Na różowo i z charakterem ~ Braun Sankt Laurent Rosé 2015 z 13 Win

Butelkę różowego Sankt Laurenta ze znajdującej się w niemieckim Palatynacie winiarni Braun ten czy ów dżentelmen z okazji Dnia Kobiet mógłby kupić damie, która zasługuje dziś na okazanie jej przyjaźni, szacunku, miłości, czy wszystkiego na raz (zresztą, która kobieta na to wszystko nie zasługuje!?). Jeżeli natomiast w otoczeniu damy brakuje takowego dżentelmena, sama ze spokojem może się zaopatrzyć w to rosé w warszawskim sklepie 13 Win za przyzwoite 37 zł. Bo ten róż zdecydowanie nie jest tanim, landrynkowym różem dla dziewczynek.

braun_rose

Wręcz przeciwnie. Możemy to stwierdzić już po intensywnym i głębokim kolorze, który być może bardziej jest zbliżony do czerwieni jasnej i soczystej, jak usta Marylin Monroe. W nozdrza udejrzają zmysłowe aromaty kwiatów, malinowego chruśniaka i innych owoców leśnych, jak jagody, czy poziomki. Głębi i charakteru bukietowi dodaje delikatny ziemisty niuans. To, co dzieje się w ustach jawi mi się jako kobieta kompletna. Z jednej strony mamy miękki, soczysty czerwony owoc i subtelnie krągłe ciało. Z drugiej – żywą kwasowość, zadziorną pikanterię i ciekawe, nieco ziarniste taniny. To wino jest jednocześnie pełne życia i elegancji, nie pozwala też długo o sobie zapomnieć. Zupełnie, jak silna, spełniona kobieta.

Oczy: ciemny róż

Nos: maliny, liście, jagody, poziomki, kwiaty, ziemia

Usta: malina, wiśnia, czereśnia, truskawka, kwasowość, ciało, długi finisz

Ogólna ocena: 6/7

Reklamy

Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Dla odmiany ~ Bri Rosat del Celler de l’Era DO Montsant 2014

A raczej dla dwóch odmian, bo to „różowe” wino jest zrobione w 70% z syrah, resztę stanowi grenache. „Różowe” w cudzysłowie, bo jego intensywny kolor wpłynął na decyzję producenta, że ostatni raz zostało nazwane rosat, czyli różowym właśnie. Na etkiecie następnego rocznika przeczytamy już claret i ta nazwa z pewnością będzie miała większy sens. Kolor tego katalońskiego kupażu bardziej skłania się ku apetycznej jak usta pin up girl czerwieni, niż różowi.

bri_rosat

Zanim jednak opowiem, jak wino zachowuje się – no właśnie – w ustach, parę słów o nosie. Producent wspomina o aromacie truskawek, jednak Bri w moim odczuciu jest bardziej zadziorne i pachnie raczej kwaśną wiśnią, jeżyną, sosem balsamicznym i czarnym pieprzem, wykryłam nawet niuans pieczonego mięsa. Natomiast usta są nieco bardziej krągłe i „kobiece” – więcej tu czereśni, niż wiśni, do tego dojrzałe maliny, a równoważy je żwawa kwasowość ze szczyptą pieprzu i soli.

Winnice Celler de l’Era leżą w katalońskiej apelacji Montsant, która okala słynny Priorat. O intensywności aromatów, sporym ciele, ale też swoistej elegancji tamtejszych win decydują czarne łupkowe gleby zwane licorella (w myśl chyba nieco na wyrost ukutego powiedzenia, że na łupkach każde wino na pewno świetnie się uda), ale też – co często ważniejsze – winifikacja. Ręcznie wyselekcjonowane i nie zmiażdżone owoce obydwu odmian winorośli były krótko (i osobno) fermentowane w stalowych kadziach, po czym wino już jako nietknięty beczką kupaż trafiło do butelek. Dzięki temu udało się w nim przemycić zarówno wyrazisty charakter odmian syrah i grenache, jak i cechy apelacji, która tylko w ilości wspomnanych łupków ustępuje bardziej prestiżowemu sąsiadowi zza miedzy, Prioratowi. Wino jest intrygujące, a jednocześnie nadaje się do szerokiej gamy dań, głównie tych na bazie białego mięsa, ale możnaby je też podać do co tłustszych ryb, nie mówiąc już o serach.

O Bri Rosat pytajcie importera Bon Wino, któremu bardzo dziękuję za udostępnienie wina do degustacji!

Oczy: jasnoczerwone, przezroczyste

Nos: wiśnie, jeżyny, balsamico, balsamico, pieczeń

Usta: wiśnie, czereśnie, maliny, pieprz, słonawe, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 6/7

Przecież żaden szanujący się winoman nie pije primitivo ~ Grande Corterosso Primitivo di Manduria z Przystanku Wino

No jasne. Primitivo jest przereklamowane, tylko parweniusze piją primitivo, primitivo to nowa kadarka, primitivo is so 2015 i tym podobne slogany. Należycie do obozu ludzi znudzonych tematem tego wszechobecnego Włocha? Was też zapraszam do lektury!

Jak wiadomo, primitivo znajdziemy praktycznie wszędzie. Sklepy winiarskie na fali zainteresowania tymi winami, wprowadzają je do swoich portfolio zapewniając sobie obroty, przynajmniej do wyczerpania zapasów primitivo. Dlaczego Polacy tak je lubią? Bo jest przyjazne, pełne smaku, bardzo pijalne, a przy tym nie budzące wstydu, kiedy chcemy napić się czegoś niezobowiązującego, ale poczciwa tania kadarka już cokolwiek nam nie leży, zresztą nikomu chyba nie muszę przypominać, że tania kadarka to ze wszech miar siara.

grande_corterosso_primitivo_di_manduria

A teraz na poważnie. W żadnym razie nie należy uważać primitivo za mniej obciachową alternatywę dla podłych tanich czerwonych win. W szczególności nie można za nią uważać kosztującego 49 zł apulijskiego primitivo di Manduria, które znajdziecie w warszawskim Przystanku Wino na Paryskiej 28. Sporo dzieje się w tym winie, choć nuty, dość typowe dla primitivo, nie należą do moich ukochanych. Zarówno w nosie, jak i w ustach, pierwsze skrzypce gra mieszanka dżemów z wiśni, kaliny, jagód, śliwek węgierek, malin i truskawek, do tego gdzieś w tle unosi się delikatna kwiatowa perfuma. Aby jednak nie było za słodko, żwawa kwasowość dodaje winu nieco werwy, choć cały efekt psuje trochę zbyt wysoki alkohol. Wreszcie na finiszu mamy ciekawą nutę popularnych cukierków tymiankowo-podbiałkowych, tych na gardło. To nie jest oczywiście maksimum możliwości primitivo, a win z tego szczepu w Przystanku Wino nie brakuje. Warto wybrać się na rekonesans i ocenić na własnym nosie i języku, nie tylko zresztą wina z południa Włoch.

Przystankowi  Wino uprzejmie dziękuję za butelkę!

Oczy: rubinowe z fioletowymi refleksami

Nos: wiśnie w syropie, kalina, jagody, śliwka węgierka, dżem truskawkowy, dżem malinowy, ziemia, kwiaty

Usta: dżem truskawkowy, dżem malinowy, cukierki tymiankowo-podbiałowe, dobra kwasowośc, wyraźny alkohol

Ogólna ocena: 3/7

Anioł tasmański ~ Pure South Pinot Noir Tasmania 2013

To wino przyjechało do nas z drugiego końca świata, i to nawet nie z tak dobrze nam znanej Australii, ani nawet z Nowej Zelandii, skąd wina są z definicji drogie. Mamy tu, proszę Państwa, wino z Tasmanii, z ojczyzny najsłynniejszego drapieżnego torbacza. Pinot Noir musi być drogi, bo jest to bodaj najbardziej kapryśny i najtrudniejszy w uprawie szczep na świecie, a jeśli taka butelka przyjechała do nas z Antypodów, cena wina jest dodatkowo podbita. Dodatkowo mamy tu wino od uznanego producenta, Josepha Chromy’ego. Jednak tak udany egzemplarz naprawdę jest wart większej sumy. Tak właśnie jest w przypadku kosztującego 69,99 zł Pure South z Marks&Spencer. Porównując z cenami innych Pinot Noir, cena ta wcale nie jest taka wygórowana.

pure south tasmania pinot noir 2013

Jak każdy Pinot Noir, Pure South ma przejrzyście rubinową barwę. Pachnie świeżymi, dojrzałymi owocami leśnymi, kwiatami i…marcepanem. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale właśnie taki aromat zlokalizowałam. Chętnie dowiem się, co Wy wywąchaliście w tym winie. Chętnie dowiem się też, co wysmakowaliście, bo według mnie w Pure South znajdziecie – znów – intensywne owoce leśne, ale też charakterystyczne dla Pinot Noir wiśnie. Ciekawe są majaczące gdzieś w tle dymne, pochodzące z beczki nuty. W owocową sałatkę ładnie wstrzeliwuje się dobra kwasowość. Taniny są niezbyt intensywne, ale ta cecha, przy lekkości, owocowości i kwiatowości Pinotów jest zdecydowanie zaletą.

Jaka jest winiarska Tasmania? Jeśli chodzi o podział na regiony winiarskie, można by rzecz, że dość grubo ciosana. Na wyspie mamy bowiem dwie strefy: Tasmanię Południową i Tasmanię Północną. Nie ma żadnych podregionów, ani tym bardziej apelacji. Nie znaczy to jednak, że pod względem różnorodności geograficznej i terroirs Tasmania jest równie uboga. W żadnym wypadku! Warto przyglądać się rozwojowi przemysłu winiarskiego tej wyspy, bo mnogość mikroklimatów i ciągłe poszukiwania idealnego mariażu odmiany z siedliska nieuchronnie prowadzą do wytworzenia bardziej złożonej struktury regionów i apelacji winiarskich. To jest tylko kwestia czasu. Jedno jest pewne: w większości obszarów kapryśny Pinot Noir czuje się jak u siebie w domu. Na pewno jednak warto spróbować tasmańskich Rieslingów, Chardonnay, Pinot Gris, a nawet ciepłolubnych Zinfandeli, Merlotów, Cabernet Sauvignon czy Shirazów. Jest co odkrywać!

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: owoce leśne, kwiaty, marcepan

Usta: owoce leśne, wiśnie, dym, dobra kwasowość, subtelne taniny

Ogólna ocena: 5/5

Rybę do tej Casablanki! ~ Aresti Chardonnay Reserva Special Release Casablanca Valley 2013 z Winkolekcji

Czy poleciłabym to wino do wieczoru ze słynną „Casablanką” w reżyserii Michaela Curtiza? Nie wiem, ale piernik raczej nijak będzie się miał do wiatraka. Zupełnie nie te klimaty pomimo skojarzeń słownych z miejscem pochodzenia Aresti, czyli Doliną Casablanca. Polecam to wino natomiast do morskiej ryby, na przykład mintaja złowionego w okolicach Alaski, czyli na totalnie drugim końcu świata w stosunku do miejscem produkcji naszego chardonnay. Mintaja ugotowałam na parze i przyprawiłam li tylko sosem sojowym. Do tego prosta surówka z sałaty okraszonej oliwą z oliwek i posypanej czarnym sezamem. To była kolacja, więc ryż czy ziemniaki już sobie darowałam, który oczywiście można zaserwować na obiad. Albo kolację, jak kto woli.

Aresti Chardonnay Reserva Special Release Casablanca Valley 2013

Aresti Chardonnay Reserva Special Release Casablanca Valley 2013

Ale co do wina. Kupiłam je przy okazji Wielkiej Wiosennej Degustacji w Winkolekcji za 31,20 złi była to cena zrabatowana o 20% przy tamtej okazji. Posmakowało mi wtedy samo w sobie. Słomkowo-zielone chardonnay pokazało bogaty i intensywny nos: ananasy, cytrusy, wanilię, miód. Importer pisze też o kawie – może i coś w tym jest. Z kolei smaki, jakie znalazłam w tym gładkim, średnio kwasowym Aresti to powtórka z wyżej wymienionych owoców, jednak w bardziej subtelnym wydaniu. Do tego delikatny chlust mineralności, przyjemny alkoholowy niuans i całkiem długi finisz. Jednak pełne walory Aresti doceniłam dopiero w towarzystwie białej ryby i w takim połączeniu szczerze Wam je polecam. Wino pięknie „przyprawiło” delikatną potrawę i uwydatniło jej cechy. A na koniec łyżka dziegciu. Czytam na kontretykiecie: „The wine displays aromas of red fruit, ripe plum (…)”, dalej jest już w zasadzie prawidłowo. Nie doszukałam się w tym chardonnay niczego czerwonego. Może jakiś błąd w druku? Może akurat mojej butelce wyjątkowo przydarzył się taki wypadek przy pracy? Jeśli trafiłam na felerny (tudzież unikatowy!) egzemplarz, to zachowam go sobie na pamiątkę.

Wiemy już, że mamy do czynienia z chardonnay z Chile. Dodam, że z chardonnay starzonym we francuskich beczkach. Producent tego wina to Aresti Wine S. A., który tworzy je w Dolinie Casablanca w regionie Aconcagua. Jesteśmy więc w samym centrum kraju. Słoneczny, ale chłodny klimat dzięki wpływowi Oceanu Spokojnego sprzyja uprawie białych odmian jak sauvignon blanc czy chardonnay, ale też nie lubiącego upałów, czerwonego pinot noir. Przeważającymi glebami w tamtym regionie są piaszczyste gliny, które zapewniają dobry drenaż wody. Z rześkiego regionu mamy więc odpowiednio rześkie, ale umiarkowanie kwasowe chardonnay, które najlepiej sprawdzi się w towarzystwie lekkiego posiłku.

Casablanca Valley

Klucz do winiarskiego sukcesu w Dolinie Casablanca, czyli poranne mgły – ślad chłodzącego wpływu Pacyfiku. © mcabello-sommelier.blogspot.com

 Oczy: słomkowo-zielone

Nos: ananas, banany, cytrusy, wanilia, miód

Usta: średnia kwasowość, ananas, cytrusy, kremowe, długi finisz

Ogólna ocena: 4/5