Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 1: De Muller Mas de Valls Brut Nature

Przez najbliższy miesiąc mój blog będzie cokolwiek monotematyczny, bo królować na nim będą recenzje win hiszpańskich (zawczasu zdradzę, że gros butelek będzie pochodzić z Katalonii). Stawka jest niebagatelna, bo dzięki namiętnemu pisaniu o winach z tego niezwykle zróżnicowanego winiarsko kraju mogę załapać się na wyjazd na targi Fenavin w Ciudad Real – oczywiście w Hiszpanii. O konkursie Degusta España przeczytacie tutaj.

Co więc na początek? Aperitif! Jeżeli mówimy o aperitifie w wydaniu hiszpańskim, to zdecydowanie mamy na myśli musującą cavę. Ale ja nie o cavie, a raczej – niezupełnie o niej. Albowiem wino, które zaraz opiszę, jest co prawda wyprodukowane metodą tradycyjną, czyli tak, jak cava i szampan. Ma nawet w składzie typowe „cavowe” szczepy (ponad 50% chardonnay, reszta to macabeo i parellada). Jest nawet wytwarzane w ojczyźnie cavy, czyli w apelacji DO Tarragona. Dlaczego więc nie-cava? Producent tego wina, działający w Katalonii De Muller, akurat w tym przypadku nie miał ambicji wyprodukować swojego musiaka trzymając się wyśrubowanych reguł dotyczących produkcji cavy. Nie odbyło się to jednak ze szkodą dla samego wina.

mas_de_vals_brut_nature

Pomimo zerowego dosage, a więc dodatku cukru, Mas de Valls jest krągłe i pełne jedwabistej materii, co zawdzięcza 15 miesiącom dojrzewania w butelce. Nie brak w nim więc też przyjemnych tostowo-maślanych aromatów, dominantą jest jednak świeży, ale nie narzucający się nadmiernie owoc (jabłka, morele, gruszki). Dokładnie tak, jak lubię: szlachetna powściągliwość z kwasowym pazurem. Wino degustowałam w Winosferze Chłodna, kupicie je tam za 40 zł.

A w następnym odcinku – ciąg dalszy Katalonii :)

Reklamy

Spotkało się Bordeaux z Loarą ~ Dwa wina z francuskiej oferty Lidla

Dwa zgoła różne wina, dlatego nie będę oceniać, które jest lepsze od drugiego. Mogę jednak z grubsza nakreślić Wam, co to znaczy być muscadetem sur lie z Doliny Loary i co to znaczy być klasycznym bordoskim kupażem oraz jak się do tego mają nasze dwie butelki z aktualnej oferty win francuskich, którą znajdziecie w Lidlu. Zobaczcie, co wywąchałam i wysmakowałam, kiedy wina znalazły się w moim kieliszku.

muscadet_sevre_et_maine_sur_lieDomaine Gandais Muscadet Sèvre et Maine Sur Lie La Grande Réserve 2014
Wino o strasznie długiej nazwie i etykiecie godnej stołu weselnego, ale nie ma się czego bać, bo butelka, jak na taką jakość jest naprawdę tania i warta również tych codziennych, niezobowiązujących okazji. Dominują w tym winie czyste aromaty cytryn i limonek wraz ze skórkami, do tego banany, delikatna  słonawość, mokra kreda i lekka nuta drożdżowa. I właśnie – ten ostatni niuans pochodzi z tego, że wino po fermentacji pozostało przez pewien czas na osadzie z martwych drożdży – nazywamy tę metodę sur lie i dzięki niej wino z jednej strony zyskuje świeżość, z drugiej nieco ciała i – w najlepszych wypadkach – potencjał starzenia. Tym wszystkim charakteryzują się dobre wina z apelacji Muscadet Sèvre et Maine. Wy jednak nie zawracajcie sobie głowy starzeniem tego wina i pijcie je teraz – doskonale złagodzi efekty nadciągających upałów. Polecam szczególnie do świeżych serów i ryb, również tych grillowanych. Cena: 19,99 zł


chateau_calet_cotes_de_bordeauxChâteau Calet Blaye Côtes de Bordeaux 2012

Ta butelka wypada już trochę gorzej. Niby jest sporo owocu (klasyczna mieszanka wcale świeżych wiśni, czereśni, porzeczek i śliwek), dość gładkie taniny i dobra kwasowość. Mimo wszystko brakuje temu winu ciała, a co za tym idzie – jakiegokolwiek finiszu. Uczciwe czerwone Bordeaux powinno jednak być takim winem, o którym można by porozmawiać przy obiedzie, które pozostawia po sobie jakiś wart refleksji posmak. A tak, Château Calet w zasadzie smakuje dobrze, ale jest dobre do picia bez zastanowienia. Jego krótkość i wątłość może tłumaczyć niższej rangi apelacja Côtes de Bordeaux, ale w takim wypadku wydaje mi się, że butelka nie powinna kosztować w dyskoncie prawie 30 zł. Wino jest bardzo uniwersalne gastronomicznie, zgodzi się z wszelkimi serami i mięsami, jednak w granicach trzech dych rozejrzałabym się za czymś innym. Wybór pozostawiam Wam. Cena: 27,99 zł

 

Wina otrzymałam do degustacji od Lidla, za co uprzejmie dziękuję!

Białe wagi lekkiej ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 2

W poprzednim odcinku opisałam dla Was pięć czerwonych win i jedno różowe, które niedawno pojawiły się na półkach Faktorii Win. Dla przypomnienia – butelki należą do kolekcji Standard Plus, którą znajdziecie w na faktoriowych półkach w większych miastach naszego kraju. Dzisiaj na tapecie mamy sześć białych, doskonale wpisujących się w coraz cieplejszą aurę win. No to bez zbędnych dodatkowych słów wstępu, przystąpmy do części mokrej.

Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sèvre et Maine AOP 2014
muscadetŚwieżutkie wino, pachnące i smakujące tak, jak wino na upał smakować powinno, czyli kwaśnymi cytrusami (cytryna, limonka) razem ze skórkami i mokrymi kamieniami. W ustach z jednej strony słonawe, a z drugiej tłustawe, co kwalifikuje Les Roches Noires jako dobrego towarzysza dla wszelkich ryb (choć może nie smażonych) i koziego sera. Cena: 24,99 zł

Thummerer Bokréta Cuvée
Pierwsze z thummererdwóch win węgierskich. Pachnie cytrynowo-morelowo-kwiatowo, w ustach dodatkowo pojawiają się kwaśna antonówka. Cokolwiek ćwierćwytrawne, co może spodobać się części z Was, choć mnie nie urzekło. Brakuje mi też trochę kwasowości, która zrównoważyłaby  te wszystkie słodkie owoce. Gdybym miała wybierać, wybrałabym poprzednika. Cena: 24,99 zł

Rina Ianca Grillo + Viogner Terre Siciliane IGP
grillo_viognierZa to wino z nieco wystraszonym lisem na etykiecie musimy zapłacić dziewięć złotych więcej od dwóch poprzednich, ale trzeba przyznać, że w tej włoskiej mieszance grillo i viogniera jednak więcej się dzieje. Mamy tu dojrzałe egzotyczne owoce spod znaku mango i mandarynki, a do tego miód i wanilia. Podoba mi się krągłość, pewien ciężar tego wina i lekko goryczkowy finisz. Spróbujcie je do pieczonych ryb, owoców morza lub drobiu. Cena: 33,99 zł

Kressmann Monopole Bordeaux AOC 2014
Jeśli dorzucimykressmann jeszcze złotóweczkę, dostaniemy lekkie, ale całkiem eleganckie kwiatowo-cytrynowe białe Bordeaux. W ustach jest bogatsze, niż w nosie, bo wyczujemy więcej egzotyki – słodkiego ananasa, mango i nie pozbawioną dobrej kwasowości gładką teksturę. Myślę, że cena nie jest zbyt przesadzona jak na taką jakość, wino jest zupełnie przyzwoite. Cena: 34,99 zł

Szöllősi Sauvignon Blanc Neszmely
sauvignon_blancDrugi Węgier to całkiem złożone Sauvignon Blanc, bo oprócz (dość schowanego) flagowego aromatu agrestu wyczuwalne są tu jeszcze gruszki, słodki grejpfrut i jabłka. Usta są przede wszystkim owocowe, gdzieś w tle majaczy nieśmiało mineralność, brakuje też trochę kwasowości dla uzyskania równowagi w winie. Niemniej jest całkiem przyjemne i można je pić nawet solo, choć jak na wino tarasowe jest jednak trochę za drogie. Cena: 36,99 zł


McPherson Vitage Secret Chardonnay South Eastern Australia 2014
Chardonnay w swojej ciepłej, lekko vintage_secret_chardonnaybeczkowej odsłonie. Pachnie i smakuje jabłkami, kwiatami jabłoni, brzoskwiniami, koszem owoców tropikalnych, a to wszystko podbite fajną kwasowością. Gdyby to wino miało jeszcze tylko nieco więcej ciała, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Cena: 49,99 zł

Jeśli sami sprawdzicie te butelki, łatwo zauważycie że białe wina z kolekcji Standard Plus Faktorii Win mają jeden element wspólny – wszystkie są mniej lub bardziej orzeźwiające. Są więc idealne na lato, na grilla, a niektóre do picia solo. Żeby jednak nie było tak kolorowo – nie wszystkie reprezentują dobrą relację ceny do jakości. Powiedziałabym, że ceny tych butelek utrzymują się na maksymalnym akceptowalnym poziomie. Co kto woli – ja w każdym razie zachęcam do testowania!

Piłam na koszt Faktorii Win, za co uprzejmie dziękuję.

Na wiosnę ładną i nieładną ~ Dwa wina hiszpańskie z Lidla

Myślicie, że pogoda zmierza ku nieuchronnej poprawie z powodu zbliżającego się wielkimi krokami lata? Nie chcę siać defetyzmu, ale chyba jednak jeszcze trochę sobie poczekamy, bo w połowie maja ledwie 20 stopni Celsjusza raczej nas nie urządza. No, chyba że nie stanowi dla Was problemu grillowanie w ciepłej bluzie i jeszcze cieplejszych spodniach, co by wilka nie złapać. Na szczęście przynajmniej podczas ostatniej, bardzo udanej pogodowo, towarzysko i podróżniczo majówki, spędziłam czas tak, jak trzeba. Między innymi skorzystałam z dobrodziejstw oferty Sol&Mar i otworzyłam dwa iberyjskie wina z Lidla. Obie butelki zaoferowały mi, co następuje:

rias_baixasSalneval Barrica Val do Salnés Rías Baixas DO 2013
Numer jeden to całkiem złożone i zdecydowanie cieliste wino ze szczepu Albariño, czyli czołowej białej odmiany z bardzo przeze mnie lubianego regionu Rías Baixas, słynącego z rześkich, ale cielistych białych win. Jasnozłote w kolorze, ładnie pachniało słodkimi owocami egzotycznymi, jak morele czy banany, ale też nieco kwaśnym jabłkiem, a to wszystko z odrobiną zapachu morskiej bryzy. Podobne rzeczy działy się w ustach, choć największą przyjemność sprawił mi trochę surowy, jakby apteczny smak i tłustawość wina będąca zasługą zarówno szczepu, jak i użycia beczki. Wino ładnie zagrało ze skorupiakami w oleju, które możecie kupić w Lidlu. Idąc tym tropem, Salneval poleciłabym Wam też do tłustych ryb, jak łosoś czy makrela, czy to grillowanych, czy to smażonych. Daję temu winu silną czwórkę, choć przyznam, że biorąc pod uwagę dobrą cenę – 34,99 zł – ręka wahała mi się przed postawieniem najwyższej oceny. Warto wiedzieć, że wina z Rías Baixas tanie nie bywają. Łapcie więc okazję póki jest, zdecydowanie polecam.

Oczy: jasnozłote

Nos: morele, banany, jabłka, mineralność

Usta: morele, banany, jabłka, nuty apteczne, mineralność

Ogólna ocena: 4/5

aragoniaAragonia Seleción Especial 2012
Numer dwa to czerwień z Aragonii, stuprocentowa Garnacha. I, jak to Garnacha, jest nie za ciemna w kolorze, a pachnie i smakuje dojrzałymi czerwonymi owocami – przede wszystkim wiśniami i malinami. W tym winie również użyto beczki, bo zarówno w nosie, jak i na języku da się wyczuć dość wyraźną dębinę. Dla niektórych być może aż zbyt wyraźną. Jedyne, co mi się w Aragonii nie spodobało to niefajne, suche taniny, które zamiast aksamitnie pieścić podniebienie, w dość nieprzyjemny sposób je wysuszały i nie zachęcały nawet do zagryzienia wina czymkolwiek. Muszę jednak przyznać, że nie dałam winu zbyt dużo czasu, być może na drugi dzień, albo choćby po paru godzinach napowietrzania byłoby lepsze. Pozostawiam Wam decyzję, czy warto to sprawdzić. A jeśli pokusić się o jakieś kulinarne towarzystwo…może warto zjeść do tego wina jakąś pizzę albo wziąć butelkę na grilla? Tłuste, dojrzałe sery też mogą być dobre. Nadal jednak ewentualna porażka może być dotkliwa, bo Garnacha z Aragonii kosztuje aż 59,90 zł. Ja za niewartą ceny prostotę, nieszczęsne suche taniny i krótki finisz, wbrew zachwytom mojej blogerskiej braci (tu albo tu), daję temu winu tylko trójkę.

Oczy: rubinowe

Nos: wiśnie, maliny, beczka

Usta: wiśnie, maliny, beczka

Ogólna ocena: 3/5

 

A za wiosenny napitek i strawę Lidlowi uprzejmie dziękuję!

Na przywitanie wiosny ~ Costantino Sbriu Bianco Frizzante z Kropli Wina

Tak, wiem. Wiosna w pełni, majówka za pasem, a temperatury są jeszcze wciąż nieco niższe, niż byśmy chcieli. Ale co mi tam – chiałabym Wam polecić wiosenno-letnie, półmusujące wino tarasowe, które możecie dostać za jedyne 27 zł w sklepie Krople Wina na warszawskim Ursusie. Mam w planach wypad na Sycylię, dlatego tym chętniej spróbowałam tego pochodzącego spod Palermo wina, zrobionego z białej lokalnej odmiany winogron o nazwie Cataratto. Sycylia brzmi upalnie, prawda? I nie ma się co oszukiwać, Afryka jest stamtąd rzut kamieniem. Sycylijskie wina jednak niekoniecznie muszą być przeładowane alkoholem, o zmęczonym, ugotowanym owocu i pasujące co najwyżej do samych siebie. Okazuje się, że nie tylko czerwone, ale nawet białe wina potrafią być zaskakująco świeże. Oto przykład.

costantino sbriu

Aromaty i smaki Sbriu to przede wszystkim jabłka i cytrusy, ale nie te słodkie spod znaku pomarańczy czy mandarynki. Mamy tu wyraźne kwaśne cytryny i limonki, i to razem ze skórkami! Do tego wyrazista kwasowość  i jedynie 11,5% alkoholu. Świeżość wina podkreślają delikatne drobne bąbelki. Bez problemu możecie to frizzante pić bez żadnego posiłku, ale jeśli – jak wszyscy Włosi – macie  zwyczaju spożywać wino z jedzeniem – Sbriu będzie świetnie pasować do lekkiej sałatki albo nawet delikatnie przyrządzonych ryb, czy owoców morza.

Czemu Sbriu zawdzięcza swój świeży charakter? Ano, temu, że położone na gliniasto-wapiennych glebach siedliska winnicy Costantino znajdują się blisko morza i jednocześnie względnie wysoko nad jego poziomem (nawet 600 m n. p. m.). W efekcie powiew morskiej bryzy i wyraźne dobowe amplitudy pozwalają na dobry balans owocu i kwasowości. Ciąg dalszy tematu win sycylijskich nastąpi!

Oczy: drobne bąbelki, jasnosłomkowe

Nos: cytryna, skórka cytryny, limonka, skórka limonki, jabłka

Usta: delikatne bąbelki, cytryna, skórka cytryny, limonka, skórka limonki, jabłka

Ogólna ocena: 5/5

Malvasia, nie małmazja ~ Frattarolo Malvasia Puglia IGP 2O14 z Białe czy Czerwone

Ten kupaż lokalnej Malvasii Murgii (85%) i Chardonnay (15%) kupiłam w warszawskim Białe czy czerwone za 35 zł, ale była to cena zrabatowana – normalnie wino kosztuje 39 zł. Wśród butelek ze średnio-niskiej półki ta wzbudziła moje największe zainteresowanie, bo jak dotąd nie piłam wina ze szczepu Malvasia z włoskiej Apulii. Ale się doczekałam.

Słomkowo-zielony młodziak pachniał białymi kwiatami, jakby odrobinę drożdżami, gorzkimi cytrusami i owocami egzotycznymi. Czyli całkiem sporo się dzieje. W ustach doznania są podobne, do tego dobrze zrównoważona kwasowość i raczej średni ciężar na języku. Reasumując, wino jest rześkie i pełne świeżych owoców. W żadnym wypadku nie jest przesłodzone, czego moglibyśmy się spodziewać po tak gorącym regionie, jakim jest Apulia.

Sekret tkwi w dobrze przepuszczających wodę glebach zbudowanych z piaskowca ze sporą domieszką skał wapiennych. Dzięki temu nie wyczujemy aromatów przejrzałych owoców, albo tych kojarzących się z kompotem. Z kolei te drożdżowe nuty wynikają z tego, że wino spędziło pewien czas na osadzie z drożdży w stalowych kadziach. Na koniec warto powiedzieć, że producentem Frattarolo jest spółdzielnia winiarska Azienda Agricola di Barletta, która stawia na niezbyt dużą produkcję, która w tym przypadku przełożyła się na jakość. Wino, nawet kupione w normalnej cenie, zdecydowanie zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: białe kwiaty, drożdże, gorzkie cytrusy, owoce egzotyczne

Usta: białe kwiaty, drożdże, gorzkie cytrusy, owoce egzotyczne, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 4/5

Kraina łagodności ~ Gewürztraminer Alsace AC 2014 z Lidla

Ten świeżo upieczony srebrny medalista z Lyonu może już być w tym momencie w Lidlu rzadkością, głównie ze względu na jego półwytrawność, cenę (24 zł), no i oczywiście rzeczony medal, dumnie anonsowany przez srebrzystą okrągłą naklejkę na butelce. Jest sporo argumentów za tym, żeby zdecydować się na tę butelkę, jest też jednak parę argumentów przeciw, które zniechęcą bardziej wymagających winopijców.

IMG_20151027_214412

Od samego powąchania wino pieści aromatami: zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam egzotyczne owoce, jak papaję, banany i mandarynki. Po zrobieniu łyka wino jednak w moim przekonaniu nie broni się pomimo swojej przyjazności. 13% alkoholu jest ładnie ukryte, ale jednocześnie brakuje mi tutaj kwasowości, która równoważyłaby nieco landrynkową słodycz i nadałaby wino nieco finezji. Do tego smak niezbyt długo utrzymuje się w ustach.

No to parę słów o Alzacji. Region na terenie Francji, ale pełen zarówno niemieckich nazwisk, jak i win w typowo niemieckim stylu. Znajdziecie tam więc sporo win półwytrawnych i słodkich, ale nie brakuje również bardzo przeze mnie lubianych mocno wytrawnych, wśród których królują Rieslingi. Jednak w Alzacji dobrze czują się również właśnie Gewürztraminer, Pinot Gris, Muscat, Pinot Blanc czy czerwony Pinot Noir. Dobre i bardzo dobre egzemplarze nigdy nie będą tak tanie, jak nasz Gewürztraminer, dlatego oceniając go musimy wziąć poprawkę na jego przystępną cenę. Parę wad, o których wspomniałam w poprzednim akapicie nie zmieniają jednak faktu, że ten Alzatczyk zadowoli (i pewnie zadowolił) podniebienie wielu konsumentów. Do tego z pewnością będzie pasować do pikantnych potraw kuchni azjatyckiej. Ja wystawiam winu subiektywną, ale chyba zasłużoną trójkę.

Piłam na koszt importera, za co bardzo dziękuję.

Oczy: słomkowe

Nos: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki

Usta: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki, słodycz, delikatna kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

Dobra Cava! ~ Marqués de Monistrol Cava Brut Selleción Especial z Lidla

W Lidlu co prawda już od trzech tygodni króluje Francja, ale chciałabym przypomnieć Wam o kosztującym 14,99 zł winie musującym z Hiszpanii, które zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Jeśli jakimś cudem znajdziecie je na półce, chwytajcie śmiało.

Monistrol Cava

Cava ma jasny, słomkowy kolor i bąbelki układające się w ładne sznury. Cena w ogóle nie sugeruje, aby zarówno w nosie, jak i w ustach działy się jakieś niesamowite rzeczy . Faktycznie nie dzieje się nic niesamowitego, ale nie dzieje się również nic złego, co nie jest już takie oczywiste. Wywąchałam nienachalne egzotyczne owoce podbite przyjemnym, delikatnym aromatem herbatników wskazującym, że zaiste, mamy do czynienia z winem wyprodukowanym metodą szampańską. W ustach również jest średnio intensywnie, ale – ku mojemu zaskoczeniu – wino ma nawet trochę ciała! Dobra kwasowość nadaje winu lekkości i jednocześnie trochę nerwu. Idealnie pogodziło się z bagietką z ikrą, makaronem ryżowym z krabami i czym tam jeszcze, co było na stole. Musiak do picia solo i w towarzystwie przekąsek i lekkich potraw.

Za marką  Marqués de Monistrol stoi większy podmiot o nazwie United Wineries, zrzeszający winiarnie z Hiszpanii, Włoch i Argentyny. Jeśli zaś chodzi o samą winnicę Marqués de Monistrol, to leży ona niedaleko Barcelony, w miejscowości Sant Sadurni d’Anoia, czyli w jednym z wielu miejsc posiadających rozsianą po całej Hiszpanii apelację Cava. Warto dodać, że firma ta jest pionierem w produkcji różowych win tego rodzaju. Winiarnia produkuje też musiaki z wyższych półek, które znajdziecie u kilku importerów i jestem bardzo ciekawa, jak prezentują się droższe butelki, skoro ta z Lidla jest naprawdę zadowalająca. Biorąc pod uwagę jakość, cena jest naprawdę śmieszna. Szukać Monistroli i brać zdecydowanie!

Wino i jego zdjęcie otrzymałam dzięki uprzejmości importera – dziękuję!

Oczy: jasnosłomkowe

Nos: owoce egzotyczne, herbatniki

Usta: dobra kwasowość, owoce egzotyczne, herbatniki

Ogólna ocena: 4/5

#winnewtorki: Paczka z Moraw cz. 1 ~ Vinařstvi Gotberg Muškát Moravský Posdní Sbĕr 2013

Kiedy wina z mniej popularnego w Polsce kraju winiarskiego są w naszej ojczyźnie średnio dostępne, możemy sami wybrać się do tego kraju, przy okazji zwiedzić go i zaopatrzyć się w zapas butelek, które u nas są nie do kupienia. W akcie desperacji możemy przepłacić, zamawiając wina z zagranicy. Ale możemy też liczyć na naszych mieszkających w owym kraju znajomych, którzy wspaniałomyślnie wyręczą nas w dostarczeniu flaszek prosto do domu. Tak właśnie zrobiła polsko-czeska para moich dobrych znajomych z Brna, która, znając moje zamiłowanie do południowomorawskich win, przy okazji odwiedzin w Polsce przywiozła mi smakowity sześciopak.

Znalazłam w nim między innymi Muškát Moravský z winnicy Gotberg z Popic, rocznik 2013. Wina tego producenta akurat można znaleźć w Polsce, ale w naszym kraju jest to nadal temat niszowy, choć wart uwagi. Dostałam wino, którego w Polsce akurat w sprzedaży nie ma, a podejrzewam, że wielu polskim winopijcom przypadłby do gustu.

gotberg

Vinařstvi Gotberg Muškát Moravský Posdní Sbĕr 2013

Sformułowanie „posdní sbĕr” oznacza, że wino powstało z bardzo dojrzałych winogron z późnego zbioru. Dzięki temu zabiegowi owoce mają szansę osiągnąć maksimum smaków i aromatów, a także wysoką zawartość cukru. W efekcie wino jest lekko półwytrawne. Mimo to w żadnym wypadku nie jest jednowymiarowe! Pachnie świeżymi winogronami, ananasem, cytrusami i brzoskwinią i taką samą lekką i świeżą egzotyczną sałatkę owocową mamy w ustach. Do tego dobra dawka kwasowości, lekka goryczka i słonawość, które balansują wyraźnie owocowy charakter wina i dodają mu kompleksowości. Powiedziałabym, że wino nadaje się nie tyle na sam środek upalnego dnia, co na leniwe późne popołudnie, do lekkiej obiadokolacji. Na odpoczynek po ciężkim dniu.

45,5 – hektarowa winnica Gotberg znajduje się w południowomorawskim regionie Mikulovská, w okolicy Popic – wsi spod znaku lwa dzierżącego kiść winogron. Taki właśnie obrazek widnieje w herbie miejscowości. Mamy więc do czynienia z regionem o długich tradycjach winiarskich, wszak już starożytni Rzymianie ponad 2000 lat temu postanowili założyć tutaj pierwsze winnice. Gotberg postawił jednak na winiarstwo korzystające z nowoczesnych technologii, czego wymownym znakiem jest bardzo nowoczesny design winiarni Gotberg.

Warto zobaczyć! I w ogóle warto pojechać w tę usianą świetnymi producentami okolicę. Jesteśmy w Mikulovskiej, a więc w sercu południowomorawskiego winiarstwa, gdzie królują białe odmiany. Dominującymi glebami są bogate w wapń lessowe gliny. Winnica Gotberg położona jest na łagodnych zboczach, które zapewniają dobry drenaż wody. Tak, jak wielu producentów z Moraw Południowych, Gotberg również kładzie nacisk na biologiczną uprawę swoich winogron, chcąc w jak największym stopniu uwydatnić cechy terroir. Wiele stuleci winiarskiej praktyki i coraz szersze wykorzystanie nowych technologii sprawia, że ta część Moraw Południowych jest coraz bardziej zróżnicowana pod względem stylu win, a obok dominujących bieli można znaleźć bardzo udane przykłady win czerwonych. Przekonać się o tym możecie zwiedzając Salon Win Republiki Czeskiej, gdzie znajdziecie zbiór ponad stu aktualnie najlepszych win czeskich. Kolekcja zmieniana jest co roku. Byłam i polecam! I coraz poważniej zastanawiam się nad kolejną wyprawą, z której wrócimy samochodem wypełnionym wesoło brzdąkającym kilkudziesięcioma butelkami…

Oczy: słomkowe

Nos: winogrona, ananas, cytrusy, brzoskwinie, mineralność

Usta: winogrona, ananas, cytrusy, brzoskwinie, słonawość, wyraźna kwasowość, lekka goryczka

Ogólna ocena: 4/5

O winach na wytchnienie w ramach dzisiejszego Winnego Wtorku przeczytacie u:

Kuby
Agaty i Wojtka
Roberta
Sebastiana
Roberta
Szymona

Po słowiańskiej stronie Alp ~ Jeruzalem Ormož Sauvignon Blanc & Pinot Grigio 2013 z Biedronki

Będziemy degustować wino ze Słowenii, które ustrzeliłam w Biedrze niecały miesiąc temu. To było jeszcze chyba wtedy, kiedy na owadzich półkach królowała Portugalia, dlatego zaintrygował mnie szyld z hasłem „tylko teraz!”, pod którym znalazłam całą gromadę butelek z zieloną etykietą. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy uświadomiłam sobie, że mam do czynienia ze Słowenią. Kosztowało 17,99 zł, więc zdecydowałam się zaryzykować. Słoweńskie winiarstwo zresztą nawiązuje tradycją do tego północnowłoskiego, więc można było liczyć, że będzie smacznie.

Jeruzalem Ormož Sauvignon Blanc & Pinot Grigio 2013

I było. Kupaż o bladym słomkowym kolorze pachniało cytryną i limonką oraz ich skórkami, a także świeżą trawą i wreszcie melonem, ananasem i brzoskwinią. W tle dało się wyczuć nuty mineralne. W ustach doznania były podobne: znów te same cytrusy plus ich skórki, znów mineralność, a do tego wyraźna kwasowość z minimalną ilością cukru resztkowego. Rześkość i aromaty wina całkiem długo pozostają w ustach, co kwalifikuje je jako dobry towarzysz lekkiego letniego jedzenia – sałatek, ryb czy owoców morza, a i kozim lub owczym serom by podołał.

Co tam słychać w winiarskiej Słowenii? Ano, im bliżej granicy z Włochami i regionem Friuli-Venezia Giulia, tym większe podobieństwa do stylu, który, szczególnie w przypadku białych win, dominuje po włoskiej stronie granicy. Część Słowenii przy granicy z Włochami to de facto przedłużenie Friuli – różnic w stylu win tam nie uświadczysz. No ale Słoweńcy nie gęsi i w kwestii winiarstwa swoje do powiedzenia mają, bo winorośl uprawiają od dwóch i pół tysiąca lat. I, na naszą niekorzyść, wypijają 95% swojej produkcji, więc ten biedronkowy rzut jest dla mnie tym większą sensacją. No ale przenosimy się na wschód Słowenii, do wsi Jeruzalem w gminie Ormož tuż przy granicy z Chorwacją. Winnice ekologicznego producenta P&F Jeruzalem Ormož znajdują się na urokliwym, pofałdowanym terenie znajdującym się pod wpływem klimatu śródziemnomorskiego, gdzie winogrona mają się zupełnie dobrze. Fajnie by było, gdyby to wino wykazało jakieś indywidualne cechy choćby przez wzgląd na tak egzotyczny kraj pochodzenia. A tymczasem ten kupaż Sauvignon Blanc i Pinot Grigio wykazuje w zasadzie dosyć neutralny, międzynarodowy charakter. Podejrzewam, że zawiniła produkcja stawiająca na dużą produkcję win o poprawne jakości. I zasadniczo nie powiedziałabym, żeby to była wada, bo uważam, że dobrze wydałam swoje 18 zł bez grosza. Ten sam rocznik tego wina pojawił się w zeszłym roku w raczej niesławnej ofercie środkowoeuropejskiej Biedronki. U kolegów (czyli u Irka i Mariusza) wyczytałam, że wino jest odpowiednio słabe oraz dobre. Optowałabym jednak ku pozytywnej ocenie, biorąc pod uwagę cenę poniżej 20 zł. A poniżej 20 zł przy naprawdę niezłej palecie, lekkości i braku jakichś chemicznych niuansów nie ma na co narzekać.

Oczy: jasnosłomkowe

Nos: limonka, cytryna, skórka limonki, skórka cytryny, trawa, melon, ananas, brzoskwinia, mineralne

Usta: cytryna, limonka, skórka cytryny, skórka limonki, wyraźna kwasowość, mineralne, długi finisz

Ogólna ocena: 5/5

Tu mamy co prawda jezioro Bohinj z północno-zachodniej części Słowenii, ale na szczęście jest to mały kraj i do miejsc produkcji dobrych win będziemy mieli rzut kamieniem. Zaszyłabym się. © http://www.turistipercaso.it