2 wina w 13 Winach ~ Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 oraz Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 od Paulo Laureano

Niedawno w 13 Winach zdegustowaliśmy sześć butelek od enologa i winiarza Paulo Laureano, osobistości od lat znanej i szanowanej w portugalskim Alentejo. Laureano swoje wina tworzy w apelacji Vidigueira położonej na południowych rubieżach regionu. I mimo, że jesteśmy na samym południu Alentejo, to klimat jest tam łagodniejszy, niż w pozostałych apelacjach regionu. A jeśli wspomnimy, że przeważają tam granity i łupki, to z dużą dozą pewności możemy spodziewać się win dobrej albo bardzo dobrej jakości. Nie zawiedliśmy się na żadnym winie Laureano, a oto dwie fantastyczne butelki, które podczas degustacji zrobiły na mnie największe wrażenie.

paulo_laureano_vinhas_velhas_premiumPaulo Laureano Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Mamy tu kupaż trincadeiry, aragonez (znanego szerzej jako tempranillo) oraz alicante bouchet. Wino było fermentowane zarówno w nowych, jak i używanych dużych beczkach z francuskiego dębu oraz starzone w nich przez 12 miesięcy, dzięki czemu taniny zdążyły ładnie zintegrować się z miękkim owocem spod znaku wiśni, malin i czerwonej śliwki. Całości towarzyszą dymne, wędzonkowe i stajenne nuty. Wino ma przy tym ciekawy słonawy niuans na języku, świetną kwasowość i doskonale ukryte 14% alkoholu. Eleganckie i bardzo pijalne, piłabym je do solidnych pieczeni. Cena: 42 zł

paulo_laureano_reservePaulo Laureano Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Tu już mamy bardziej szlachetne oblicze tego samego kupażu. W odróżnieniu od poprzednika, to wino fermentowało w małych francuskich barriques, a dojrzewało tylko przez 6-8 miesięcy, co sprawiło, że dymny niuans jest zauważalny, ale jakby subtelniejszy. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast aromaty i smaki jagód i śliwek węgierek. Solidne taniny, mocny owoc i dość wysoka, młodzieńcza wręcz kwasowość sprawiają, że wino ma szansę pięknie rozwijać się przez co najmniej kilka lat, jeśli nie dekadę. Cena: 73 zł

W sklepie dostępne są jeszcze trzy wina białe (beczkowe i nie) oraz jedno podstawowe czerwone Classico od Paulo Laureano. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa powyższe, ale warto odwiedzić sklep na Krypskiej i sprawdzić wszystkie wina Paulo Laureano na własną rękę.

Reklamy

Za mało tannata! ~ Tour Bouscassé Madiran 2009 z La Vinotheque

Od znajomego przedstawiciela branży winiarskiej usłyszałam ostatnio opinię, że najlepiej sprzedają się wina z dwóch przedziałów cenowych: do 50 zł i od 100 zł w górę. Dlaczego? Ano dlatego, że cena około 5 dych to dla sporej części winopijcow maksymalna kwota, jaką są w stanie wydać na tak zwane wino „codzienne”. Natomiast wina za 100 zł i więcej ludzie kupują  z jednego powodu: bo ich na to stać. I tyle. Snobi i koneserzy z nieco zasobniejszym portfelem kupują radośnie te butelki, po które nie ma odwagi sięgnąć nikt inny. Nawiasem mówiąc, warto.

tour_bouscasse_madiran

Butelka madirana, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć, mieści się w tej niewygodnej, niechcianej i zaniedbanej sferze, o której wszyscy woleliby zapomnieć. A w ogóle najlepiej by było, gdyby w przedziale od 50 do 100 zł nie znajdowało się żadne wino. Skończyłyby się dylematy i nerwowe rozglądanie się to piętro niżej, to piętro wyżej po sklepowym regale. Tour Bouscassé od jednego z czołowych producentów z Madiran, Alaina Brumonta, kupiłam w warszawskiej winiarni La Vinotheque ze sporym rabatem (powszechnie dostępnym – pytajcie sprzedawcę), ale śmiem twierdzić, że normalna cena 75 zł w przypadku tego wina jest zupełnie…normalna.

Wino powstało w 2009 roku, więc można by przypuszczać, że będzie cokolwiek zmęczone. Nic z tych rzeczy! Zarówno w smaku, jak i w zapachu dominują soczyste owoce leśne spod znaku jeżyn, malin i porzeczek, wywąchałąm przy tym dymny, wędzony niuans podsypany świeżym oregano i miętą. W ustach żwawy początek i wyraźne, choć już aksamitne i dobrze zintegrowane z owocem taniny, wreszcie całkiem długi finisz podkręcony lekką goryczką. Ekspresja tego wina, choć złożona, jest jednak raczej zachowawcza – po madiranie spodziewałabym się cięższej artylerii wytoczonej na mój język.

Zwykle bowiem wina z Madiran są skoncentrowane i taniczne, według obecnych wymogów apelacji zawierające minimum 60% tannata, szczepu, który bardzo lubię i poszukuję. Wszyscy się chyba domyślają, skąd nazwa tej odmiany? A zatem, jak łatwo wydedukować, im mniej tannata w kupażu, tym mniej tanin. Natomiast obecność innych szczepów w blendzie urozmaica, ale jednocześnie nieco łagodzi wymowę wina. Tour Bouscassé zawiera jedynie 40% tannata, reszta to cabernet sauvignon (35%) i cabernet franc (25%). Wiemy więc, dlaczego ten kupaż nie miażdży i nie szarpie tak, jak by się chciało, weźmy pod uwagę też słuszny już wiek tej butelki. Jeżeli więc macie ochotę na coś eleganckiego, zrównoważonego i nadal świeżego, bierzcie śmiało.

Oczy: rubinowe

Nos: jeżyny, maliny, porzeczki, śliwki, pieprz, mięta, oregano, wędzonka

Usta: aksamitne taniny, wyraźny owoc, goryczkowy finisz, długie

Ogólna ocena: 5/7

Pięć czerwieni i jeden róż ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 1

Wiosenno-letnia oferta Faktorii niedawno trafiła na półki. Dla przypomnienia – półki te znajdziecie w wielu mniejszych i większych supermarketach. Otrzymałam na warsztat – za co uprzejmie importerowi dziękuję – porcję win z kolekcji Standard Plus, dostępnej w większych miastach. Dlaczego Standard Plus? Dlatego, że jakość tych win – przynajmniej w teorii – jest nieco wyższa od przeciętnej i ma zaspokoić ciekawość średniozaawansowanych winopijców, którzy chcą poszerzyć swoje winne horyzonty. Albo jeszcze nie wiedzą, że chcą. Przedstawiam Wam pięć win czerwonych i jedno różowe.

Casal Garcia Vinho Verde DOC
vinho verdeDziewczyńskie w stylu Vinho Verde o kolorze, który niektórzy nazywają „randkowym”. Żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Wino zawiera dokładnie taki zestaw cech, jakiego oczekuję od Vinho Verde, czyli bujnego, soczystego czerwonego owocu (poziomki, truskawki, wiśnie), orzeźwiającej kwasowości i leciutkiego musowania na języku. Jak sama fraza na etykiecie anonsuje – fresco e frutado, natomiast z popularnym płynem alkoholowym o nazwie Fresco to wino nie ma nic wspólnego. To nic, że rocznika brak. Jedyne, co może przeszkadzać to nieco zbyt wysoka jak na Vinho Verde cena, ale jest pysznie Cena: 24,99 zł

Torre Oria Gran Reserva 2009
Nie ma wina ze średnio-niskiej półki, torre oria gran reservaktórego bałabym się bardziej, niż to, które ma na etykiecie napis gran reserva. Szczególnie, jeśli pochodzi z Hiszpanii i ma więcej niż pięć lat. Z prawdziwą bojaźnią podeszłam więc do tej butelki. Kolejny Hiszpan w ofercie kłania się wszystkim miłośnikom beczki, nie jest jednak pozbawiony owocu – mamy tu kombinację jagód, śliwki i czereśni z domieszką pieprzu. Pierwszego dnia wybijająca się na pierwszy plan dębina była dość nieznośna, ale na drugi dzień stała się już przyjemnym dodatkiem. Po otwarciu więc dajmy winu co najmniej parę godzin oddechu. Jeśli Torre Oria ma towarzyszyć uczcie, to na pewno udźwignie solidniejsze potrawy, jak wszelkie pieczenie w gęstych sosach. Cena: 23,99 zł


Colpasso Nero d’Avola Terre Siciliane IGP

colpassoWino bez rocznika, na co instynktownie zareagowałam dość podejrzliwie. I faktycznie, anonsowana na etykiecie intensywność doznań nie była aż tak…intensywna. Jak na wino z ciepłej Sycylii wyprodukowane z suszonych winogron, owoc jest dość świeży, a i ciało i taniny w miarę lekkie. Zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam maliny śliwki, jeżyny, jagody, faktycznie trochę suszonych śródziemnomorskich ziół. Kompleksowość więc jest, ale w dość subtelnym wydaniu, dzięki czemu wino będzie elastycznym towarzyszem wielu potraw. Podawajcie do wszelkich pieczonych i grillowanych z ziołami mięs, dobrze przyprawionych makaronów i dojrzałych serów. Cena: 29,99 zł

Niche de Torre Oria Bobal Valencia DOP 2013
Bardzo lubię rdzennie hiszpański szczep bobal za jego wigor,torre oria niche gęstość i bogactwo soczystych owoców. Jeśli dać mu czas w beczce czy w butelce, w najlepszych przypadkach potrafi rozwinąć złożony bukiet czekoladowo-ziołowych aromatów. Akurat to wino jest bardziej owocowe niż jakiekolwiek inne, ale dało się zauważyć w nim gdzieś głębię z spod znaku gorzkiej czekolady. Pełno tu owoców leśnych, czereśni i wiśni podkreślonych sporą dawką aksamitnych tanin i zrównoważonych kwasowością. Ja akurat piłam je do samych oliwek, ale wino aż prosi się o przegryzienie soczystym pieczonym czerwonym mięsem w aromatycznym sosie. Bardzo udana butelka w bardzo dobrej cenie, mój zdecydowany faworyt. Cena: 34,99 zł

La Cuvée Mythique
cuvee mythiqueStylowa butelka z uroczą sową przywodzącą na myśl film Zmierzch tytanów kryje w sobie ciemnorubinowe wino będące czystą ekspresją czerwonych porzeczek, jeżyn i wiśni. Nie jest więc aż tak tytaniczne ani poważne, choć tego raczej po winie z Langwedocji-Roussillon nie należy oczekiwać. Wino jest z jednej strony soczyste, z drugiej całkiem gładkie. Bardzo elastyczne gastronimicznie, Mythique będzie bezpiecznym rozwiązaniem na prezent czy bardziej odświętny obiad. Cena: 49,99 zł

Sudomir Rubin Winnica Płochockich Polska XIII
Po raz kolejny brawo dla Państwa sudomir rubinPłochockich, a dla Faktorii chwała, że wprowadzają polskie wina w szerszy obieg. O tym winie w samych superlatywach pisałam zresztą już ponad rok temu. Sudomir Rubin w kolorze – a jakże – krwiście rubinowym pachnie i smakuje świeżymi i soczystymi leśnymi jagodami, jeżynami, czerwoną porzeczką, ma też odrobinę kwiatowe tło. Wino jest raczej lekkie i z dobrze zaznaczoną kwasowością i nie narzucającymi się taninami, dlatego możecie je podać do łagodnie potraktowanych mięs, od tatara wołowego po wszelkie pozbawione zawiesistych sosów pieczenie. Cena zapewne trochę zaporowa, jednak na specjalną okazję lub na prezent – zdecydowanie polecam. Cena: 59 zł

Podsumowując czerwono-różową kolekcję Standard Plus, generalnie jest zupełnie dobrze i możecie odetchnąć z ulgą, choć – przynajmniej w przypadku win z czerwonej części kolekcji te naprawdę smaczne nieznacznie albo znacznie przekroczyły magiczną granicę trzech dych. A relacja z części białej po długim weekendzie.

Wytrawny markiz na co dzień ~ Marques de Borba Alentejo DOC 2014

Winiarską Portugalię zdecydowanie warto odkrywać region po regionie. Literalnie, każdy region. A to dlatego, że każdy region, jak kraj długi i (niezbyt) szeroki, Portugalia ma dla nas coś ciekawego i smacznego do zaoferowania. Szczególnie że stosunkowo łatwo jest dostać w Polsce portugalskie wino, które reprezentuje dobrą albo bardzo dobrą relację ceny do jakości. W dużej mierze tak było w przypadku tej butelki, która stanowi stałą ekspozycję w Biedronce, a możecie kupić za 29,99 zł.

marques de borba

Mamy tu mieszankę czterech czerwonych szczepów: hiszpańskie Alicante Bouschet i Aragonez (szerzej znanego jako Tempranillo) oraz portugalskich Trincadeira i Touriga Nacional. Aromaty intensywnie rubinowego Markiza stoją pod znakiem skórzastości i mięsności. Do tego całkiem czysty konfitura wiśniowo-malinowo-śliwkowa. W ustach jest już bardziej świeżo i soczyście, mamy dojrzałą  śliwkę, choć taniny są cokolwiek za suche. Najwyraźniej dała się we znaki fermentacja w małych beczkach. Dla eksperymentu można dać winu rok, żeby sprawdzić, czy taniny się wygładzą, choć wydaje mi się, że taki zabieg może nie zdać egzaminu. A czym zagryźć tego Portugalczyka? Przede wszystkim mięsem w każdej postaci, choć unikałabym delikatnie przyrządzonych mięs białych. Będzie pasować do dojrzałych serów.

Producentem Marques de Borba jest duża i znana winiarnia João Portugal Ramos Wines z regionu Alentejo. O regionie możecie przeczytać na przykład w serwisie Vinhos do Tejo, czyli Wina z Tejo. Ciekawostką, jaką możemy wyczytać z serwisu jest informacja, że owoce, z których powstało to wino były własnonożnie ugniatane przez pracowników winiarni. Jeśli jesteście zainteresowani – wino czeka na was na Biedronkowych półkach.

Importerowi uprzejmie dziękuję za udostępnienie wina do degustacji.

Oczy: rubinowe

Nos: nuty zwierzęce, konfitura wiśniowa, malinowa, śliwkowa

Usta: śliwka, dębina, dobra kwasowość, suche taniny

Ogólna ocena: 3/5

Węgierski klasyk? ~ Tibor Gál TiTi Egri Bikavér 2013 z Lidla

Pojawiło się już kilka recenzji tego wina wśród mojej blogerskiej braci i ja też, po nieco przydługiej przerwie w pisaniu, w końcu dorzucę swoje trzy forinty. Możliwe, że jeszcze znajdziecie w Lidlu ostatnie, kosztujące 27,99 zł butelki opatrzone przykuwającą uwagę, designerską etykietą. Jeśli nie znajdziecie, to warto na nie polować lub czekać na kolejny rocznik wypuszczony przez Tibora Gála, jednego z najważniejszych węgierskich winiarzy. Jego wersja słynnej byczej krwi bowiem z pewnością zasługuje na uwagę.

gal tibor titi

Rubinowe Egri Bikavér krewkością (a jakże) odpowiada klasycznemu stylowi win produkowanych pod tą nazwą, jednak TiTi to bycza krew w zdecydowanie nowoczesnej odsłonie, bo zdjęto z niej nadmiar nikomu do niczego nie potrzebnej beczki. W nosie mamy więc aromaty nieco kwaśnych wiśni, a także  dojrzałych śliwek i malin, na języku z kolei porządne taniny i soczystą kwasowość przy zachowaniu przyjemnego, świeżego smaku wyżej wymienionych owoców.

Bardzo możliwe, że po jednym czy dwóch dniach, albo i nawet po dłuższym czasie ten kupaż węgierskich Kekfrankosa i Kadarki oraz francuskich Syrah, Cabernet Franc zyska na aromatach, wygładzi się nieco i pokaże coś więcej, niż godzinę od otwarcia. Nie było mi to dane, bo rozlałam TiTi gromadce swoich towarzyszy, no i cóż, było po butelce. Nikt, łącznie ze mną, nie zostawił niczego w swoich kieliszkach/szklankach pomimo, że to całkiem taniczne i agresywne wino było pite sauté, bez jedzenia. A warto podkreślić, że TiTi jest wybitnie gastronomiczne, co oznacza, że najlepiej sprawdzi się w towarzystwie jakiejś potrawy. Ja bardzo chętnie popijałabym nim wołowinę, albo nawet dziczyznę duszoną lub pieczoną w jakimś konkretnym sosie. Tradycyjna węgierska zupa gulaszowa? Dlaczego nie, niech tylko będzie naprawdę treściwa. Jeśli nauczeni bolesnymi doświadczeniami z podłymi winami spod znaku Egri Bikavér nie jesteście przekonani do kontynuacji znajomości z nimi, ta butelka będzie dobrym wstępem do odczarowywania złego wizerunku flagowych win naszych bratanków. Smacznego!

Importerowi uprzejmie dziękuję za udostępnienie wina do degustacji.

Oczy: rubinowe

Nos: wiśnie, śliwki, maliny

Usta: wiśnie, śliwki, maliny, wyraźna kwasowość, taniczne

Ogólna ocena: 4/5

Argentyński hit ~ Tupungato Malbec Cabernet Sauvignon 2014 z Marks & Spencer

Idziemy do M&S, sięgamy po butelkę tego argentyńskiego kupażu i doświadczamy – już to napisałam w tytule – hitu. Dawno nie piłam tak pysznego wina w tak przystępnej cenie (równo 30 zł). Plakietka na sklepowej półce zapowiada wino „ciężkie”, jednak ta mieszanka potencjalnie potężnych Cabernet Sauvignon i Malbeca jest bardzo pijalna, jakkolwiek domaga się najlepiej zagrychy, którą miałam już przygotowaną w domu. Chciałam podelektować się w domowym zaciszu winem konkretnym, ale bez przytłaczającej beczki i ugotowanego owocu. Argentyna okazała się celnym strzałem.

tupungato

Nieprzeniknione ciemności Tupungato skrywają w sobie aromaty wiśni i owoców leśnych, takich jak maliny, truskawki, czy jeżyny. Do tego trochę śliwek. Trójwymiarowości dodają winu aromaty pieprzu i ziół. Weźcie łyka i poczujecie przyjemną słodycz alkoholu, wyraźne, żywe taniny i całkiem długi, truskawkowy finisz. Tupungato zagryzałam wyśmienitą kiełbasą z dzika, tak więc szlachetne, aromatyczne wędliny i mięsa – również te grillowane, pieczone czy duszone – będą doskonałym towarzystwem dla tego wina.

Ten argentyński kupaż został wyprodukowany w Bodega Catena Zapata w Dolinie Uco, w departamencie Tupungato. Jeśli wybierając wino w sklepie stwierdzicie, że między Argentyną a Chile nie ma różnicy, bo przecież leżą obok siebie w gorącej Ameryce Południowej, popełnicie duży błąd. Argentyna leży w głębi lądu i ma wyraźnie zdefiniowane cztery pory roku – zupełnie, jak w Europie. To, oraz fakt, że wiele siedlisk jest położonych w Andach na dość dużych wysokościach, stanowi jej przewagę nad sąsiednim Chile, skąd łatwiej o wina „ugotowane”, czyli charakteryzujące się aromatami nie świeżych owoców, tylko takich poddanych mniej lub bardziej intensywnej obróbce termicznej. W odczuciu wielu winopijców taki styl jest bardziej toporny i mniej elegancki. Tu mamy natomiast pełne i soczyste jak garść leśnych owoców wino, w którym beczka gra drugoplanową, jeśli nie trzecioplanową rolę. Piątka!

Oczy: ciemnorubinowe, nieprzejrzyste

Nos: wiśnie, maliny, truskawki, jeżyny, śliwki, pieprz, zioła

Usta: wiśnie, maliny, truskawki, jeżyny, śliwki, pieprz, wyraźne taniny, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 5/5

Z lidlowej „wyższej półki” ~ Chateau Saint-Corbian Saint-Estéphe 2012

Wyższa półka, bo wino kosztuje (a w każdym razie kosztowało oryginalnie) 59 zł. Sezon na bardziej „jesienne” wina francuskie, które Lidl wypuścił jeszcze w październiku uważam za nadal aktualny, tym bardziej, że już listopad. Bo kiedy, jak nie teraz mamy ochotę na sycące potrawy, które chętnie popijemy czymś bardziej konkretnym? To Bordeaux zdecydowanie jest czymś konkretnym, chociaż przyznam, że następnej, albo i nawet jeszcze następnej jesieni radocha z niego będzie znacznie większa.

Nieprzejrzysty fiolet wina skrywa aromaty świeżych jagód, śliwek i czereśni z beczkowym tłem. Do tego dodające nieco finezji nuty kwiatowe i majaczący gdzieś cedr. Czyli wiadomo, że mamy w kieliszku kupaż Cabernet Sauvignon , Merlota i zapewne Cabernet Franc. W ustach wino jest dość intensywne, z nieco jeszcze suchymi, atakującymi policzki taninami. Mieszankę owoców wyczułam mniej więcej taką, jak w nosie. Kwasowość jest niewysoka, ale udaje jej udźwignąć średni ciężar wina. Nasze Bordeaux zdecydowanie się jeszcze rozwija i pośpiech w jego odpieczętowywaniu na pewno nie jest wskazany.

Wiemy na pewno, że to Bordeaux, a konkretnie w subregionie Médoc, bo przeczytaliśmy na etykiecie „Saint-Estéphe”, czyli nazwę bordoskiej apelacji znajdującej się na lewym brzegu rzeki Garonny. Wina stamtąd będą potężne i długowieczne. I na pewno bardzo drogie. W przypadku naszej butelki z Lidla mamy do czynienia z prawdziwą taniochą, ale trzeba przyznać, że jakość to potwierdza. Wierzcie mi – piłam bardzo subtelną wersję Saint-Estéphe (producenta, na pewno dobrego, niestety nie pomnę) i było to znacznie mocarniejsze wino, niż to, które mamy na tapecie. Dlatego na pewno warto odkrywać ten region, a jeśli będziecie potrzebowali w miarę eleganckiego i jednocześnie wybitnie gastronomicznego – wybierzcie Saint-Corbian.

Wino piłam na koszt importera, za co bardzo dziękuję.

Oczy: fioletowe, nieprzejrzyste

Nos: jagody, śliwki, czereśnie, beczka, kwiaty, cedr

Usta: wyraźne taniny, jagody, śliwki, czereśnie, beczka, kwiaty, cedr, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 4/5

Crianza za 5 oros…to znaczy euro ~ 5 Oros Rioja Crianza D.O.C. 2012 z Lidla

Dziś na tapecie mamy Rioję Crianzę z Lidla, od dużego producenta Bodegas Isido Milagro. Od razu powiem, że Rioję Crianzę zupełnie dobrą. W składzie same soczyste szczepy: 80% cielistego Tempranillo, 15% owocowej Garnachy i 5% aromatycznego Graciano. Cena: 22,90 zł. Przy tej okazji recenzja będzie nieco edukacyjna, bo warto sobie wyjaśnić, jaka powinna być prawidłowa Rioja Crianza. Czytajcie dalej.

5 oros Crianza

5 Oro Rioja Crianza D.O.C. 2012

To może najpierw parę słów o tej konkretnej butelce. Kolor rubinowy i lekko przejrzysty, wśród aromatów dominują świeże owoce leśne – czerwona porzeczka, maliny, jeżyny – z domieszką przyjemnej wanilii. Podobne wrażenia na języku, przy czym ta wanilia pochodząca z beczki pojawia się ledwie na końcówce, która na szczęście nie jest zbyt krótka. Taniny dosyć wyraziste, dobra kwasowość, ciało jest. Czyli prawidłowo, bez przesady w żadną stronę.

No to przechodzimy do edukacyjnej części recenzji. Wspomniałam wcześniej, że Crianza to młodziak wśród innych Rioch, a to dlatego, że jest najkrócej starzona. Minimalny czas starzenia to dwa lata, przy czym w beczce wino musi spędzić minimum 6 miesięcy, natomiast resztę czasu – w butelce. W przypadku Riochy Reservy i Gran Reservy starzenie musi wynosić odpowiednio 3 lata (w tym rok w beczce) oraz 5 lat (w tym 2 lata w beczce). Górnej granicy czasu starzenia nie ma, jednak warto wiedzieć, że do niedawna Crianzę trzeba było starzeć, nie pół roku, ale co najmniej rok. Widać więc podążanie winiarzy z Riochy za ogólnoświatowym trendem produkowania bardziej owocowych win. 5 Oros było starzone aż 18 miesięcy we francuskim i amerykańskim dębie. Efekt jest taki, że wino jest niezbyt ciężkie, ale z dużą ilością smakowitego owocu i przyjemną werwą. I właśnie z tym powinna Wam się kojarzyć poprawnie zrobiona nowoczesna Crianza. Co prawda w Hiszpanii cena 5 euro za takie codzienne wino będzie rozbojem w biały dzień, ale w Polsce za nieco ponad dwie dyszki można śmiało brać.

Importerowi dziękuję za wino i jego zdjęcie.

Oczy: rubinowe

Nos: wanilia, czerwona porzeczka, maliny, jeżyny

Usta: czerwona porzeczka, maliny, jeżyny, wanilia, wyraźne taniny, dobra kasowość

Ogólna ocena: 4/5

Między gajem oliwnym a owocowym sadem ~ Tenuta Ulisse Unico Montepulciano d’Abruzzo DOP 2011 z Salute!

Mając do czynienia z winem kosztującym ponad 4 dychy zawsze obawiam się, czy jest warte swojej ceny. Wczoraj spróbowałam jednego z bardzo niewielu egzemplarzy ze średnio-wyższej półki, na które ze spokojnym sumieniem można wydać około 50 zł. Dziś o bardzo fajnym winie z rzadkim, szklanym korkiem w ładnej butelce, tej z rodzaju trudnych do sfotografowania. Kupicie na salute.pl za 48 zł.

Tenuta Ulisse Unico Montepulciano d’Abruzzo DOP 2011

Tenuta Ulisse Unico Montepulciano d’Abruzzo DOP 2011

No dobrze, przecież liczy się przede wszystkim wnętrze. Ciemnorubinowe Unico z fioletowymi refleksami nieśmiało, z kwadransu na kwadrans rozwijało ziemisto-owocowe aromaty, z których wywąchałam płatki fiołków, jeżyny, może trochę malin i wiśni. Do tego ciekawy, wędzony bekon. Z czasem nuty alkoholowe przestają tak mocno przebijać, dlatego warto dać temu winu czas, aby odetchnęło. Lekko i zwiewnie nie jest, ale jest za to bardzo elegancko. Podobnie w smaku, jeśli zabierzemy się za Unico zbyt wcześnie, poczęstuje nas zbyt intensywnym alkoholem i zbyt małą ilością owocu, ale z czasem wino się wygładza, zaokrągla i pokazuje swoje bogactwo. Na pierwszy plan wybijają się aksamitne, rozpływające się po całej jamie ustnej taniny. Do tego dobry balans między wyraźną kwasowością a soczystym, ale nie rozbuchanym owocem (wiśnie, jeżyny) i długi finisz, przy którym taniny nie pozwalają o sobie zapomnieć. I jeszcze bardzo przyjemna, lekka słonawość, kojarząca się z wędzonym boczkiem.

Ojczyzną Unico jest Abruzja, czyli najbardziej górzysty region Włoch, położony w środkowej części kraju, stykający się z Adriatykiem. Kraina gajów oliwnych, drzew uginających się od owoców i oszałamiająco aromatycznych ziół. Chodzi konkretnie o okolicę miejscowości Crecchio, gdzie winnice ma producent tego wina, firma Tenuta Ulisse. Teren jest tam pofałdowany z przewagą gleb wapiennych i kamienistych. Klimat jest generalnie śródziemnomorski, jednak zimy są tam, co prawda krótkie, ale mroźne. Ciepłe i długie lata pozwalają owocom winorośli porządnie dojrzeć i w takich warunkach szczególnie dobrze udaje win z takich włoskich szczepów jak montepulciano, negroamaro, sangiovese czy barbery, ale też z „zagranicznego” merlota. Charakterystycznymi cechami Montepulciano d’Abruzzo są głębia koloru i głębia smaku. To i jeszcze trochę znajdziecie w Unico, które jest zrobione właśnie z tego szczepu. Uprzejmie poczęstowała mnie firma Salute!

Abruzzo

Abruzja, czyli kraina, dla wędrowców chętnie wracających do bezpiecznego domu pełnego wina. © http://www.averilstuarthead.com

Oczy: ciemnorubinowe, fioletowe refleksy

Nos: jeżyny, maliny, wiśnie, fiołki, bekon

Usta: taniny, wyrazista kwasowość, wiśnie, jeżyny, długi finisz

Ogólna ocena: 5/5