Priorat i francuski miks ~ Dwa wina De Muller

Jedni mówią, że kluczem do sukcesu jest doskonalenie się w jednej, bardzo konkretnej sferze działalności. Inni twierdzą coś zgoła odmiennego – należy być elastycznym i otwartym na nowe doświadczenia i eksperymenty. Wychodzę z założenia, że obydwa sposoby są równie dobre, jeżeli tylko którykolwiek z nich przyniesie oczekiwane rezultaty. Działający w dwóch katalońskich regionach – Tarragonie i Prioracie – producent De Muller należy do grona winiarzy produkujących swoje wina według tego drugiego modelu. O jednym smacznym winie musującym pisałam niedawno. De Muller, oprócz białych musujących win, produkuje też wina spokojne we wszystkich kolorach – od wytrawnych po likierowe, wzmiacniane i wreszcie wermuty. Dziś opowiem Wam o dwóch czerwieniach z tej winiarni.

priorat

De Muller Priorat Criança 2012
Jak sama nazwa wskazuje, przydomek crianza ma nam sugerować raczej młodzieńczy styl wina, a więc dominację owocu i żwawą kwasowość. Ten kupaż (60% garnatxa, 20% cariñena oraz po 10% merlot i syrah) z bodaj najmodniejszego regionu w Hiszpanii (a nawet na świecie) faktycznie jest świeże, niezbyt mocne, ale jednocześnie wykazuje cechy charakterystycznej dla win z tego regionu lekko „ziemistego”, eleganckiego sznytu. Wino ma już ponad cztery lata, jednak tę jego właściwą crianzy młodzieńczość odczujemy w intensywnym owocu i jednocześnie przyjemnym, choć nie korpulentnym ciele. Spokojnie można by mu dać jeszcze rok czy dwa. Bardzo przyzwoita jak na Priorat cena sprawia, że nic, tylko brać. Do czerwonych mięs – zdecydowanie! Cena: 66 zł

porpores

De Muller Porpores Reserva 2010
Powiedzieć o tym już zdecydowanie dojrzalszym w stylu winie „francuski” miks to w zasadzie tylko część prawdy, choć część większa. Mamy tu bowiem kupaż francuskich szczepów (70% cabernet sauvignon, 20% syrah, 10% merlot), jednak miks beczek, w których winifikowane były te odmiany, to ciekawa wycieczka przez środkową Europę. Oprócz klasycznych beczek z francuskiego dębu do produkcji Porpores użyto bowiem przydających czekoladowych aromatów beczek węgierskich oraz rumuńskich, odpowiedzialnych za niuans…grejpfruta! To wszystko, a dodatkowo mocne aromaty czarnych porzeczek i jagód, spory ekstrakt, soczystość i aksamitną teksturę czyni to wino niemal dopiętym na ostatni guzik. Doskonale sprawdzi się z jagnięciną lub gęsiną. Cena: 97 zł

Wina degustowałam na spotkaniu w Winosferze Chłodna w Warszawie.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 2: The Wine Love Devilish 2015

Dziś miała być Katalonia, ale dla odmiany zrobimy skok do dobrze znanego hiszpańskiego regionu Rioja, skąd pochodzi wino-manifest o jednej z najlepszych etykiet w historii, moim skromnym zdaniem oczywiście. Producent Gonzalo Gonzalo (to imię i nazwisko) specjalizuje się zresztą w winach-manifestach i tym razem jest to manifest miłosny, zainspirowany filmem Ed Wood Tima Burtona. Przejdźmy do opisu tego małego dzieła sztuki.

devilish

Krwistoczerwona garnacha niedługo po otwarciu pachnie soczystymi malinami, truskawkami, czerwonymi porzeczkami i trochę też smażonymi wiśniami. W tle szumią świeże liście laurowe i inne śródziemnomorskie zioła. Jak miłość, również i dobre wino potrzebuje nieco czasu, żeby pokazać to, co w nim najlepsze i Devilish jest przykładem takiego wina. Wymagałoby jednak od Was tylko dnia cierpliwości. Po tym czasie nabiera bardziej balsamicznych i pieczeniowych nut, owoc staje się czarniejszy. Wino ma mięsiste i ekstraktywne, ma przyjemne, choć wyraziste taniny, jest też świeże dzięki odpowiedniej dawce kwasowości. Sprawdźcie, być może jeszcze znajdziecie parę kosztujących około czterech dych butelek w warszawskim Wine Cornerze i innych przybytkach zaopatrywanych przez importera Vini e Affini. Może, bo, jak się dobrze orientuję, był w okolicach Halloween na to wino spory popyt.

Za mało tannata! ~ Tour Bouscassé Madiran 2009 z La Vinotheque

Od znajomego przedstawiciela branży winiarskiej usłyszałam ostatnio opinię, że najlepiej sprzedają się wina z dwóch przedziałów cenowych: do 50 zł i od 100 zł w górę. Dlaczego? Ano dlatego, że cena około 5 dych to dla sporej części winopijcow maksymalna kwota, jaką są w stanie wydać na tak zwane wino „codzienne”. Natomiast wina za 100 zł i więcej ludzie kupują  z jednego powodu: bo ich na to stać. I tyle. Snobi i koneserzy z nieco zasobniejszym portfelem kupują radośnie te butelki, po które nie ma odwagi sięgnąć nikt inny. Nawiasem mówiąc, warto.

tour_bouscasse_madiran

Butelka madirana, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć, mieści się w tej niewygodnej, niechcianej i zaniedbanej sferze, o której wszyscy woleliby zapomnieć. A w ogóle najlepiej by było, gdyby w przedziale od 50 do 100 zł nie znajdowało się żadne wino. Skończyłyby się dylematy i nerwowe rozglądanie się to piętro niżej, to piętro wyżej po sklepowym regale. Tour Bouscassé od jednego z czołowych producentów z Madiran, Alaina Brumonta, kupiłam w warszawskiej winiarni La Vinotheque ze sporym rabatem (powszechnie dostępnym – pytajcie sprzedawcę), ale śmiem twierdzić, że normalna cena 75 zł w przypadku tego wina jest zupełnie…normalna.

Wino powstało w 2009 roku, więc można by przypuszczać, że będzie cokolwiek zmęczone. Nic z tych rzeczy! Zarówno w smaku, jak i w zapachu dominują soczyste owoce leśne spod znaku jeżyn, malin i porzeczek, wywąchałąm przy tym dymny, wędzony niuans podsypany świeżym oregano i miętą. W ustach żwawy początek i wyraźne, choć już aksamitne i dobrze zintegrowane z owocem taniny, wreszcie całkiem długi finisz podkręcony lekką goryczką. Ekspresja tego wina, choć złożona, jest jednak raczej zachowawcza – po madiranie spodziewałabym się cięższej artylerii wytoczonej na mój język.

Zwykle bowiem wina z Madiran są skoncentrowane i taniczne, według obecnych wymogów apelacji zawierające minimum 60% tannata, szczepu, który bardzo lubię i poszukuję. Wszyscy się chyba domyślają, skąd nazwa tej odmiany? A zatem, jak łatwo wydedukować, im mniej tannata w kupażu, tym mniej tanin. Natomiast obecność innych szczepów w blendzie urozmaica, ale jednocześnie nieco łagodzi wymowę wina. Tour Bouscassé zawiera jedynie 40% tannata, reszta to cabernet sauvignon (35%) i cabernet franc (25%). Wiemy więc, dlaczego ten kupaż nie miażdży i nie szarpie tak, jak by się chciało, weźmy pod uwagę też słuszny już wiek tej butelki. Jeżeli więc macie ochotę na coś eleganckiego, zrównoważonego i nadal świeżego, bierzcie śmiało.

Oczy: rubinowe

Nos: jeżyny, maliny, porzeczki, śliwki, pieprz, mięta, oregano, wędzonka

Usta: aksamitne taniny, wyraźny owoc, goryczkowy finisz, długie

Ogólna ocena: 5/7

Pięć czerwieni i jeden róż ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 1

Wiosenno-letnia oferta Faktorii niedawno trafiła na półki. Dla przypomnienia – półki te znajdziecie w wielu mniejszych i większych supermarketach. Otrzymałam na warsztat – za co uprzejmie importerowi dziękuję – porcję win z kolekcji Standard Plus, dostępnej w większych miastach. Dlaczego Standard Plus? Dlatego, że jakość tych win – przynajmniej w teorii – jest nieco wyższa od przeciętnej i ma zaspokoić ciekawość średniozaawansowanych winopijców, którzy chcą poszerzyć swoje winne horyzonty. Albo jeszcze nie wiedzą, że chcą. Przedstawiam Wam pięć win czerwonych i jedno różowe.

Casal Garcia Vinho Verde DOC
vinho verdeDziewczyńskie w stylu Vinho Verde o kolorze, który niektórzy nazywają „randkowym”. Żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Wino zawiera dokładnie taki zestaw cech, jakiego oczekuję od Vinho Verde, czyli bujnego, soczystego czerwonego owocu (poziomki, truskawki, wiśnie), orzeźwiającej kwasowości i leciutkiego musowania na języku. Jak sama fraza na etykiecie anonsuje – fresco e frutado, natomiast z popularnym płynem alkoholowym o nazwie Fresco to wino nie ma nic wspólnego. To nic, że rocznika brak. Jedyne, co może przeszkadzać to nieco zbyt wysoka jak na Vinho Verde cena, ale jest pysznie Cena: 24,99 zł

Torre Oria Gran Reserva 2009
Nie ma wina ze średnio-niskiej półki, torre oria gran reservaktórego bałabym się bardziej, niż to, które ma na etykiecie napis gran reserva. Szczególnie, jeśli pochodzi z Hiszpanii i ma więcej niż pięć lat. Z prawdziwą bojaźnią podeszłam więc do tej butelki. Kolejny Hiszpan w ofercie kłania się wszystkim miłośnikom beczki, nie jest jednak pozbawiony owocu – mamy tu kombinację jagód, śliwki i czereśni z domieszką pieprzu. Pierwszego dnia wybijająca się na pierwszy plan dębina była dość nieznośna, ale na drugi dzień stała się już przyjemnym dodatkiem. Po otwarciu więc dajmy winu co najmniej parę godzin oddechu. Jeśli Torre Oria ma towarzyszyć uczcie, to na pewno udźwignie solidniejsze potrawy, jak wszelkie pieczenie w gęstych sosach. Cena: 23,99 zł


Colpasso Nero d’Avola Terre Siciliane IGP

colpassoWino bez rocznika, na co instynktownie zareagowałam dość podejrzliwie. I faktycznie, anonsowana na etykiecie intensywność doznań nie była aż tak…intensywna. Jak na wino z ciepłej Sycylii wyprodukowane z suszonych winogron, owoc jest dość świeży, a i ciało i taniny w miarę lekkie. Zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam maliny śliwki, jeżyny, jagody, faktycznie trochę suszonych śródziemnomorskich ziół. Kompleksowość więc jest, ale w dość subtelnym wydaniu, dzięki czemu wino będzie elastycznym towarzyszem wielu potraw. Podawajcie do wszelkich pieczonych i grillowanych z ziołami mięs, dobrze przyprawionych makaronów i dojrzałych serów. Cena: 29,99 zł

Niche de Torre Oria Bobal Valencia DOP 2013
Bardzo lubię rdzennie hiszpański szczep bobal za jego wigor,torre oria niche gęstość i bogactwo soczystych owoców. Jeśli dać mu czas w beczce czy w butelce, w najlepszych przypadkach potrafi rozwinąć złożony bukiet czekoladowo-ziołowych aromatów. Akurat to wino jest bardziej owocowe niż jakiekolwiek inne, ale dało się zauważyć w nim gdzieś głębię z spod znaku gorzkiej czekolady. Pełno tu owoców leśnych, czereśni i wiśni podkreślonych sporą dawką aksamitnych tanin i zrównoważonych kwasowością. Ja akurat piłam je do samych oliwek, ale wino aż prosi się o przegryzienie soczystym pieczonym czerwonym mięsem w aromatycznym sosie. Bardzo udana butelka w bardzo dobrej cenie, mój zdecydowany faworyt. Cena: 34,99 zł

La Cuvée Mythique
cuvee mythiqueStylowa butelka z uroczą sową przywodzącą na myśl film Zmierzch tytanów kryje w sobie ciemnorubinowe wino będące czystą ekspresją czerwonych porzeczek, jeżyn i wiśni. Nie jest więc aż tak tytaniczne ani poważne, choć tego raczej po winie z Langwedocji-Roussillon nie należy oczekiwać. Wino jest z jednej strony soczyste, z drugiej całkiem gładkie. Bardzo elastyczne gastronimicznie, Mythique będzie bezpiecznym rozwiązaniem na prezent czy bardziej odświętny obiad. Cena: 49,99 zł

Sudomir Rubin Winnica Płochockich Polska XIII
Po raz kolejny brawo dla Państwa sudomir rubinPłochockich, a dla Faktorii chwała, że wprowadzają polskie wina w szerszy obieg. O tym winie w samych superlatywach pisałam zresztą już ponad rok temu. Sudomir Rubin w kolorze – a jakże – krwiście rubinowym pachnie i smakuje świeżymi i soczystymi leśnymi jagodami, jeżynami, czerwoną porzeczką, ma też odrobinę kwiatowe tło. Wino jest raczej lekkie i z dobrze zaznaczoną kwasowością i nie narzucającymi się taninami, dlatego możecie je podać do łagodnie potraktowanych mięs, od tatara wołowego po wszelkie pozbawione zawiesistych sosów pieczenie. Cena zapewne trochę zaporowa, jednak na specjalną okazję lub na prezent – zdecydowanie polecam. Cena: 59 zł

Podsumowując czerwono-różową kolekcję Standard Plus, generalnie jest zupełnie dobrze i możecie odetchnąć z ulgą, choć – przynajmniej w przypadku win z czerwonej części kolekcji te naprawdę smaczne nieznacznie albo znacznie przekroczyły magiczną granicę trzech dych. A relacja z części białej po długim weekendzie.

Anioł tasmański ~ Pure South Pinot Noir Tasmania 2013

To wino przyjechało do nas z drugiego końca świata, i to nawet nie z tak dobrze nam znanej Australii, ani nawet z Nowej Zelandii, skąd wina są z definicji drogie. Mamy tu, proszę Państwa, wino z Tasmanii, z ojczyzny najsłynniejszego drapieżnego torbacza. Pinot Noir musi być drogi, bo jest to bodaj najbardziej kapryśny i najtrudniejszy w uprawie szczep na świecie, a jeśli taka butelka przyjechała do nas z Antypodów, cena wina jest dodatkowo podbita. Dodatkowo mamy tu wino od uznanego producenta, Josepha Chromy’ego. Jednak tak udany egzemplarz naprawdę jest wart większej sumy. Tak właśnie jest w przypadku kosztującego 69,99 zł Pure South z Marks&Spencer. Porównując z cenami innych Pinot Noir, cena ta wcale nie jest taka wygórowana.

pure south tasmania pinot noir 2013

Jak każdy Pinot Noir, Pure South ma przejrzyście rubinową barwę. Pachnie świeżymi, dojrzałymi owocami leśnymi, kwiatami i…marcepanem. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale właśnie taki aromat zlokalizowałam. Chętnie dowiem się, co Wy wywąchaliście w tym winie. Chętnie dowiem się też, co wysmakowaliście, bo według mnie w Pure South znajdziecie – znów – intensywne owoce leśne, ale też charakterystyczne dla Pinot Noir wiśnie. Ciekawe są majaczące gdzieś w tle dymne, pochodzące z beczki nuty. W owocową sałatkę ładnie wstrzeliwuje się dobra kwasowość. Taniny są niezbyt intensywne, ale ta cecha, przy lekkości, owocowości i kwiatowości Pinotów jest zdecydowanie zaletą.

Jaka jest winiarska Tasmania? Jeśli chodzi o podział na regiony winiarskie, można by rzecz, że dość grubo ciosana. Na wyspie mamy bowiem dwie strefy: Tasmanię Południową i Tasmanię Północną. Nie ma żadnych podregionów, ani tym bardziej apelacji. Nie znaczy to jednak, że pod względem różnorodności geograficznej i terroirs Tasmania jest równie uboga. W żadnym wypadku! Warto przyglądać się rozwojowi przemysłu winiarskiego tej wyspy, bo mnogość mikroklimatów i ciągłe poszukiwania idealnego mariażu odmiany z siedliska nieuchronnie prowadzą do wytworzenia bardziej złożonej struktury regionów i apelacji winiarskich. To jest tylko kwestia czasu. Jedno jest pewne: w większości obszarów kapryśny Pinot Noir czuje się jak u siebie w domu. Na pewno jednak warto spróbować tasmańskich Rieslingów, Chardonnay, Pinot Gris, a nawet ciepłolubnych Zinfandeli, Merlotów, Cabernet Sauvignon czy Shirazów. Jest co odkrywać!

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: owoce leśne, kwiaty, marcepan

Usta: owoce leśne, wiśnie, dym, dobra kwasowość, subtelne taniny

Ogólna ocena: 5/5

Na Święta! ~ Winnica Płochockich Sudomir Rubin Polska XIII z Faktorii Win

Wreszcie w moje ręce trafiła butelka z winnicy, którą bardzo cenię ze względu na fakt, że z roku na rok próbuję co raz lepiej ułożonych win, które w niej powstają. Płochoccy rozlali dla Faktorii Win cztery tysiące takich butelek, które poszły w kraj, mamy więc edycję bardzo limitowaną. Cena nie jest niska (59 zł), ale z czystym sumieniem poleciłabym Wam postawienie tej butelki na świąteczny stół. Przypominając sobie zarówno smaki postnych wigilijnych potraw, jak i „wypasionych” bożonarodzeniowych dań mogę Wam z czystym sumieniem polecić Sudomira. No bo dlaczego polskie wino ma nie pasować do polskich potraw?

Winnica Płochockich Sudomir Rubin Polska XIII Sandomierskie

Winnica Płochockich Sudomir Rubin Polska XIII

Nie będąc gołosłowną przejdę do rzeczy. Sudomir Rubin, jak sama nazwa wskazuje, jest rubinowy, a nawet intensywnie, z fioletowymi refleksami. Równie intensywnie pachnie soczystymi owocami leśnymi: malinami jagodami i jeżynami. W ustach na początku smakuje dość młodo, bo niedojrzałymi malinami i wiśniami, potem smaki łagodnieją. Do tego spora znaczną, która przywodzi mi na myśl południowomorawską frankovkę. Ma za to, oprócz kwasowości, również dobrą dawkę garbników, dzięki czemu wybitnie nada się na towarzysza niezbyt lekkich świątecznych dań. Swoją kwasowością doskonale zrównoważy tłuste pieczyste, a z drugiej strony owocem i taninami podkreśli owoce, w których towarzystwie mięsiwo będzie się piekło w niejednym domu.

Słów kilka o siedlisku. Winnica Płochockich położona jest na niewielkim wzgórzu o południowej i południowo-zachodniej ekspozycji. Lessowe gleby zapewniają dobry drenaż wody i trzymają ciepło. Ratuje to winorośl, która nawet w południowej części Polski i tak ma dosyć trudno. Sudomir jest kupażem naprawdę udanym. Tak się zastanawiam: możliwe, że warto by było przechować je ze 2-3 lata w piwnicznych warunkach? Może uspokoi się i nabierze bardziej szlachetnego charakteru? Jak na razie określiłabym jego charakter jako dosyć młodzieńczy. Cena polskiego wina, szczególnie z Winnicy Płochockich, jak dla mnie nie jest zbyt szokująca, jednak patrząc z perspektywy konsumenta podchodzącego do półki Faktorii Win, konsument ów być może zdecyduje się na coś bardziej popularnego i „pewnego”, na przykład butelkę z Francji czy Włoch. A szkoda, bo wino zasługuje na kupno w ramach prezentu nie tylko dla drugiej osoby. Sudomir dostaje ode mnie zasłużoną czwórkę. Wino udostępniła do degustacji Faktoria Win – dziękuję!

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy

Nos: maliny, jagody, jeżyny

Usta: wyraźna kwasowość, maliny, wiśnie, wyraźne taniny

Ogólna ocena: 4/5

Langwedocja miodem płynąca ~ Château de Rimbault Muscat de Frontignan z Lidla

Geograficznie nie oddalę się zbytnio od poprzednio opisanego wina z Lidla, bo muskat, o którym właśnie czytacie pochodzi z regionu Languedoc-Roussillon, w zasadzie bardziej z Langwedocji. Pozostajemy więc w klimacie śródziemnomorskim. Na tym jednak jakiekolwiek podobieństwo się kończy, choćby z tego powodu, że mamy tu wino słodkie, którego porównywanie z jakimkolwiek winem wytrawnym nie ma najmniejszego sensu. Château de Rimbault z ręcznie zbieranych winogron (jeśli wierzyć etykiecie) kupicie teraz w Lidlu za 29,99 zł. Ma generalnie dobrą prasę (smakowało Winiaczowi, Winicjatywie, O Winach i Podróżach. Subiektywnie.), jakkolwiek niezupełnie jednolitą (nie polubiono na DoTrzechDych).

Château de Rimbault Muscat de Frontignan

Château de Rimbault Muscat de Frontignan

Jasnozłoty muskat pachnie – a jakże – muszkatem, czyli kwiatowym, charakterystycznym dla soku z winogron aromatem. Idą z nim w parze słodkie rodzynkowe nuty, natomiast świeżości i kompletności dodaje nuta pigwy, a nawet minerałów. Smak nie oferuje żadnych zaskoczeń, chociaż odczułam ulgę, że moje 30 zł (bez grosza) nie okazało się porażką w przypadku tak ryzykownego zakupu – trudno bowiem o naprawdę dobrze zrobione słodkie wino w podobnej cenie. Obok miodowo-rodzynkowej słodyczy pojawił się przyjemny, ledwo wyczuwalny alkohol (a jest go 15%!) i owocowa świeżość, choć nieco rozwodniona. Do tego obowiązkowe białe winogrona i mamy w zasadzie niezłe, zrównoważone wino, które oczywiście pije się wolniej, niż wytrawne, ale pije się dobrze. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w tego rodzaju winach, więc jeśli moglibyście mi coś polecić – zapraszam do komentowania!

Wracamy do Langwedocji, a konkretnie do położonej niemal nad samym Morzem Śródziemnym apelacji Muscat de Frontignan. Nie bez kozery nazwa apelacji zawiera w sobie słowo muscat – słynie bowiem ze swoich słodkich win produkowanych ze szczególnego gatunku tego szczepu. Jego pełna nazwa brzmi Muscat Blanc a Petits Grains i jest on w Langwedocji uznawany za najznakomitszy. Muskat – jeden z najstarszych szczepów na świecie pamięta najdawniejszą starożytność i bardzo lubi gorący i suchy klimat. Takie właśnie warunki istnieją w okolicach Frontignan – jesteśmy wszak już całkiem blisko Hiszpanii. Znajdziecie zatem w tym winie przyzwoity balans soczystego owocu i dobrej dawki świeżości, chociaż jeśli chodzi o muskat, i tak jednak wolę ten szczep w wersji wytrawnej.

frontignan

Gdy schwycicie jakiegoś muskata z winnicy pod Frontignan, rzut kamieniem będziecie mieli taką plażę. Jedziemy? © http://www.location-frontignan-plage.fr

Oczy: jasnozłote

Nos: muszkat, pigwa, rodzynki, kwiaty, mineralne

Usta: pigwa, białe winogrona, rodzynki, alkohol, słodkie

Ogólna ocena: 3/5

Welschriesling po macedońsku ~ Graševina Royal Club 2013 z dobrewina.pl

O ile dobrze się orientuję, niektórym z Was tak zwana „winiarska Europa Środkowa” odbija się ostatnio nieprzyjemną czkawką z powodu win z Biedronki. Ja co prawda nie próbowałam niczego z ostatniej niesławnej oferty, bo jakoś się nie złożyło, tak więc nie jestem upoważniona, aby wieszać na niej psy. Ulgę niezadowolonej części winopijców może przynieść elegancki, a nawet bogaty welschriesling, czyli po chorwacku – graševina. Po macedońsku zresztą tez. Wino kupicie teraz za 32,90 zł w sklepie dobrewina.pl i wydaje mi się, że jest to dobra relacja ceny do jakości.

Graševina Royal Club 2013

Graševina Royal Club 2013

Jasnosłomkowa graševina pachniała lekko i elegancko białymi kwiatami, miodem i cytrusami. W tle pojawiła się waniliowa nuta, która z czasem ustąpiła delikatnej nafcie. W ustach z kolei od razu daje o sobie znać dobra, cytrusowo-jabłkowa kwasowość. Podobnie owoc, przede wszystkim ciekawa feeria różnych rodzajów jabłek – od tych najkwaśniejszych po przejrzałe. Piłam bez niczego i było w porządku, choć myślę, że graševina jest na tyle cielista, że można ją podać do pieczonego kurczaka, na przykład z jabłkami. Wino nie może być za zimne, bo sprawia wrażenie rozwodnionego – po wyjęciu z lodówki trzeba dać mu parę chwil.

Na kontretykiecie zauważycie jedną nieścisłość – mianowicie nazwę szczepu. Napisane jest „riesling”, a tymczasem graševina to welschriesling, nazywany przez naszych południowych sąsiadów ryzlinkiem laškim, przez węgierskich bratanków – olaszrizlingiem, a przez dalszych przyjaciół z gorącej Italii – riesling italico. Proweniencja tego szczepu nadal jest dyskusyjna, niemniej odróżnienie go od rieslinga jest zasadnicze, bo obydwa szczepy nie są ze sobą spokrewnione. Nie wdając się w głębsze naukowe dywagacje warto powiedzieć coś o regionie pochodzenia. Winiarska Macedonia to dla mnie nadal terra incognita, jakkolwiek próbowałam już kiedyś tamtejszych (przerażająco rustykalnych) czerwonych egzemplarzy. Wjedźmy zatem w Povardarie – górzystą krainę ciągnącą się przez środek kraju z północy na południe, wraz z rzeką Wardar, którą Homer uważał za najczystszą i najpiękniejszą na świecie. Winiarstwo trwa tam nieprzerwanie od dwóch, jeśli nie trzech tysięcy lat, jednak większość z nas w ogóle nie próbowała win macedońskich, a najpewniej nigdy nie piła tych dobrych. A warunki do produkcji dobrych win kraj ten ma, a jakże, idealne. Klimat przechodzi z północy na południe z ciepłego kontynentalnego w śródziemnomorski. Winorośl ma odpowiednią ilość słońca, do tego łagodzący wpływ Wardaru. Jakkolwiek producent – Imako Vino – jest jednym z największych producentów, nie mogę powiedzieć, że proces wytwarzania tego wina odbył się kosztem jakości. Piłam na koszt importera (dziękuję!), ale z czystym sumieniem polecam, bo za około trzy dychy jakość jest zupełnie zadowalająca.

Nos: jasnosłomkowe

Nos: białe kwiaty, miód, cytrusy, wanilia, nafta

Usta: jabłka, dobra kwasowość, rześkie

Ogólna ocena: 4/5

Winobranie w takim krajobrazie? Jestem za!

Winobranie w takim krajobrazie? Jestem za! © worldnewsmania.com