Na różowo i z charakterem ~ Braun Sankt Laurent Rosé 2015 z 13 Win

Butelkę różowego Sankt Laurenta ze znajdującej się w niemieckim Palatynacie winiarni Braun ten czy ów dżentelmen z okazji Dnia Kobiet mógłby kupić damie, która zasługuje dziś na okazanie jej przyjaźni, szacunku, miłości, czy wszystkiego na raz (zresztą, która kobieta na to wszystko nie zasługuje!?). Jeżeli natomiast w otoczeniu damy brakuje takowego dżentelmena, sama ze spokojem może się zaopatrzyć w to rosé w warszawskim sklepie 13 Win za przyzwoite 37 zł. Bo ten róż zdecydowanie nie jest tanim, landrynkowym różem dla dziewczynek.

braun_rose

Wręcz przeciwnie. Możemy to stwierdzić już po intensywnym i głębokim kolorze, który być może bardziej jest zbliżony do czerwieni jasnej i soczystej, jak usta Marylin Monroe. W nozdrza udejrzają zmysłowe aromaty kwiatów, malinowego chruśniaka i innych owoców leśnych, jak jagody, czy poziomki. Głębi i charakteru bukietowi dodaje delikatny ziemisty niuans. To, co dzieje się w ustach jawi mi się jako kobieta kompletna. Z jednej strony mamy miękki, soczysty czerwony owoc i subtelnie krągłe ciało. Z drugiej – żywą kwasowość, zadziorną pikanterię i ciekawe, nieco ziarniste taniny. To wino jest jednocześnie pełne życia i elegancji, nie pozwala też długo o sobie zapomnieć. Zupełnie, jak silna, spełniona kobieta.

Oczy: ciemny róż

Nos: maliny, liście, jagody, poziomki, kwiaty, ziemia

Usta: malina, wiśnia, czereśnia, truskawka, kwasowość, ciało, długi finisz

Ogólna ocena: 6/7

W kontraście do etykiety ~ EGO Bodegas Pirapú 2015

Doczekać się już nie mogę wypadu na wschodnie wybrzeże Hiszpanii, który już w marcu! W planach jest odwiedzenie najciekawszych winnic Jumilli, Yecli oraz okolic Alicante, Walencji i Murcji i ustrzelenie etykiet, których nie znajdę w Polsce. Chciałabym jednak wpaść między innymi do EGO Bodegas, czyli jednego z kilku wyjątków od założonej reguły. Wam oczywiście polecam wycieczki enoturystyczne, ale jeśli nie macie ochoty (niemożliwe), lub nie możecie (to już bardziej prawdopodobne) ruszyć się z zimnej Polski do cieplepszej krainy, bliżej będzie Wam do warszawskiego sklepu 13 win. Tam bowiem czeka na Was kilka butelek od tego producenta, między innymi kosztujące 33 zł Pirapú, kupaż flagowego dla apelacji monastrell i idealnie go uzupełniającego syrah.

pirapu

Zawartość butelki opatrzonej minimalistycznym, nowoczesnym wizerunkiem sarny skrywa wino, któremu do minimalizmu jest na szczęście bardzo daleko. Po napowietrzeniu i wygonieniu nikomu do niczego nie potrzebnego wszechobecnego zapachu wanilii wino pachnie głównie ciemnymi owocami – jeżynami, jagodami i śliwkami węgierkami, a te owocowe aromaty zdobi bardzo zachowawczy niuans beczki oraz mineralne, ziemisto-kamieniste nuty. Podobne wrażenia pojawiają się na języku, do tego żwawość połączona ze słusznym ciałem. Taniny nie mogą się zdecydować, czy być bardziej ziarnistymi, czy aksamitnymi, ale bardzo podoba mi się to niezdecydowanie, bo dzięki niemu dzieją się w ustach bardzo przyjemne rzeczy. Dobra kwasowość i leciutko słodki finisz dopełniają dzieła. Pijcie Pirapú najlepiej z pieczonym i grillowanym mięsem, raczej czerwonym, niż białym, choć wszelkie wędliny i dojrzałe sery – najlepiej hiszpańskie – również będą dla tego wina dobrym towarzystwem.

P.S. Z EGO Bodegas próbowałam też żwawe, owocowe i soczyste Malabarista oraz bardziej nasycone materią Don Baffo – te wina również z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Obydwa dostępne oczywiście w 13 Win :)

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: jeżyny, jagody, śliwki, ziemia, kamień

Usta: jeżyny, jagody, śliwki, dobra kwasowość, umiarkowane taniny

Ogólna ocena: 4/7

Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Priorat i francuski miks ~ Dwa wina De Muller

Jedni mówią, że kluczem do sukcesu jest doskonalenie się w jednej, bardzo konkretnej sferze działalności. Inni twierdzą coś zgoła odmiennego – należy być elastycznym i otwartym na nowe doświadczenia i eksperymenty. Wychodzę z założenia, że obydwa sposoby są równie dobre, jeżeli tylko którykolwiek z nich przyniesie oczekiwane rezultaty. Działający w dwóch katalońskich regionach – Tarragonie i Prioracie – producent De Muller należy do grona winiarzy produkujących swoje wina według tego drugiego modelu. O jednym smacznym winie musującym pisałam niedawno. De Muller, oprócz białych musujących win, produkuje też wina spokojne we wszystkich kolorach – od wytrawnych po likierowe, wzmiacniane i wreszcie wermuty. Dziś opowiem Wam o dwóch czerwieniach z tej winiarni.

priorat

De Muller Priorat Criança 2012
Jak sama nazwa wskazuje, przydomek crianza ma nam sugerować raczej młodzieńczy styl wina, a więc dominację owocu i żwawą kwasowość. Ten kupaż (60% garnatxa, 20% cariñena oraz po 10% merlot i syrah) z bodaj najmodniejszego regionu w Hiszpanii (a nawet na świecie) faktycznie jest świeże, niezbyt mocne, ale jednocześnie wykazuje cechy charakterystycznej dla win z tego regionu lekko „ziemistego”, eleganckiego sznytu. Wino ma już ponad cztery lata, jednak tę jego właściwą crianzy młodzieńczość odczujemy w intensywnym owocu i jednocześnie przyjemnym, choć nie korpulentnym ciele. Spokojnie można by mu dać jeszcze rok czy dwa. Bardzo przyzwoita jak na Priorat cena sprawia, że nic, tylko brać. Do czerwonych mięs – zdecydowanie! Cena: 66 zł

porpores

De Muller Porpores Reserva 2010
Powiedzieć o tym już zdecydowanie dojrzalszym w stylu winie „francuski” miks to w zasadzie tylko część prawdy, choć część większa. Mamy tu bowiem kupaż francuskich szczepów (70% cabernet sauvignon, 20% syrah, 10% merlot), jednak miks beczek, w których winifikowane były te odmiany, to ciekawa wycieczka przez środkową Europę. Oprócz klasycznych beczek z francuskiego dębu do produkcji Porpores użyto bowiem przydających czekoladowych aromatów beczek węgierskich oraz rumuńskich, odpowiedzialnych za niuans…grejpfruta! To wszystko, a dodatkowo mocne aromaty czarnych porzeczek i jagód, spory ekstrakt, soczystość i aksamitną teksturę czyni to wino niemal dopiętym na ostatni guzik. Doskonale sprawdzi się z jagnięciną lub gęsiną. Cena: 97 zł

Wina degustowałam na spotkaniu w Winosferze Chłodna w Warszawie.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 2: The Wine Love Devilish 2015

Dziś miała być Katalonia, ale dla odmiany zrobimy skok do dobrze znanego hiszpańskiego regionu Rioja, skąd pochodzi wino-manifest o jednej z najlepszych etykiet w historii, moim skromnym zdaniem oczywiście. Producent Gonzalo Gonzalo (to imię i nazwisko) specjalizuje się zresztą w winach-manifestach i tym razem jest to manifest miłosny, zainspirowany filmem Ed Wood Tima Burtona. Przejdźmy do opisu tego małego dzieła sztuki.

devilish

Krwistoczerwona garnacha niedługo po otwarciu pachnie soczystymi malinami, truskawkami, czerwonymi porzeczkami i trochę też smażonymi wiśniami. W tle szumią świeże liście laurowe i inne śródziemnomorskie zioła. Jak miłość, również i dobre wino potrzebuje nieco czasu, żeby pokazać to, co w nim najlepsze i Devilish jest przykładem takiego wina. Wymagałoby jednak od Was tylko dnia cierpliwości. Po tym czasie nabiera bardziej balsamicznych i pieczeniowych nut, owoc staje się czarniejszy. Wino ma mięsiste i ekstraktywne, ma przyjemne, choć wyraziste taniny, jest też świeże dzięki odpowiedniej dawce kwasowości. Sprawdźcie, być może jeszcze znajdziecie parę kosztujących około czterech dych butelek w warszawskim Wine Cornerze i innych przybytkach zaopatrywanych przez importera Vini e Affini. Może, bo, jak się dobrze orientuję, był w okolicach Halloween na to wino spory popyt.

Dla odmiany ~ Bri Rosat del Celler de l’Era DO Montsant 2014

A raczej dla dwóch odmian, bo to „różowe” wino jest zrobione w 70% z syrah, resztę stanowi grenache. „Różowe” w cudzysłowie, bo jego intensywny kolor wpłynął na decyzję producenta, że ostatni raz zostało nazwane rosat, czyli różowym właśnie. Na etkiecie następnego rocznika przeczytamy już claret i ta nazwa z pewnością będzie miała większy sens. Kolor tego katalońskiego kupażu bardziej skłania się ku apetycznej jak usta pin up girl czerwieni, niż różowi.

bri_rosat

Zanim jednak opowiem, jak wino zachowuje się – no właśnie – w ustach, parę słów o nosie. Producent wspomina o aromacie truskawek, jednak Bri w moim odczuciu jest bardziej zadziorne i pachnie raczej kwaśną wiśnią, jeżyną, sosem balsamicznym i czarnym pieprzem, wykryłam nawet niuans pieczonego mięsa. Natomiast usta są nieco bardziej krągłe i „kobiece” – więcej tu czereśni, niż wiśni, do tego dojrzałe maliny, a równoważy je żwawa kwasowość ze szczyptą pieprzu i soli.

Winnice Celler de l’Era leżą w katalońskiej apelacji Montsant, która okala słynny Priorat. O intensywności aromatów, sporym ciele, ale też swoistej elegancji tamtejszych win decydują czarne łupkowe gleby zwane licorella (w myśl chyba nieco na wyrost ukutego powiedzenia, że na łupkach każde wino na pewno świetnie się uda), ale też – co często ważniejsze – winifikacja. Ręcznie wyselekcjonowane i nie zmiażdżone owoce obydwu odmian winorośli były krótko (i osobno) fermentowane w stalowych kadziach, po czym wino już jako nietknięty beczką kupaż trafiło do butelek. Dzięki temu udało się w nim przemycić zarówno wyrazisty charakter odmian syrah i grenache, jak i cechy apelacji, która tylko w ilości wspomnanych łupków ustępuje bardziej prestiżowemu sąsiadowi zza miedzy, Prioratowi. Wino jest intrygujące, a jednocześnie nadaje się do szerokiej gamy dań, głównie tych na bazie białego mięsa, ale możnaby je też podać do co tłustszych ryb, nie mówiąc już o serach.

O Bri Rosat pytajcie importera Bon Wino, któremu bardzo dziękuję za udostępnienie wina do degustacji!

Oczy: jasnoczerwone, przezroczyste

Nos: wiśnie, jeżyny, balsamico, balsamico, pieczeń

Usta: wiśnie, czereśnie, maliny, pieprz, słonawe, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 6/7

2 wina w 13 Winach ~ Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 oraz Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014 od Paulo Laureano

Niedawno w 13 Winach zdegustowaliśmy sześć butelek od enologa i winiarza Paulo Laureano, osobistości od lat znanej i szanowanej w portugalskim Alentejo. Laureano swoje wina tworzy w apelacji Vidigueira położonej na południowych rubieżach regionu. I mimo, że jesteśmy na samym południu Alentejo, to klimat jest tam łagodniejszy, niż w pozostałych apelacjach regionu. A jeśli wspomnimy, że przeważają tam granity i łupki, to z dużą dozą pewności możemy spodziewać się win dobrej albo bardzo dobrej jakości. Nie zawiedliśmy się na żadnym winie Laureano, a oto dwie fantastyczne butelki, które podczas degustacji zrobiły na mnie największe wrażenie.

paulo_laureano_vinhas_velhas_premiumPaulo Laureano Premium Vinhas Velhas Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Mamy tu kupaż trincadeiry, aragonez (znanego szerzej jako tempranillo) oraz alicante bouchet. Wino było fermentowane zarówno w nowych, jak i używanych dużych beczkach z francuskiego dębu oraz starzone w nich przez 12 miesięcy, dzięki czemu taniny zdążyły ładnie zintegrować się z miękkim owocem spod znaku wiśni, malin i czerwonej śliwki. Całości towarzyszą dymne, wędzonkowe i stajenne nuty. Wino ma przy tym ciekawy słonawy niuans na języku, świetną kwasowość i doskonale ukryte 14% alkoholu. Eleganckie i bardzo pijalne, piłabym je do solidnych pieczeni. Cena: 42 zł

paulo_laureano_reservePaulo Laureano Reserve Tinto DOC Alentejo – Vidigueira 2014
Tu już mamy bardziej szlachetne oblicze tego samego kupażu. W odróżnieniu od poprzednika, to wino fermentowało w małych francuskich barriques, a dojrzewało tylko przez 6-8 miesięcy, co sprawiło, że dymny niuans jest zauważalny, ale jakby subtelniejszy. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast aromaty i smaki jagód i śliwek węgierek. Solidne taniny, mocny owoc i dość wysoka, młodzieńcza wręcz kwasowość sprawiają, że wino ma szansę pięknie rozwijać się przez co najmniej kilka lat, jeśli nie dekadę. Cena: 73 zł

W sklepie dostępne są jeszcze trzy wina białe (beczkowe i nie) oraz jedno podstawowe czerwone Classico od Paulo Laureano. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa powyższe, ale warto odwiedzić sklep na Krypskiej i sprawdzić wszystkie wina Paulo Laureano na własną rękę.

Przecież żaden szanujący się winoman nie pije primitivo ~ Grande Corterosso Primitivo di Manduria z Przystanku Wino

No jasne. Primitivo jest przereklamowane, tylko parweniusze piją primitivo, primitivo to nowa kadarka, primitivo is so 2015 i tym podobne slogany. Należycie do obozu ludzi znudzonych tematem tego wszechobecnego Włocha? Was też zapraszam do lektury!

Jak wiadomo, primitivo znajdziemy praktycznie wszędzie. Sklepy winiarskie na fali zainteresowania tymi winami, wprowadzają je do swoich portfolio zapewniając sobie obroty, przynajmniej do wyczerpania zapasów primitivo. Dlaczego Polacy tak je lubią? Bo jest przyjazne, pełne smaku, bardzo pijalne, a przy tym nie budzące wstydu, kiedy chcemy napić się czegoś niezobowiązującego, ale poczciwa tania kadarka już cokolwiek nam nie leży, zresztą nikomu chyba nie muszę przypominać, że tania kadarka to ze wszech miar siara.

grande_corterosso_primitivo_di_manduria

A teraz na poważnie. W żadnym razie nie należy uważać primitivo za mniej obciachową alternatywę dla podłych tanich czerwonych win. W szczególności nie można za nią uważać kosztującego 49 zł apulijskiego primitivo di Manduria, które znajdziecie w warszawskim Przystanku Wino na Paryskiej 28. Sporo dzieje się w tym winie, choć nuty, dość typowe dla primitivo, nie należą do moich ukochanych. Zarówno w nosie, jak i w ustach, pierwsze skrzypce gra mieszanka dżemów z wiśni, kaliny, jagód, śliwek węgierek, malin i truskawek, do tego gdzieś w tle unosi się delikatna kwiatowa perfuma. Aby jednak nie było za słodko, żwawa kwasowość dodaje winu nieco werwy, choć cały efekt psuje trochę zbyt wysoki alkohol. Wreszcie na finiszu mamy ciekawą nutę popularnych cukierków tymiankowo-podbiałkowych, tych na gardło. To nie jest oczywiście maksimum możliwości primitivo, a win z tego szczepu w Przystanku Wino nie brakuje. Warto wybrać się na rekonesans i ocenić na własnym nosie i języku, nie tylko zresztą wina z południa Włoch.

Przystankowi  Wino uprzejmie dziękuję za butelkę!

Oczy: rubinowe z fioletowymi refleksami

Nos: wiśnie w syropie, kalina, jagody, śliwka węgierka, dżem truskawkowy, dżem malinowy, ziemia, kwiaty

Usta: dżem truskawkowy, dżem malinowy, cukierki tymiankowo-podbiałowe, dobra kwasowośc, wyraźny alkohol

Ogólna ocena: 3/7

Za mało tannata! ~ Tour Bouscassé Madiran 2009 z La Vinotheque

Od znajomego przedstawiciela branży winiarskiej usłyszałam ostatnio opinię, że najlepiej sprzedają się wina z dwóch przedziałów cenowych: do 50 zł i od 100 zł w górę. Dlaczego? Ano dlatego, że cena około 5 dych to dla sporej części winopijcow maksymalna kwota, jaką są w stanie wydać na tak zwane wino „codzienne”. Natomiast wina za 100 zł i więcej ludzie kupują  z jednego powodu: bo ich na to stać. I tyle. Snobi i koneserzy z nieco zasobniejszym portfelem kupują radośnie te butelki, po które nie ma odwagi sięgnąć nikt inny. Nawiasem mówiąc, warto.

tour_bouscasse_madiran

Butelka madirana, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć, mieści się w tej niewygodnej, niechcianej i zaniedbanej sferze, o której wszyscy woleliby zapomnieć. A w ogóle najlepiej by było, gdyby w przedziale od 50 do 100 zł nie znajdowało się żadne wino. Skończyłyby się dylematy i nerwowe rozglądanie się to piętro niżej, to piętro wyżej po sklepowym regale. Tour Bouscassé od jednego z czołowych producentów z Madiran, Alaina Brumonta, kupiłam w warszawskiej winiarni La Vinotheque ze sporym rabatem (powszechnie dostępnym – pytajcie sprzedawcę), ale śmiem twierdzić, że normalna cena 75 zł w przypadku tego wina jest zupełnie…normalna.

Wino powstało w 2009 roku, więc można by przypuszczać, że będzie cokolwiek zmęczone. Nic z tych rzeczy! Zarówno w smaku, jak i w zapachu dominują soczyste owoce leśne spod znaku jeżyn, malin i porzeczek, wywąchałąm przy tym dymny, wędzony niuans podsypany świeżym oregano i miętą. W ustach żwawy początek i wyraźne, choć już aksamitne i dobrze zintegrowane z owocem taniny, wreszcie całkiem długi finisz podkręcony lekką goryczką. Ekspresja tego wina, choć złożona, jest jednak raczej zachowawcza – po madiranie spodziewałabym się cięższej artylerii wytoczonej na mój język.

Zwykle bowiem wina z Madiran są skoncentrowane i taniczne, według obecnych wymogów apelacji zawierające minimum 60% tannata, szczepu, który bardzo lubię i poszukuję. Wszyscy się chyba domyślają, skąd nazwa tej odmiany? A zatem, jak łatwo wydedukować, im mniej tannata w kupażu, tym mniej tanin. Natomiast obecność innych szczepów w blendzie urozmaica, ale jednocześnie nieco łagodzi wymowę wina. Tour Bouscassé zawiera jedynie 40% tannata, reszta to cabernet sauvignon (35%) i cabernet franc (25%). Wiemy więc, dlaczego ten kupaż nie miażdży i nie szarpie tak, jak by się chciało, weźmy pod uwagę też słuszny już wiek tej butelki. Jeżeli więc macie ochotę na coś eleganckiego, zrównoważonego i nadal świeżego, bierzcie śmiało.

Oczy: rubinowe

Nos: jeżyny, maliny, porzeczki, śliwki, pieprz, mięta, oregano, wędzonka

Usta: aksamitne taniny, wyraźny owoc, goryczkowy finisz, długie

Ogólna ocena: 5/7

Spotkało się Bordeaux z Loarą ~ Dwa wina z francuskiej oferty Lidla

Dwa zgoła różne wina, dlatego nie będę oceniać, które jest lepsze od drugiego. Mogę jednak z grubsza nakreślić Wam, co to znaczy być muscadetem sur lie z Doliny Loary i co to znaczy być klasycznym bordoskim kupażem oraz jak się do tego mają nasze dwie butelki z aktualnej oferty win francuskich, którą znajdziecie w Lidlu. Zobaczcie, co wywąchałam i wysmakowałam, kiedy wina znalazły się w moim kieliszku.

muscadet_sevre_et_maine_sur_lieDomaine Gandais Muscadet Sèvre et Maine Sur Lie La Grande Réserve 2014
Wino o strasznie długiej nazwie i etykiecie godnej stołu weselnego, ale nie ma się czego bać, bo butelka, jak na taką jakość jest naprawdę tania i warta również tych codziennych, niezobowiązujących okazji. Dominują w tym winie czyste aromaty cytryn i limonek wraz ze skórkami, do tego banany, delikatna  słonawość, mokra kreda i lekka nuta drożdżowa. I właśnie – ten ostatni niuans pochodzi z tego, że wino po fermentacji pozostało przez pewien czas na osadzie z martwych drożdży – nazywamy tę metodę sur lie i dzięki niej wino z jednej strony zyskuje świeżość, z drugiej nieco ciała i – w najlepszych wypadkach – potencjał starzenia. Tym wszystkim charakteryzują się dobre wina z apelacji Muscadet Sèvre et Maine. Wy jednak nie zawracajcie sobie głowy starzeniem tego wina i pijcie je teraz – doskonale złagodzi efekty nadciągających upałów. Polecam szczególnie do świeżych serów i ryb, również tych grillowanych. Cena: 19,99 zł


chateau_calet_cotes_de_bordeauxChâteau Calet Blaye Côtes de Bordeaux 2012

Ta butelka wypada już trochę gorzej. Niby jest sporo owocu (klasyczna mieszanka wcale świeżych wiśni, czereśni, porzeczek i śliwek), dość gładkie taniny i dobra kwasowość. Mimo wszystko brakuje temu winu ciała, a co za tym idzie – jakiegokolwiek finiszu. Uczciwe czerwone Bordeaux powinno jednak być takim winem, o którym można by porozmawiać przy obiedzie, które pozostawia po sobie jakiś wart refleksji posmak. A tak, Château Calet w zasadzie smakuje dobrze, ale jest dobre do picia bez zastanowienia. Jego krótkość i wątłość może tłumaczyć niższej rangi apelacja Côtes de Bordeaux, ale w takim wypadku wydaje mi się, że butelka nie powinna kosztować w dyskoncie prawie 30 zł. Wino jest bardzo uniwersalne gastronomicznie, zgodzi się z wszelkimi serami i mięsami, jednak w granicach trzech dych rozejrzałabym się za czymś innym. Wybór pozostawiam Wam. Cena: 27,99 zł

 

Wina otrzymałam do degustacji od Lidla, za co uprzejmie dziękuję!