Za mało tannata! ~ Tour Bouscassé Madiran 2009 z La Vinotheque

Od znajomego przedstawiciela branży winiarskiej usłyszałam ostatnio opinię, że najlepiej sprzedają się wina z dwóch przedziałów cenowych: do 50 zł i od 100 zł w górę. Dlaczego? Ano dlatego, że cena około 5 dych to dla sporej części winopijcow maksymalna kwota, jaką są w stanie wydać na tak zwane wino „codzienne”. Natomiast wina za 100 zł i więcej ludzie kupują  z jednego powodu: bo ich na to stać. I tyle. Snobi i koneserzy z nieco zasobniejszym portfelem kupują radośnie te butelki, po które nie ma odwagi sięgnąć nikt inny. Nawiasem mówiąc, warto.

tour_bouscasse_madiran

Butelka madirana, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć, mieści się w tej niewygodnej, niechcianej i zaniedbanej sferze, o której wszyscy woleliby zapomnieć. A w ogóle najlepiej by było, gdyby w przedziale od 50 do 100 zł nie znajdowało się żadne wino. Skończyłyby się dylematy i nerwowe rozglądanie się to piętro niżej, to piętro wyżej po sklepowym regale. Tour Bouscassé od jednego z czołowych producentów z Madiran, Alaina Brumonta, kupiłam w warszawskiej winiarni La Vinotheque ze sporym rabatem (powszechnie dostępnym – pytajcie sprzedawcę), ale śmiem twierdzić, że normalna cena 75 zł w przypadku tego wina jest zupełnie…normalna.

Wino powstało w 2009 roku, więc można by przypuszczać, że będzie cokolwiek zmęczone. Nic z tych rzeczy! Zarówno w smaku, jak i w zapachu dominują soczyste owoce leśne spod znaku jeżyn, malin i porzeczek, wywąchałąm przy tym dymny, wędzony niuans podsypany świeżym oregano i miętą. W ustach żwawy początek i wyraźne, choć już aksamitne i dobrze zintegrowane z owocem taniny, wreszcie całkiem długi finisz podkręcony lekką goryczką. Ekspresja tego wina, choć złożona, jest jednak raczej zachowawcza – po madiranie spodziewałabym się cięższej artylerii wytoczonej na mój język.

Zwykle bowiem wina z Madiran są skoncentrowane i taniczne, według obecnych wymogów apelacji zawierające minimum 60% tannata, szczepu, który bardzo lubię i poszukuję. Wszyscy się chyba domyślają, skąd nazwa tej odmiany? A zatem, jak łatwo wydedukować, im mniej tannata w kupażu, tym mniej tanin. Natomiast obecność innych szczepów w blendzie urozmaica, ale jednocześnie nieco łagodzi wymowę wina. Tour Bouscassé zawiera jedynie 40% tannata, reszta to cabernet sauvignon (35%) i cabernet franc (25%). Wiemy więc, dlaczego ten kupaż nie miażdży i nie szarpie tak, jak by się chciało, weźmy pod uwagę też słuszny już wiek tej butelki. Jeżeli więc macie ochotę na coś eleganckiego, zrównoważonego i nadal świeżego, bierzcie śmiało.

Oczy: rubinowe

Nos: jeżyny, maliny, porzeczki, śliwki, pieprz, mięta, oregano, wędzonka

Usta: aksamitne taniny, wyraźny owoc, goryczkowy finisz, długie

Ogólna ocena: 5/7

Reklamy

Kraina łagodności ~ Gewürztraminer Alsace AC 2014 z Lidla

Ten świeżo upieczony srebrny medalista z Lyonu może już być w tym momencie w Lidlu rzadkością, głównie ze względu na jego półwytrawność, cenę (24 zł), no i oczywiście rzeczony medal, dumnie anonsowany przez srebrzystą okrągłą naklejkę na butelce. Jest sporo argumentów za tym, żeby zdecydować się na tę butelkę, jest też jednak parę argumentów przeciw, które zniechęcą bardziej wymagających winopijców.

IMG_20151027_214412

Od samego powąchania wino pieści aromatami: zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam egzotyczne owoce, jak papaję, banany i mandarynki. Po zrobieniu łyka wino jednak w moim przekonaniu nie broni się pomimo swojej przyjazności. 13% alkoholu jest ładnie ukryte, ale jednocześnie brakuje mi tutaj kwasowości, która równoważyłaby nieco landrynkową słodycz i nadałaby wino nieco finezji. Do tego smak niezbyt długo utrzymuje się w ustach.

No to parę słów o Alzacji. Region na terenie Francji, ale pełen zarówno niemieckich nazwisk, jak i win w typowo niemieckim stylu. Znajdziecie tam więc sporo win półwytrawnych i słodkich, ale nie brakuje również bardzo przeze mnie lubianych mocno wytrawnych, wśród których królują Rieslingi. Jednak w Alzacji dobrze czują się również właśnie Gewürztraminer, Pinot Gris, Muscat, Pinot Blanc czy czerwony Pinot Noir. Dobre i bardzo dobre egzemplarze nigdy nie będą tak tanie, jak nasz Gewürztraminer, dlatego oceniając go musimy wziąć poprawkę na jego przystępną cenę. Parę wad, o których wspomniałam w poprzednim akapicie nie zmieniają jednak faktu, że ten Alzatczyk zadowoli (i pewnie zadowolił) podniebienie wielu konsumentów. Do tego z pewnością będzie pasować do pikantnych potraw kuchni azjatyckiej. Ja wystawiam winu subiektywną, ale chyba zasłużoną trójkę.

Piłam na koszt importera, za co bardzo dziękuję.

Oczy: słomkowe

Nos: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki

Usta: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki, słodycz, delikatna kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

Białe bezdroża ~ Degustacja win białych w Winkolekcji 20.08.2015 r.

Ekipa z Olkuskiej zaprezentowała siedem nieoczywistych win. Nieoczywistych dlatego, że zostały zrobione z niszowych szczepów, często endemicznych dla danego regionu i nie występujących nigdzie indziej na świecie. Pomijając oczywisty fakt, że całą siódemkę stanowiły wina białe, niszowość to jedna z kilku cech, jakie łączyły butelki zaprezentowane przez Panów Sławka Chrzczonowicza i Jana Bestera. Jakie jeszcze cechy wspólne udało się nam wychwycić? Sprawdźcie sami. Przechodzimy do części mokrej wpisu.

passa douroPassa Douro White 2014 Podróż zaczynamy od Douro w Portugalii. Region znany i uznany, a czy wiedzieliście o istnieniu takiego szczepu jak Codega do Larinho czy Rabigato? A widzicie. Rodzime dla regionu odmiany, z których pierwsza charakteryzuje się aromatami brzoskwiń i owoców egzotycznych oraz raczej niską kwasowością. Tej odmiany jest w winie 50%. Drugie 50% to Rabigato, czyli w wolnym tłumaczeniu „koci ogon”. Skąd taka nazwa – nie wiadomo, w każdym razie jakiekolwiek skojarzenia z kocimi aromatami są zupełnie nieuzasadnione. Dzięki temu szczepowi mamy w winie dobry alkohol i nuty muszkatowe. Całość jest idealnie zbalansowana, rześka, z dobrym owocem, doskonała na upały i do owoców morza. Cena: 52 zł

villa calcinaia chiantiVilla Calcinaia Comitale Bianco dei Colli della Toscana IGT 2014 Skaczemy do Włoch, do kolejnego megaznanego regionu, czyli Chianti. Apelacja słynie czerwonych win, jednak tutaj mamy kolejne wino białe. Pochodzi z hrabiowskiej winnicy, która dźwiga bez mała pięćset lat winiarskiej historii. 90% Grechetto z domieszką Vernacci, a więc mamy tu wino z intensywniejszym owocem, masywniejsze i bardziej mineralne. Delikatnie przebija orzechowa goryczka. Cena: 59 zł

chateau viranelChâteau Viranel Tradition Saint-Chinian 2014 Przenosimy się do Langwedocji, a tam czeka na nas kolejna biel, kupaż Grenache Blanc (80%), Vermentino (20%), Roussanne (15%) i Bourboulenc (5%). Wino jest dosyć subtelne (aromaty ziół, kwiatów i białych owoców) i o średniej kwasowości, ale z większą od poprzednika dozą goryczy, która dobrze zagra z tłustymi rybami poddanymi konkretnej obróbce – wędzonymi, smażonymi czy grillowanymi. Cena: 49 zł

marramieroMarriamiero Pecorino d’Abruzzo DOP Lecimy do Abruzji, aby spróbować jednego z moich trzech faworytów wieczoru. Aromaty egzotycznych owoców i kwiatów w zaskakujący sposób są połączone z nutami aptecznymi. Na języku wino jest dość potężne, ale nadal finezyjne. Bardzo ciekawa wariacja na temat uprawianego w środkowych Włoszech szczepu Pecorino, którego potencjał został na nowo odkryty ledwie parę dekad temu. Wyjazd w nieznane dla amatorów mocnych wrażeń. Cena: 75 zł

chateauneuf du papeDomaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape AOC 2012 Przenosimy się do słynnej apelacji w Rodanie Południowym, gdzie czeka na nas wino z białego szczepu Roussane. W Rodanie Północnym często występuje w różnych proporcjach z inną tamtejszą białą odmianą – Marsanne. Tu z kolei mamy bardzo porządny, soczysty i pełen ciała egzemplarz z południowej części regionu. Świeże aromaty jabłek i cytryn mieszają się z kwiatowymi i ziołowymi nutami. Według informacji od producenta, wino pachnie i smakuje przede wszystkim cumbavą. Jeśli wiecie, o co chodzi, będzie to dla Was jakaś wskazówka. Ja nie wiem, o co chodzi. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że to mój faworyt numer dwa. Cena: 119 zł

acusticAcústic Montsant DO 2011 Lecimy do kraju sąsiadów, czyli Hiszpanii, a konkretnie do apelacji Montsant, terenu otaczającego z robiący furorę Priorat. Na początku bardzo przeze mnie lubiane petrolowe uderzenie ustępuje z czasem delikatniejszym, dębowym, kwiatowym i woskowym nutom. Do tego wyraźnie odczuwalne na języku ciało w towarzystwie bardzo dobrej kwasowości sprawia, że wino reprezentuje bodaj najlepszą relację ceny do jakości i jest to mów trzeci faworyt wieczoru. Cena: 75 zł

alvear pedro ximenezAlvear PX 2027 Montilla Moriles DO Podróż kończymy na południu Hiszpanii, w gorącej Andaluzji. Winnica Alvear produkuje tam pełne aromatów suszonych fig, kawy i żywicy słodkie wino z posiadającego arabskie korzenie szczepu Pedro Ximenez. Wino ciemne, bo stare – najstarszy składnik blendu pochodzi z 1927 roku. Fakt faktem, że tego wina nie da się dużo wypić, jest jednak zaskakująco żywe, czyste i pije się je zupełnie łatwo, a to dzięki porządnej kwasowości, która balansuje wysoki poziom cukru. Wspaniały deser sam w sobie, ale jeszcze ciekawiej sprawdziłby się z lodami z owocami i orzechami. Cena: 85 zł

Wiecie już, co jeszcze łączy wszystkie te wina oprócz koloru i niszowości? Otóż, wszystkie pochodzą z ciepłego południa Europy – to jest ich kolejna cecha wspólna. Warto też dodać, że każde z tych siedmiu win charakteryzuje świeżością i rześkością, które nie są tak oczywiste dla ciepłych regionów jak Douro czy Langwedocja, a które jednocześnie świetnie współgrają z cechami swoistymi dla każdego egzemplarza.

Organizatorom dziękuję za zaproszenie i udostępnienie materiałów z prezentacji.

#winnewtorki: Paczka z Moraw cz. 1 ~ Vinařstvi Gotberg Muškát Moravský Posdní Sbĕr 2013

Kiedy wina z mniej popularnego w Polsce kraju winiarskiego są w naszej ojczyźnie średnio dostępne, możemy sami wybrać się do tego kraju, przy okazji zwiedzić go i zaopatrzyć się w zapas butelek, które u nas są nie do kupienia. W akcie desperacji możemy przepłacić, zamawiając wina z zagranicy. Ale możemy też liczyć na naszych mieszkających w owym kraju znajomych, którzy wspaniałomyślnie wyręczą nas w dostarczeniu flaszek prosto do domu. Tak właśnie zrobiła polsko-czeska para moich dobrych znajomych z Brna, która, znając moje zamiłowanie do południowomorawskich win, przy okazji odwiedzin w Polsce przywiozła mi smakowity sześciopak.

Znalazłam w nim między innymi Muškát Moravský z winnicy Gotberg z Popic, rocznik 2013. Wina tego producenta akurat można znaleźć w Polsce, ale w naszym kraju jest to nadal temat niszowy, choć wart uwagi. Dostałam wino, którego w Polsce akurat w sprzedaży nie ma, a podejrzewam, że wielu polskim winopijcom przypadłby do gustu.

gotberg

Vinařstvi Gotberg Muškát Moravský Posdní Sbĕr 2013

Sformułowanie „posdní sbĕr” oznacza, że wino powstało z bardzo dojrzałych winogron z późnego zbioru. Dzięki temu zabiegowi owoce mają szansę osiągnąć maksimum smaków i aromatów, a także wysoką zawartość cukru. W efekcie wino jest lekko półwytrawne. Mimo to w żadnym wypadku nie jest jednowymiarowe! Pachnie świeżymi winogronami, ananasem, cytrusami i brzoskwinią i taką samą lekką i świeżą egzotyczną sałatkę owocową mamy w ustach. Do tego dobra dawka kwasowości, lekka goryczka i słonawość, które balansują wyraźnie owocowy charakter wina i dodają mu kompleksowości. Powiedziałabym, że wino nadaje się nie tyle na sam środek upalnego dnia, co na leniwe późne popołudnie, do lekkiej obiadokolacji. Na odpoczynek po ciężkim dniu.

45,5 – hektarowa winnica Gotberg znajduje się w południowomorawskim regionie Mikulovská, w okolicy Popic – wsi spod znaku lwa dzierżącego kiść winogron. Taki właśnie obrazek widnieje w herbie miejscowości. Mamy więc do czynienia z regionem o długich tradycjach winiarskich, wszak już starożytni Rzymianie ponad 2000 lat temu postanowili założyć tutaj pierwsze winnice. Gotberg postawił jednak na winiarstwo korzystające z nowoczesnych technologii, czego wymownym znakiem jest bardzo nowoczesny design winiarni Gotberg.

Warto zobaczyć! I w ogóle warto pojechać w tę usianą świetnymi producentami okolicę. Jesteśmy w Mikulovskiej, a więc w sercu południowomorawskiego winiarstwa, gdzie królują białe odmiany. Dominującymi glebami są bogate w wapń lessowe gliny. Winnica Gotberg położona jest na łagodnych zboczach, które zapewniają dobry drenaż wody. Tak, jak wielu producentów z Moraw Południowych, Gotberg również kładzie nacisk na biologiczną uprawę swoich winogron, chcąc w jak największym stopniu uwydatnić cechy terroir. Wiele stuleci winiarskiej praktyki i coraz szersze wykorzystanie nowych technologii sprawia, że ta część Moraw Południowych jest coraz bardziej zróżnicowana pod względem stylu win, a obok dominujących bieli można znaleźć bardzo udane przykłady win czerwonych. Przekonać się o tym możecie zwiedzając Salon Win Republiki Czeskiej, gdzie znajdziecie zbiór ponad stu aktualnie najlepszych win czeskich. Kolekcja zmieniana jest co roku. Byłam i polecam! I coraz poważniej zastanawiam się nad kolejną wyprawą, z której wrócimy samochodem wypełnionym wesoło brzdąkającym kilkudziesięcioma butelkami…

Oczy: słomkowe

Nos: winogrona, ananas, cytrusy, brzoskwinie, mineralność

Usta: winogrona, ananas, cytrusy, brzoskwinie, słonawość, wyraźna kwasowość, lekka goryczka

Ogólna ocena: 4/5

O winach na wytchnienie w ramach dzisiejszego Winnego Wtorku przeczytacie u:

Kuby
Agaty i Wojtka
Roberta
Sebastiana
Roberta
Szymona

Huaso dulce ~ Louis Felipe Edwards Viognier Sauvignon Blanc Colchagua Valley 2013 z Biedronki

Biedronka wystartowała już z nową, francuską ofertą, ale nie mogę być gołosłowna i jeśli obiecałam, że napiszę o winie z owadziego Festiwalu Win Słodkich, to czynię to, choćby trochę późno. Mamy więc słodziaka kosztującego 20 zł – bez grosza, ma się rozumieć. W mniejszej butelce (375 ml), jak to często bywa w przypadku win słodkich. Ale niech Was nie zniechęci niepozorny rozmiar buteleczki w połączeniu z ceną, która, jak by nie patrzeć, wynosi 4 dychy za standardowe 0,75 l. Bez obaw – tak łatwo tej butelki nie wypijecie.

Louis Felipe Edwards Viognier Sauvignon Blanc Colchagua Valley 2013

Louis Felipe Edwards Viognier Sauvignon Blanc Colchagua Valley 2013

Moi drodzy, mamy do czynienia z etykietą, a raczej kontretykietą, która tym razem nie oszukuje i mówi nam całą prawdę o winie. Chilijski słodziak o kolorze złota pachnie suszonymi brzoskwiniami i morelami, do tego od siebie dodałabym jakby słomiany aromat, o którym kontretykieta nie wspomina. No i oczywiście miód. W ustach doznania podobne, a wzmiankowane na butelce cytrusy odczułam jako syrop pomarańczowy. Dużą dawkę miodowej słodyczy równoważy odpowiednia kwasowość, dzięki czemu wino pije się bardzo dobrze, szczególnie do porządnie pleśniowego sera. Sprawdziłby się też do deseru, w którym znajdują się podobne smaki, co w winie. Ale oczywiście wszelkie eksperymenty są jak najbardziej dozwolone!

Jesteśmy w Colchagua Valley w Dolinie Centralnej Chile, w subregionie Rapel. To właśnie ten obszar jest ojczyzną huasos – chilijskich kowbojów, tamtejszych mistrzów jazdy konnej. Jednak część z nich para się również uprawą winorośli. I co do winiarstwa, apelacja Colchagua słynie raczej z upraw czerwonych odmian (Cabernet Sauvignon, Carménère, Merlot, Syrah, Malbec, Cabernet Franc) których areał jest tu kilkakrotnie większy, niż odmian białych (Chardonnay, Sauvignon Blanc, Viognier). Mamy tu wybitnie śródziemnomorski klimat, więc nie dziwi przewaga czerwieni. Jednak Louis Felipe Edwards umieścił swoje białe winnice bliżej oceanu, dzięki czemu chłodolubne białe odmiany czują się lepiej. Warto wspomnieć, że ten producent, w odróżnieniu od wielu „biedronkowych” winiarni, chwali się swoim produktem na firmowej stronie internetowej! A jest się czym chwalić. Piąteczka.

Huasos i owieczki. © http://www.commons.wikimedia.org

Oczy: złote

Nos: suszone brzoskwinie, suszone morele, słoma, miód

Usta: dobra kwasowość, słodycz, miód, syrop pomarańczowy

Ogólna ocena: 5/5

Hegyalja, czyli ‘podnóże gór’ ~ Tokaji Furmint Tokaj Classic 2009 z Lidla

Rzut win węgierskich zapewne ma się ku końcowi, ale dawno nie odwiedzałam Lidla. Dlatego śpieszę z jedną z wielu zaległych recenzji. Sprawdźcie tego półsłodkiego Furminta z Tokaju – szanse są duże, że wstrzeli się (bądź już się wstrzelił) w gusta szerokiego grona winopijców. Z drugiej strony bardziej wymagający smakosze węgrzynów też mogą być zadowoleni.

Tokaji Furmint Tokaji Classic 2009

Tokaji Furmint Tokaj Classic 2009

Wino z upływem lat nabrało intensywnie żółtego koloru. Pachniało również stosownie do wieku – lipą i miodem, może nawet propolisem. Wyraźne były też charakterystyczne dla odmiany nuty muszkatowe i jabłkowe. Te jabłka to takie bardzo dojrzałe, wręcz przejrzałe. Gdzieś tam jeszcze w tle majaczyło wspomnienie o cytrusach. W ustach zaskakująco dobra kwasowość i soczyste owoce: ananasy, jabłka, renklody, i wreszcie rodzynki. W moim odczuciu trochę za bardzo wybijał się alkohol, ale z drugiej strony robił jakąś przeciwwagę dla zawartego w winie cukru.

A tego ostatniego aromatyczny Furmint może nagromadzić naprawdę dużo, jest to cecha charakterystyczna tego szczepu. To właśnie Furmint stanowi podstawę słynnych na cały świat słodkich i bardzo słodkich tokajów. Jesteśmy w otoczonym górami regionie Tokaji-Hegyalja, który uchodzi za ojczyznę tej odmiany winorośli. Panuje tam w miarę słoneczny, ale łagodzony przez wpływ rzek mikroklimat. Sprzyja on rozwojowi bardzo pożądanej szlachetnej pleśni Botrytis cinerea, która lubi atakować owoce Furminta, a dzięki której mamy słodkie tokaje. Podłoże jest chyba najlepsze z możliwych, bo wulkaniczne, z dodatkiem bogatych w minerały gliniastych gleb. Ten Furmint na pewno nie może równać się z winami z tego samego szczepu i o podobnym stopniu wytrawności, które degustowałam parę lat temu w miasteczku Tokaj. I które sprawiły, że zapragnęłam oddać swoje życie winu. Furmint z winnicy Tokaj Classic jest prosty i w miarę zbalansowany pomimo wspomnianego wcześniej alkoholu. Niemniej, jak na taką cenę nie mam większych zastrzeżeń. Dziękuję importerowi za udostępnienie próbki do degustacji!

A tak właśnie wyglądają grona częściowo zaatakowane szlachetną pleśnią. Podobno smaczne same w sobie – nie próbowałam, ale wszystko przede mną. © vinopedia.hu

Oczy: cytrynowa żółć

Nos: lipa, miód, muszkat, dżem jabłkowy, cytrusy

Usta: dobra kwasowość, ananas, jabłka, renklody, rodzynki, alkohol

Ogólna ocena: 4/5

Langwedocja miodem płynąca ~ Château de Rimbault Muscat de Frontignan z Lidla

Geograficznie nie oddalę się zbytnio od poprzednio opisanego wina z Lidla, bo muskat, o którym właśnie czytacie pochodzi z regionu Languedoc-Roussillon, w zasadzie bardziej z Langwedocji. Pozostajemy więc w klimacie śródziemnomorskim. Na tym jednak jakiekolwiek podobieństwo się kończy, choćby z tego powodu, że mamy tu wino słodkie, którego porównywanie z jakimkolwiek winem wytrawnym nie ma najmniejszego sensu. Château de Rimbault z ręcznie zbieranych winogron (jeśli wierzyć etykiecie) kupicie teraz w Lidlu za 29,99 zł. Ma generalnie dobrą prasę (smakowało Winiaczowi, Winicjatywie, O Winach i Podróżach. Subiektywnie.), jakkolwiek niezupełnie jednolitą (nie polubiono na DoTrzechDych).

Château de Rimbault Muscat de Frontignan

Château de Rimbault Muscat de Frontignan

Jasnozłoty muskat pachnie – a jakże – muszkatem, czyli kwiatowym, charakterystycznym dla soku z winogron aromatem. Idą z nim w parze słodkie rodzynkowe nuty, natomiast świeżości i kompletności dodaje nuta pigwy, a nawet minerałów. Smak nie oferuje żadnych zaskoczeń, chociaż odczułam ulgę, że moje 30 zł (bez grosza) nie okazało się porażką w przypadku tak ryzykownego zakupu – trudno bowiem o naprawdę dobrze zrobione słodkie wino w podobnej cenie. Obok miodowo-rodzynkowej słodyczy pojawił się przyjemny, ledwo wyczuwalny alkohol (a jest go 15%!) i owocowa świeżość, choć nieco rozwodniona. Do tego obowiązkowe białe winogrona i mamy w zasadzie niezłe, zrównoważone wino, które oczywiście pije się wolniej, niż wytrawne, ale pije się dobrze. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w tego rodzaju winach, więc jeśli moglibyście mi coś polecić – zapraszam do komentowania!

Wracamy do Langwedocji, a konkretnie do położonej niemal nad samym Morzem Śródziemnym apelacji Muscat de Frontignan. Nie bez kozery nazwa apelacji zawiera w sobie słowo muscat – słynie bowiem ze swoich słodkich win produkowanych ze szczególnego gatunku tego szczepu. Jego pełna nazwa brzmi Muscat Blanc a Petits Grains i jest on w Langwedocji uznawany za najznakomitszy. Muskat – jeden z najstarszych szczepów na świecie pamięta najdawniejszą starożytność i bardzo lubi gorący i suchy klimat. Takie właśnie warunki istnieją w okolicach Frontignan – jesteśmy wszak już całkiem blisko Hiszpanii. Znajdziecie zatem w tym winie przyzwoity balans soczystego owocu i dobrej dawki świeżości, chociaż jeśli chodzi o muskat, i tak jednak wolę ten szczep w wersji wytrawnej.

frontignan

Gdy schwycicie jakiegoś muskata z winnicy pod Frontignan, rzut kamieniem będziecie mieli taką plażę. Jedziemy? © http://www.location-frontignan-plage.fr

Oczy: jasnozłote

Nos: muszkat, pigwa, rodzynki, kwiaty, mineralne

Usta: pigwa, białe winogrona, rodzynki, alkohol, słodkie

Ogólna ocena: 3/5