Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Reklamy

Córka, matka i babcia ~ Trzy wina Campo Viejo

Wszyscy już chyba wiedzą, że w przypadku znakomitej większości win powiedzenie „im starsze, tym lepsze” jednak się nie sprawdza. Oczywiście zawsze jest to kwestia dyskusyjna – starsze wino, co do którego ja będę mieć zastrzeżenia (do starszych win podchodzę z niejakim dystansem), może bardzo smakować komuś innemu (na przykład fanowi likierowych czy konfiturowych aromatów spod znaku oksydacji). Trzy butelki od dużego i dobrze znanego producenta Campo Viejo z  Rioja w moim odczuciu potwierdzają prawdziwość wspomnianego powiedzenia tylko połowicznie. Jak się okazało, matka była smakowitsza od córki, zaś babcia – jak to babcia – jeszcze żywa, choć już na ostatniej prostej. Z pewnością jednak znajdzie się paru winopijców, którzy się ze mną nie zgodzą. I to jest piękne w całej tej degustacyjnej zabawie!

campo_viejo_tempranillo

Campo Viejo Tempranillo 2014
Najmłodsza, ponaddwuletnia Rioja warta jest chwili cierpliwości. Na początku bowiem w nozdrza uderza nieznośna wanilia przysypana wszakże całkiem przyjemnie pachnącymi suchymi kwiatami, miałam też skojarzenie z czekoladą z dodatkiem suszonych owoców. Z czasem aromaty się układają i odczujemy świeżą, dojrzałą wiśnię. W ustach wino jest żwawe – jeszcze zbyt żwawe, bo trochę kanciaste i niezbalansowane. Do tego dużo przypraw z nutą cukierków lukrecjowych. Nieokiełznana, wypomadowana pyskata nastolatka ubrana w mamine fatałaszki.

campo_viejo_reserva

Campo Viejo Reserva 2012
Dwa lata starsza „matka” to już nieco lepsza równowaga – powiem więcej – z picia tego wina czerpałam autentyczną przyjemność. Zarówno nos, jak i usta cieszy dojrzałymi wiśniami, śliwkami, malinami i czerwonymi borówkami podsypanymi szczyptą ziół. Odpowiednio odmierzona kwasowości nadaje lekkości całokształtowi, do tego bardzo subtelne muśnięcie odrobiną beczki. Oto przyzwoicie ubrana i umalowana kobieta, której uroda może nie zwala z nóg, ale w jej towarzystwie każdy będzie dobrze się czuł.

campo_viejo_gran_reserva

Campo Viejo Grand Reserva 2010
Prawie siedmioletnia „babcia” lata świetności co prawda ma już raczej za sobą, ale, cokolwiek zmęczona życiem, nadal zachowuje pogodę ducha. W sumie smacznym wiśniom w syropie towarzyszy w proporcji fifty-fifty mocna wanilia, która jednak ustępuje z czasem bardziej szlachetnemu aromatowi dębiny. Ta odrobinę dekadencka babcia zrobiła sobie tym razem troche za mocny makijaż, zalatuje też dość mocnym alkoholem, ale w sumie tego właśnie możemy spodziewać się po starym winie z Rioja, i to winie w starym, tradycyjnym stylu. Plusem na pewno jest dobra kwasowość, nadająca winu polotu.

Za wina bardzo dziękuję Wyborowej Pernod Ricard!

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 3: The Wine Love Gran Cerdo 2015

Pisałam wczoraj o winie od The Wine Love z regionu Rioja, która była pewnym manifestem miłosnym. Dziś wino-manifest o zgoła innym charakterze. Oto historia pewnego wkurzenia. Porządnego wkurzenia na wyrachowanych i pozbawionych wyobraźni bankierów. Oto Wielka Świnia.

gran_cerdo

Opowieść zaczyna się wtedy, kiedy winiarz Gonzalo Gonzalo ubiega się o kredyt na rozkręcenie swojej winiarni. Kolejne banki odmawiają mu jednak pożyczki tłumacząc swoją decyzje tym, że winnica nie jest warta podejmowania takiego ryzyka finansowego. W pewnej mierze możnaby się z nimi zgodzić, jednak nie zrażony tymi opiniami i porządnie wkurzony Gonzalo postanawia zadziałać na własną rękę. Z czasem udaje się mu wyprodukować kilka własnych etykiet, a tę konkretną dedykuje ludziom, którzy nie wierzyli w powodzenie jego projektu.

Gran Cerdo to stuprocentowe tempranillo, atakujace nas już od progu intensywnymi aromatami i smakami truskawek, malin i wiśni z delikatnym ziemistym niuansem. Nieco za ciepły rocznik 2015 nałożył na to wino pewien ciężar (żeby nie powiedzieć toporność), jednak dzięki dobrej kwasowości spokojnie możecie podać je do – nie inaczej – wieprzowiny, najlepiej duszonej.

Przecież żaden szanujący się winoman nie pije primitivo ~ Grande Corterosso Primitivo di Manduria z Przystanku Wino

No jasne. Primitivo jest przereklamowane, tylko parweniusze piją primitivo, primitivo to nowa kadarka, primitivo is so 2015 i tym podobne slogany. Należycie do obozu ludzi znudzonych tematem tego wszechobecnego Włocha? Was też zapraszam do lektury!

Jak wiadomo, primitivo znajdziemy praktycznie wszędzie. Sklepy winiarskie na fali zainteresowania tymi winami, wprowadzają je do swoich portfolio zapewniając sobie obroty, przynajmniej do wyczerpania zapasów primitivo. Dlaczego Polacy tak je lubią? Bo jest przyjazne, pełne smaku, bardzo pijalne, a przy tym nie budzące wstydu, kiedy chcemy napić się czegoś niezobowiązującego, ale poczciwa tania kadarka już cokolwiek nam nie leży, zresztą nikomu chyba nie muszę przypominać, że tania kadarka to ze wszech miar siara.

grande_corterosso_primitivo_di_manduria

A teraz na poważnie. W żadnym razie nie należy uważać primitivo za mniej obciachową alternatywę dla podłych tanich czerwonych win. W szczególności nie można za nią uważać kosztującego 49 zł apulijskiego primitivo di Manduria, które znajdziecie w warszawskim Przystanku Wino na Paryskiej 28. Sporo dzieje się w tym winie, choć nuty, dość typowe dla primitivo, nie należą do moich ukochanych. Zarówno w nosie, jak i w ustach, pierwsze skrzypce gra mieszanka dżemów z wiśni, kaliny, jagód, śliwek węgierek, malin i truskawek, do tego gdzieś w tle unosi się delikatna kwiatowa perfuma. Aby jednak nie było za słodko, żwawa kwasowość dodaje winu nieco werwy, choć cały efekt psuje trochę zbyt wysoki alkohol. Wreszcie na finiszu mamy ciekawą nutę popularnych cukierków tymiankowo-podbiałkowych, tych na gardło. To nie jest oczywiście maksimum możliwości primitivo, a win z tego szczepu w Przystanku Wino nie brakuje. Warto wybrać się na rekonesans i ocenić na własnym nosie i języku, nie tylko zresztą wina z południa Włoch.

Przystankowi  Wino uprzejmie dziękuję za butelkę!

Oczy: rubinowe z fioletowymi refleksami

Nos: wiśnie w syropie, kalina, jagody, śliwka węgierka, dżem truskawkowy, dżem malinowy, ziemia, kwiaty

Usta: dżem truskawkowy, dżem malinowy, cukierki tymiankowo-podbiałowe, dobra kwasowośc, wyraźny alkohol

Ogólna ocena: 3/7

Smak luksusu? ~ Château Dereszla Tokaji Aszú 5 Puttonyos 2009 z Lidla

Miara 5 puttonów często powoduje szybsze bicie serca wśród winnych entuzjastów. A jeżeli opatrzony takich wskaźnikiem tokaj kosztuje w Polsce niespełna 6 dych, takie butelki powinny szybko zniknąć z półek. Na przykład tych w Lidlu, który je nam aktualnie serwuje. No właśnie, czy na pewno każdy winopijca poleci jak w ogień za półlitrową butelką tego, chciałoby się powiedzieć, luksusowego wina, kosztującego jedyne 59,90 złotych? I to jeszcze od Dereszli? Sprawdźmy.

chateau_dereszla_tokaji_aszu

Bladozłoty słodziak pachnie całkiem bogato, bo najpierw tańczy nam w nosie mieszanka suszonych moreli, pomarańczy, jabłek i gruszek, nawet coś w rodzaju dżemu z renklod. Potem miód i przyjemna herbaciana nuta. Chciałoby się wywąchać klasyczny i dość oczywisty w przypadku wina tego rodzaju botrytis, ale niestety, nie tu. W ustach mamy bardzo dobrą równowagę między rozlewającą się leniwie słodyczą a przywracającą ją do pionu cytrusową kwasowością. Mimo to subtelność i dość filigranowe ciało mocno rozczarowuje. Ktoś nazwie to finezją i elegancją, ja z kolei uważam, że winu brakuje ciała.

Jak na 5-puttonowego tokaja aszú to wino ma ekspresję dość zachowawczą. Nie jest tak intensywne, jak potrafią być dobre i bardzo dobre egzemplarze win tego typu. No i nie zagryzajcie tego tokaja żadnym serem pleśniowym, choć często możemy spotkać się z taką rekomendacją. Ja spróbowałam go z gorgonzolą i okazało się, że delikatna paleta smaków w winie gdzieś uleciała, z drugiej strony słodycz tokaja zupełnie wyzerowała intensywność sera. Spróbujcie sparować go z szarlotką, makowcem lub crème brûlée – takie połączenia będą dużo bardziej udane.

Wino otrzymałam do degustacji od importera – dziękuję!

Oczy: jasnozłote

Nos: suszone morele, pomarańcze, jabłka i gruszki, dżem z renklod, miód, herbata

Usta: słodycz, wysoka kwasowość, cytrusy, miód, herbata

Ogólna ocena: 4/7

Spotkało się Bordeaux z Loarą ~ Dwa wina z francuskiej oferty Lidla

Dwa zgoła różne wina, dlatego nie będę oceniać, które jest lepsze od drugiego. Mogę jednak z grubsza nakreślić Wam, co to znaczy być muscadetem sur lie z Doliny Loary i co to znaczy być klasycznym bordoskim kupażem oraz jak się do tego mają nasze dwie butelki z aktualnej oferty win francuskich, którą znajdziecie w Lidlu. Zobaczcie, co wywąchałam i wysmakowałam, kiedy wina znalazły się w moim kieliszku.

muscadet_sevre_et_maine_sur_lieDomaine Gandais Muscadet Sèvre et Maine Sur Lie La Grande Réserve 2014
Wino o strasznie długiej nazwie i etykiecie godnej stołu weselnego, ale nie ma się czego bać, bo butelka, jak na taką jakość jest naprawdę tania i warta również tych codziennych, niezobowiązujących okazji. Dominują w tym winie czyste aromaty cytryn i limonek wraz ze skórkami, do tego banany, delikatna  słonawość, mokra kreda i lekka nuta drożdżowa. I właśnie – ten ostatni niuans pochodzi z tego, że wino po fermentacji pozostało przez pewien czas na osadzie z martwych drożdży – nazywamy tę metodę sur lie i dzięki niej wino z jednej strony zyskuje świeżość, z drugiej nieco ciała i – w najlepszych wypadkach – potencjał starzenia. Tym wszystkim charakteryzują się dobre wina z apelacji Muscadet Sèvre et Maine. Wy jednak nie zawracajcie sobie głowy starzeniem tego wina i pijcie je teraz – doskonale złagodzi efekty nadciągających upałów. Polecam szczególnie do świeżych serów i ryb, również tych grillowanych. Cena: 19,99 zł


chateau_calet_cotes_de_bordeauxChâteau Calet Blaye Côtes de Bordeaux 2012

Ta butelka wypada już trochę gorzej. Niby jest sporo owocu (klasyczna mieszanka wcale świeżych wiśni, czereśni, porzeczek i śliwek), dość gładkie taniny i dobra kwasowość. Mimo wszystko brakuje temu winu ciała, a co za tym idzie – jakiegokolwiek finiszu. Uczciwe czerwone Bordeaux powinno jednak być takim winem, o którym można by porozmawiać przy obiedzie, które pozostawia po sobie jakiś wart refleksji posmak. A tak, Château Calet w zasadzie smakuje dobrze, ale jest dobre do picia bez zastanowienia. Jego krótkość i wątłość może tłumaczyć niższej rangi apelacja Côtes de Bordeaux, ale w takim wypadku wydaje mi się, że butelka nie powinna kosztować w dyskoncie prawie 30 zł. Wino jest bardzo uniwersalne gastronomicznie, zgodzi się z wszelkimi serami i mięsami, jednak w granicach trzech dych rozejrzałabym się za czymś innym. Wybór pozostawiam Wam. Cena: 27,99 zł

 

Wina otrzymałam do degustacji od Lidla, za co uprzejmie dziękuję!

Białe wagi lekkiej ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 2

W poprzednim odcinku opisałam dla Was pięć czerwonych win i jedno różowe, które niedawno pojawiły się na półkach Faktorii Win. Dla przypomnienia – butelki należą do kolekcji Standard Plus, którą znajdziecie w na faktoriowych półkach w większych miastach naszego kraju. Dzisiaj na tapecie mamy sześć białych, doskonale wpisujących się w coraz cieplejszą aurę win. No to bez zbędnych dodatkowych słów wstępu, przystąpmy do części mokrej.

Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sèvre et Maine AOP 2014
muscadetŚwieżutkie wino, pachnące i smakujące tak, jak wino na upał smakować powinno, czyli kwaśnymi cytrusami (cytryna, limonka) razem ze skórkami i mokrymi kamieniami. W ustach z jednej strony słonawe, a z drugiej tłustawe, co kwalifikuje Les Roches Noires jako dobrego towarzysza dla wszelkich ryb (choć może nie smażonych) i koziego sera. Cena: 24,99 zł

Thummerer Bokréta Cuvée
Pierwsze z thummererdwóch win węgierskich. Pachnie cytrynowo-morelowo-kwiatowo, w ustach dodatkowo pojawiają się kwaśna antonówka. Cokolwiek ćwierćwytrawne, co może spodobać się części z Was, choć mnie nie urzekło. Brakuje mi też trochę kwasowości, która zrównoważyłaby  te wszystkie słodkie owoce. Gdybym miała wybierać, wybrałabym poprzednika. Cena: 24,99 zł

Rina Ianca Grillo + Viogner Terre Siciliane IGP
grillo_viognierZa to wino z nieco wystraszonym lisem na etykiecie musimy zapłacić dziewięć złotych więcej od dwóch poprzednich, ale trzeba przyznać, że w tej włoskiej mieszance grillo i viogniera jednak więcej się dzieje. Mamy tu dojrzałe egzotyczne owoce spod znaku mango i mandarynki, a do tego miód i wanilia. Podoba mi się krągłość, pewien ciężar tego wina i lekko goryczkowy finisz. Spróbujcie je do pieczonych ryb, owoców morza lub drobiu. Cena: 33,99 zł

Kressmann Monopole Bordeaux AOC 2014
Jeśli dorzucimykressmann jeszcze złotóweczkę, dostaniemy lekkie, ale całkiem eleganckie kwiatowo-cytrynowe białe Bordeaux. W ustach jest bogatsze, niż w nosie, bo wyczujemy więcej egzotyki – słodkiego ananasa, mango i nie pozbawioną dobrej kwasowości gładką teksturę. Myślę, że cena nie jest zbyt przesadzona jak na taką jakość, wino jest zupełnie przyzwoite. Cena: 34,99 zł

Szöllősi Sauvignon Blanc Neszmely
sauvignon_blancDrugi Węgier to całkiem złożone Sauvignon Blanc, bo oprócz (dość schowanego) flagowego aromatu agrestu wyczuwalne są tu jeszcze gruszki, słodki grejpfrut i jabłka. Usta są przede wszystkim owocowe, gdzieś w tle majaczy nieśmiało mineralność, brakuje też trochę kwasowości dla uzyskania równowagi w winie. Niemniej jest całkiem przyjemne i można je pić nawet solo, choć jak na wino tarasowe jest jednak trochę za drogie. Cena: 36,99 zł


McPherson Vitage Secret Chardonnay South Eastern Australia 2014
Chardonnay w swojej ciepłej, lekko vintage_secret_chardonnaybeczkowej odsłonie. Pachnie i smakuje jabłkami, kwiatami jabłoni, brzoskwiniami, koszem owoców tropikalnych, a to wszystko podbite fajną kwasowością. Gdyby to wino miało jeszcze tylko nieco więcej ciała, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Cena: 49,99 zł

Jeśli sami sprawdzicie te butelki, łatwo zauważycie że białe wina z kolekcji Standard Plus Faktorii Win mają jeden element wspólny – wszystkie są mniej lub bardziej orzeźwiające. Są więc idealne na lato, na grilla, a niektóre do picia solo. Żeby jednak nie było tak kolorowo – nie wszystkie reprezentują dobrą relację ceny do jakości. Powiedziałabym, że ceny tych butelek utrzymują się na maksymalnym akceptowalnym poziomie. Co kto woli – ja w każdym razie zachęcam do testowania!

Piłam na koszt Faktorii Win, za co uprzejmie dziękuję.

Pięć czerwieni i jeden róż ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 1

Wiosenno-letnia oferta Faktorii niedawno trafiła na półki. Dla przypomnienia – półki te znajdziecie w wielu mniejszych i większych supermarketach. Otrzymałam na warsztat – za co uprzejmie importerowi dziękuję – porcję win z kolekcji Standard Plus, dostępnej w większych miastach. Dlaczego Standard Plus? Dlatego, że jakość tych win – przynajmniej w teorii – jest nieco wyższa od przeciętnej i ma zaspokoić ciekawość średniozaawansowanych winopijców, którzy chcą poszerzyć swoje winne horyzonty. Albo jeszcze nie wiedzą, że chcą. Przedstawiam Wam pięć win czerwonych i jedno różowe.

Casal Garcia Vinho Verde DOC
vinho verdeDziewczyńskie w stylu Vinho Verde o kolorze, który niektórzy nazywają „randkowym”. Żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Wino zawiera dokładnie taki zestaw cech, jakiego oczekuję od Vinho Verde, czyli bujnego, soczystego czerwonego owocu (poziomki, truskawki, wiśnie), orzeźwiającej kwasowości i leciutkiego musowania na języku. Jak sama fraza na etykiecie anonsuje – fresco e frutado, natomiast z popularnym płynem alkoholowym o nazwie Fresco to wino nie ma nic wspólnego. To nic, że rocznika brak. Jedyne, co może przeszkadzać to nieco zbyt wysoka jak na Vinho Verde cena, ale jest pysznie Cena: 24,99 zł

Torre Oria Gran Reserva 2009
Nie ma wina ze średnio-niskiej półki, torre oria gran reservaktórego bałabym się bardziej, niż to, które ma na etykiecie napis gran reserva. Szczególnie, jeśli pochodzi z Hiszpanii i ma więcej niż pięć lat. Z prawdziwą bojaźnią podeszłam więc do tej butelki. Kolejny Hiszpan w ofercie kłania się wszystkim miłośnikom beczki, nie jest jednak pozbawiony owocu – mamy tu kombinację jagód, śliwki i czereśni z domieszką pieprzu. Pierwszego dnia wybijająca się na pierwszy plan dębina była dość nieznośna, ale na drugi dzień stała się już przyjemnym dodatkiem. Po otwarciu więc dajmy winu co najmniej parę godzin oddechu. Jeśli Torre Oria ma towarzyszyć uczcie, to na pewno udźwignie solidniejsze potrawy, jak wszelkie pieczenie w gęstych sosach. Cena: 23,99 zł


Colpasso Nero d’Avola Terre Siciliane IGP

colpassoWino bez rocznika, na co instynktownie zareagowałam dość podejrzliwie. I faktycznie, anonsowana na etykiecie intensywność doznań nie była aż tak…intensywna. Jak na wino z ciepłej Sycylii wyprodukowane z suszonych winogron, owoc jest dość świeży, a i ciało i taniny w miarę lekkie. Zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam maliny śliwki, jeżyny, jagody, faktycznie trochę suszonych śródziemnomorskich ziół. Kompleksowość więc jest, ale w dość subtelnym wydaniu, dzięki czemu wino będzie elastycznym towarzyszem wielu potraw. Podawajcie do wszelkich pieczonych i grillowanych z ziołami mięs, dobrze przyprawionych makaronów i dojrzałych serów. Cena: 29,99 zł

Niche de Torre Oria Bobal Valencia DOP 2013
Bardzo lubię rdzennie hiszpański szczep bobal za jego wigor,torre oria niche gęstość i bogactwo soczystych owoców. Jeśli dać mu czas w beczce czy w butelce, w najlepszych przypadkach potrafi rozwinąć złożony bukiet czekoladowo-ziołowych aromatów. Akurat to wino jest bardziej owocowe niż jakiekolwiek inne, ale dało się zauważyć w nim gdzieś głębię z spod znaku gorzkiej czekolady. Pełno tu owoców leśnych, czereśni i wiśni podkreślonych sporą dawką aksamitnych tanin i zrównoważonych kwasowością. Ja akurat piłam je do samych oliwek, ale wino aż prosi się o przegryzienie soczystym pieczonym czerwonym mięsem w aromatycznym sosie. Bardzo udana butelka w bardzo dobrej cenie, mój zdecydowany faworyt. Cena: 34,99 zł

La Cuvée Mythique
cuvee mythiqueStylowa butelka z uroczą sową przywodzącą na myśl film Zmierzch tytanów kryje w sobie ciemnorubinowe wino będące czystą ekspresją czerwonych porzeczek, jeżyn i wiśni. Nie jest więc aż tak tytaniczne ani poważne, choć tego raczej po winie z Langwedocji-Roussillon nie należy oczekiwać. Wino jest z jednej strony soczyste, z drugiej całkiem gładkie. Bardzo elastyczne gastronimicznie, Mythique będzie bezpiecznym rozwiązaniem na prezent czy bardziej odświętny obiad. Cena: 49,99 zł

Sudomir Rubin Winnica Płochockich Polska XIII
Po raz kolejny brawo dla Państwa sudomir rubinPłochockich, a dla Faktorii chwała, że wprowadzają polskie wina w szerszy obieg. O tym winie w samych superlatywach pisałam zresztą już ponad rok temu. Sudomir Rubin w kolorze – a jakże – krwiście rubinowym pachnie i smakuje świeżymi i soczystymi leśnymi jagodami, jeżynami, czerwoną porzeczką, ma też odrobinę kwiatowe tło. Wino jest raczej lekkie i z dobrze zaznaczoną kwasowością i nie narzucającymi się taninami, dlatego możecie je podać do łagodnie potraktowanych mięs, od tatara wołowego po wszelkie pozbawione zawiesistych sosów pieczenie. Cena zapewne trochę zaporowa, jednak na specjalną okazję lub na prezent – zdecydowanie polecam. Cena: 59 zł

Podsumowując czerwono-różową kolekcję Standard Plus, generalnie jest zupełnie dobrze i możecie odetchnąć z ulgą, choć – przynajmniej w przypadku win z czerwonej części kolekcji te naprawdę smaczne nieznacznie albo znacznie przekroczyły magiczną granicę trzech dych. A relacja z części białej po długim weekendzie.

Na wiosnę ładną i nieładną ~ Dwa wina hiszpańskie z Lidla

Myślicie, że pogoda zmierza ku nieuchronnej poprawie z powodu zbliżającego się wielkimi krokami lata? Nie chcę siać defetyzmu, ale chyba jednak jeszcze trochę sobie poczekamy, bo w połowie maja ledwie 20 stopni Celsjusza raczej nas nie urządza. No, chyba że nie stanowi dla Was problemu grillowanie w ciepłej bluzie i jeszcze cieplejszych spodniach, co by wilka nie złapać. Na szczęście przynajmniej podczas ostatniej, bardzo udanej pogodowo, towarzysko i podróżniczo majówki, spędziłam czas tak, jak trzeba. Między innymi skorzystałam z dobrodziejstw oferty Sol&Mar i otworzyłam dwa iberyjskie wina z Lidla. Obie butelki zaoferowały mi, co następuje:

rias_baixasSalneval Barrica Val do Salnés Rías Baixas DO 2013
Numer jeden to całkiem złożone i zdecydowanie cieliste wino ze szczepu Albariño, czyli czołowej białej odmiany z bardzo przeze mnie lubianego regionu Rías Baixas, słynącego z rześkich, ale cielistych białych win. Jasnozłote w kolorze, ładnie pachniało słodkimi owocami egzotycznymi, jak morele czy banany, ale też nieco kwaśnym jabłkiem, a to wszystko z odrobiną zapachu morskiej bryzy. Podobne rzeczy działy się w ustach, choć największą przyjemność sprawił mi trochę surowy, jakby apteczny smak i tłustawość wina będąca zasługą zarówno szczepu, jak i użycia beczki. Wino ładnie zagrało ze skorupiakami w oleju, które możecie kupić w Lidlu. Idąc tym tropem, Salneval poleciłabym Wam też do tłustych ryb, jak łosoś czy makrela, czy to grillowanych, czy to smażonych. Daję temu winu silną czwórkę, choć przyznam, że biorąc pod uwagę dobrą cenę – 34,99 zł – ręka wahała mi się przed postawieniem najwyższej oceny. Warto wiedzieć, że wina z Rías Baixas tanie nie bywają. Łapcie więc okazję póki jest, zdecydowanie polecam.

Oczy: jasnozłote

Nos: morele, banany, jabłka, mineralność

Usta: morele, banany, jabłka, nuty apteczne, mineralność

Ogólna ocena: 4/5

aragoniaAragonia Seleción Especial 2012
Numer dwa to czerwień z Aragonii, stuprocentowa Garnacha. I, jak to Garnacha, jest nie za ciemna w kolorze, a pachnie i smakuje dojrzałymi czerwonymi owocami – przede wszystkim wiśniami i malinami. W tym winie również użyto beczki, bo zarówno w nosie, jak i na języku da się wyczuć dość wyraźną dębinę. Dla niektórych być może aż zbyt wyraźną. Jedyne, co mi się w Aragonii nie spodobało to niefajne, suche taniny, które zamiast aksamitnie pieścić podniebienie, w dość nieprzyjemny sposób je wysuszały i nie zachęcały nawet do zagryzienia wina czymkolwiek. Muszę jednak przyznać, że nie dałam winu zbyt dużo czasu, być może na drugi dzień, albo choćby po paru godzinach napowietrzania byłoby lepsze. Pozostawiam Wam decyzję, czy warto to sprawdzić. A jeśli pokusić się o jakieś kulinarne towarzystwo…może warto zjeść do tego wina jakąś pizzę albo wziąć butelkę na grilla? Tłuste, dojrzałe sery też mogą być dobre. Nadal jednak ewentualna porażka może być dotkliwa, bo Garnacha z Aragonii kosztuje aż 59,90 zł. Ja za niewartą ceny prostotę, nieszczęsne suche taniny i krótki finisz, wbrew zachwytom mojej blogerskiej braci (tu albo tu), daję temu winu tylko trójkę.

Oczy: rubinowe

Nos: wiśnie, maliny, beczka

Usta: wiśnie, maliny, beczka

Ogólna ocena: 3/5

 

A za wiosenny napitek i strawę Lidlowi uprzejmie dziękuję!

Wytrawny markiz na co dzień ~ Marques de Borba Alentejo DOC 2014

Winiarską Portugalię zdecydowanie warto odkrywać region po regionie. Literalnie, każdy region. A to dlatego, że każdy region, jak kraj długi i (niezbyt) szeroki, Portugalia ma dla nas coś ciekawego i smacznego do zaoferowania. Szczególnie że stosunkowo łatwo jest dostać w Polsce portugalskie wino, które reprezentuje dobrą albo bardzo dobrą relację ceny do jakości. W dużej mierze tak było w przypadku tej butelki, która stanowi stałą ekspozycję w Biedronce, a możecie kupić za 29,99 zł.

marques de borba

Mamy tu mieszankę czterech czerwonych szczepów: hiszpańskie Alicante Bouschet i Aragonez (szerzej znanego jako Tempranillo) oraz portugalskich Trincadeira i Touriga Nacional. Aromaty intensywnie rubinowego Markiza stoją pod znakiem skórzastości i mięsności. Do tego całkiem czysty konfitura wiśniowo-malinowo-śliwkowa. W ustach jest już bardziej świeżo i soczyście, mamy dojrzałą  śliwkę, choć taniny są cokolwiek za suche. Najwyraźniej dała się we znaki fermentacja w małych beczkach. Dla eksperymentu można dać winu rok, żeby sprawdzić, czy taniny się wygładzą, choć wydaje mi się, że taki zabieg może nie zdać egzaminu. A czym zagryźć tego Portugalczyka? Przede wszystkim mięsem w każdej postaci, choć unikałabym delikatnie przyrządzonych mięs białych. Będzie pasować do dojrzałych serów.

Producentem Marques de Borba jest duża i znana winiarnia João Portugal Ramos Wines z regionu Alentejo. O regionie możecie przeczytać na przykład w serwisie Vinhos do Tejo, czyli Wina z Tejo. Ciekawostką, jaką możemy wyczytać z serwisu jest informacja, że owoce, z których powstało to wino były własnonożnie ugniatane przez pracowników winiarni. Jeśli jesteście zainteresowani – wino czeka na was na Biedronkowych półkach.

Importerowi uprzejmie dziękuję za udostępnienie wina do degustacji.

Oczy: rubinowe

Nos: nuty zwierzęce, konfitura wiśniowa, malinowa, śliwkowa

Usta: śliwka, dębina, dobra kwasowość, suche taniny

Ogólna ocena: 3/5