Saudade odłożona na potem ~ Kilka win z Wines of Portugal

Saudade – smutek, melancholia, tęsknota.

Tak z grubsza można przetłumaczyć to portugalskie słowo oznaczające głęboką, nieprzemijającą nostalgię. Z grubsza, bo Portugalczycy utrzymują, że saudade nie da się jeden do jednego przełożyć na inne języki. Co ciekawe, wpływ ich narodowego stanu ducha nie ogranicza się tylko do spraw miłosnych i egzystencjalnych, ale swoim zasięgiem ten termin obejmuje też historię narodu. To zadziwiające, że mieszkańcy tak słonecznego kraju podzielają tę specyficzną nostalgię z gromadą ludzi rzuconą na nasz nadwiślański padół łez i frustracji, obecnie wyjątkowo ponury. Istnieje jednak różnica między portugalskim homo trisits i Polakiem, a jest nią podejście do tej nostalgii. Portugalczycy bowiem nie tylko lubią swoją saudade – wynieśli ją na piedestał jako narodową cnotę i z lubością kontemplują je, kiedy tylko nadarza się ku temu dobra okazja. A Portugalczycy już umieją zadbać, aby takich chwil w ich życiu nigdy nie brakowało. Delektują się więc saudade jak kieliszkiem dobrego wina czy dźwiękami rzewnego fado, przy kieliszku dobrego wina i dźwiękach rzewnego fado, wczoraj tak jak dziś, i jutro pewnie znów. I rozmyślają o wszystkich dobrych rzeczach, których już nie ma, i o tych, które jeszcze nie nadeszły.

No to ja właśnie o przeszłości. W pewien całkiem jeszcze pogodny październikowy dzień organizacja Wines of Portugal utuliła mnie w tęsknocie za ciekawymi ludźmi i winami, które wniosą trochę słońca w coraz bardziej ponurą jesienną aurę. Rzadko spotykam portugalskie wina, które reprezentują coś więcej niż doskonale gastronomiczny charakter. Oczywiście chwała im, że świetnie sprawdzają się w restauracjach i w naszych kuchniach, ale ja tamtego dnia miałam nadzieję na jakieś odświeżające doświadczenie. No i proszę – udało się!

Trzy wina białe, dwa czerwone, jedno musujące. Oto biel numer jeden z winnicy Quinta do Pessegueiro działającej na północnym wschodzie Portugalii, w Górnym (Alto) Douro. Pessegueiro Aluzé White Douro DOP 2016 to kupaż lokalnych odmian rabigato, cercial i gouveio, rosnących na moich ulubionych łupkach i uprawianych w sposób organiczny. Opiekę nad procesem winifikacji sprawuje tu słynny João Nicolau de Almeida – bardzo zasłużony dla regionu enolog, w którego żyłach zamiast krwi już chyba od dawna musi płynąć mieszanka tutejszych win. A jaki jest ten blend? Świeżym aromatom owoców i kwiatów z południowoeuropejskich sadów towarzyszy intensywna mineralność i ledwie wspomnienie o dębinie (tylko 35% wina fermentowało w dużych dębowych beczkach, reszta trafiła do stalowych kadzi). Wino prosi się o owoce morza we wszelkiej postaci i nie jest dostępne w Polsce – mam nadzieję, że ta niezręczna sytuacja szybko się zmieni.

Z tego samego regionu przyjechało do nas wino ze stosunkowo młodej, organicznej winiarni Quinta das Marvalhas, należącej do rodzinnej winiarskiej kooperatywy Casa Agrícola Reboredo Madeira, działającej od połowy XVIII wieku. Vinha da Urze Reserva White 2015 to również kupaż lokalnych szczepów, tym razem są to: códega de Larinho, znów rabigato oraz viosinho. Połowa wina dojrzewała w stali, druga połowa – we francuskim dębie. W tamtejszym suchym klimacie, na ubogich (też łupkowych!) zboczach smaganych wiatrem oprócz winorośli da się wyhodować jedynie oliwki i migdały. Orzeźwiająca kwasowośc i wyraźny niuans morskiej bryzy budzą wspomnienia o skalistych wybrzeżach obmywanych nieokiełznanymi falami. Aromaty owoców spod znaku jabłek i moreli elegancko komponują z zupełnie nienachalnym, szlachetnym beczkowym podbiciem. Do tego wina warto zaserwować oprócz owoców morza również morską rybę. Producent szuka importera i oby rychło go znalazł!

z domieszką gliny, czyli na podłożu mającym potencjał dać strukturalne, pełne wina. To akurat powstało z pochodzącego z Francji, ale bardziej kojarzonego z Portugalią, szczepu alicante bouchet, i już pewnie dobrze znanego polskim winomanom. Ta potężna odmiana idealnie nadaje się do spędzenia jakiegoś czasu w dębie, zatem po fermentacji w stalowych kadziach wino trafiło na 9 miesięcy do amerykańskich i francuskich małych beczek. Efekt? Alkoholu jest tu sporo, bo aż 14,5%, ale jest on doskonale wtopiony i razem z taninami oraz gęstą,  nieco mroczną materią rozmaitych czarnych owoców mości się w ustach jak kot w  welurowym kocyku.  To wszystko zrównoważone doskonałą kwasowością. Ekstraktywne,ale bez przesady, taniczne, ale nie szorstkie. Wina od Casa Santos Lima są dostępne w 50 krajach na całym świecie. Polsko, nie bądź w tyle.

Druga czerwień, tym razem z rdzennie portugalskiej odmiany. O ile u poprzednika  na pierwszy plan wyrywał się mocny czarny owoc, to w Quinta da Gandara Reserva Touriga Nacional Dão DOC 2012 czereśniowo-jagodowa soczystość jest elegancko ujarzmiona przez przyjemne niuanse świeżo mielonej kawy i czekolady.  Wino także fermentowało w stali, a dojrzewało 10 miesięcy tylko we francuskich barriques. Czyli tyle, ile trzeba, aby dać wino o potężnych, ale już dojrzałych, wygładzonych taninach. Ten sam producent przywiózł też produkowane metodą szampańską musujące Caves da Montanha Baga Bairrada DO 2013, które urzekło mnie ciekawym owocem spod znaku niedojrzałych truskawek i białych malin z eleganckim mineralnym tłem. Polacy mogli spotkać się z prostszymi winami od Caves da Montanha chociażby w Biedronce, ale mam nadzieję, że dzięki któremuś z importerów będą mogli poznać poważniejsze wina z jego porfolio.

W poszukiwaniu win zrobionych z rzadkich, endemicznych odmian, trafiłam na unikat z apelacji położonej w regionie Lisboa. Szczęśliwie krzewów ramisco nie dotknęła plaga filoksery dzięki piaszczystym glebom, w których ta mszyca nie jest w stanie przetrwać. Arenae Ramisco Colares DOP 2008 to pełnokrwisty mocarz, w którym ziarniste taniny wiążą się w mocnym uścisku z nutami śródziemnomorskich ziół, żywicy oraz soku z wiśni i czereśni. Nie jest to © Wikipediajednak przeładowany materią kulturysta – wręcz przeciwnie. Jak w rzeźbie Milona z Krotonu nic tu nie odstaje, niczego nie jest za dużo, a jednoześnie winu nie brakuje autentyczności, dynamizmu  i indywidualnego charakteru. Pomimo dojrzewania w beczkach różnej proweniencji przez trzy lata, a potem jeszcze przez rok w barriques, wino nadal jest niesamowicie żwawe!

A na deser – wino amforowe z rodzaju pomarańczowych, oczywiście do szpiku kości wytrawne. Wiem, że amfory są już bardzo 2016 i teraz przez wszystkie przypadki odmieniane są pét-naty, ale pamiętajcie – nie ma świetlanej przyszłości, ani nawet teraźniejszość za bardzo nas nie interesuje. Najbardziej kręci nas nostalgiczne nurzanie się w przeszłości. No to proszę, oto Herdade do Rocim Amphora Branco Alentejo DOP 2015, kupaż jeszcze innych, ściśle lokalnych odmian: antão vaz, perrum, rabo de ovelha i manteúdo. Producent Fernando Pessoa z Herdade do Rocim czerpie z najlepszych tradycji tradycyjnego, ekologicznego winiarstwa. Kiedy moszcz trafi do glinianej amfory, po prostu zamyka ją, dając pole do popisu dzikim drożdżom. Po wygaśnięciu fermentacji trzyma wino na osadzie jeszcze przez 4-6 miesięcy, a potem dojrzewa je w butelce jeszcze przez kolejne dwa. Czujemy w tym winie wszystko, co lubimy w winach pomarańczowych: zadziorną grejpfrutową kwasowość,  przyprószone popiołem polne kwiaty, nuty dobrze przyprawionego wywaru warzywnego i apetyczne taniny. Niech ktoś je importuje!

Jakkolwiek saudade to odczucie nieusuwalne i kiedy raz cię dopadnie, zostaje już z tobą zawsze, tego dnia jednak udało się tę dojmującą melancholię nieco przesunąć na później. Ale cóz, degustacja minęła jak mgnienie oka, producenci i przedstawiciele winnic zwinęli swoje stoiska i wrócili nad Atlantyk. A ja znów zostałam sam na sam ze wspomnieniami i brunatnym listopadem…

Reklamy

Na różowo i z charakterem ~ Braun Sankt Laurent Rosé 2015 z 13 Win

Butelkę różowego Sankt Laurenta ze znajdującej się w niemieckim Palatynacie winiarni Braun ten czy ów dżentelmen z okazji Dnia Kobiet mógłby kupić damie, która zasługuje dziś na okazanie jej przyjaźni, szacunku, miłości, czy wszystkiego na raz (zresztą, która kobieta na to wszystko nie zasługuje!?). Jeżeli natomiast w otoczeniu damy brakuje takowego dżentelmena, sama ze spokojem może się zaopatrzyć w to rosé w warszawskim sklepie 13 Win za przyzwoite 37 zł. Bo ten róż zdecydowanie nie jest tanim, landrynkowym różem dla dziewczynek.

braun_rose

Wręcz przeciwnie. Możemy to stwierdzić już po intensywnym i głębokim kolorze, który być może bardziej jest zbliżony do czerwieni jasnej i soczystej, jak usta Marylin Monroe. W nozdrza udejrzają zmysłowe aromaty kwiatów, malinowego chruśniaka i innych owoców leśnych, jak jagody, czy poziomki. Głębi i charakteru bukietowi dodaje delikatny ziemisty niuans. To, co dzieje się w ustach jawi mi się jako kobieta kompletna. Z jednej strony mamy miękki, soczysty czerwony owoc i subtelnie krągłe ciało. Z drugiej – żywą kwasowość, zadziorną pikanterię i ciekawe, nieco ziarniste taniny. To wino jest jednocześnie pełne życia i elegancji, nie pozwala też długo o sobie zapomnieć. Zupełnie, jak silna, spełniona kobieta.

Oczy: ciemny róż

Nos: maliny, liście, jagody, poziomki, kwiaty, ziemia

Usta: malina, wiśnia, czereśnia, truskawka, kwasowość, ciało, długi finisz

Ogólna ocena: 6/7

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 1: De Muller Mas de Valls Brut Nature

Przez najbliższy miesiąc mój blog będzie cokolwiek monotematyczny, bo królować na nim będą recenzje win hiszpańskich (zawczasu zdradzę, że gros butelek będzie pochodzić z Katalonii). Stawka jest niebagatelna, bo dzięki namiętnemu pisaniu o winach z tego niezwykle zróżnicowanego winiarsko kraju mogę załapać się na wyjazd na targi Fenavin w Ciudad Real – oczywiście w Hiszpanii. O konkursie Degusta España przeczytacie tutaj.

Co więc na początek? Aperitif! Jeżeli mówimy o aperitifie w wydaniu hiszpańskim, to zdecydowanie mamy na myśli musującą cavę. Ale ja nie o cavie, a raczej – niezupełnie o niej. Albowiem wino, które zaraz opiszę, jest co prawda wyprodukowane metodą tradycyjną, czyli tak, jak cava i szampan. Ma nawet w składzie typowe „cavowe” szczepy (ponad 50% chardonnay, reszta to macabeo i parellada). Jest nawet wytwarzane w ojczyźnie cavy, czyli w apelacji DO Tarragona. Dlaczego więc nie-cava? Producent tego wina, działający w Katalonii De Muller, akurat w tym przypadku nie miał ambicji wyprodukować swojego musiaka trzymając się wyśrubowanych reguł dotyczących produkcji cavy. Nie odbyło się to jednak ze szkodą dla samego wina.

mas_de_vals_brut_nature

Pomimo zerowego dosage, a więc dodatku cukru, Mas de Valls jest krągłe i pełne jedwabistej materii, co zawdzięcza 15 miesiącom dojrzewania w butelce. Nie brak w nim więc też przyjemnych tostowo-maślanych aromatów, dominantą jest jednak świeży, ale nie narzucający się nadmiernie owoc (jabłka, morele, gruszki). Dokładnie tak, jak lubię: szlachetna powściągliwość z kwasowym pazurem. Wino degustowałam w Winosferze Chłodna, kupicie je tam za 40 zł.

A w następnym odcinku – ciąg dalszy Katalonii :)

Dla odmiany ~ Bri Rosat del Celler de l’Era DO Montsant 2014

A raczej dla dwóch odmian, bo to „różowe” wino jest zrobione w 70% z syrah, resztę stanowi grenache. „Różowe” w cudzysłowie, bo jego intensywny kolor wpłynął na decyzję producenta, że ostatni raz zostało nazwane rosat, czyli różowym właśnie. Na etkiecie następnego rocznika przeczytamy już claret i ta nazwa z pewnością będzie miała większy sens. Kolor tego katalońskiego kupażu bardziej skłania się ku apetycznej jak usta pin up girl czerwieni, niż różowi.

bri_rosat

Zanim jednak opowiem, jak wino zachowuje się – no właśnie – w ustach, parę słów o nosie. Producent wspomina o aromacie truskawek, jednak Bri w moim odczuciu jest bardziej zadziorne i pachnie raczej kwaśną wiśnią, jeżyną, sosem balsamicznym i czarnym pieprzem, wykryłam nawet niuans pieczonego mięsa. Natomiast usta są nieco bardziej krągłe i „kobiece” – więcej tu czereśni, niż wiśni, do tego dojrzałe maliny, a równoważy je żwawa kwasowość ze szczyptą pieprzu i soli.

Winnice Celler de l’Era leżą w katalońskiej apelacji Montsant, która okala słynny Priorat. O intensywności aromatów, sporym ciele, ale też swoistej elegancji tamtejszych win decydują czarne łupkowe gleby zwane licorella (w myśl chyba nieco na wyrost ukutego powiedzenia, że na łupkach każde wino na pewno świetnie się uda), ale też – co często ważniejsze – winifikacja. Ręcznie wyselekcjonowane i nie zmiażdżone owoce obydwu odmian winorośli były krótko (i osobno) fermentowane w stalowych kadziach, po czym wino już jako nietknięty beczką kupaż trafiło do butelek. Dzięki temu udało się w nim przemycić zarówno wyrazisty charakter odmian syrah i grenache, jak i cechy apelacji, która tylko w ilości wspomnanych łupków ustępuje bardziej prestiżowemu sąsiadowi zza miedzy, Prioratowi. Wino jest intrygujące, a jednocześnie nadaje się do szerokiej gamy dań, głównie tych na bazie białego mięsa, ale możnaby je też podać do co tłustszych ryb, nie mówiąc już o serach.

O Bri Rosat pytajcie importera Bon Wino, któremu bardzo dziękuję za udostępnienie wina do degustacji!

Oczy: jasnoczerwone, przezroczyste

Nos: wiśnie, jeżyny, balsamico, balsamico, pieczeń

Usta: wiśnie, czereśnie, maliny, pieprz, słonawe, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 6/7

Białe wagi lekkiej ~ Wina z oferty Standard Plus z Faktorii Win – część 2

W poprzednim odcinku opisałam dla Was pięć czerwonych win i jedno różowe, które niedawno pojawiły się na półkach Faktorii Win. Dla przypomnienia – butelki należą do kolekcji Standard Plus, którą znajdziecie w na faktoriowych półkach w większych miastach naszego kraju. Dzisiaj na tapecie mamy sześć białych, doskonale wpisujących się w coraz cieplejszą aurę win. No to bez zbędnych dodatkowych słów wstępu, przystąpmy do części mokrej.

Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sèvre et Maine AOP 2014
muscadetŚwieżutkie wino, pachnące i smakujące tak, jak wino na upał smakować powinno, czyli kwaśnymi cytrusami (cytryna, limonka) razem ze skórkami i mokrymi kamieniami. W ustach z jednej strony słonawe, a z drugiej tłustawe, co kwalifikuje Les Roches Noires jako dobrego towarzysza dla wszelkich ryb (choć może nie smażonych) i koziego sera. Cena: 24,99 zł

Thummerer Bokréta Cuvée
Pierwsze z thummererdwóch win węgierskich. Pachnie cytrynowo-morelowo-kwiatowo, w ustach dodatkowo pojawiają się kwaśna antonówka. Cokolwiek ćwierćwytrawne, co może spodobać się części z Was, choć mnie nie urzekło. Brakuje mi też trochę kwasowości, która zrównoważyłaby  te wszystkie słodkie owoce. Gdybym miała wybierać, wybrałabym poprzednika. Cena: 24,99 zł

Rina Ianca Grillo + Viogner Terre Siciliane IGP
grillo_viognierZa to wino z nieco wystraszonym lisem na etykiecie musimy zapłacić dziewięć złotych więcej od dwóch poprzednich, ale trzeba przyznać, że w tej włoskiej mieszance grillo i viogniera jednak więcej się dzieje. Mamy tu dojrzałe egzotyczne owoce spod znaku mango i mandarynki, a do tego miód i wanilia. Podoba mi się krągłość, pewien ciężar tego wina i lekko goryczkowy finisz. Spróbujcie je do pieczonych ryb, owoców morza lub drobiu. Cena: 33,99 zł

Kressmann Monopole Bordeaux AOC 2014
Jeśli dorzucimykressmann jeszcze złotóweczkę, dostaniemy lekkie, ale całkiem eleganckie kwiatowo-cytrynowe białe Bordeaux. W ustach jest bogatsze, niż w nosie, bo wyczujemy więcej egzotyki – słodkiego ananasa, mango i nie pozbawioną dobrej kwasowości gładką teksturę. Myślę, że cena nie jest zbyt przesadzona jak na taką jakość, wino jest zupełnie przyzwoite. Cena: 34,99 zł

Szöllősi Sauvignon Blanc Neszmely
sauvignon_blancDrugi Węgier to całkiem złożone Sauvignon Blanc, bo oprócz (dość schowanego) flagowego aromatu agrestu wyczuwalne są tu jeszcze gruszki, słodki grejpfrut i jabłka. Usta są przede wszystkim owocowe, gdzieś w tle majaczy nieśmiało mineralność, brakuje też trochę kwasowości dla uzyskania równowagi w winie. Niemniej jest całkiem przyjemne i można je pić nawet solo, choć jak na wino tarasowe jest jednak trochę za drogie. Cena: 36,99 zł


McPherson Vitage Secret Chardonnay South Eastern Australia 2014
Chardonnay w swojej ciepłej, lekko vintage_secret_chardonnaybeczkowej odsłonie. Pachnie i smakuje jabłkami, kwiatami jabłoni, brzoskwiniami, koszem owoców tropikalnych, a to wszystko podbite fajną kwasowością. Gdyby to wino miało jeszcze tylko nieco więcej ciała, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Cena: 49,99 zł

Jeśli sami sprawdzicie te butelki, łatwo zauważycie że białe wina z kolekcji Standard Plus Faktorii Win mają jeden element wspólny – wszystkie są mniej lub bardziej orzeźwiające. Są więc idealne na lato, na grilla, a niektóre do picia solo. Żeby jednak nie było tak kolorowo – nie wszystkie reprezentują dobrą relację ceny do jakości. Powiedziałabym, że ceny tych butelek utrzymują się na maksymalnym akceptowalnym poziomie. Co kto woli – ja w każdym razie zachęcam do testowania!

Piłam na koszt Faktorii Win, za co uprzejmie dziękuję.

Na przywitanie wiosny ~ Costantino Sbriu Bianco Frizzante z Kropli Wina

Tak, wiem. Wiosna w pełni, majówka za pasem, a temperatury są jeszcze wciąż nieco niższe, niż byśmy chcieli. Ale co mi tam – chiałabym Wam polecić wiosenno-letnie, półmusujące wino tarasowe, które możecie dostać za jedyne 27 zł w sklepie Krople Wina na warszawskim Ursusie. Mam w planach wypad na Sycylię, dlatego tym chętniej spróbowałam tego pochodzącego spod Palermo wina, zrobionego z białej lokalnej odmiany winogron o nazwie Cataratto. Sycylia brzmi upalnie, prawda? I nie ma się co oszukiwać, Afryka jest stamtąd rzut kamieniem. Sycylijskie wina jednak niekoniecznie muszą być przeładowane alkoholem, o zmęczonym, ugotowanym owocu i pasujące co najwyżej do samych siebie. Okazuje się, że nie tylko czerwone, ale nawet białe wina potrafią być zaskakująco świeże. Oto przykład.

costantino sbriu

Aromaty i smaki Sbriu to przede wszystkim jabłka i cytrusy, ale nie te słodkie spod znaku pomarańczy czy mandarynki. Mamy tu wyraźne kwaśne cytryny i limonki, i to razem ze skórkami! Do tego wyrazista kwasowość  i jedynie 11,5% alkoholu. Świeżość wina podkreślają delikatne drobne bąbelki. Bez problemu możecie to frizzante pić bez żadnego posiłku, ale jeśli – jak wszyscy Włosi – macie  zwyczaju spożywać wino z jedzeniem – Sbriu będzie świetnie pasować do lekkiej sałatki albo nawet delikatnie przyrządzonych ryb, czy owoców morza.

Czemu Sbriu zawdzięcza swój świeży charakter? Ano, temu, że położone na gliniasto-wapiennych glebach siedliska winnicy Costantino znajdują się blisko morza i jednocześnie względnie wysoko nad jego poziomem (nawet 600 m n. p. m.). W efekcie powiew morskiej bryzy i wyraźne dobowe amplitudy pozwalają na dobry balans owocu i kwasowości. Ciąg dalszy tematu win sycylijskich nastąpi!

Oczy: drobne bąbelki, jasnosłomkowe

Nos: cytryna, skórka cytryny, limonka, skórka limonki, jabłka

Usta: delikatne bąbelki, cytryna, skórka cytryny, limonka, skórka limonki, jabłka

Ogólna ocena: 5/5

Kraina łagodności ~ Gewürztraminer Alsace AC 2014 z Lidla

Ten świeżo upieczony srebrny medalista z Lyonu może już być w tym momencie w Lidlu rzadkością, głównie ze względu na jego półwytrawność, cenę (24 zł), no i oczywiście rzeczony medal, dumnie anonsowany przez srebrzystą okrągłą naklejkę na butelce. Jest sporo argumentów za tym, żeby zdecydować się na tę butelkę, jest też jednak parę argumentów przeciw, które zniechęcą bardziej wymagających winopijców.

IMG_20151027_214412

Od samego powąchania wino pieści aromatami: zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam egzotyczne owoce, jak papaję, banany i mandarynki. Po zrobieniu łyka wino jednak w moim przekonaniu nie broni się pomimo swojej przyjazności. 13% alkoholu jest ładnie ukryte, ale jednocześnie brakuje mi tutaj kwasowości, która równoważyłaby nieco landrynkową słodycz i nadałaby wino nieco finezji. Do tego smak niezbyt długo utrzymuje się w ustach.

No to parę słów o Alzacji. Region na terenie Francji, ale pełen zarówno niemieckich nazwisk, jak i win w typowo niemieckim stylu. Znajdziecie tam więc sporo win półwytrawnych i słodkich, ale nie brakuje również bardzo przeze mnie lubianych mocno wytrawnych, wśród których królują Rieslingi. Jednak w Alzacji dobrze czują się również właśnie Gewürztraminer, Pinot Gris, Muscat, Pinot Blanc czy czerwony Pinot Noir. Dobre i bardzo dobre egzemplarze nigdy nie będą tak tanie, jak nasz Gewürztraminer, dlatego oceniając go musimy wziąć poprawkę na jego przystępną cenę. Parę wad, o których wspomniałam w poprzednim akapicie nie zmieniają jednak faktu, że ten Alzatczyk zadowoli (i pewnie zadowolił) podniebienie wielu konsumentów. Do tego z pewnością będzie pasować do pikantnych potraw kuchni azjatyckiej. Ja wystawiam winu subiektywną, ale chyba zasłużoną trójkę.

Piłam na koszt importera, za co bardzo dziękuję.

Oczy: słomkowe

Nos: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki

Usta: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki, słodycz, delikatna kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

W krainie trzech wiatrów ~ Trivento Tribu Torrontés Mendoza 2013 z Leclerca

Jeżeli rozmawiamy o winie z supermarketu, to w temacie ceny musimy sobie jasno powiedzieć, że brakuje mu zaledwie czterech groszy do osiągnięcia słynnej, dla niektórych nieprzekraczalnej granicy trzech dych. Warto jednak zbliżyć się do tej granicy i wydać 29,96 zł, bo w tym przypadku będzie to bezpieczny krok. W każdym razie ja tyle wydałam podczas małego winobrania w ursynowskim Leclercu.

tribu

Słomkowo-zielony kolor zapowiadał młodość, świeżość i rześkość. I takie właśnie to wino okazało się w nosie, gdzie znalazłam cytrynę, limonkę i skórki tychże, a także lekkie muszkatowe nuty z pieprznym i kwiatowym podszyciem. Co do kwiatów, to kontretykieta chwali się aromatami róż i fiołków. Być może Wam faktycznie nasuną się takie skojarzenia, ale ja jakoś aż tak eleganckich niuansów nie wykryłam. W smaku dostajemy podobną dawkę doznań: limonka wraz ze skórką, do tego wyrazista kwasowość, pieprzne tło i leciutkie musowanie na języku. Trzeba przyznać, że nieźle złożone jak na niecałe trzy dychy. A do tego bardzo pijalne i orzeźwiające.

Po dłuższym czasie mamy wino z Argentyny! Rzadko piszę na blogu o butelkach z tego kraju, bo najczęściej przewijają się u mnie Włochy, Francja albo Hiszpania. (Swoją drogą, blogowi stuknęły już 3 latka i może czas na jakieś podsumowanie? Najpopularniejszy kraj, najchętniej opisywany szczep… Może wezmę się za to któregoś dnia. Ale wracając do Tribu.) Jesteśmy w Mendozie, najważniejszym regionie winiarskim Argentyny. To właśnie ten obszar owiewają tytułowe trzy wiatry, a każdy z nich ma swoją nazwę i wpływa na winnice w inny sposób. Wiejący z bieguna południowego Polar chłodzi rozgrzane słońcem powietrze, Sudestada z południowego wschodu niesie wilgoć i opady, a ciepły Zonda łagodzi wpływ dwóch poprzednich. W butelce mamy Torrontés – aromatyczny argentyński szczep, który rośnie tu na wysokości około 1100 m n. p. m. Pełne słońca, ale przewiewne i wysoko położone siedlisko nie pozwala rozwinąć się pleśni i innym chorobom, a także zdominować składu winogron rwącemu się do rozwoju cukrowi, pozostawiając sporo miejsca bardzo pożądanej kwasowości. Winiarnia Trivento jest dużym producentem, robiącym wina zarówno tanie, jak i te z nieco wyższej półki. Z kolei właścicielem tejże jest chilijski kolos – Concha y Toro. Brzmi znajomo? I pewnie zazwyczaj smakuje? Polecam sprawdzenie kolejnej etykiety z tej wielkiej południowoamerykańskiej stajni. Wino dostaje mocną czwórkę, bo w tej cenie jest zupełnie przyzwoite.

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: skórka limonki, skórka cytryny, limonka, cytryna, muszkat, kwiaty, biały pieprz

Usta: limonka, skórka limonki, kwasowość, biały pieprz

Ogólna ocena: 4/5

Białe bezdroża ~ Degustacja win białych w Winkolekcji 20.08.2015 r.

Ekipa z Olkuskiej zaprezentowała siedem nieoczywistych win. Nieoczywistych dlatego, że zostały zrobione z niszowych szczepów, często endemicznych dla danego regionu i nie występujących nigdzie indziej na świecie. Pomijając oczywisty fakt, że całą siódemkę stanowiły wina białe, niszowość to jedna z kilku cech, jakie łączyły butelki zaprezentowane przez Panów Sławka Chrzczonowicza i Jana Bestera. Jakie jeszcze cechy wspólne udało się nam wychwycić? Sprawdźcie sami. Przechodzimy do części mokrej wpisu.

passa douroPassa Douro White 2014 Podróż zaczynamy od Douro w Portugalii. Region znany i uznany, a czy wiedzieliście o istnieniu takiego szczepu jak Codega do Larinho czy Rabigato? A widzicie. Rodzime dla regionu odmiany, z których pierwsza charakteryzuje się aromatami brzoskwiń i owoców egzotycznych oraz raczej niską kwasowością. Tej odmiany jest w winie 50%. Drugie 50% to Rabigato, czyli w wolnym tłumaczeniu „koci ogon”. Skąd taka nazwa – nie wiadomo, w każdym razie jakiekolwiek skojarzenia z kocimi aromatami są zupełnie nieuzasadnione. Dzięki temu szczepowi mamy w winie dobry alkohol i nuty muszkatowe. Całość jest idealnie zbalansowana, rześka, z dobrym owocem, doskonała na upały i do owoców morza. Cena: 52 zł

villa calcinaia chiantiVilla Calcinaia Comitale Bianco dei Colli della Toscana IGT 2014 Skaczemy do Włoch, do kolejnego megaznanego regionu, czyli Chianti. Apelacja słynie czerwonych win, jednak tutaj mamy kolejne wino białe. Pochodzi z hrabiowskiej winnicy, która dźwiga bez mała pięćset lat winiarskiej historii. 90% Grechetto z domieszką Vernacci, a więc mamy tu wino z intensywniejszym owocem, masywniejsze i bardziej mineralne. Delikatnie przebija orzechowa goryczka. Cena: 59 zł

chateau viranelChâteau Viranel Tradition Saint-Chinian 2014 Przenosimy się do Langwedocji, a tam czeka na nas kolejna biel, kupaż Grenache Blanc (80%), Vermentino (20%), Roussanne (15%) i Bourboulenc (5%). Wino jest dosyć subtelne (aromaty ziół, kwiatów i białych owoców) i o średniej kwasowości, ale z większą od poprzednika dozą goryczy, która dobrze zagra z tłustymi rybami poddanymi konkretnej obróbce – wędzonymi, smażonymi czy grillowanymi. Cena: 49 zł

marramieroMarriamiero Pecorino d’Abruzzo DOP Lecimy do Abruzji, aby spróbować jednego z moich trzech faworytów wieczoru. Aromaty egzotycznych owoców i kwiatów w zaskakujący sposób są połączone z nutami aptecznymi. Na języku wino jest dość potężne, ale nadal finezyjne. Bardzo ciekawa wariacja na temat uprawianego w środkowych Włoszech szczepu Pecorino, którego potencjał został na nowo odkryty ledwie parę dekad temu. Wyjazd w nieznane dla amatorów mocnych wrażeń. Cena: 75 zł

chateauneuf du papeDomaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape AOC 2012 Przenosimy się do słynnej apelacji w Rodanie Południowym, gdzie czeka na nas wino z białego szczepu Roussane. W Rodanie Północnym często występuje w różnych proporcjach z inną tamtejszą białą odmianą – Marsanne. Tu z kolei mamy bardzo porządny, soczysty i pełen ciała egzemplarz z południowej części regionu. Świeże aromaty jabłek i cytryn mieszają się z kwiatowymi i ziołowymi nutami. Według informacji od producenta, wino pachnie i smakuje przede wszystkim cumbavą. Jeśli wiecie, o co chodzi, będzie to dla Was jakaś wskazówka. Ja nie wiem, o co chodzi. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że to mój faworyt numer dwa. Cena: 119 zł

acusticAcústic Montsant DO 2011 Lecimy do kraju sąsiadów, czyli Hiszpanii, a konkretnie do apelacji Montsant, terenu otaczającego z robiący furorę Priorat. Na początku bardzo przeze mnie lubiane petrolowe uderzenie ustępuje z czasem delikatniejszym, dębowym, kwiatowym i woskowym nutom. Do tego wyraźnie odczuwalne na języku ciało w towarzystwie bardzo dobrej kwasowości sprawia, że wino reprezentuje bodaj najlepszą relację ceny do jakości i jest to mów trzeci faworyt wieczoru. Cena: 75 zł

alvear pedro ximenezAlvear PX 2027 Montilla Moriles DO Podróż kończymy na południu Hiszpanii, w gorącej Andaluzji. Winnica Alvear produkuje tam pełne aromatów suszonych fig, kawy i żywicy słodkie wino z posiadającego arabskie korzenie szczepu Pedro Ximenez. Wino ciemne, bo stare – najstarszy składnik blendu pochodzi z 1927 roku. Fakt faktem, że tego wina nie da się dużo wypić, jest jednak zaskakująco żywe, czyste i pije się je zupełnie łatwo, a to dzięki porządnej kwasowości, która balansuje wysoki poziom cukru. Wspaniały deser sam w sobie, ale jeszcze ciekawiej sprawdziłby się z lodami z owocami i orzechami. Cena: 85 zł

Wiecie już, co jeszcze łączy wszystkie te wina oprócz koloru i niszowości? Otóż, wszystkie pochodzą z ciepłego południa Europy – to jest ich kolejna cecha wspólna. Warto też dodać, że każde z tych siedmiu win charakteryzuje świeżością i rześkością, które nie są tak oczywiste dla ciepłych regionów jak Douro czy Langwedocja, a które jednocześnie świetnie współgrają z cechami swoistymi dla każdego egzemplarza.

Organizatorom dziękuję za zaproszenie i udostępnienie materiałów z prezentacji.

Między dwoma morzami, między dwiema etykietami ~ Porównanie dwóch białych win z Entre Deux Mers z Lidla

Może natknęliście się w ostatnim czasie w Waszym Lidlu na pewną zagwozdkę. Tą zagwozdką są znajdujące się w pozycji półleżącej dwa białe wina z niemal identycznymi etykietami, pochodzące z tej samej bordoskiej apelacji, czyli Entre-Deux-Mers. Jedyną w miarę zauważalną różnicę znajdziecie między cenami, która wynosi całą złotówkę. Wino numer jeden kosztuje 17,99 zł, wino numer dwa – 16,99 (ja je kupiłam nawet już za 11,99 zł, ostatnie butelki były w promocji). Zaintrygowana całą tą sytuacją postanowiłam sprawdzić, czy wina czymkolwiek się różnią, a jeśli tak, to czym, oprócz ceny.

entre-deux-mers-lidl

L’Horizon Entre-Deux-Mers 2013

To może najpierw L’Horizon Entre-Deux-Mers 2013 kosztujące 17,99 zł. Kolor słomkowy, a zapachy spod znaku cytrusów (cytryna, limonka, grejfrut i pomelo) oraz mokrej kredy, z delikatnie zaznaczonymi kwiatowymi niuansami. W smaku podobna kompozycja, porządny ładunek kwasowości i tak lubianego przeze mnie słonawego posmaku. Wino ma wszystko ładnie poukładane, dzięki czemu mamy bardzo dobrą relację ceny do jakości. Doskonałe towarzystwo dla kozich serów, ostryg i innych lekkich potraw z owoców morza, a także ryb sauté. Butelka jest idealna na lato, a to, jak widzimy, postanowiło jeszcze nas porozpieszczać. Jeśli traficie na to wino w Waszym Lidlu, warto je kupić. Zasłużona czwórka w pięciostopniowej skali.

Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013

Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013

Wino numer dwa – Chateau Gros Chêne Entre-Deux-Mers 2013 od tego samego producenta kupiłam w moim Lidlu w promocji za 11,99 zł, pierwotnie kosztowało 16,99 zł. Różnica w jakości to na pewno więcej niż złotówka. Identyczne w kolorze i prawie identyczny bukiet wskazują na to, że kupując większą ilość butelek bardziej opłaci się wybór tego wina. No i to magiczne, tak uwielbiane przez konsumentów słówko: chateau. Nie dajcie się zwieść. Kwasowość jest naprawdę wysoka – znacznie wyższa, niż w poprzednim winie, co sprawia, że Chateau Gros Chêne może wielu winopijcom zwyczajnie nie smakować, do tego jest bardziej kłopotliwe w sparowaniu go z jakąś potrawą. Być może da radę sałatce z wyrazistym winegretem, ewentualnie tłustej rybie w sosie, albo – z drugiej strony – ostrygom skropionym sokiem z cytryny. Można zaryzykować, ale temu winu postawię naciąganą trójkę.

W kontekście tych dwóch win warto powiedzieć parę słów o bardzo fajnej apelacji, czyli Entre-Deux-Mers. Jej nazwa dosłownie oznacza: „Między Dwoma Morzami”, a wzięła się stąd, że ten największy bordoski podregion leży między dwiema dużymi rzekami – Dordogne i Garonne, które w pewnym momencie łączą się ze sobą pod Bordeaux, tworząc wielką Żyrondę, wpadającą dalej do Zatoki Biskajskiej. Jest to trochę niedoceniany sąsiad dwóch bordoskich regionów – Lewego i Prawego Brzegu (Żyrondy), skąd pochodzą wielkie czerwone francuskie wina, które zagarnęły dla siebie niemal całą sławę. A Entre-Deux-Mers jest niedoceniany niesłusznie, bo jeśli znajdziecie jakieś wino stamtąd, to po pierwsze, będzie zazwyczaj w przystępnej cenie, a po drugie – jest bardzo duża szansa, że nie będziecie zawiedzeni jego jakością. A chodzi tu konkretnie o wina białe, bo tylko takie są produkowane pod nazwą tej apelacji. W regionie rosną też czerwone winogrona, ale nazwa Entre-Deux-Mers nie może pojawić się na etykiecie czerwonego wina – co najwyżej szersza klasyfikacja – Bordeaux Superieur.

A jeśli białe wina, to z trzech aromatycznych szczepów: Sauvignon Blanc, Sémillon i Muscadelle w różnych kombinacjach. Sauvignon Blanc wnosi do blendu przede wszystkim kwasowość oraz trawiaste i owocowe aromaty, natomiast dwie pozostałe odmiany dodają winom alkoholu i ciała, które odczuwamy jako pewien ciężar na języku. Taki styl to w największe mierze zasługa klimatu z wyraźnym wpływem Oceanu Atlantyckiego. Gleby są dosyć zróżnicowane – od gliniasto-wapiennych do żwirowych, przez co style win z poszczególnych siedlisk mogą się nieco od siebie różnić. Jednak najogólniej rzecz biorąc, wina z Entre-Deux-Mers są świeże, owocowe, ze znaczną kwasowością i pewną dozą ciała. Lepszym reprezentantem tego przyjemnego regionu jest wino numer jeden, czyli L’Horizon, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić.