Wino w szklance ~ Riesling, white zinfandel i merlot od Copa di Vino

No, nie do końca w szklance. Copa di Vino swoje winne substancje rodem z Chile wlewa do plastikowych, 187-militrowych pucharków kształtem imitujących kieliszek oraz szczelnie zapieczętowanych aluminiową plombą i plastikowym wieczkiem. Zapewne spotkaliście się z taką formą sprzedaży wina chociażby na letnich festiwalach muzycznych. I, o ile prosecco jako tako dawały radę, to te spokojne zupełnie nie nadawały się do picia. Oczywiście, że próbowałam, nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła. Copa di Vino ze swoimi „kieliszkami” celuje nie tylko w tego rodzaju imprezy, o czym możecie dowiedzieć się na stronie firmy. Ale czy warto?

copa_di_vino

No właśnie. Do degustacji otrzymałam merlota, white zinfandel i rieslinga. Żadne z nich nie posiadało rocznika, ale to akuat nie było żadną kontrowersją. Okazało się, że każdy produkt opatrzony jest…pieczątką z datą i adnotacją freshest by. Zupełnie, jak sok, mleko, czy śmietana. Czy to jest nadal wino? Nie rozpisując się zbyt długo na temat jakości całej trójki, być może jedynie merlota mogłabym uznać za zdatnego do picia. Niestety, w rieslingu i white zinfandelu od razu uderzają niezdrowe, sztuczne aromaty. Ten pierwszy pachnie i smakuje przejrzałym jabłkiem i tanim „szampanem”, drugi – zaczynającym fermentować kompotem truskawkowo-poziomkowym. Obydwu winom brakowało też świeżości. Jakkolwiek w przypadku różowych win mam generalnie większą tolerancję na ich prostolinijny, czasem landrynkowy charakter, to jednak aż tak wybijający się alkohol i wszechogarniający plastik są absolutnie nie do przyjęcia. Nad rieslingiem prawie się rozpłakałam.

I choć te wszystkie wina wąchałam z kieliszka (ponieważ niczego nie da się wyczuć z tych kubeczków), to cała trójka smakuje, jak smakuje. Cena? 15 zł za sztukę. Drogie Copa di Vino, dziękuję za próbki i apeluję o szacunek dla polskiego konsumenta, którego coraz trudniej jest nabić w butelkę, a już z pewnością nie nabije się go w plastikowy kieliszek.

??? ~ Vespral Gran Reserva Terra Alta DO 2007 z Lidla

Miałam nadzieję, że siedmioletni kupaż tempranillo i cabernet sauvignon z Hiszpanii będzie aksamitnie taniczny, z uspokojoną kwasowością i jakimiś delikatnymi ciemnymi owocami. Zresztą, przeglądając umiarkowanie pozytywne recenzje innych roczników Vesprala Gran Reservy spodziewałam się czegoś co najmniej prostego i przystępnego. A tu psikus – ani prosto, ani przystępnie nie było. Na szczęście strata 13,90 zł nie zabolała, jednak rumieniec, jakim się spłoniłam w sytuacji towarzyskiej zapamiętam na długo. Oczywiście okazja nie była zbyt zobowiązująca – ot, zwykłe niskobudżetowe posiedzenie przy filmie, no ale bez żartów.

Vespral Gran Reserva Terra Alta DO 2007

Vespral Gran Reserva Terra Alta DO 2007

Najpierw wino pooddychało kilkanaście minut. Mimo to, nie uleciał z niego nieznośny zapach mocnego, domowego wina, niekoniecznie z winogron. Rozlałyśmy Vesprala do kieliszków, pracowicie nimi kręcąc co jakiś czas, żeby jak najlepiej je napowietrzyć, trwało to całkiem długo. Jednak zapach cały czas nie ustępował. Zrobiwszy łyka, poczułam głównie alkohol i owoce w wydaniu konfiturowym. Wino miało prawo być ciężkie ze względu na starzenie w beczce, ale tutaj punkt ciężkości padł na alkohol – zjawisko przeze mnie zupełnie nie zrozumiałe szczególnie, że nieraz piłam hiszpańskie wina w podobnej cenie i nie było aż tak źle.

Być może miałam pecha i trafiłam na nieudaną butelkę. Być może cała reszta w moim Lidlu była w porządku – tego nie wiem i raczej już nie chcę sprawdzać. W tym miejscu zawsze piszę o charakterystyce regionu – niech tradycji stanie się zadość. Apelacja Terra Alta leży w pobliżu wschodniego wybrzeża Hiszpnii, na południe od Katalonii i owiewana jest z jednej strony przez wiatry znad Morza Śródziemnego, z drugiej strony zaś przez masy powietrza z głębi Półwyspu Iberyjskiego. Klimat jest kontynentalny, z gorącymi latami i mroźnymi zimami. Gleby są zróżnicowane, jednak przeważają wśród nich wapienie. Udają się tam zarówno białe, jak i czerwone wina – tradycyjne garnacha (czerwona i biała), macabeu, parellada, czy samsó, a także międzynarodowe szczepy. Nie tracę więc nadziei i szukam dalej przyzwoitych Hiszpanów.

Oczy: ciemnorubinowe, nieprzejrzyste

Nos: alkohol, wino domowe

Usta: alkohol, konfitura, ciężkie

Ogólna ocena: 1/5

Merlot akurat na grilla ~ Bordeaux Merlot 2012 AC z Marks&Spencer

Traf chciał, że nabyłam to wino w M&S w cenie zniżkowej (19,95 zł) na początku stycznia, kiedy raczej słabo z grillami. Z tego powodu, nie zagryzając go karkóweczką nie miałam tyle radochy, ile mogłoby mi dać takie winno-mięsne połączenie.

Tego merlota wyprodukowała dla M&S rodzinna firma Maison Sichel w okolicy miejscowości Cénac, kilka kilometrów od Bordeaux, na prawym brzegu Garonny. Cały region Bordeaux charakteryzuje się dużym zróżnicowaniem pod względem gleb, ale najgłębsze pokłady podłoża praktycznie wszędzie są wapienne. Klimat zaś oceaniczny, pozbawiony praktycznie wpływów oceanicznych. Najogólniej możemy powiedzieć, że winogrona z lewego brzegu Garonny, głównie z cabernet sauvignon, dają cięższe i bogatsze czerwone wina z dużym potencjałem starzenia, natomiast tam, skąd pochodzi nasz merlot, króluje właśnie ten szczep w swojej codziennej, młodej i lżejszej odsłonie.

I tutaj mamy dokładnie takie lekkie, ciemnoczerwone wino o przyjemnym, prawie cukierkowym zapachu dojrzałych wiśni i śliwek. Dałam mu pooddychać i z początku wyraźnie wyczuwalny w ustach alkohol zamienił się w fajne ciepełko. Dwoma mankamentami były za słaby (czerwony) owoc i krótki finisz.

Bordeaux Merlot 2012 AC z Marks&Spencer

Bordeaux Merlot 2012 AC

Po spróbowaniu muszę powiedzieć, że nawet cena promocyjna jest trochę niewspółmierna do jakości, ale jeśli będziecie planować majówkę z grillem i spotkacie tego merlota w M&S, możecie spróbować. Mimo to nie warto dawać za niego więcej niż dwie dychy, a z tego, co pamiętam, przed przeceną kosztowało grubo ponad 20 zł.

Poza tym wąchacze będą zadowoleni, bo aromat jest najmocniejszą (choć nadal nie tak mocną) stroną tego wina.

Oczy: ciemnoczerwone, przejrzyste

Nos: dojrzałe wiśnie i śliwki

Usta: dobry alkohol, słaby owoc

Ogólna ocena: 2/5

Odgrzewany kotlet, sztuczny kompot ~ Montebuena Rioja D. O. C. 2012 z Biedronki

O ile odgrzewany kotlet jest czasem nawet smaczniejszy, niż świeżo usmażony, to w przypadku wina to określenie staje się w stu procentach pejoratywne. W odróżnieniu od „bordeaux”, o którym pisałam w poprzednim poście, tutaj nie jestem pewna, czy próbowałam rioję z 2011 roku, czy może starszą, w każdym razie z tego, co pamiętam – do spaghetti nie była zła. Biedronka znów chciała zapodać cenowy hicior, jednak tym razem okazał się on kompotem, bo tak rocznik 2012 Montebueny trzeba nazwać.

Montebuena Rioja D. O. C. 2012

Montebuena Rioja D. O. C. 2012

Nie rozwodząc się długo nad niewątpliwą urodą koloru tego wina (mój ulubiony ciemny rubin z fioletowymi refleksami) trzeba przyznać, że zapach też był całkiem przyjemny. Delikatna marmolada truskawkowo-czereśniowa to coś, co lubią zapewne nie tylko kobiety. I tyle dobrego. Na języku był już tylko alkohol i jakieś takie nieprawdziwe, sztuczne truskawki i może inne czerwone owoce. Do tego zbyt duża słodycz i za mało tanin.

Być może wino znajdzie, albo już znalazło grono swoich zwolenników (czy może raczej zwolenniczek) ze względu na delikatność i ulatujący z czasem alkohol, ale wino za 17,99 bez cienia charakteru to w moim przekonaniu nie jest coś, co powinno absorbować nasz czas, pieniądze i wątrobę.

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refkelsy

Nos: delikatny zapach, truskawki, czereśnie

Usta: alkohol, truskawki i inne czerwone owoce, sztuczny smak, słodycz, słabe taniny

Ogólna ocena: 2/5

Zdrajca w bordowej szacie ~ Chateau Barrail Bordeaux 2012 z Biedronki

Biedronka dała szansę następnemu rocznikowi Chateau Barrail. Piłam kiedyś to z 2011, ale niezbyt wyraźnie zapisało się w mojej pamięci, zapewne ze względu na swoją całkowitą nieszałowość. W każdym razie postanowiłam do niego nie wracać. I cóż – ostatnio miałam okazję spróbować jego młodszego o rok brata.

Chateau Barrail Bordeaux 2012

Chateau Barrail Bordeaux 2012

Niech nie zwiodą Was nieprzeniknione bordowe ciemności tego zdrajcy za 13,95. Nie zapowiadają elegancji – wręcz przeciwnie. Bo, o ile delikatny, czerwonoowocowy zapach jest przyjemny, to smak całkowicie przekreśla szanse tego bordeaux. Na pierwszy plan wysuwają się jakieś warzywa, a potem jest już tylko wysoka kwasowość i mocne taniny.

Tak więc, o ile rocznik 2011 w miarę nadawał się do picia do obiadu, to w przypadku tej butelki będziecie wykręcać twarz. No, chyba, że to lubicie. Ja w każdym razie mam trudności w określeniu potrawy, z którą to wino stworzyłoby smaczny duet, o piciu solo już nie wspominając.

Oczy: ciemnobordowe, prawie nieprzejrzyste

Nos: delikatne czerwone owoce

Usta: warzywa, wysoka kwasowość, mocne taniny

Ogólna ocena: 1/5

Kawaler pachnący, acz bez charakteru ~ Callia Rupes San Juan Shiraz Malbec 2012

Kolejna odsłona z nowoświatowej oferty Biedronki. Kupaż z północno-zachodniej Argentyny zaserwowała mi przyjaciółka, kiedy wybrałam się do niej na ploty. Rupesa zagryzałyśmy serem brie, orzechami włoskimi i czerwonymi winogronami i od razu powiem – pasowało.

Po nalaniu do kieliszka wizualnie wino prezentowało się zachęcająco: bardzo ciemne i nieprzejrzyste bordo z fioletowymi refleksami obiecywało intensywność aromatów i smaków. Te pierwsze, owszem, początkowo intensywne, choć z czasem ulatywały gdzieś hen z kieliszków. Dało się jednak wyczuć przyjemną mieszankę wiśni, jagód, śliwek, czekolady, a nawet cynamonu – zgodnie z zapowiedzią zamieszczoną na etykiecie. Natomiast również wymienionej w opisie lukrecji nie mogłyśmy się doszukać za nic.

Callia Rupes San Juan Shiraz Malbec 2012

Callia Rupes San Juan Shiraz Malbec 2012

Ze smakiem było już trochę gorzej: zbyt delikatna, rozwodniona, żeby nie powiedzieć – kompotowata i do tego zalatująca sztucznością powtórka ze śliwek i wiśni z odrobiną czekolady. Finisz zdecydowanie śliwkowy, lecz z czasem i on gdzieś sobie poszedł. Mimo, że aż do ostatniego łyka czułyśmy nie słabnące, wyważone taniny, Rupes w ustach okazał się winem trochę bez charakteru. Za 17,99 zupełnie nie jest wart swojej ceny. Nie odstręczał, natomiast na pewno nie przeszkadzał nam w rozmowach o życiu, miłości i innych sprawach, których przytaczanie w tym miejscu byłoby bardzo nie wskazane.

Oczy: bardzo ciemne bordo z fioletowymi refleksami

Nos: wiśnie, jagody, śliwki, czekolada, cynamon

Usta: rozwodniony, sztuczny kompot wiśniowo-śliwkowy, czekolada, wyważone taniny

Ogólna ocena: 2/5