Strawberries, cherries and an angel’s kiss in spring ~ Maison Castel Rosé d’Anjou AOC 2015

Wracam do tematu cukru w winie. Tę butelkę dostalam podczas tegorocznych Vinifolies, które miały miejsce w Ambasadzie Francji w Warszawie, ale spokojnie. Nie musicie walczyć o specjalny dostęp na specjalne imprezy, żeby dostać to wino. Jest ogólnodostępne i kosztuje w supermarketach około 18 złotych.

A co nam daje? Na pierwszy plan wysuwa się feeria czerwonych owoców spod znaku wiśni, czereśni i truskawek z pewnym śladem cytrusów uwidaczniającym się w niezłej kwasowości. Prawie jak w piosenne Summer wine, wykonanej pierwotnie przez Nancy Sinatrę i Lee Hazlewooda, (a potem jeszcze raz, może nawet lepiej zinterpretowanej przez Natalię Avelon i Ville Valo). W międzyczasie wyczułam pieprzno-ziołowe nuty, które urozmaiciły ten sielankowy krajobraz. A o co chodzi z tym pocałunkiem anioła? Ano, o cukier, którym to półsłodkie wino jest li tylko muśnięte, co dla mnie jako osoby bardzo wyczulonej na przesłodzenie, jest bardzo ważne. Jakkolwiek wino lepiej pachnie, niż smakuje, to jednak jego jakość jest zupełnie zadowalająca.

rose_danjou

W przypadku większości win z Doliny Loary (bo właśnie stamtąd pochodzi Maison Castel) nasze skojarzenia powinny kierować sie w stronę lekkości, świeżości, eleganckiego owocu i specyficznych, mniej lub bardziej zaznaczonych mineralnych niuansów, przez które rozumiem przede wszystkim krzemienność i aromaty mokrych kamieni. Pochylcie się jednak nad soczystymi, mięsistymi wręcz, ale nadal bardzo eleganckimi czerwonymi winami z Chinon, Saumur czy Bourgueil zrobionymi ze szczepu cabernet franc. Od razu mówię, że nie będą kosztować ani 20, ani 30 złotych. Ale warto! Ale ja nie o czerwonych. Wracając do różu, który mamy na tapecie, to będzie on dobrym dodatkiem do prostych przekąsek czy sałatek owocowych. Oczywiście bez problemu możecie je pić bez niczego. Nawet bez ubrania, wszak upały zbliżają się wielkimi krokami… :)

Oczy: łososiowe

Nos: wiśnie, czereśnie, truskawki, mineralność, biały pieprz, zioła

Usta: słodycz, truskawki, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

Białe wagi lekkiej ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 2

W poprzednim odcinku opisałam dla Was pięć czerwonych win i jedno różowe, które niedawno pojawiły się na półkach Faktorii Win. Dla przypomnienia – butelki należą do kolekcji Standard Plus, którą znajdziecie w na faktoriowych półkach w większych miastach naszego kraju. Dzisiaj na tapecie mamy sześć białych, doskonale wpisujących się w coraz cieplejszą aurę win. No to bez zbędnych dodatkowych słów wstępu, przystąpmy do części mokrej.

Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sèvre et Maine AOP 2014
muscadetŚwieżutkie wino, pachnące i smakujące tak, jak wino na upał smakować powinno, czyli kwaśnymi cytrusami (cytryna, limonka) razem ze skórkami i mokrymi kamieniami. W ustach z jednej strony słonawe, a z drugiej tłustawe, co kwalifikuje Les Roches Noires jako dobrego towarzysza dla wszelkich ryb (choć może nie smażonych) i koziego sera. Cena: 24,99 zł

Thummerer Bokréta Cuvée
Pierwsze z thummererdwóch win węgierskich. Pachnie cytrynowo-morelowo-kwiatowo, w ustach dodatkowo pojawiają się kwaśna antonówka. Cokolwiek ćwierćwytrawne, co może spodobać się części z Was, choć mnie nie urzekło. Brakuje mi też trochę kwasowości, która zrównoważyłaby  te wszystkie słodkie owoce. Gdybym miała wybierać, wybrałabym poprzednika. Cena: 24,99 zł

Rina Ianca Grillo + Viogner Terre Siciliane IGP
grillo_viognierZa to wino z nieco wystraszonym lisem na etykiecie musimy zapłacić dziewięć złotych więcej od dwóch poprzednich, ale trzeba przyznać, że w tej włoskiej mieszance grillo i viogniera jednak więcej się dzieje. Mamy tu dojrzałe egzotyczne owoce spod znaku mango i mandarynki, a do tego miód i wanilia. Podoba mi się krągłość, pewien ciężar tego wina i lekko goryczkowy finisz. Spróbujcie je do pieczonych ryb, owoców morza lub drobiu. Cena: 33,99 zł

Kressmann Monopole Bordeaux AOC 2014
Jeśli dorzucimykressmann jeszcze złotóweczkę, dostaniemy lekkie, ale całkiem eleganckie kwiatowo-cytrynowe białe Bordeaux. W ustach jest bogatsze, niż w nosie, bo wyczujemy więcej egzotyki – słodkiego ananasa, mango i nie pozbawioną dobrej kwasowości gładką teksturę. Myślę, że cena nie jest zbyt przesadzona jak na taką jakość, wino jest zupełnie przyzwoite. Cena: 34,99 zł

Szöllősi Sauvignon Blanc Neszmely
sauvignon_blancDrugi Węgier to całkiem złożone Sauvignon Blanc, bo oprócz (dość schowanego) flagowego aromatu agrestu wyczuwalne są tu jeszcze gruszki, słodki grejpfrut i jabłka. Usta są przede wszystkim owocowe, gdzieś w tle majaczy nieśmiało mineralność, brakuje też trochę kwasowości dla uzyskania równowagi w winie. Niemniej jest całkiem przyjemne i można je pić nawet solo, choć jak na wino tarasowe jest jednak trochę za drogie. Cena: 36,99 zł


McPherson Vitage Secret Chardonnay South Eastern Australia 2014
Chardonnay w swojej ciepłej, lekko vintage_secret_chardonnaybeczkowej odsłonie. Pachnie i smakuje jabłkami, kwiatami jabłoni, brzoskwiniami, koszem owoców tropikalnych, a to wszystko podbite fajną kwasowością. Gdyby to wino miało jeszcze tylko nieco więcej ciała, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Cena: 49,99 zł

Jeśli sami sprawdzicie te butelki, łatwo zauważycie że białe wina z kolekcji Standard Plus Faktorii Win mają jeden element wspólny – wszystkie są mniej lub bardziej orzeźwiające. Są więc idealne na lato, na grilla, a niektóre do picia solo. Żeby jednak nie było tak kolorowo – nie wszystkie reprezentują dobrą relację ceny do jakości. Powiedziałabym, że ceny tych butelek utrzymują się na maksymalnym akceptowalnym poziomie. Co kto woli – ja w każdym razie zachęcam do testowania!

Piłam na koszt Faktorii Win, za co uprzejmie dziękuję.

Malvasia, nie małmazja ~ Frattarolo Malvasia Puglia IGP 2O14 z Białe czy Czerwone

Ten kupaż lokalnej Malvasii Murgii (85%) i Chardonnay (15%) kupiłam w warszawskim Białe czy czerwone za 35 zł, ale była to cena zrabatowana – normalnie wino kosztuje 39 zł. Wśród butelek ze średnio-niskiej półki ta wzbudziła moje największe zainteresowanie, bo jak dotąd nie piłam wina ze szczepu Malvasia z włoskiej Apulii. Ale się doczekałam.

Słomkowo-zielony młodziak pachniał białymi kwiatami, jakby odrobinę drożdżami, gorzkimi cytrusami i owocami egzotycznymi. Czyli całkiem sporo się dzieje. W ustach doznania są podobne, do tego dobrze zrównoważona kwasowość i raczej średni ciężar na języku. Reasumując, wino jest rześkie i pełne świeżych owoców. W żadnym wypadku nie jest przesłodzone, czego moglibyśmy się spodziewać po tak gorącym regionie, jakim jest Apulia.

Sekret tkwi w dobrze przepuszczających wodę glebach zbudowanych z piaskowca ze sporą domieszką skał wapiennych. Dzięki temu nie wyczujemy aromatów przejrzałych owoców, albo tych kojarzących się z kompotem. Z kolei te drożdżowe nuty wynikają z tego, że wino spędziło pewien czas na osadzie z drożdży w stalowych kadziach. Na koniec warto powiedzieć, że producentem Frattarolo jest spółdzielnia winiarska Azienda Agricola di Barletta, która stawia na niezbyt dużą produkcję, która w tym przypadku przełożyła się na jakość. Wino, nawet kupione w normalnej cenie, zdecydowanie zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: białe kwiaty, drożdże, gorzkie cytrusy, owoce egzotyczne

Usta: białe kwiaty, drożdże, gorzkie cytrusy, owoce egzotyczne, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 4/5

W krainie trzech wiatrów ~ Trivento Tribu Torrontés Mendoza 2013 z Leclerca

Jeżeli rozmawiamy o winie z supermarketu, to w temacie ceny musimy sobie jasno powiedzieć, że brakuje mu zaledwie czterech groszy do osiągnięcia słynnej, dla niektórych nieprzekraczalnej granicy trzech dych. Warto jednak zbliżyć się do tej granicy i wydać 29,96 zł, bo w tym przypadku będzie to bezpieczny krok. W każdym razie ja tyle wydałam podczas małego winobrania w ursynowskim Leclercu.

tribu

Słomkowo-zielony kolor zapowiadał młodość, świeżość i rześkość. I takie właśnie to wino okazało się w nosie, gdzie znalazłam cytrynę, limonkę i skórki tychże, a także lekkie muszkatowe nuty z pieprznym i kwiatowym podszyciem. Co do kwiatów, to kontretykieta chwali się aromatami róż i fiołków. Być może Wam faktycznie nasuną się takie skojarzenia, ale ja jakoś aż tak eleganckich niuansów nie wykryłam. W smaku dostajemy podobną dawkę doznań: limonka wraz ze skórką, do tego wyrazista kwasowość, pieprzne tło i leciutkie musowanie na języku. Trzeba przyznać, że nieźle złożone jak na niecałe trzy dychy. A do tego bardzo pijalne i orzeźwiające.

Po dłuższym czasie mamy wino z Argentyny! Rzadko piszę na blogu o butelkach z tego kraju, bo najczęściej przewijają się u mnie Włochy, Francja albo Hiszpania. (Swoją drogą, blogowi stuknęły już 3 latka i może czas na jakieś podsumowanie? Najpopularniejszy kraj, najchętniej opisywany szczep… Może wezmę się za to któregoś dnia. Ale wracając do Tribu.) Jesteśmy w Mendozie, najważniejszym regionie winiarskim Argentyny. To właśnie ten obszar owiewają tytułowe trzy wiatry, a każdy z nich ma swoją nazwę i wpływa na winnice w inny sposób. Wiejący z bieguna południowego Polar chłodzi rozgrzane słońcem powietrze, Sudestada z południowego wschodu niesie wilgoć i opady, a ciepły Zonda łagodzi wpływ dwóch poprzednich. W butelce mamy Torrontés – aromatyczny argentyński szczep, który rośnie tu na wysokości około 1100 m n. p. m. Pełne słońca, ale przewiewne i wysoko położone siedlisko nie pozwala rozwinąć się pleśni i innym chorobom, a także zdominować składu winogron rwącemu się do rozwoju cukrowi, pozostawiając sporo miejsca bardzo pożądanej kwasowości. Winiarnia Trivento jest dużym producentem, robiącym wina zarówno tanie, jak i te z nieco wyższej półki. Z kolei właścicielem tejże jest chilijski kolos – Concha y Toro. Brzmi znajomo? I pewnie zazwyczaj smakuje? Polecam sprawdzenie kolejnej etykiety z tej wielkiej południowoamerykańskiej stajni. Wino dostaje mocną czwórkę, bo w tej cenie jest zupełnie przyzwoite.

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: skórka limonki, skórka cytryny, limonka, cytryna, muszkat, kwiaty, biały pieprz

Usta: limonka, skórka limonki, kwasowość, biały pieprz

Ogólna ocena: 4/5

Białe bezdroża ~ Degustacja win białych w Winkolekcji 20.08.2015 r.

Ekipa z Olkuskiej zaprezentowała siedem nieoczywistych win. Nieoczywistych dlatego, że zostały zrobione z niszowych szczepów, często endemicznych dla danego regionu i nie występujących nigdzie indziej na świecie. Pomijając oczywisty fakt, że całą siódemkę stanowiły wina białe, niszowość to jedna z kilku cech, jakie łączyły butelki zaprezentowane przez Panów Sławka Chrzczonowicza i Jana Bestera. Jakie jeszcze cechy wspólne udało się nam wychwycić? Sprawdźcie sami. Przechodzimy do części mokrej wpisu.

passa douroPassa Douro White 2014 Podróż zaczynamy od Douro w Portugalii. Region znany i uznany, a czy wiedzieliście o istnieniu takiego szczepu jak Codega do Larinho czy Rabigato? A widzicie. Rodzime dla regionu odmiany, z których pierwsza charakteryzuje się aromatami brzoskwiń i owoców egzotycznych oraz raczej niską kwasowością. Tej odmiany jest w winie 50%. Drugie 50% to Rabigato, czyli w wolnym tłumaczeniu „koci ogon”. Skąd taka nazwa – nie wiadomo, w każdym razie jakiekolwiek skojarzenia z kocimi aromatami są zupełnie nieuzasadnione. Dzięki temu szczepowi mamy w winie dobry alkohol i nuty muszkatowe. Całość jest idealnie zbalansowana, rześka, z dobrym owocem, doskonała na upały i do owoców morza. Cena: 52 zł

villa calcinaia chiantiVilla Calcinaia Comitale Bianco dei Colli della Toscana IGT 2014 Skaczemy do Włoch, do kolejnego megaznanego regionu, czyli Chianti. Apelacja słynie czerwonych win, jednak tutaj mamy kolejne wino białe. Pochodzi z hrabiowskiej winnicy, która dźwiga bez mała pięćset lat winiarskiej historii. 90% Grechetto z domieszką Vernacci, a więc mamy tu wino z intensywniejszym owocem, masywniejsze i bardziej mineralne. Delikatnie przebija orzechowa goryczka. Cena: 59 zł

chateau viranelChâteau Viranel Tradition Saint-Chinian 2014 Przenosimy się do Langwedocji, a tam czeka na nas kolejna biel, kupaż Grenache Blanc (80%), Vermentino (20%), Roussanne (15%) i Bourboulenc (5%). Wino jest dosyć subtelne (aromaty ziół, kwiatów i białych owoców) i o średniej kwasowości, ale z większą od poprzednika dozą goryczy, która dobrze zagra z tłustymi rybami poddanymi konkretnej obróbce – wędzonymi, smażonymi czy grillowanymi. Cena: 49 zł

marramieroMarriamiero Pecorino d’Abruzzo DOP Lecimy do Abruzji, aby spróbować jednego z moich trzech faworytów wieczoru. Aromaty egzotycznych owoców i kwiatów w zaskakujący sposób są połączone z nutami aptecznymi. Na języku wino jest dość potężne, ale nadal finezyjne. Bardzo ciekawa wariacja na temat uprawianego w środkowych Włoszech szczepu Pecorino, którego potencjał został na nowo odkryty ledwie parę dekad temu. Wyjazd w nieznane dla amatorów mocnych wrażeń. Cena: 75 zł

chateauneuf du papeDomaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape AOC 2012 Przenosimy się do słynnej apelacji w Rodanie Południowym, gdzie czeka na nas wino z białego szczepu Roussane. W Rodanie Północnym często występuje w różnych proporcjach z inną tamtejszą białą odmianą – Marsanne. Tu z kolei mamy bardzo porządny, soczysty i pełen ciała egzemplarz z południowej części regionu. Świeże aromaty jabłek i cytryn mieszają się z kwiatowymi i ziołowymi nutami. Według informacji od producenta, wino pachnie i smakuje przede wszystkim cumbavą. Jeśli wiecie, o co chodzi, będzie to dla Was jakaś wskazówka. Ja nie wiem, o co chodzi. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że to mój faworyt numer dwa. Cena: 119 zł

acusticAcústic Montsant DO 2011 Lecimy do kraju sąsiadów, czyli Hiszpanii, a konkretnie do apelacji Montsant, terenu otaczającego z robiący furorę Priorat. Na początku bardzo przeze mnie lubiane petrolowe uderzenie ustępuje z czasem delikatniejszym, dębowym, kwiatowym i woskowym nutom. Do tego wyraźnie odczuwalne na języku ciało w towarzystwie bardzo dobrej kwasowości sprawia, że wino reprezentuje bodaj najlepszą relację ceny do jakości i jest to mów trzeci faworyt wieczoru. Cena: 75 zł

alvear pedro ximenezAlvear PX 2027 Montilla Moriles DO Podróż kończymy na południu Hiszpanii, w gorącej Andaluzji. Winnica Alvear produkuje tam pełne aromatów suszonych fig, kawy i żywicy słodkie wino z posiadającego arabskie korzenie szczepu Pedro Ximenez. Wino ciemne, bo stare – najstarszy składnik blendu pochodzi z 1927 roku. Fakt faktem, że tego wina nie da się dużo wypić, jest jednak zaskakująco żywe, czyste i pije się je zupełnie łatwo, a to dzięki porządnej kwasowości, która balansuje wysoki poziom cukru. Wspaniały deser sam w sobie, ale jeszcze ciekawiej sprawdziłby się z lodami z owocami i orzechami. Cena: 85 zł

Wiecie już, co jeszcze łączy wszystkie te wina oprócz koloru i niszowości? Otóż, wszystkie pochodzą z ciepłego południa Europy – to jest ich kolejna cecha wspólna. Warto też dodać, że każde z tych siedmiu win charakteryzuje świeżością i rześkością, które nie są tak oczywiste dla ciepłych regionów jak Douro czy Langwedocja, a które jednocześnie świetnie współgrają z cechami swoistymi dla każdego egzemplarza.

Organizatorom dziękuję za zaproszenie i udostępnienie materiałów z prezentacji.

Między dwoma morzami, między dwiema etykietami ~ Porównanie dwóch białych win z Entre Deux Mers z Lidla

Może natknęliście się w ostatnim czasie w Waszym Lidlu na pewną zagwozdkę. Tą zagwozdką są znajdujące się w pozycji półleżącej dwa białe wina z niemal identycznymi etykietami, pochodzące z tej samej bordoskiej apelacji, czyli Entre-Deux-Mers. Jedyną w miarę zauważalną różnicę znajdziecie między cenami, która wynosi całą złotówkę. Wino numer jeden kosztuje 17,99 zł, wino numer dwa – 16,99 (ja je kupiłam nawet już za 11,99 zł, ostatnie butelki były w promocji). Zaintrygowana całą tą sytuacją postanowiłam sprawdzić, czy wina czymkolwiek się różnią, a jeśli tak, to czym, oprócz ceny.

entre-deux-mers-lidl

L’Horizon Entre-Deux-Mers 2013

To może najpierw L’Horizon Entre-Deux-Mers 2013 kosztujące 17,99 zł. Kolor słomkowy, a zapachy spod znaku cytrusów (cytryna, limonka, grejfrut i pomelo) oraz mokrej kredy, z delikatnie zaznaczonymi kwiatowymi niuansami. W smaku podobna kompozycja, porządny ładunek kwasowości i tak lubianego przeze mnie słonawego posmaku. Wino ma wszystko ładnie poukładane, dzięki czemu mamy bardzo dobrą relację ceny do jakości. Doskonałe towarzystwo dla kozich serów, ostryg i innych lekkich potraw z owoców morza, a także ryb sauté. Butelka jest idealna na lato, a to, jak widzimy, postanowiło jeszcze nas porozpieszczać. Jeśli traficie na to wino w Waszym Lidlu, warto je kupić. Zasłużona czwórka w pięciostopniowej skali.

Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013

Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013

Wino numer dwa – Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013 od tego samego producenta kupiłam w moim Lidlu w promocji za 11,99 zł, pierwotnie kosztowało 16,99 zł. Różnica w jakości to na pewno więcej niż złotówka. Identyczne w kolorze i prawie identyczny bukiet wskazują na to, że kupując większą ilość butelek bardziej opłaci się wybór tego wina. No i to magiczne, tak uwielbiane przez konsumentów słówko: chateau. Nie dajcie się zwieść. Kwasowość jest naprawdę wysoka – znacznie wyższa, niż w poprzednim winie, co sprawia, że Chateau Gros Chêne może wielu winopijcom zwyczajnie nie smakować, do tego jest bardziej kłopotliwe w sparowaniu go z jakąś potrawą. Być może da radę sałatce z wyrazistym winegretem, ewentualnie tłustej rybie w sosie, albo – z drugiej strony – ostrygom skropionym sokiem z cytryny. Można zaryzykować, ale temu winu postawię naciąganą trójkę.

W kontekście tych dwóch win warto powiedzieć parę słów o bardzo fajnej apelacji, czyli Entre-Deux-Mers. Jej nazwa dosłownie oznacza: „Między Dwoma Morzami”, a wzięła się stąd, że ten największy bordoski podregion leży między dwiema dużymi rzekami – Dordogne i Garonne, które w pewnym momencie łączą się ze sobą pod Bordeaux, tworząc wielką Żyrondę, wpadającą dalej do Zatoki Biskajskiej. Jest to trochę niedoceniany sąsiad dwóch bordoskich regionów – Lewego i Prawego Brzegu (Żyrondy), skąd pochodzą wielkie czerwone francuskie wina, które zagarnęły dla siebie niemal całą sławę. A Entre-Deux-Mers jest niedoceniany niesłusznie, bo jeśli znajdziecie jakieś wino stamtąd, to po pierwsze, będzie zazwyczaj w przystępnej cenie, a po drugie – jest bardzo duża szansa, że nie będziecie zawiedzeni jego jakością. A chodzi tu konkretnie o wina białe, bo tylko takie są produkowane pod nazwą tej apelacji. W regionie rosną też czerwone winogrona, ale nazwa Entre-Deux-Mers nie może pojawić się na etykiecie czerwonego wina – co najwyżej szersza klasyfikacja – Bordeaux Superieur.

A jeśli białe wina, to z trzech aromatycznych szczepów: Sauvignon Blanc, Sémillon i Muscadelle w różnych kombinacjach. Sauvignon Blanc wnosi do blendu przede wszystkim kwasowość oraz trawiaste i owocowe aromaty, natomiast dwie pozostałe odmiany dodają winom alkoholu i ciała, które odczuwamy jako pewien ciężar na języku. Taki styl to w największe mierze zasługa klimatu z wyraźnym wpływem Oceanu Atlantyckiego. Gleby są dosyć zróżnicowane – od gliniasto-wapiennych do żwirowych, przez co style win z poszczególnych siedlisk mogą się nieco od siebie różnić. Jednak najogólniej rzecz biorąc, wina z Entre-Deux-Mers są świeże, owocowe, ze znaczną kwasowością i pewną dozą ciała. Lepszym reprezentantem tego przyjemnego regionu jest wino numer jeden, czyli L’Horizon, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić.

Po słowiańskiej stronie Alp ~ Jeruzalem Ormož Sauvignon Blanc & Pinot Grigio 2013 z Biedronki

Będziemy degustować wino ze Słowenii, które ustrzeliłam w Biedrze niecały miesiąc temu. To było jeszcze chyba wtedy, kiedy na owadzich półkach królowała Portugalia, dlatego zaintrygował mnie szyld z hasłem „tylko teraz!”, pod którym znalazłam całą gromadę butelek z zieloną etykietą. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy uświadomiłam sobie, że mam do czynienia ze Słowenią. Kosztowało 17,99 zł, więc zdecydowałam się zaryzykować. Słoweńskie winiarstwo zresztą nawiązuje tradycją do tego północnowłoskiego, więc można było liczyć, że będzie smacznie.

Jeruzalem Ormož Sauvignon Blanc & Pinot Grigio 2013

I było. Kupaż o bladym słomkowym kolorze pachniało cytryną i limonką oraz ich skórkami, a także świeżą trawą i wreszcie melonem, ananasem i brzoskwinią. W tle dało się wyczuć nuty mineralne. W ustach doznania były podobne: znów te same cytrusy plus ich skórki, znów mineralność, a do tego wyraźna kwasowość z minimalną ilością cukru resztkowego. Rześkość i aromaty wina całkiem długo pozostają w ustach, co kwalifikuje je jako dobry towarzysz lekkiego letniego jedzenia – sałatek, ryb czy owoców morza, a i kozim lub owczym serom by podołał.

Co tam słychać w winiarskiej Słowenii? Ano, im bliżej granicy z Włochami i regionem Friuli-Venezia Giulia, tym większe podobieństwa do stylu, który, szczególnie w przypadku białych win, dominuje po włoskiej stronie granicy. Część Słowenii przy granicy z Włochami to de facto przedłużenie Friuli – różnic w stylu win tam nie uświadczysz. No ale Słoweńcy nie gęsi i w kwestii winiarstwa swoje do powiedzenia mają, bo winorośl uprawiają od dwóch i pół tysiąca lat. I, na naszą niekorzyść, wypijają 95% swojej produkcji, więc ten biedronkowy rzut jest dla mnie tym większą sensacją. No ale przenosimy się na wschód Słowenii, do wsi Jeruzalem w gminie Ormož tuż przy granicy z Chorwacją. Winnice ekologicznego producenta P&F Jeruzalem Ormož znajdują się na urokliwym, pofałdowanym terenie znajdującym się pod wpływem klimatu śródziemnomorskiego, gdzie winogrona mają się zupełnie dobrze. Fajnie by było, gdyby to wino wykazało jakieś indywidualne cechy choćby przez wzgląd na tak egzotyczny kraj pochodzenia. A tymczasem ten kupaż Sauvignon Blanc i Pinot Grigio wykazuje w zasadzie dosyć neutralny, międzynarodowy charakter. Podejrzewam, że zawiniła produkcja stawiająca na dużą produkcję win o poprawne jakości. I zasadniczo nie powiedziałabym, żeby to była wada, bo uważam, że dobrze wydałam swoje 18 zł bez grosza. Ten sam rocznik tego wina pojawił się w zeszłym roku w raczej niesławnej ofercie środkowoeuropejskiej Biedronki. U kolegów (czyli u Irka i Mariusza) wyczytałam, że wino jest odpowiednio słabe oraz dobre. Optowałabym jednak ku pozytywnej ocenie, biorąc pod uwagę cenę poniżej 20 zł. A poniżej 20 zł przy naprawdę niezłej palecie, lekkości i braku jakichś chemicznych niuansów nie ma na co narzekać.

Oczy: jasnosłomkowe

Nos: limonka, cytryna, skórka limonki, skórka cytryny, trawa, melon, ananas, brzoskwinia, mineralne

Usta: cytryna, limonka, skórka cytryny, skórka limonki, wyraźna kwasowość, mineralne, długi finisz

Ogólna ocena: 5/5

Tu mamy co prawda jezioro Bohinj z północno-zachodniej części Słowenii, ale na szczęście jest to mały kraj i do miejsc produkcji dobrych win będziemy mieli rzut kamieniem. Zaszyłabym się. © http://www.turistipercaso.it

Greyrock po roku ~ Hawke’s Bay Greyrock Sauvignon Blanc 2014 z Biedronki

Rok temu Biedronka uraczyła nas świetnym Greyrockiem, rocznik 2013, który każdemu smakował. Na fali tego sukcesu w dyskontach pojawił się jakiś czas temu jego rok młodszy brat. Mam nadzieję, że moja recenzja nie jest spóźniona i znajdziecie jeszcze na biedronkowych półkach pare tych butelek. A jeśli znajdziecie, to bardzo proszę – bierzcie śmiało, bo nie będziecie zawiedzeni.

Hawke’s Bay Greyrock Sauvignon Blanc 2014

Hawke’s Bay Greyrock Sauvignon Blanc 2014

Słomkowo-zielone Sauvignon Blanc pachniało wszystkim, co zielone: agrestem, trawą, również tą cytrynową, skórką limonki, a do tego cytryną, mandarynką i słodkimi owocami tropikalnymi przyprószonymi kredowym niuansem. W ustach trochę mineralne, ale przede wszystkim porządnie kwasowe przy delikatnie wyczuwalnej słodyczy. I znów mamy cytrynę, limonkę, agrest i owoce egzotyczne. I krótki, ale przyjemnie słonawą końcówkę.

O proweniencji wina Greyrock możecie przeczytać w recenzji egzemplarza sprzed roku, więc nie będę się powtarzać, bo w tej kwestii nic się nie zmieniło. Zmieniła się może tylko pogoda, bo tak, jak w zeszłym roku pisałam, że rocznik 2013 musiał być całkiem ciepły, tak rocznik 2014 wydał się bardzo ciepły. I niekoniecznie dobrze to zrobiło naszemu Sauvignon Blanc, a to dlatego, że aromaty są tu trochę rozwodnione, nie pasuje mi też zbyt wysoki – jak na mój gust – poziom cukru resztkowego. Mimo to efekt ratuje przywoity poziom kwasowości i ogólnie przyjemne doznania, co przy cenie 24,99 zł kwalifikuje to wino do mocnej czwórki.

Nad Zatoką Hawke nie tylko napijecie się świetnego wina, ale też świetnie wypoczniecie. Ładnie, prawda? ©http://planmyplay.co.nz/

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: agrest, trawa, trawa cytrynowa, cytryna, skórka limonki, mandarynka, owoce tropikalne, kreda

Usta: wyraźna kwasowość, cukier resztkowy, cytryna, limonka, agrest, owoce tropikalne, krótki finisz

Ogólna ocena: 4/5

Wino na wysokościach ~ Beyra Vermiosa Altitude 700 Mt 2011 z Piotra i Pawła

Wino kupiłam jeszcze na początku tego roku, ale może znajdziecie je jeszcze w którymś Piotrze i Pawle. Zdaje się, że rotacja win w tym sklepie nie jest aż tak zawrotna, dlatego pewnie szanse są jeszcze spore. A warto spróbować, bo Beyra kosztująca 22,99 zł okazała się bardzo wdzięcznym tematem do recenzji. Nie było to zresztą zbyt zaskakujące – nalepka z nagrodą od Decantera, jednego z megazordów wśród anglojęzycznych serwisów winiarskich, daje jakąś nadzieję na sukces. Spróbujmy.

Beyra Vermiosa, Altitude 700 Mt 2011

Beyra Vermiosa Altitude 700 Mt 2011

Dosyć intensywny słomkowy kolor wskazuje na to, że wino nie ma ani roczka, ani dwóch – ma już cztery i zaczyna powoli dojrzewać. Niemniej aromaty okazały się bardzo świeże – na pierwszy plan wysunął się soczysty ananas podkręcony skórką limonki i aromatem mokrej kredy, czy też ogólnie – mokrych kamieni. Smakowo było podobnie, choć tutaj dominuje mineralność (w sensie smaku, a nie bąbelków), a nie owoc. A jeśli owoc, to cytryna i znowu ananas ze skórką limonki. Na koniec ciekawe nuty mleczne. Zarówno ten właśnie smak, jak i aromat kokosa trochę mnie zastanowiły, bo nie doszukałam się informacji o jakimkolwiek kontakcie wina z beczką. Może to po prostu starzenie tak robi lokalnym szczepom Síria i Fonte Cal, z którymi nigdy wcześniej się nie zetknęłam.

Na ładnej i przejrzystej jak górskie powietrze stronie internetowej producenta możemy posłuchać pięknego portugalskiego języka, w którym o każdym ze swoich win opowiada nam ich autor, enolog Rui Roboredo Madeira. Pan Madeira, bądź co bądź, jak na razie nie zajął się produkcją win wzmacnianych. W każdym razie, swoje wina produkuje w małej wiosce Vermiosa na płaskowyżu Beira Alta w regionie Douro, na północy Portugalii. Dużo tu robi przede wszystkim spora wysokość nad poziomem morza, która sięga ponad 700 metrów, a którą chwali się producent. I w zasadzie jest się czym chwalić, bo dzięki chłodnym nocom i słonecznym dniom winogrona mają szansę skoncentrować aromaty i cukier (przerobiony na alkohol), które znajdujemy potem w winie. Dobrym pomysłem okazało się pozostanie przy uprawie lokalnych odmian, między innymi wspomnianych już wcześniej: Sírii o delikatnych aromatach oraz dającej strukturę Fonte Cal, z których zrobione jest nasze wino. Beyra należy do podstawowej linii win, stąd jest dosyć proste. Skoro jednak już ono jest bardzo smaczne i nie mam się do czego przyczepić, to nie mogę się doczekać, aż w moje ręce trafi na przykład biała Beyra Superior. Piąteczka i do zapamiętania!

Oczy: słomkowe

Nos: ananas, skórka limonki mokra kreda, kokos

Usta: mineralne, cytryna, ananas, skórka limonki, kwasowe, nuty mleczne

Ogólna ocena: 5/5

Hegyalja, czyli ‘podnóże gór’ ~ Tokaji Furmint Tokaj Classic 2009 z Lidla

Rzut win węgierskich zapewne ma się ku końcowi, ale dawno nie odwiedzałam Lidla. Dlatego śpieszę z jedną z wielu zaległych recenzji. Sprawdźcie tego półsłodkiego Furminta z Tokaju – szanse są duże, że wstrzeli się (bądź już się wstrzelił) w gusta szerokiego grona winopijców. Z drugiej strony bardziej wymagający smakosze węgrzynów też mogą być zadowoleni.

Tokaji Furmint Tokaji Classic 2009

Tokaji Furmint Tokaj Classic 2009

Wino z upływem lat nabrało intensywnie żółtego koloru. Pachniało również stosownie do wieku – lipą i miodem, może nawet propolisem. Wyraźne były też charakterystyczne dla odmiany nuty muszkatowe i jabłkowe. Te jabłka to takie bardzo dojrzałe, wręcz przejrzałe. Gdzieś tam jeszcze w tle majaczyło wspomnienie o cytrusach. W ustach zaskakująco dobra kwasowość i soczyste owoce: ananasy, jabłka, renklody, i wreszcie rodzynki. W moim odczuciu trochę za bardzo wybijał się alkohol, ale z drugiej strony robił jakąś przeciwwagę dla zawartego w winie cukru.

A tego ostatniego aromatyczny Furmint może nagromadzić naprawdę dużo, jest to cecha charakterystyczna tego szczepu. To właśnie Furmint stanowi podstawę słynnych na cały świat słodkich i bardzo słodkich tokajów. Jesteśmy w otoczonym górami regionie Tokaji-Hegyalja, który uchodzi za ojczyznę tej odmiany winorośli. Panuje tam w miarę słoneczny, ale łagodzony przez wpływ rzek mikroklimat. Sprzyja on rozwojowi bardzo pożądanej szlachetnej pleśni Botrytis cinerea, która lubi atakować owoce Furminta, a dzięki której mamy słodkie tokaje. Podłoże jest chyba najlepsze z możliwych, bo wulkaniczne, z dodatkiem bogatych w minerały gliniastych gleb. Ten Furmint na pewno nie może równać się z winami z tego samego szczepu i o podobnym stopniu wytrawności, które degustowałam parę lat temu w miasteczku Tokaj. I które sprawiły, że zapragnęłam oddać swoje życie winu. Furmint z winnicy Tokaj Classic jest prosty i w miarę zbalansowany pomimo wspomnianego wcześniej alkoholu. Niemniej, jak na taką cenę nie mam większych zastrzeżeń. Dziękuję importerowi za udostępnienie próbki do degustacji!

A tak właśnie wyglądają grona częściowo zaatakowane szlachetną pleśnią. Podobno smaczne same w sobie – nie próbowałam, ale wszystko przede mną. © vinopedia.hu

Oczy: cytrynowa żółć

Nos: lipa, miód, muszkat, dżem jabłkowy, cytrusy

Usta: dobra kwasowość, ananas, jabłka, renklody, rodzynki, alkohol

Ogólna ocena: 4/5