Na różowo i z charakterem ~ Braun Sankt Laurent Rosé 2015 z 13 Win

Butelkę różowego Sankt Laurenta ze znajdującej się w niemieckim Palatynacie winiarni Braun ten czy ów dżentelmen z okazji Dnia Kobiet mógłby kupić damie, która zasługuje dziś na okazanie jej przyjaźni, szacunku, miłości, czy wszystkiego na raz (zresztą, która kobieta na to wszystko nie zasługuje!?). Jeżeli natomiast w otoczeniu damy brakuje takowego dżentelmena, sama ze spokojem może się zaopatrzyć w to rosé w warszawskim sklepie 13 Win za przyzwoite 37 zł. Bo ten róż zdecydowanie nie jest tanim, landrynkowym różem dla dziewczynek.

braun_rose

Wręcz przeciwnie. Możemy to stwierdzić już po intensywnym i głębokim kolorze, który być może bardziej jest zbliżony do czerwieni jasnej i soczystej, jak usta Marylin Monroe. W nozdrza udejrzają zmysłowe aromaty kwiatów, malinowego chruśniaka i innych owoców leśnych, jak jagody, czy poziomki. Głębi i charakteru bukietowi dodaje delikatny ziemisty niuans. To, co dzieje się w ustach jawi mi się jako kobieta kompletna. Z jednej strony mamy miękki, soczysty czerwony owoc i subtelnie krągłe ciało. Z drugiej – żywą kwasowość, zadziorną pikanterię i ciekawe, nieco ziarniste taniny. To wino jest jednocześnie pełne życia i elegancji, nie pozwala też długo o sobie zapomnieć. Zupełnie, jak silna, spełniona kobieta.

Oczy: ciemny róż

Nos: maliny, liście, jagody, poziomki, kwiaty, ziemia

Usta: malina, wiśnia, czereśnia, truskawka, kwasowość, ciało, długi finisz

Ogólna ocena: 6/7

Reklamy

W kontraście do etykiety ~ EGO Bodegas Pirapú 2015

Doczekać się już nie mogę wypadu na wschodnie wybrzeże Hiszpanii, który już w marcu! W planach jest odwiedzenie najciekawszych winnic Jumilli, Yecli oraz okolic Alicante, Walencji i Murcji i ustrzelenie etykiet, których nie znajdę w Polsce. Chciałabym jednak wpaść między innymi do EGO Bodegas, czyli jednego z kilku wyjątków od założonej reguły. Wam oczywiście polecam wycieczki enoturystyczne, ale jeśli nie macie ochoty (niemożliwe), lub nie możecie (to już bardziej prawdopodobne) ruszyć się z zimnej Polski do cieplepszej krainy, bliżej będzie Wam do warszawskiego sklepu 13 win. Tam bowiem czeka na Was kilka butelek od tego producenta, między innymi kosztujące 33 zł Pirapú, kupaż flagowego dla apelacji monastrell i idealnie go uzupełniającego syrah.

pirapu

Zawartość butelki opatrzonej minimalistycznym, nowoczesnym wizerunkiem sarny skrywa wino, któremu do minimalizmu jest na szczęście bardzo daleko. Po napowietrzeniu i wygonieniu nikomu do niczego nie potrzebnego wszechobecnego zapachu wanilii wino pachnie głównie ciemnymi owocami – jeżynami, jagodami i śliwkami węgierkami, a te owocowe aromaty zdobi bardzo zachowawczy niuans beczki oraz mineralne, ziemisto-kamieniste nuty. Podobne wrażenia pojawiają się na języku, do tego żwawość połączona ze słusznym ciałem. Taniny nie mogą się zdecydować, czy być bardziej ziarnistymi, czy aksamitnymi, ale bardzo podoba mi się to niezdecydowanie, bo dzięki niemu dzieją się w ustach bardzo przyjemne rzeczy. Dobra kwasowość i leciutko słodki finisz dopełniają dzieła. Pijcie Pirapú najlepiej z pieczonym i grillowanym mięsem, raczej czerwonym, niż białym, choć wszelkie wędliny i dojrzałe sery – najlepiej hiszpańskie – również będą dla tego wina dobrym towarzystwem.

P.S. Z EGO Bodegas próbowałam też żwawe, owocowe i soczyste Malabarista oraz bardziej nasycone materią Don Baffo – te wina również z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Obydwa dostępne oczywiście w 13 Win :)

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: jeżyny, jagody, śliwki, ziemia, kamień

Usta: jeżyny, jagody, śliwki, dobra kwasowość, umiarkowane taniny

Ogólna ocena: 4/7

Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Bikavérek ~ Juhász Egri Bikavér 2011 z Lidla

Od pewnego czasu na lidlowych półkach (jeszcze chyba) stoją wina z Węgier w bardzo różnych cenach. Rzuty z tego kraju zawsze bardzo mnie cieszą, bo, jak niektórzy z Was wiedzą, moja winna pasja zaczęła się właśnie na Węgrzech. Inną sprawą jest częste rozczarowanie, z jakim się spotykam, bo ceny węgierskich win dostępnych w Polsce wciąż nie zawsze odpowiadają ich jakości.

To zabawne, ale mam ostatnio do czynienia z winami, które, mimo że z dyskontów, powinny jednak smakować cokolwiek dojrzalej, pełniej, bardziej bogato. Na łamach dotrzechdych.pl pojawią się niedługo moje recenzje biedronkowych cabernet sauvignon i syrah w wesji baby, których niedojrzałość można tłumaczyć młodym wiekiem, ale przede wszystkim niską ceną. Czy to je broni? Rozstrzygnięcie tej kwesti pozostawiam Wam. A tymczasem – oto kolejna winna „młoda krew” – bycza krew, czyli kosztujący 19,99 zł Egri Bikavér ze znanej i uznanej egerskiej winiarni Juhász.

juhasz_egri_bikaver

Wino jest – a jakże – krwistoczerwone i przejrzyste, pachnie i smakuje apetyczną mieszanka dojrzałych śliwek i wiśni, może też czerwonych porzeczek. W tle pojawia się świeżo zmielony czarny pieprz, który z kolejnymi kwadransami ustępuje bardziej spokojnym, ziemistym nutom. Ta wersja byczej krwi jest całkiem lekka, a po pewnym czasie wręcz miękka w ustach, choć nie pozbawiona żwawej kwasowości. Brakuje mi trochę garbników i ciała, ale pewnie nie wszystkim z Was te niedociągnięcia będą przeszkadzać. Pytanie też, czy to są w ogóle niedociągnięcia i czy to konkretne wino powinno być cieliste i taniczne.

Do wyrobu Egri Bikavér na Węgrzech dopuszczonych jest aż 13 czerwonych odmian winorośli. Możemy więc spodziewać się po tych winach szerokiego spektrum stylów, koncentracji, czy intensywności beczkowych aromatów. Dochodzi do tego duże geograficzne zróżnicowanie obszarów, na których winiarze mogą wytwarzać wino o tej zastrzeżonej nazwie. Bycza krew od braci Juhász to jedna z subtelniejszych interpretacji węgierskiego klasyka, nadal jednak jest soczysta i aromatyczna.

Za wino bardzo dziękuję importerowi!

Oczy: czerwone, przejrzyste

Nos: śliwki, wiśnie, czerwona porzeczka, czarny pieprz, ziemia

Usta: : śliwki, wiśnie, czerwona porzeczka, dobra kwasowość, lekkie ciało, łagodne taniny

Ogólna ocena: 4/7

Spotkało się Bordeaux z Loarą ~ Dwa wina z francuskiej oferty Lidla

Dwa zgoła różne wina, dlatego nie będę oceniać, które jest lepsze od drugiego. Mogę jednak z grubsza nakreślić Wam, co to znaczy być muscadetem sur lie z Doliny Loary i co to znaczy być klasycznym bordoskim kupażem oraz jak się do tego mają nasze dwie butelki z aktualnej oferty win francuskich, którą znajdziecie w Lidlu. Zobaczcie, co wywąchałam i wysmakowałam, kiedy wina znalazły się w moim kieliszku.

muscadet_sevre_et_maine_sur_lieDomaine Gandais Muscadet Sèvre et Maine Sur Lie La Grande Réserve 2014
Wino o strasznie długiej nazwie i etykiecie godnej stołu weselnego, ale nie ma się czego bać, bo butelka, jak na taką jakość jest naprawdę tania i warta również tych codziennych, niezobowiązujących okazji. Dominują w tym winie czyste aromaty cytryn i limonek wraz ze skórkami, do tego banany, delikatna  słonawość, mokra kreda i lekka nuta drożdżowa. I właśnie – ten ostatni niuans pochodzi z tego, że wino po fermentacji pozostało przez pewien czas na osadzie z martwych drożdży – nazywamy tę metodę sur lie i dzięki niej wino z jednej strony zyskuje świeżość, z drugiej nieco ciała i – w najlepszych wypadkach – potencjał starzenia. Tym wszystkim charakteryzują się dobre wina z apelacji Muscadet Sèvre et Maine. Wy jednak nie zawracajcie sobie głowy starzeniem tego wina i pijcie je teraz – doskonale złagodzi efekty nadciągających upałów. Polecam szczególnie do świeżych serów i ryb, również tych grillowanych. Cena: 19,99 zł


chateau_calet_cotes_de_bordeauxChâteau Calet Blaye Côtes de Bordeaux 2012

Ta butelka wypada już trochę gorzej. Niby jest sporo owocu (klasyczna mieszanka wcale świeżych wiśni, czereśni, porzeczek i śliwek), dość gładkie taniny i dobra kwasowość. Mimo wszystko brakuje temu winu ciała, a co za tym idzie – jakiegokolwiek finiszu. Uczciwe czerwone Bordeaux powinno jednak być takim winem, o którym można by porozmawiać przy obiedzie, które pozostawia po sobie jakiś wart refleksji posmak. A tak, Château Calet w zasadzie smakuje dobrze, ale jest dobre do picia bez zastanowienia. Jego krótkość i wątłość może tłumaczyć niższej rangi apelacja Côtes de Bordeaux, ale w takim wypadku wydaje mi się, że butelka nie powinna kosztować w dyskoncie prawie 30 zł. Wino jest bardzo uniwersalne gastronomicznie, zgodzi się z wszelkimi serami i mięsami, jednak w granicach trzech dych rozejrzałabym się za czymś innym. Wybór pozostawiam Wam. Cena: 27,99 zł

 

Wina otrzymałam do degustacji od Lidla, za co uprzejmie dziękuję!

Wytrawny markiz na co dzień ~ Marques de Borba Alentejo DOC 2014

Winiarską Portugalię zdecydowanie warto odkrywać region po regionie. Literalnie, każdy region. A to dlatego, że każdy region, jak kraj długi i (niezbyt) szeroki, Portugalia ma dla nas coś ciekawego i smacznego do zaoferowania. Szczególnie że stosunkowo łatwo jest dostać w Polsce portugalskie wino, które reprezentuje dobrą albo bardzo dobrą relację ceny do jakości. W dużej mierze tak było w przypadku tej butelki, która stanowi stałą ekspozycję w Biedronce, a możecie kupić za 29,99 zł.

marques de borba

Mamy tu mieszankę czterech czerwonych szczepów: hiszpańskie Alicante Bouschet i Aragonez (szerzej znanego jako Tempranillo) oraz portugalskich Trincadeira i Touriga Nacional. Aromaty intensywnie rubinowego Markiza stoją pod znakiem skórzastości i mięsności. Do tego całkiem czysty konfitura wiśniowo-malinowo-śliwkowa. W ustach jest już bardziej świeżo i soczyście, mamy dojrzałą  śliwkę, choć taniny są cokolwiek za suche. Najwyraźniej dała się we znaki fermentacja w małych beczkach. Dla eksperymentu można dać winu rok, żeby sprawdzić, czy taniny się wygładzą, choć wydaje mi się, że taki zabieg może nie zdać egzaminu. A czym zagryźć tego Portugalczyka? Przede wszystkim mięsem w każdej postaci, choć unikałabym delikatnie przyrządzonych mięs białych. Będzie pasować do dojrzałych serów.

Producentem Marques de Borba jest duża i znana winiarnia João Portugal Ramos Wines z regionu Alentejo. O regionie możecie przeczytać na przykład w serwisie Vinhos do Tejo, czyli Wina z Tejo. Ciekawostką, jaką możemy wyczytać z serwisu jest informacja, że owoce, z których powstało to wino były własnonożnie ugniatane przez pracowników winiarni. Jeśli jesteście zainteresowani – wino czeka na was na Biedronkowych półkach.

Importerowi uprzejmie dziękuję za udostępnienie wina do degustacji.

Oczy: rubinowe

Nos: nuty zwierzęce, konfitura wiśniowa, malinowa, śliwkowa

Usta: śliwka, dębina, dobra kwasowość, suche taniny

Ogólna ocena: 3/5

Anioł tasmański ~ Pure South Pinot Noir Tasmania 2013

To wino przyjechało do nas z drugiego końca świata, i to nawet nie z tak dobrze nam znanej Australii, ani nawet z Nowej Zelandii, skąd wina są z definicji drogie. Mamy tu, proszę Państwa, wino z Tasmanii, z ojczyzny najsłynniejszego drapieżnego torbacza. Pinot Noir musi być drogi, bo jest to bodaj najbardziej kapryśny i najtrudniejszy w uprawie szczep na świecie, a jeśli taka butelka przyjechała do nas z Antypodów, cena wina jest dodatkowo podbita. Dodatkowo mamy tu wino od uznanego producenta, Josepha Chromy’ego. Jednak tak udany egzemplarz naprawdę jest wart większej sumy. Tak właśnie jest w przypadku kosztującego 69,99 zł Pure South z Marks&Spencer. Porównując z cenami innych Pinot Noir, cena ta wcale nie jest taka wygórowana.

pure south tasmania pinot noir 2013

Jak każdy Pinot Noir, Pure South ma przejrzyście rubinową barwę. Pachnie świeżymi, dojrzałymi owocami leśnymi, kwiatami i…marcepanem. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale właśnie taki aromat zlokalizowałam. Chętnie dowiem się, co Wy wywąchaliście w tym winie. Chętnie dowiem się też, co wysmakowaliście, bo według mnie w Pure South znajdziecie – znów – intensywne owoce leśne, ale też charakterystyczne dla Pinot Noir wiśnie. Ciekawe są majaczące gdzieś w tle dymne, pochodzące z beczki nuty. W owocową sałatkę ładnie wstrzeliwuje się dobra kwasowość. Taniny są niezbyt intensywne, ale ta cecha, przy lekkości, owocowości i kwiatowości Pinotów jest zdecydowanie zaletą.

Jaka jest winiarska Tasmania? Jeśli chodzi o podział na regiony winiarskie, można by rzecz, że dość grubo ciosana. Na wyspie mamy bowiem dwie strefy: Tasmanię Południową i Tasmanię Północną. Nie ma żadnych podregionów, ani tym bardziej apelacji. Nie znaczy to jednak, że pod względem różnorodności geograficznej i terroirs Tasmania jest równie uboga. W żadnym wypadku! Warto przyglądać się rozwojowi przemysłu winiarskiego tej wyspy, bo mnogość mikroklimatów i ciągłe poszukiwania idealnego mariażu odmiany z siedliska nieuchronnie prowadzą do wytworzenia bardziej złożonej struktury regionów i apelacji winiarskich. To jest tylko kwestia czasu. Jedno jest pewne: w większości obszarów kapryśny Pinot Noir czuje się jak u siebie w domu. Na pewno jednak warto spróbować tasmańskich Rieslingów, Chardonnay, Pinot Gris, a nawet ciepłolubnych Zinfandeli, Merlotów, Cabernet Sauvignon czy Shirazów. Jest co odkrywać!

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: owoce leśne, kwiaty, marcepan

Usta: owoce leśne, wiśnie, dym, dobra kwasowość, subtelne taniny

Ogólna ocena: 5/5

Argentyński hit ~ Tupungato Malbec Cabernet Sauvignon 2014 z Marks & Spencer

Idziemy do M&S, sięgamy po butelkę tego argentyńskiego kupażu i doświadczamy – już to napisałam w tytule – hitu. Dawno nie piłam tak pysznego wina w tak przystępnej cenie (równo 30 zł). Plakietka na sklepowej półce zapowiada wino „ciężkie”, jednak ta mieszanka potencjalnie potężnych Cabernet Sauvignon i Malbeca jest bardzo pijalna, jakkolwiek domaga się najlepiej zagrychy, którą miałam już przygotowaną w domu. Chciałam podelektować się w domowym zaciszu winem konkretnym, ale bez przytłaczającej beczki i ugotowanego owocu. Argentyna okazała się celnym strzałem.

tupungato

Nieprzeniknione ciemności Tupungato skrywają w sobie aromaty wiśni i owoców leśnych, takich jak maliny, truskawki, czy jeżyny. Do tego trochę śliwek. Trójwymiarowości dodają winu aromaty pieprzu i ziół. Weźcie łyka i poczujecie przyjemną słodycz alkoholu, wyraźne, żywe taniny i całkiem długi, truskawkowy finisz. Tupungato zagryzałam wyśmienitą kiełbasą z dzika, tak więc szlachetne, aromatyczne wędliny i mięsa – również te grillowane, pieczone czy duszone – będą doskonałym towarzystwem dla tego wina.

Ten argentyński kupaż został wyprodukowany w Bodega Catena Zapata w Dolinie Uco, w departamencie Tupungato. Jeśli wybierając wino w sklepie stwierdzicie, że między Argentyną a Chile nie ma różnicy, bo przecież leżą obok siebie w gorącej Ameryce Południowej, popełnicie duży błąd. Argentyna leży w głębi lądu i ma wyraźnie zdefiniowane cztery pory roku – zupełnie, jak w Europie. To, oraz fakt, że wiele siedlisk jest położonych w Andach na dość dużych wysokościach, stanowi jej przewagę nad sąsiednim Chile, skąd łatwiej o wina „ugotowane”, czyli charakteryzujące się aromatami nie świeżych owoców, tylko takich poddanych mniej lub bardziej intensywnej obróbce termicznej. W odczuciu wielu winopijców taki styl jest bardziej toporny i mniej elegancki. Tu mamy natomiast pełne i soczyste jak garść leśnych owoców wino, w którym beczka gra drugoplanową, jeśli nie trzecioplanową rolę. Piątka!

Oczy: ciemnorubinowe, nieprzejrzyste

Nos: wiśnie, maliny, truskawki, jeżyny, śliwki, pieprz, zioła

Usta: wiśnie, maliny, truskawki, jeżyny, śliwki, pieprz, wyraźne taniny, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 5/5

Wino nie tak znów przysadziste, jak koń na etykiecie ~ Percheron Old Vine Cinsault Western Cape 2014 z Leclerca

To wino zarówno w Leclercach, jak i w sklepach osiedlowych to pojawia się, to znika, a więc trafić na nie nie jest tak łatwo. Rocznik 2012 Percherona był zachwalany ponad dwa lata temu przez Winicjatywę, ale o roczniku 2014 ani widu, ani słychu. A warto się rozejrzeć za tą efemeryczną butelką opatrzoną ładną etykietą z przysadzistym koniem pociągowym. W Leclercu Percheron kosztuje 23,99 zł, w sklepach osiedlowych kilka złotych więcej.

percheron

Percheron ma kolor jasnoczerwony, co jest charakterystyczną cechą win zrobionych ze szczepu Cinsault (od pewnego czasu nazywanego po prostu Cinsaut – bez „l”). Intensywnie pachnie wiśniami, czereśniami i truskawkami (może odrobinę kompotem z truskawek). W tle kwiaty i li tylko majaczące ziemiste nuty. W smaku podobnie, dominują truskawki i wiśnie, znów ledwo uchwytna ziemistość, a do tego dobra kwasowość i przyjemne, gładkie taniny. Generalnie wino jest soczyste, ale wystarczająco łagodne, aby pić je bez niczego. Z drugiej strony…tatar wołowy? A może tatar z łososia? Bardzo proszę!

Cinsaut to szczep, którego ojczyzną jest Francja, a konkretnie Langwedocja leżąca na południu kraju. Dzięki temu soczystemu, głównie owocowemu kwiatowemu Cinsaut macie szansę nieco wzbogacić swoje wyobrażenie na temat czerwonych win z RPA, które z reguły są albo zbyt mało intensywne, albo znów przytłaczają ziemistością i ugotowanym owocem, a za naprawdę dobre i zrównoważone wino trzeba zapłacić wielokrotność ceny Percherona. Tu natomiast mamy bardzo przyjemną reprezentację z RPA. Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę fakt, że to wino zostało wymęczone podróżą w kontenerach i zabutelkowano je dopiero we Francji, tym lepiej to świadczy o solidnej robocie, jaka została podjęta przez producenta. Warto sprawdzić!

Oczy: czerwone, przejrzyste

Nos: wiśnie, czereśnie, kompot truskawkowy, kwiaty, ziemia

Usta: kompot truskawkowy, kompot wiśniowy, czereśnie, ziemia, dobra kwasowość, gładkie taniny

Ogólna ocena: 4/5

Malvasia, nie małmazja ~ Frattarolo Malvasia Puglia IGP 2O14 z Białe czy Czerwone

Ten kupaż lokalnej Malvasii Murgii (85%) i Chardonnay (15%) kupiłam w warszawskim Białe czy czerwone za 35 zł, ale była to cena zrabatowana – normalnie wino kosztuje 39 zł. Wśród butelek ze średnio-niskiej półki ta wzbudziła moje największe zainteresowanie, bo jak dotąd nie piłam wina ze szczepu Malvasia z włoskiej Apulii. Ale się doczekałam.

Słomkowo-zielony młodziak pachniał białymi kwiatami, jakby odrobinę drożdżami, gorzkimi cytrusami i owocami egzotycznymi. Czyli całkiem sporo się dzieje. W ustach doznania są podobne, do tego dobrze zrównoważona kwasowość i raczej średni ciężar na języku. Reasumując, wino jest rześkie i pełne świeżych owoców. W żadnym wypadku nie jest przesłodzone, czego moglibyśmy się spodziewać po tak gorącym regionie, jakim jest Apulia.

Sekret tkwi w dobrze przepuszczających wodę glebach zbudowanych z piaskowca ze sporą domieszką skał wapiennych. Dzięki temu nie wyczujemy aromatów przejrzałych owoców, albo tych kojarzących się z kompotem. Z kolei te drożdżowe nuty wynikają z tego, że wino spędziło pewien czas na osadzie z drożdży w stalowych kadziach. Na koniec warto powiedzieć, że producentem Frattarolo jest spółdzielnia winiarska Azienda Agricola di Barletta, która stawia na niezbyt dużą produkcję, która w tym przypadku przełożyła się na jakość. Wino, nawet kupione w normalnej cenie, zdecydowanie zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: białe kwiaty, drożdże, gorzkie cytrusy, owoce egzotyczne

Usta: białe kwiaty, drożdże, gorzkie cytrusy, owoce egzotyczne, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 4/5