo wziąć butelkę na grilla? Tłuste, dojrzałe sery też mogą być dobre. Nadal jednak ewentualna porażka może być dotkliwa, bo Garnacha z Aragonii kosztuje aż 59,90 zł. Ja za niewartą ceny prostotę, nieszczęsne suche taniny i krótki finisz, wbrew zachwytom mojej blogerskiej braci (tu albo tu), daję temu winu tylko trójkę.

Oczy: rubinowe

Nos: wiśnie, maliny, beczka

Usta: wiśnie, maliny, beczka

Ogólna ocena: 3/5

 

A za wiosenny napitek i strawę Lidlowi uprzejmie dziękuję!

Kraina łagodności ~ Gewürztraminer Alsace AC 2014 z Lidla

Ten świeżo upieczony srebrny medalista z Lyonu może już być w tym momencie w Lidlu rzadkością, głównie ze względu na jego półwytrawność, cenę (24 zł), no i oczywiście rzeczony medal, dumnie anonsowany przez srebrzystą okrągłą naklejkę na butelce. Jest sporo argumentów za tym, żeby zdecydować się na tę butelkę, jest też jednak parę argumentów przeciw, które zniechęcą bardziej wymagających winopijców.

IMG_20151027_214412

Od samego powąchania wino pieści aromatami: zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam egzotyczne owoce, jak papaję, banany i mandarynki. Po zrobieniu łyka wino jednak w moim przekonaniu nie broni się pomimo swojej przyjazności. 13% alkoholu jest ładnie ukryte, ale jednocześnie brakuje mi tutaj kwasowości, która równoważyłaby nieco landrynkową słodycz i nadałaby wino nieco finezji. Do tego smak niezbyt długo utrzymuje się w ustach.

No to parę słów o Alzacji. Region na terenie Francji, ale pełen zarówno niemieckich nazwisk, jak i win w typowo niemieckim stylu. Znajdziecie tam więc sporo win półwytrawnych i słodkich, ale nie brakuje również bardzo przeze mnie lubianych mocno wytrawnych, wśród których królują Rieslingi. Jednak w Alzacji dobrze czują się również właśnie Gewürztraminer, Pinot Gris, Muscat, Pinot Blanc czy czerwony Pinot Noir. Dobre i bardzo dobre egzemplarze nigdy nie będą tak tanie, jak nasz Gewürztraminer, dlatego oceniając go musimy wziąć poprawkę na jego przystępną cenę. Parę wad, o których wspomniałam w poprzednim akapicie nie zmieniają jednak faktu, że ten Alzatczyk zadowoli (i pewnie zadowolił) podniebienie wielu konsumentów. Do tego z pewnością będzie pasować do pikantnych potraw kuchni azjatyckiej. Ja wystawiam winu subiektywną, ale chyba zasłużoną trójkę.

Piłam na koszt importera, za co bardzo dziękuję.

Oczy: słomkowe

Nos: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki

Usta: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki, słodycz, delikatna kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

Dobra Cava! ~ Marqués de Monistrol Cava Brut Selleción Especial z Lidla

W Lidlu co prawda już od trzech tygodni króluje Francja, ale chciałabym przypomnieć Wam o kosztującym 14,99 zł winie musującym z Hiszpanii, które zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Jeśli jakimś cudem znajdziecie je na półce, chwytajcie śmiało.

Monistrol Cava

Cava ma jasny, słomkowy kolor i bąbelki układające się w ładne sznury. Cena w ogóle nie sugeruje, aby zarówno w nosie, jak i w ustach działy się jakieś niesamowite rzeczy . Faktycznie nie dzieje się nic niesamowitego, ale nie dzieje się również nic złego, co nie jest już takie oczywiste. Wywąchałam nienachalne egzotyczne owoce podbite przyjemnym, delikatnym aromatem herbatników wskazującym, że zaiste, mamy do czynienia z winem wyprodukowanym metodą szampańską. W ustach również jest średnio intensywnie, ale – ku mojemu zaskoczeniu – wino ma nawet trochę ciała! Dobra kwasowość nadaje winu lekkości i jednocześnie trochę nerwu. Idealnie pogodziło się z bagietką z ikrą, makaronem ryżowym z krabami i czym tam jeszcze, co było na stole. Musiak do picia solo i w towarzystwie przekąsek i lekkich potraw.

Za marką  Marqués de Monistrol stoi większy podmiot o nazwie United Wineries, zrzeszający winiarnie z Hiszpanii, Włoch i Argentyny. Jeśli zaś chodzi o samą winnicę Marqués de Monistrol, to leży ona niedaleko Barcelony, w miejscowości Sant Sadurni d’Anoia, czyli w jednym z wielu miejsc posiadających rozsianą po całej Hiszpanii apelację Cava. Warto dodać, że firma ta jest pionierem w produkcji różowych win tego rodzaju. Winiarnia produkuje też musiaki z wyższych półek, które znajdziecie u kilku importerów i jestem bardzo ciekawa, jak prezentują się droższe butelki, skoro ta z Lidla jest naprawdę zadowalająca. Biorąc pod uwagę jakość, cena jest naprawdę śmieszna. Szukać Monistroli i brać zdecydowanie!

Wino i jego zdjęcie otrzymałam dzięki uprzejmości importera – dziękuję!

Oczy: jasnosłomkowe

Nos: owoce egzotyczne, herbatniki

Usta: dobra kwasowość, owoce egzotyczne, herbatniki

Ogólna ocena: 4/5

W krainie trzech wiatrów ~ Trivento Tribu Torrontés Mendoza 2013 z Leclerca

Jeżeli rozmawiamy o winie z supermarketu, to w temacie ceny musimy sobie jasno powiedzieć, że brakuje mu zaledwie czterech groszy do osiągnięcia słynnej, dla niektórych nieprzekraczalnej granicy trzech dych. Warto jednak zbliżyć się do tej granicy i wydać 29,96 zł, bo w tym przypadku będzie to bezpieczny krok. W każdym razie ja tyle wydałam podczas małego winobrania w ursynowskim Leclercu.

tribu

Słomkowo-zielony kolor zapowiadał młodość, świeżość i rześkość. I takie właśnie to wino okazało się w nosie, gdzie znalazłam cytrynę, limonkę i skórki tychże, a także lekkie muszkatowe nuty z pieprznym i kwiatowym podszyciem. Co do kwiatów, to kontretykieta chwali się aromatami róż i fiołków. Być może Wam faktycznie nasuną się takie skojarzenia, ale ja jakoś aż tak eleganckich niuansów nie wykryłam. W smaku dostajemy podobną dawkę doznań: limonka wraz ze skórką, do tego wyrazista kwasowość, pieprzne tło i leciutkie musowanie na języku. Trzeba przyznać, że nieźle złożone jak na niecałe trzy dychy. A do tego bardzo pijalne i orzeźwiające.

Po dłuższym czasie mamy wino z Argentyny! Rzadko piszę na blogu o butelkach z tego kraju, bo najczęściej przewijają się u mnie Włochy, Francja albo Hiszpania. (Swoją drogą, blogowi stuknęły już 3 latka i może czas na jakieś podsumowanie? Najpopularniejszy kraj, najchętniej opisywany szczep… Może wezmę się za to któregoś dnia. Ale wracając do Tribu.) Jesteśmy w Mendozie, najważniejszym regionie winiarskim Argentyny. To właśnie ten obszar owiewają tytułowe trzy wiatry, a każdy z nich ma swoją nazwę i wpływa na winnice w inny sposób. Wiejący z bieguna południowego Polar chłodzi rozgrzane słońcem powietrze, Sudestada z południowego wschodu niesie wilgoć i opady, a ciepły Zonda łagodzi wpływ dwóch poprzednich. W butelce mamy Torrontés – aromatyczny argentyński szczep, który rośnie tu na wysokości około 1100 m n. p. m. Pełne słońca, ale przewiewne i wysoko położone siedlisko nie pozwala rozwinąć się pleśni i innym chorobom, a także zdominować składu winogron rwącemu się do rozwoju cukrowi, pozostawiając sporo miejsca bardzo pożądanej kwasowości. Winiarnia Trivento jest dużym producentem, robiącym wina zarówno tanie, jak i te z nieco wyższej półki. Z kolei właścicielem tejże jest chilijski kolos – Concha y Toro. Brzmi znajomo? I pewnie zazwyczaj smakuje? Polecam sprawdzenie kolejnej etykiety z tej wielkiej południowoamerykańskiej stajni. Wino dostaje mocną czwórkę, bo w tej cenie jest zupełnie przyzwoite.

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: skórka limonki, skórka cytryny, limonka, cytryna, muszkat, kwiaty, biały pieprz

Usta: limonka, skórka limonki, kwasowość, biały pieprz

Ogólna ocena: 4/5

Białe bezdroża ~ Degustacja win białych w Winkolekcji 20.08.2015 r.

Ekipa z Olkuskiej zaprezentowała siedem nieoczywistych win. Nieoczywistych dlatego, że zostały zrobione z niszowych szczepów, często endemicznych dla danego regionu i nie występujących nigdzie indziej na świecie. Pomijając oczywisty fakt, że całą siódemkę stanowiły wina białe, niszowość to jedna z kilku cech, jakie łączyły butelki zaprezentowane przez Panów Sławka Chrzczonowicza i Jana Bestera. Jakie jeszcze cechy wspólne udało się nam wychwycić? Sprawdźcie sami. Przechodzimy do części mokrej wpisu.

passa douroPassa Douro White 2014 Podróż zaczynamy od Douro w Portugalii. Region znany i uznany, a czy wiedzieliście o istnieniu takiego szczepu jak Codega do Larinho czy Rabigato? A widzicie. Rodzime dla regionu odmiany, z których pierwsza charakteryzuje się aromatami brzoskwiń i owoców egzotycznych oraz raczej niską kwasowością. Tej odmiany jest w winie 50%. Drugie 50% to Rabigato, czyli w wolnym tłumaczeniu „koci ogon”. Skąd taka nazwa – nie wiadomo, w każdym razie jakiekolwiek skojarzenia z kocimi aromatami są zupełnie nieuzasadnione. Dzięki temu szczepowi mamy w winie dobry alkohol i nuty muszkatowe. Całość jest idealnie zbalansowana, rześka, z dobrym owocem, doskonała na upały i do owoców morza. Cena: 52 zł

villa calcinaia chiantiVilla Calcinaia Comitale Bianco dei Colli della Toscana IGT 2014 Skaczemy do Włoch, do kolejnego megaznanego regionu, czyli Chianti. Apelacja słynie czerwonych win, jednak tutaj mamy kolejne wino białe. Pochodzi z hrabiowskiej winnicy, która dźwiga bez mała pięćset lat winiarskiej historii. 90% Grechetto z domieszką Vernacci, a więc mamy tu wino z intensywniejszym owocem, masywniejsze i bardziej mineralne. Delikatnie przebija orzechowa goryczka. Cena: 59 zł

chateau viranelChâteau Viranel Tradition Saint-Chinian 2014 Przenosimy się do Langwedocji, a tam czeka na nas kolejna biel, kupaż Grenache Blanc (80%), Vermentino (20%), Roussanne (15%) i Bourboulenc (5%). Wino jest dosyć subtelne (aromaty ziół, kwiatów i białych owoców) i o średniej kwasowości, ale z większą od poprzednika dozą goryczy, która dobrze zagra z tłustymi rybami poddanymi konkretnej obróbce – wędzonymi, smażonymi czy grillowanymi. Cena: 49 zł

marramieroMarriamiero Pecorino d’Abruzzo DOP Lecimy do Abruzji, aby spróbować jednego z moich trzech faworytów wieczoru. Aromaty egzotycznych owoców i kwiatów w zaskakujący sposób są połączone z nutami aptecznymi. Na języku wino jest dość potężne, ale nadal finezyjne. Bardzo ciekawa wariacja na temat uprawianego w środkowych Włoszech szczepu Pecorino, którego potencjał został na nowo odkryty ledwie parę dekad temu. Wyjazd w nieznane dla amatorów mocnych wrażeń. Cena: 75 zł

chateauneuf du papeDomaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape AOC 2012 Przenosimy się do słynnej apelacji w Rodanie Południowym, gdzie czeka na nas wino z białego szczepu Roussane. W Rodanie Północnym często występuje w różnych proporcjach z inną tamtejszą białą odmianą – Marsanne. Tu z kolei mamy bardzo porządny, soczysty i pełen ciała egzemplarz z południowej części regionu. Świeże aromaty jabłek i cytryn mieszają się z kwiatowymi i ziołowymi nutami. Według informacji od producenta, wino pachnie i smakuje przede wszystkim cumbavą. Jeśli wiecie, o co chodzi, będzie to dla Was jakaś wskazówka. Ja nie wiem, o co chodzi. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że to mój faworyt numer dwa. Cena: 119 zł

acusticAcústic Montsant DO 2011 Lecimy do kraju sąsiadów, czyli Hiszpanii, a konkretnie do apelacji Montsant, terenu otaczającego z robiący furorę Priorat. Na początku bardzo przeze mnie lubiane petrolowe uderzenie ustępuje z czasem delikatniejszym, dębowym, kwiatowym i woskowym nutom. Do tego wyraźnie odczuwalne na języku ciało w towarzystwie bardzo dobrej kwasowości sprawia, że wino reprezentuje bodaj najlepszą relację ceny do jakości i jest to mów trzeci faworyt wieczoru. Cena: 75 zł

alvear pedro ximenezAlvear PX 2027 Montilla Moriles DO Podróż kończymy na południu Hiszpanii, w gorącej Andaluzji. Winnica Alvear produkuje tam pełne aromatów suszonych fig, kawy i żywicy słodkie wino z posiadającego arabskie korzenie szczepu Pedro Ximenez. Wino ciemne, bo stare – najstarszy składnik blendu pochodzi z 1927 roku. Fakt faktem, że tego wina nie da się dużo wypić, jest jednak zaskakująco żywe, czyste i pije się je zupełnie łatwo, a to dzięki porządnej kwasowości, która balansuje wysoki poziom cukru. Wspaniały deser sam w sobie, ale jeszcze ciekawiej sprawdziłby się z lodami z owocami i orzechami. Cena: 85 zł

Wiecie już, co jeszcze łączy wszystkie te wina oprócz koloru i niszowości? Otóż, wszystkie pochodzą z ciepłego południa Europy – to jest ich kolejna cecha wspólna. Warto też dodać, że każde z tych siedmiu win charakteryzuje świeżością i rześkością, które nie są tak oczywiste dla ciepłych regionów jak Douro czy Langwedocja, a które jednocześnie świetnie współgrają z cechami swoistymi dla każdego egzemplarza.

Organizatorom dziękuję za zaproszenie i udostępnienie materiałów z prezentacji.