Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 1: De Muller Mas de Valls Brut Nature

Przez najbliższy miesiąc mój blog będzie cokolwiek monotematyczny, bo królować na nim będą recenzje win hiszpańskich (zawczasu zdradzę, że gros butelek będzie pochodzić z Katalonii). Stawka jest niebagatelna, bo dzięki namiętnemu pisaniu o winach z tego niezwykle zróżnicowanego winiarsko kraju mogę załapać się na wyjazd na targi Fenavin w Ciudad Real – oczywiście w Hiszpanii. O konkursie Degusta España przeczytacie tutaj.

Co więc na początek? Aperitif! Jeżeli mówimy o aperitifie w wydaniu hiszpańskim, to zdecydowanie mamy na myśli musującą cavę. Ale ja nie o cavie, a raczej – niezupełnie o niej. Albowiem wino, które zaraz opiszę, jest co prawda wyprodukowane metodą tradycyjną, czyli tak, jak cava i szampan. Ma nawet w składzie typowe „cavowe” szczepy (ponad 50% chardonnay, reszta to macabeo i parellada). Jest nawet wytwarzane w ojczyźnie cavy, czyli w apelacji DO Tarragona. Dlaczego więc nie-cava? Producent tego wina, działający w Katalonii De Muller, akurat w tym przypadku nie miał ambicji wyprodukować swojego musiaka trzymając się wyśrubowanych reguł dotyczących produkcji cavy. Nie odbyło się to jednak ze szkodą dla samego wina.

mas_de_vals_brut_nature

Pomimo zerowego dosage, a więc dodatku cukru, Mas de Valls jest krągłe i pełne jedwabistej materii, co zawdzięcza 15 miesiącom dojrzewania w butelce. Nie brak w nim więc też przyjemnych tostowo-maślanych aromatów, dominantą jest jednak świeży, ale nie narzucający się nadmiernie owoc (jabłka, morele, gruszki). Dokładnie tak, jak lubię: szlachetna powściągliwość z kwasowym pazurem. Wino degustowałam w Winosferze Chłodna, kupicie je tam za 40 zł.

A w następnym odcinku – ciąg dalszy Katalonii :)

Reklamy

Spotkało się Bordeaux z Loarą ~ Dwa wina z francuskiej oferty Lidla

Dwa zgoła różne wina, dlatego nie będę oceniać, które jest lepsze od drugiego. Mogę jednak z grubsza nakreślić Wam, co to znaczy być muscadetem sur lie z Doliny Loary i co to znaczy być klasycznym bordoskim kupażem oraz jak się do tego mają nasze dwie butelki z aktualnej oferty win francuskich, którą znajdziecie w Lidlu. Zobaczcie, co wywąchałam i wysmakowałam, kiedy wina znalazły się w moim kieliszku.

muscadet_sevre_et_maine_sur_lieDomaine Gandais Muscadet Sèvre et Maine Sur Lie La Grande Réserve 2014
Wino o strasznie długiej nazwie i etykiecie godnej stołu weselnego, ale nie ma się czego bać, bo butelka, jak na taką jakość jest naprawdę tania i warta również tych codziennych, niezobowiązujących okazji. Dominują w tym winie czyste aromaty cytryn i limonek wraz ze skórkami, do tego banany, delikatna  słonawość, mokra kreda i lekka nuta drożdżowa. I właśnie – ten ostatni niuans pochodzi z tego, że wino po fermentacji pozostało przez pewien czas na osadzie z martwych drożdży – nazywamy tę metodę sur lie i dzięki niej wino z jednej strony zyskuje świeżość, z drugiej nieco ciała i – w najlepszych wypadkach – potencjał starzenia. Tym wszystkim charakteryzują się dobre wina z apelacji Muscadet Sèvre et Maine. Wy jednak nie zawracajcie sobie głowy starzeniem tego wina i pijcie je teraz – doskonale złagodzi efekty nadciągających upałów. Polecam szczególnie do świeżych serów i ryb, również tych grillowanych. Cena: 19,99 zł


chateau_calet_cotes_de_bordeauxChâteau Calet Blaye Côtes de Bordeaux 2012

Ta butelka wypada już trochę gorzej. Niby jest sporo owocu (klasyczna mieszanka wcale świeżych wiśni, czereśni, porzeczek i śliwek), dość gładkie taniny i dobra kwasowość. Mimo wszystko brakuje temu winu ciała, a co za tym idzie – jakiegokolwiek finiszu. Uczciwe czerwone Bordeaux powinno jednak być takim winem, o którym można by porozmawiać przy obiedzie, które pozostawia po sobie jakiś wart refleksji posmak. A tak, Château Calet w zasadzie smakuje dobrze, ale jest dobre do picia bez zastanowienia. Jego krótkość i wątłość może tłumaczyć niższej rangi apelacja Côtes de Bordeaux, ale w takim wypadku wydaje mi się, że butelka nie powinna kosztować w dyskoncie prawie 30 zł. Wino jest bardzo uniwersalne gastronomicznie, zgodzi się z wszelkimi serami i mięsami, jednak w granicach trzech dych rozejrzałabym się za czymś innym. Wybór pozostawiam Wam. Cena: 27,99 zł

 

Wina otrzymałam do degustacji od Lidla, za co uprzejmie dziękuję!

Białe wagi lekkiej ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 2

W poprzednim odcinku opisałam dla Was pięć czerwonych win i jedno różowe, które niedawno pojawiły się na półkach Faktorii Win. Dla przypomnienia – butelki należą do kolekcji Standard Plus, którą znajdziecie w na faktoriowych półkach w większych miastach naszego kraju. Dzisiaj na tapecie mamy sześć białych, doskonale wpisujących się w coraz cieplejszą aurę win. No to bez zbędnych dodatkowych słów wstępu, przystąpmy do części mokrej.

Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sèvre et Maine AOP 2014
muscadetŚwieżutkie wino, pachnące i smakujące tak, jak wino na upał smakować powinno, czyli kwaśnymi cytrusami (cytryna, limonka) razem ze skórkami i mokrymi kamieniami. W ustach z jednej strony słonawe, a z drugiej tłustawe, co kwalifikuje Les Roches Noires jako dobrego towarzysza dla wszelkich ryb (choć może nie smażonych) i koziego sera. Cena: 24,99 zł

Thummerer Bokréta Cuvée
Pierwsze z thummererdwóch win węgierskich. Pachnie cytrynowo-morelowo-kwiatowo, w ustach dodatkowo pojawiają się kwaśna antonówka. Cokolwiek ćwierćwytrawne, co może spodobać się części z Was, choć mnie nie urzekło. Brakuje mi też trochę kwasowości, która zrównoważyłaby  te wszystkie słodkie owoce. Gdybym miała wybierać, wybrałabym poprzednika. Cena: 24,99 zł

Rina Ianca Grillo + Viogner Terre Siciliane IGP
grillo_viognierZa to wino z nieco wystraszonym lisem na etykiecie musimy zapłacić dziewięć złotych więcej od dwóch poprzednich, ale trzeba przyznać, że w tej włoskiej mieszance grillo i viogniera jednak więcej się dzieje. Mamy tu dojrzałe egzotyczne owoce spod znaku mango i mandarynki, a do tego miód i wanilia. Podoba mi się krągłość, pewien ciężar tego wina i lekko goryczkowy finisz. Spróbujcie je do pieczonych ryb, owoców morza lub drobiu. Cena: 33,99 zł

Kressmann Monopole Bordeaux AOC 2014
Jeśli dorzucimykressmann jeszcze złotóweczkę, dostaniemy lekkie, ale całkiem eleganckie kwiatowo-cytrynowe białe Bordeaux. W ustach jest bogatsze, niż w nosie, bo wyczujemy więcej egzotyki – słodkiego ananasa, mango i nie pozbawioną dobrej kwasowości gładką teksturę. Myślę, że cena nie jest zbyt przesadzona jak na taką jakość, wino jest zupełnie przyzwoite. Cena: 34,99 zł

Szöllősi Sauvignon Blanc Neszmely
sauvignon_blancDrugi Węgier to całkiem złożone Sauvignon Blanc, bo oprócz (dość schowanego) flagowego aromatu agrestu wyczuwalne są tu jeszcze gruszki, słodki grejpfrut i jabłka. Usta są przede wszystkim owocowe, gdzieś w tle majaczy nieśmiało mineralność, brakuje też trochę kwasowości dla uzyskania równowagi w winie. Niemniej jest całkiem przyjemne i można je pić nawet solo, choć jak na wino tarasowe jest jednak trochę za drogie. Cena: 36,99 zł


McPherson Vitage Secret Chardonnay South Eastern Australia 2014
Chardonnay w swojej ciepłej, lekko vintage_secret_chardonnaybeczkowej odsłonie. Pachnie i smakuje jabłkami, kwiatami jabłoni, brzoskwiniami, koszem owoców tropikalnych, a to wszystko podbite fajną kwasowością. Gdyby to wino miało jeszcze tylko nieco więcej ciała, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Cena: 49,99 zł

Jeśli sami sprawdzicie te butelki, łatwo zauważycie że białe wina z kolekcji Standard Plus Faktorii Win mają jeden element wspólny – wszystkie są mniej lub bardziej orzeźwiające. Są więc idealne na lato, na grilla, a niektóre do picia solo. Żeby jednak nie było tak kolorowo – nie wszystkie reprezentują dobrą relację ceny do jakości. Powiedziałabym, że ceny tych butelek utrzymują się na maksymalnym akceptowalnym poziomie. Co kto woli – ja w każdym razie zachęcam do testowania!

Piłam na koszt Faktorii Win, za co uprzejmie dziękuję.

Na przywitanie wiosny ~ Costantino Sbriu Bianco Frizzante z Kropli Wina

Tak, wiem. Wiosna w pełni, majówka za pasem, a temperatury są jeszcze wciąż nieco niższe, niż byśmy chcieli. Ale co mi tam – chiałabym Wam polecić wiosenno-letnie, półmusujące wino tarasowe, które możecie dostać za jedyne 27 zł w sklepie Krople Wina na warszawskim Ursusie. Mam w planach wypad na Sycylię, dlatego tym chętniej spróbowałam tego pochodzącego spod Palermo wina, zrobionego z białej lokalnej odmiany winogron o nazwie Cataratto. Sycylia brzmi upalnie, prawda? I nie ma się co oszukiwać, Afryka jest stamtąd rzut kamieniem. Sycylijskie wina jednak niekoniecznie muszą być przeładowane alkoholem, o zmęczonym, ugotowanym owocu i pasujące co najwyżej do samych siebie. Okazuje się, że nie tylko czerwone, ale nawet białe wina potrafią być zaskakująco świeże. Oto przykład.

costantino sbriu

Aromaty i smaki Sbriu to przede wszystkim jabłka i cytrusy, ale nie te słodkie spod znaku pomarańczy czy mandarynki. Mamy tu wyraźne kwaśne cytryny i limonki, i to razem ze skórkami! Do tego wyrazista kwasowość  i jedynie 11,5% alkoholu. Świeżość wina podkreślają delikatne drobne bąbelki. Bez problemu możecie to frizzante pić bez żadnego posiłku, ale jeśli – jak wszyscy Włosi – macie  zwyczaju spożywać wino z jedzeniem – Sbriu będzie świetnie pasować do lekkiej sałatki albo nawet delikatnie przyrządzonych ryb, czy owoców morza.

Czemu Sbriu zawdzięcza swój świeży charakter? Ano, temu, że położone na gliniasto-wapiennych glebach siedliska winnicy Costantino znajdują się blisko morza i jednocześnie względnie wysoko nad jego poziomem (nawet 600 m n. p. m.). W efekcie powiew morskiej bryzy i wyraźne dobowe amplitudy pozwalają na dobry balans owocu i kwasowości. Ciąg dalszy tematu win sycylijskich nastąpi!

Oczy: drobne bąbelki, jasnosłomkowe

Nos: cytryna, skórka cytryny, limonka, skórka limonki, jabłka

Usta: delikatne bąbelki, cytryna, skórka cytryny, limonka, skórka limonki, jabłka

Ogólna ocena: 5/5

Kraina łagodności ~ Gewürztraminer Alsace AC 2014 z Lidla

Ten świeżo upieczony srebrny medalista z Lyonu może już być w tym momencie w Lidlu rzadkością, głównie ze względu na jego półwytrawność, cenę (24 zł), no i oczywiście rzeczony medal, dumnie anonsowany przez srebrzystą okrągłą naklejkę na butelce. Jest sporo argumentów za tym, żeby zdecydować się na tę butelkę, jest też jednak parę argumentów przeciw, które zniechęcą bardziej wymagających winopijców.

IMG_20151027_214412

Od samego powąchania wino pieści aromatami: zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam egzotyczne owoce, jak papaję, banany i mandarynki. Po zrobieniu łyka wino jednak w moim przekonaniu nie broni się pomimo swojej przyjazności. 13% alkoholu jest ładnie ukryte, ale jednocześnie brakuje mi tutaj kwasowości, która równoważyłaby nieco landrynkową słodycz i nadałaby wino nieco finezji. Do tego smak niezbyt długo utrzymuje się w ustach.

No to parę słów o Alzacji. Region na terenie Francji, ale pełen zarówno niemieckich nazwisk, jak i win w typowo niemieckim stylu. Znajdziecie tam więc sporo win półwytrawnych i słodkich, ale nie brakuje również bardzo przeze mnie lubianych mocno wytrawnych, wśród których królują Rieslingi. Jednak w Alzacji dobrze czują się również właśnie Gewürztraminer, Pinot Gris, Muscat, Pinot Blanc czy czerwony Pinot Noir. Dobre i bardzo dobre egzemplarze nigdy nie będą tak tanie, jak nasz Gewürztraminer, dlatego oceniając go musimy wziąć poprawkę na jego przystępną cenę. Parę wad, o których wspomniałam w poprzednim akapicie nie zmieniają jednak faktu, że ten Alzatczyk zadowoli (i pewnie zadowolił) podniebienie wielu konsumentów. Do tego z pewnością będzie pasować do pikantnych potraw kuchni azjatyckiej. Ja wystawiam winu subiektywną, ale chyba zasłużoną trójkę.

Piłam na koszt importera, za co bardzo dziękuję.

Oczy: słomkowe

Nos: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki

Usta: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki, słodycz, delikatna kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

Dobra Cava! ~ Marqués de Monistrol Cava Brut Selleción Especial z Lidla

W Lidlu co prawda już od trzech tygodni króluje Francja, ale chciałabym przypomnieć Wam o kosztującym 14,99 zł winie musującym z Hiszpanii, które zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Jeśli jakimś cudem znajdziecie je na półce, chwytajcie śmiało.

Monistrol Cava

Cava ma jasny, słomkowy kolor i bąbelki układające się w ładne sznury. Cena w ogóle nie sugeruje, aby zarówno w nosie, jak i w ustach działy się jakieś niesamowite rzeczy . Faktycznie nie dzieje się nic niesamowitego, ale nie dzieje się również nic złego, co nie jest już takie oczywiste. Wywąchałam nienachalne egzotyczne owoce podbite przyjemnym, delikatnym aromatem herbatników wskazującym, że zaiste, mamy do czynienia z winem wyprodukowanym metodą szampańską. W ustach również jest średnio intensywnie, ale – ku mojemu zaskoczeniu – wino ma nawet trochę ciała! Dobra kwasowość nadaje winu lekkości i jednocześnie trochę nerwu. Idealnie pogodziło się z bagietką z ikrą, makaronem ryżowym z krabami i czym tam jeszcze, co było na stole. Musiak do picia solo i w towarzystwie przekąsek i lekkich potraw.

Za marką  Marqués de Monistrol stoi większy podmiot o nazwie United Wineries, zrzeszający winiarnie z Hiszpanii, Włoch i Argentyny. Jeśli zaś chodzi o samą winnicę Marqués de Monistrol, to leży ona niedaleko Barcelony, w miejscowości Sant Sadurni d’Anoia, czyli w jednym z wielu miejsc posiadających rozsianą po całej Hiszpanii apelację Cava. Warto dodać, że firma ta jest pionierem w produkcji różowych win tego rodzaju. Winiarnia produkuje też musiaki z wyższych półek, które znajdziecie u kilku importerów i jestem bardzo ciekawa, jak prezentują się droższe butelki, skoro ta z Lidla jest naprawdę zadowalająca. Biorąc pod uwagę jakość, cena jest naprawdę śmieszna. Szukać Monistroli i brać zdecydowanie!

Wino i jego zdjęcie otrzymałam dzięki uprzejmości importera – dziękuję!

Oczy: jasnosłomkowe

Nos: owoce egzotyczne, herbatniki

Usta: dobra kwasowość, owoce egzotyczne, herbatniki

Ogólna ocena: 4/5

W krainie trzech wiatrów ~ Trivento Tribu Torrontés Mendoza 2013 z Leclerca

Jeżeli rozmawiamy o winie z supermarketu, to w temacie ceny musimy sobie jasno powiedzieć, że brakuje mu zaledwie czterech groszy do osiągnięcia słynnej, dla niektórych nieprzekraczalnej granicy trzech dych. Warto jednak zbliżyć się do tej granicy i wydać 29,96 zł, bo w tym przypadku będzie to bezpieczny krok. W każdym razie ja tyle wydałam podczas małego winobrania w ursynowskim Leclercu.

tribu

Słomkowo-zielony kolor zapowiadał młodość, świeżość i rześkość. I takie właśnie to wino okazało się w nosie, gdzie znalazłam cytrynę, limonkę i skórki tychże, a także lekkie muszkatowe nuty z pieprznym i kwiatowym podszyciem. Co do kwiatów, to kontretykieta chwali się aromatami róż i fiołków. Być może Wam faktycznie nasuną się takie skojarzenia, ale ja jakoś aż tak eleganckich niuansów nie wykryłam. W smaku dostajemy podobną dawkę doznań: limonka wraz ze skórką, do tego wyrazista kwasowość, pieprzne tło i leciutkie musowanie na języku. Trzeba przyznać, że nieźle złożone jak na niecałe trzy dychy. A do tego bardzo pijalne i orzeźwiające.

Po dłuższym czasie mamy wino z Argentyny! Rzadko piszę na blogu o butelkach z tego kraju, bo najczęściej przewijają się u mnie Włochy, Francja albo Hiszpania. (Swoją drogą, blogowi stuknęły już 3 latka i może czas na jakieś podsumowanie? Najpopularniejszy kraj, najchętniej opisywany szczep… Może wezmę się za to któregoś dnia. Ale wracając do Tribu.) Jesteśmy w Mendozie, najważniejszym regionie winiarskim Argentyny. To właśnie ten obszar owiewają tytułowe trzy wiatry, a każdy z nich ma swoją nazwę i wpływa na winnice w inny sposób. Wiejący z bieguna południowego Polar chłodzi rozgrzane słońcem powietrze, Sudestada z południowego wschodu niesie wilgoć i opady, a ciepły Zonda łagodzi wpływ dwóch poprzednich. W butelce mamy Torrontés – aromatyczny argentyński szczep, który rośnie tu na wysokości około 1100 m n. p. m. Pełne słońca, ale przewiewne i wysoko położone siedlisko nie pozwala rozwinąć się pleśni i innym chorobom, a także zdominować składu winogron rwącemu się do rozwoju cukrowi, pozostawiając sporo miejsca bardzo pożądanej kwasowości. Winiarnia Trivento jest dużym producentem, robiącym wina zarówno tanie, jak i te z nieco wyższej półki. Z kolei właścicielem tejże jest chilijski kolos – Concha y Toro. Brzmi znajomo? I pewnie zazwyczaj smakuje? Polecam sprawdzenie kolejnej etykiety z tej wielkiej południowoamerykańskiej stajni. Wino dostaje mocną czwórkę, bo w tej cenie jest zupełnie przyzwoite.

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: skórka limonki, skórka cytryny, limonka, cytryna, muszkat, kwiaty, biały pieprz

Usta: limonka, skórka limonki, kwasowość, biały pieprz

Ogólna ocena: 4/5

Białe bezdroża ~ Degustacja win białych w Winkolekcji 20.08.2015 r.

Ekipa z Olkuskiej zaprezentowała siedem nieoczywistych win. Nieoczywistych dlatego, że zostały zrobione z niszowych szczepów, często endemicznych dla danego regionu i nie występujących nigdzie indziej na świecie. Pomijając oczywisty fakt, że całą siódemkę stanowiły wina białe, niszowość to jedna z kilku cech, jakie łączyły butelki zaprezentowane przez Panów Sławka Chrzczonowicza i Jana Bestera. Jakie jeszcze cechy wspólne udało się nam wychwycić? Sprawdźcie sami. Przechodzimy do części mokrej wpisu.

passa douroPassa Douro White 2014 Podróż zaczynamy od Douro w Portugalii. Region znany i uznany, a czy wiedzieliście o istnieniu takiego szczepu jak Codega do Larinho czy Rabigato? A widzicie. Rodzime dla regionu odmiany, z których pierwsza charakteryzuje się aromatami brzoskwiń i owoców egzotycznych oraz raczej niską kwasowością. Tej odmiany jest w winie 50%. Drugie 50% to Rabigato, czyli w wolnym tłumaczeniu „koci ogon”. Skąd taka nazwa – nie wiadomo, w każdym razie jakiekolwiek skojarzenia z kocimi aromatami są zupełnie nieuzasadnione. Dzięki temu szczepowi mamy w winie dobry alkohol i nuty muszkatowe. Całość jest idealnie zbalansowana, rześka, z dobrym owocem, doskonała na upały i do owoców morza. Cena: 52 zł

villa calcinaia chiantiVilla Calcinaia Comitale Bianco dei Colli della Toscana IGT 2014 Skaczemy do Włoch, do kolejnego megaznanego regionu, czyli Chianti. Apelacja słynie czerwonych win, jednak tutaj mamy kolejne wino białe. Pochodzi z hrabiowskiej winnicy, która dźwiga bez mała pięćset lat winiarskiej historii. 90% Grechetto z domieszką Vernacci, a więc mamy tu wino z intensywniejszym owocem, masywniejsze i bardziej mineralne. Delikatnie przebija orzechowa goryczka. Cena: 59 zł

chateau viranelChâteau Viranel Tradition Saint-Chinian 2014 Przenosimy się do Langwedocji, a tam czeka na nas kolejna biel, kupaż Grenache Blanc (80%), Vermentino (20%), Roussanne (15%) i Bourboulenc (5%). Wino jest dosyć subtelne (aromaty ziół, kwiatów i białych owoców) i o średniej kwasowości, ale z większą od poprzednika dozą goryczy, która dobrze zagra z tłustymi rybami poddanymi konkretnej obróbce – wędzonymi, smażonymi czy grillowanymi. Cena: 49 zł

marramieroMarriamiero Pecorino d’Abruzzo DOP Lecimy do Abruzji, aby spróbować jednego z moich trzech faworytów wieczoru. Aromaty egzotycznych owoców i kwiatów w zaskakujący sposób są połączone z nutami aptecznymi. Na języku wino jest dość potężne, ale nadal finezyjne. Bardzo ciekawa wariacja na temat uprawianego w środkowych Włoszech szczepu Pecorino, którego potencjał został na nowo odkryty ledwie parę dekad temu. Wyjazd w nieznane dla amatorów mocnych wrażeń. Cena: 75 zł

chateauneuf du papeDomaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape AOC 2012 Przenosimy się do słynnej apelacji w Rodanie Południowym, gdzie czeka na nas wino z białego szczepu Roussane. W Rodanie Północnym często występuje w różnych proporcjach z inną tamtejszą białą odmianą – Marsanne. Tu z kolei mamy bardzo porządny, soczysty i pełen ciała egzemplarz z południowej części regionu. Świeże aromaty jabłek i cytryn mieszają się z kwiatowymi i ziołowymi nutami. Według informacji od producenta, wino pachnie i smakuje przede wszystkim cumbavą. Jeśli wiecie, o co chodzi, będzie to dla Was jakaś wskazówka. Ja nie wiem, o co chodzi. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że to mój faworyt numer dwa. Cena: 119 zł

acusticAcústic Montsant DO 2011 Lecimy do kraju sąsiadów, czyli Hiszpanii, a konkretnie do apelacji Montsant, terenu otaczającego z robiący furorę Priorat. Na początku bardzo przeze mnie lubiane petrolowe uderzenie ustępuje z czasem delikatniejszym, dębowym, kwiatowym i woskowym nutom. Do tego wyraźnie odczuwalne na języku ciało w towarzystwie bardzo dobrej kwasowości sprawia, że wino reprezentuje bodaj najlepszą relację ceny do jakości i jest to mów trzeci faworyt wieczoru. Cena: 75 zł

alvear pedro ximenezAlvear PX 2027 Montilla Moriles DO Podróż kończymy na południu Hiszpanii, w gorącej Andaluzji. Winnica Alvear produkuje tam pełne aromatów suszonych fig, kawy i żywicy słodkie wino z posiadającego arabskie korzenie szczepu Pedro Ximenez. Wino ciemne, bo stare – najstarszy składnik blendu pochodzi z 1927 roku. Fakt faktem, że tego wina nie da się dużo wypić, jest jednak zaskakująco żywe, czyste i pije się je zupełnie łatwo, a to dzięki porządnej kwasowości, która balansuje wysoki poziom cukru. Wspaniały deser sam w sobie, ale jeszcze ciekawiej sprawdziłby się z lodami z owocami i orzechami. Cena: 85 zł

Wiecie już, co jeszcze łączy wszystkie te wina oprócz koloru i niszowości? Otóż, wszystkie pochodzą z ciepłego południa Europy – to jest ich kolejna cecha wspólna. Warto też dodać, że każde z tych siedmiu win charakteryzuje świeżością i rześkością, które nie są tak oczywiste dla ciepłych regionów jak Douro czy Langwedocja, a które jednocześnie świetnie współgrają z cechami swoistymi dla każdego egzemplarza.

Organizatorom dziękuję za zaproszenie i udostępnienie materiałów z prezentacji.

Między dwoma morzami, między dwiema etykietami ~ Porównanie dwóch białych win z Entre Deux Mers z Lidla

Może natknęliście się w ostatnim czasie w Waszym Lidlu na pewną zagwozdkę. Tą zagwozdką są znajdujące się w pozycji półleżącej dwa białe wina z niemal identycznymi etykietami, pochodzące z tej samej bordoskiej apelacji, czyli Entre-Deux-Mers. Jedyną w miarę zauważalną różnicę znajdziecie między cenami, która wynosi całą złotówkę. Wino numer jeden kosztuje 17,99 zł, wino numer dwa – 16,99 (ja je kupiłam nawet już za 11,99 zł, ostatnie butelki były w promocji). Zaintrygowana całą tą sytuacją postanowiłam sprawdzić, czy wina czymkolwiek się różnią, a jeśli tak, to czym, oprócz ceny.

entre-deux-mers-lidl

L’Horizon Entre-Deux-Mers 2013

To może najpierw L’Horizon Entre-Deux-Mers 2013 kosztujące 17,99 zł. Kolor słomkowy, a zapachy spod znaku cytrusów (cytryna, limonka, grejfrut i pomelo) oraz mokrej kredy, z delikatnie zaznaczonymi kwiatowymi niuansami. W smaku podobna kompozycja, porządny ładunek kwasowości i tak lubianego przeze mnie słonawego posmaku. Wino ma wszystko ładnie poukładane, dzięki czemu mamy bardzo dobrą relację ceny do jakości. Doskonałe towarzystwo dla kozich serów, ostryg i innych lekkich potraw z owoców morza, a także ryb sauté. Butelka jest idealna na lato, a to, jak widzimy, postanowiło jeszcze nas porozpieszczać. Jeśli traficie na to wino w Waszym Lidlu, warto je kupić. Zasłużona czwórka w pięciostopniowej skali.

Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013

Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013

Wino numer dwa – Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013 od tego samego producenta kupiłam w moim Lidlu w promocji za 11,99 zł, pierwotnie kosztowało 16,99 zł. Różnica w jakości to na pewno więcej niż złotówka. Identyczne w kolorze i prawie identyczny bukiet wskazują na to, że kupując większą ilość butelek bardziej opłaci się wybór tego wina. No i to magiczne, tak uwielbiane przez konsumentów słówko: chateau. Nie dajcie się zwieść. Kwasowość jest naprawdę wysoka – znacznie wyższa, niż w poprzednim winie, co sprawia, że Chateau Gros Chêne może wielu winopijcom zwyczajnie nie smakować, do tego jest bardziej kłopotliwe w sparowaniu go z jakąś potrawą. Być może da radę sałatce z wyrazistym winegretem, ewentualnie tłustej rybie w sosie, albo – z drugiej strony – ostrygom skropionym sokiem z cytryny. Można zaryzykować, ale temu winu postawię naciąganą trójkę.

W kontekście tych dwóch win warto powiedzieć parę słów o bardzo fajnej apelacji, czyli Entre-Deux-Mers. Jej nazwa dosłownie oznacza: „Między Dwoma Morzami”, a wzięła się stąd, że ten największy bordoski podregion leży między dwiema dużymi rzekami – Dordogne i Garonne, które w pewnym momencie łączą się ze sobą pod Bordeaux, tworząc wielką Żyrondę, wpadającą dalej do Zatoki Biskajskiej. Jest to trochę niedoceniany sąsiad dwóch bordoskich regionów – Lewego i Prawego Brzegu (Żyrondy), skąd pochodzą wielkie czerwone francuskie wina, które zagarnęły dla siebie niemal całą sławę. A Entre-Deux-Mers jest niedoceniany niesłusznie, bo jeśli znajdziecie jakieś wino stamtąd, to po pierwsze, będzie zazwyczaj w przystępnej cenie, a po drugie – jest bardzo duża szansa, że nie będziecie zawiedzeni jego jakością. A chodzi tu konkretnie o wina białe, bo tylko takie są produkowane pod nazwą tej apelacji. W regionie rosną też czerwone winogrona, ale nazwa Entre-Deux-Mers nie może pojawić się na etykiecie czerwonego wina – co najwyżej szersza klasyfikacja – Bordeaux Superieur.

A jeśli białe wina, to z trzech aromatycznych szczepów: Sauvignon Blanc, Sémillon i Muscadelle w różnych kombinacjach. Sauvignon Blanc wnosi do blendu przede wszystkim kwasowość oraz trawiaste i owocowe aromaty, natomiast dwie pozostałe odmiany dodają winom alkoholu i ciała, które odczuwamy jako pewien ciężar na języku. Taki styl to w największe mierze zasługa klimatu z wyraźnym wpływem Oceanu Atlantyckiego. Gleby są dosyć zróżnicowane – od gliniasto-wapiennych do żwirowych, przez co style win z poszczególnych siedlisk mogą się nieco od siebie różnić. Jednak najogólniej rzecz biorąc, wina z Entre-Deux-Mers są świeże, owocowe, ze znaczną kwasowością i pewną dozą ciała. Lepszym reprezentantem tego przyjemnego regionu jest wino numer jeden, czyli L’Horizon, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić.

Po słowiańskiej stronie Alp ~ Jeruzalem Ormož Sauvignon Blanc & Pinot Grigio 2013 z Biedronki

Będziemy degustować wino ze Słowenii, które ustrzeliłam w Biedrze niecały miesiąc temu. To było jeszcze chyba wtedy, kiedy na owadzich półkach królowała Portugalia, dlatego zaintrygował mnie szyld z hasłem „tylko teraz!”, pod którym znalazłam całą gromadę butelek z zieloną etykietą. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy uświadomiłam sobie, że mam do czynienia ze Słowenią. Kosztowało 17,99 zł, więc zdecydowałam się zaryzykować. Słoweńskie winiarstwo zresztą nawiązuje tradycją do tego północnowłoskiego, więc można było liczyć, że będzie smacznie.

Jeruzalem Ormož Sauvignon Blanc & Pinot Grigio 2013

I było. Kupaż o bladym słomkowym kolorze pachniało cytryną i limonką oraz ich skórkami, a także świeżą trawą i wreszcie melonem, ananasem i brzoskwinią. W tle dało się wyczuć nuty mineralne. W ustach doznania były podobne: znów te same cytrusy plus ich skórki, znów mineralność, a do tego wyraźna kwasowość z minimalną ilością cukru resztkowego. Rześkość i aromaty wina całkiem długo pozostają w ustach, co kwalifikuje je jako dobry towarzysz lekkiego letniego jedzenia – sałatek, ryb czy owoców morza, a i kozim lub owczym serom by podołał.

Co tam słychać w winiarskiej Słowenii? Ano, im bliżej granicy z Włochami i regionem Friuli-Venezia Giulia, tym większe podobieństwa do stylu, który, szczególnie w przypadku białych win, dominuje po włoskiej stronie granicy. Część Słowenii przy granicy z Włochami to de facto przedłużenie Friuli – różnic w stylu win tam nie uświadczysz. No ale Słoweńcy nie gęsi i w kwestii winiarstwa swoje do powiedzenia mają, bo winorośl uprawiają od dwóch i pół tysiąca lat. I, na naszą niekorzyść, wypijają 95% swojej produkcji, więc ten biedronkowy rzut jest dla mnie tym większą sensacją. No ale przenosimy się na wschód Słowenii, do wsi Jeruzalem w gminie Ormož tuż przy granicy z Chorwacją. Winnice ekologicznego producenta P&F Jeruzalem Ormož znajdują się na urokliwym, pofałdowanym terenie znajdującym się pod wpływem klimatu śródziemnomorskiego, gdzie winogrona mają się zupełnie dobrze. Fajnie by było, gdyby to wino wykazało jakieś indywidualne cechy choćby przez wzgląd na tak egzotyczny kraj pochodzenia. A tymczasem ten kupaż Sauvignon Blanc i Pinot Grigio wykazuje w zasadzie dosyć neutralny, międzynarodowy charakter. Podejrzewam, że zawiniła produkcja stawiająca na dużą produkcję win o poprawne jakości. I zasadniczo nie powiedziałabym, żeby to była wada, bo uważam, że dobrze wydałam swoje 18 zł bez grosza. Ten sam rocznik tego wina pojawił się w zeszłym roku w raczej niesławnej ofercie środkowoeuropejskiej Biedronki. U kolegów (czyli u Irka i Mariusza) wyczytałam, że wino jest odpowiednio słabe oraz dobre. Optowałabym jednak ku pozytywnej ocenie, biorąc pod uwagę cenę poniżej 20 zł. A poniżej 20 zł przy naprawdę niezłej palecie, lekkości i braku jakichś chemicznych niuansów nie ma na co narzekać.

Oczy: jasnosłomkowe

Nos: limonka, cytryna, skórka limonki, skórka cytryny, trawa, melon, ananas, brzoskwinia, mineralne

Usta: cytryna, limonka, skórka cytryny, skórka limonki, wyraźna kwasowość, mineralne, długi finisz

Ogólna ocena: 5/5

Tu mamy co prawda jezioro Bohinj z północno-zachodniej części Słowenii, ale na szczęście jest to mały kraj i do miejsc produkcji dobrych win będziemy mieli rzut kamieniem. Zaszyłabym się. © http://www.turistipercaso.it