Smak luksusu? ~ Château Dereszla Tokaji Aszú 5 Puttonyos 2009 z Lidla

Miara 5 puttonów często powoduje szybsze bicie serca wśród winnych entuzjastów. A jeżeli opatrzony takich wskaźnikiem tokaj kosztuje w Polsce niespełna 6 dych, takie butelki powinny szybko zniknąć z półek. Na przykład tych w Lidlu, który je nam aktualnie serwuje. No właśnie, czy na pewno każdy winopijca poleci jak w ogień za półlitrową butelką tego, chciałoby się powiedzieć, luksusowego wina, kosztującego jedyne 59,90 złotych? I to jeszcze od Dereszli? Sprawdźmy.

chateau_dereszla_tokaji_aszu

Bladozłoty słodziak pachnie całkiem bogato, bo najpierw tańczy nam w nosie mieszanka suszonych moreli, pomarańczy, jabłek i gruszek, nawet coś w rodzaju dżemu z renklod. Potem miód i przyjemna herbaciana nuta. Chciałoby się wywąchać klasyczny i dość oczywisty w przypadku wina tego rodzaju botrytis, ale niestety, nie tu. W ustach mamy bardzo dobrą równowagę między rozlewającą się leniwie słodyczą a przywracającą ją do pionu cytrusową kwasowością. Mimo to subtelność i dość filigranowe ciało mocno rozczarowuje. Ktoś nazwie to finezją i elegancją, ja z kolei uważam, że winu brakuje ciała.

Jak na 5-puttonowego tokaja aszú to wino ma ekspresję dość zachowawczą. Nie jest tak intensywne, jak potrafią być dobre i bardzo dobre egzemplarze win tego typu. No i nie zagryzajcie tego tokaja żadnym serem pleśniowym, choć często możemy spotkać się z taką rekomendacją. Ja spróbowałam go z gorgonzolą i okazało się, że delikatna paleta smaków w winie gdzieś uleciała, z drugiej strony słodycz tokaja zupełnie wyzerowała intensywność sera. Spróbujcie sparować go z szarlotką, makowcem lub crème brûlée – takie połączenia będą dużo bardziej udane.

Wino otrzymałam do degustacji od importera – dziękuję!

Oczy: jasnozłote

Nos: suszone morele, pomarańcze, jabłka i gruszki, dżem z renklod, miód, herbata

Usta: słodycz, wysoka kwasowość, cytrusy, miód, herbata

Ogólna ocena: 4/7

Strawberries, cherries and an angel’s kiss in spring ~ Maison Castel Rosé d’Anjou AOC 2015

Wracam do tematu cukru w winie. Tę butelkę dostalam podczas tegorocznych Vinifolies, które miały miejsce w Ambasadzie Francji w Warszawie, ale spokojnie. Nie musicie walczyć o specjalny dostęp na specjalne imprezy, żeby dostać to wino. Jest ogólnodostępne i kosztuje w supermarketach około 18 złotych.

A co nam daje? Na pierwszy plan wysuwa się feeria czerwonych owoców spod znaku wiśni, czereśni i truskawek z pewnym śladem cytrusów uwidaczniającym się w niezłej kwasowości. Prawie jak w piosenne Summer wine, wykonanej pierwotnie przez Nancy Sinatrę i Lee Hazlewooda, (a potem jeszcze raz, może nawet lepiej zinterpretowanej przez Natalię Avelon i Ville Valo). W międzyczasie wyczułam pieprzno-ziołowe nuty, które urozmaiciły ten sielankowy krajobraz. A o co chodzi z tym pocałunkiem anioła? Ano, o cukier, którym to półsłodkie wino jest li tylko muśnięte, co dla mnie jako osoby bardzo wyczulonej na przesłodzenie, jest bardzo ważne. Jakkolwiek wino lepiej pachnie, niż smakuje, to jednak jego jakość jest zupełnie zadowalająca.

rose_danjou

W przypadku większości win z Doliny Loary (bo właśnie stamtąd pochodzi Maison Castel) nasze skojarzenia powinny kierować sie w stronę lekkości, świeżości, eleganckiego owocu i specyficznych, mniej lub bardziej zaznaczonych mineralnych niuansów, przez które rozumiem przede wszystkim krzemienność i aromaty mokrych kamieni. Pochylcie się jednak nad soczystymi, mięsistymi wręcz, ale nadal bardzo eleganckimi czerwonymi winami z Chinon, Saumur czy Bourgueil zrobionymi ze szczepu cabernet franc. Od razu mówię, że nie będą kosztować ani 20, ani 30 złotych. Ale warto! Ale ja nie o czerwonych. Wracając do różu, który mamy na tapecie, to będzie on dobrym dodatkiem do prostych przekąsek czy sałatek owocowych. Oczywiście bez problemu możecie je pić bez niczego. Nawet bez ubrania, wszak upały zbliżają się wielkimi krokami… :)

Oczy: łososiowe

Nos: wiśnie, czereśnie, truskawki, mineralność, biały pieprz, zioła

Usta: słodycz, truskawki, dobra kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

Kraina łagodności ~ Gewürztraminer Alsace AC 2014 z Lidla

Ten świeżo upieczony srebrny medalista z Lyonu może już być w tym momencie w Lidlu rzadkością, głównie ze względu na jego półwytrawność, cenę (24 zł), no i oczywiście rzeczony medal, dumnie anonsowany przez srebrzystą okrągłą naklejkę na butelce. Jest sporo argumentów za tym, żeby zdecydować się na tę butelkę, jest też jednak parę argumentów przeciw, które zniechęcą bardziej wymagających winopijców.

IMG_20151027_214412

Od samego powąchania wino pieści aromatami: zarówno w nosie, jak i na języku wyczułam egzotyczne owoce, jak papaję, banany i mandarynki. Po zrobieniu łyka wino jednak w moim przekonaniu nie broni się pomimo swojej przyjazności. 13% alkoholu jest ładnie ukryte, ale jednocześnie brakuje mi tutaj kwasowości, która równoważyłaby nieco landrynkową słodycz i nadałaby wino nieco finezji. Do tego smak niezbyt długo utrzymuje się w ustach.

No to parę słów o Alzacji. Region na terenie Francji, ale pełen zarówno niemieckich nazwisk, jak i win w typowo niemieckim stylu. Znajdziecie tam więc sporo win półwytrawnych i słodkich, ale nie brakuje również bardzo przeze mnie lubianych mocno wytrawnych, wśród których królują Rieslingi. Jednak w Alzacji dobrze czują się również właśnie Gewürztraminer, Pinot Gris, Muscat, Pinot Blanc czy czerwony Pinot Noir. Dobre i bardzo dobre egzemplarze nigdy nie będą tak tanie, jak nasz Gewürztraminer, dlatego oceniając go musimy wziąć poprawkę na jego przystępną cenę. Parę wad, o których wspomniałam w poprzednim akapicie nie zmieniają jednak faktu, że ten Alzatczyk zadowoli (i pewnie zadowolił) podniebienie wielu konsumentów. Do tego z pewnością będzie pasować do pikantnych potraw kuchni azjatyckiej. Ja wystawiam winu subiektywną, ale chyba zasłużoną trójkę.

Piłam na koszt importera, za co bardzo dziękuję.

Oczy: słomkowe

Nos: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki

Usta: papaja, banany, pomarańcza, mandarynki, słodycz, delikatna kwasowość

Ogólna ocena: 3/5

Białe bezdroża ~ Degustacja win białych w Winkolekcji 20.08.2015 r.

Ekipa z Olkuskiej zaprezentowała siedem nieoczywistych win. Nieoczywistych dlatego, że zostały zrobione z niszowych szczepów, często endemicznych dla danego regionu i nie występujących nigdzie indziej na świecie. Pomijając oczywisty fakt, że całą siódemkę stanowiły wina białe, niszowość to jedna z kilku cech, jakie łączyły butelki zaprezentowane przez Panów Sławka Chrzczonowicza i Jana Bestera. Jakie jeszcze cechy wspólne udało się nam wychwycić? Sprawdźcie sami. Przechodzimy do części mokrej wpisu.

passa douroPassa Douro White 2014 Podróż zaczynamy od Douro w Portugalii. Region znany i uznany, a czy wiedzieliście o istnieniu takiego szczepu jak Codega do Larinho czy Rabigato? A widzicie. Rodzime dla regionu odmiany, z których pierwsza charakteryzuje się aromatami brzoskwiń i owoców egzotycznych oraz raczej niską kwasowością. Tej odmiany jest w winie 50%. Drugie 50% to Rabigato, czyli w wolnym tłumaczeniu „koci ogon”. Skąd taka nazwa – nie wiadomo, w każdym razie jakiekolwiek skojarzenia z kocimi aromatami są zupełnie nieuzasadnione. Dzięki temu szczepowi mamy w winie dobry alkohol i nuty muszkatowe. Całość jest idealnie zbalansowana, rześka, z dobrym owocem, doskonała na upały i do owoców morza. Cena: 52 zł

villa calcinaia chiantiVilla Calcinaia Comitale Bianco dei Colli della Toscana IGT 2014 Skaczemy do Włoch, do kolejnego megaznanego regionu, czyli Chianti. Apelacja słynie czerwonych win, jednak tutaj mamy kolejne wino białe. Pochodzi z hrabiowskiej winnicy, która dźwiga bez mała pięćset lat winiarskiej historii. 90% Grechetto z domieszką Vernacci, a więc mamy tu wino z intensywniejszym owocem, masywniejsze i bardziej mineralne. Delikatnie przebija orzechowa goryczka. Cena: 59 zł

chateau viranelChâteau Viranel Tradition Saint-Chinian 2014 Przenosimy się do Langwedocji, a tam czeka na nas kolejna biel, kupaż Grenache Blanc (80%), Vermentino (20%), Roussanne (15%) i Bourboulenc (5%). Wino jest dosyć subtelne (aromaty ziół, kwiatów i białych owoców) i o średniej kwasowości, ale z większą od poprzednika dozą goryczy, która dobrze zagra z tłustymi rybami poddanymi konkretnej obróbce – wędzonymi, smażonymi czy grillowanymi. Cena: 49 zł

marramieroMarriamiero Pecorino d’Abruzzo DOP Lecimy do Abruzji, aby spróbować jednego z moich trzech faworytów wieczoru. Aromaty egzotycznych owoców i kwiatów w zaskakujący sposób są połączone z nutami aptecznymi. Na języku wino jest dość potężne, ale nadal finezyjne. Bardzo ciekawa wariacja na temat uprawianego w środkowych Włoszech szczepu Pecorino, którego potencjał został na nowo odkryty ledwie parę dekad temu. Wyjazd w nieznane dla amatorów mocnych wrażeń. Cena: 75 zł

chateauneuf du papeDomaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape AOC 2012 Przenosimy się do słynnej apelacji w Rodanie Południowym, gdzie czeka na nas wino z białego szczepu Roussane. W Rodanie Północnym często występuje w różnych proporcjach z inną tamtejszą białą odmianą – Marsanne. Tu z kolei mamy bardzo porządny, soczysty i pełen ciała egzemplarz z południowej części regionu. Świeże aromaty jabłek i cytryn mieszają się z kwiatowymi i ziołowymi nutami. Według informacji od producenta, wino pachnie i smakuje przede wszystkim cumbavą. Jeśli wiecie, o co chodzi, będzie to dla Was jakaś wskazówka. Ja nie wiem, o co chodzi. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że to mój faworyt numer dwa. Cena: 119 zł

acusticAcústic Montsant DO 2011 Lecimy do kraju sąsiadów, czyli Hiszpanii, a konkretnie do apelacji Montsant, terenu otaczającego z robiący furorę Priorat. Na początku bardzo przeze mnie lubiane petrolowe uderzenie ustępuje z czasem delikatniejszym, dębowym, kwiatowym i woskowym nutom. Do tego wyraźnie odczuwalne na języku ciało w towarzystwie bardzo dobrej kwasowości sprawia, że wino reprezentuje bodaj najlepszą relację ceny do jakości i jest to mów trzeci faworyt wieczoru. Cena: 75 zł

alvear pedro ximenezAlvear PX 2027 Montilla Moriles DO Podróż kończymy na południu Hiszpanii, w gorącej Andaluzji. Winnica Alvear produkuje tam pełne aromatów suszonych fig, kawy i żywicy słodkie wino z posiadającego arabskie korzenie szczepu Pedro Ximenez. Wino ciemne, bo stare – najstarszy składnik blendu pochodzi z 1927 roku. Fakt faktem, że tego wina nie da się dużo wypić, jest jednak zaskakująco żywe, czyste i pije się je zupełnie łatwo, a to dzięki porządnej kwasowości, która balansuje wysoki poziom cukru. Wspaniały deser sam w sobie, ale jeszcze ciekawiej sprawdziłby się z lodami z owocami i orzechami. Cena: 85 zł

Wiecie już, co jeszcze łączy wszystkie te wina oprócz koloru i niszowości? Otóż, wszystkie pochodzą z ciepłego południa Europy – to jest ich kolejna cecha wspólna. Warto też dodać, że każde z tych siedmiu win charakteryzuje świeżością i rześkością, które nie są tak oczywiste dla ciepłych regionów jak Douro czy Langwedocja, a które jednocześnie świetnie współgrają z cechami swoistymi dla każdego egzemplarza.

Organizatorom dziękuję za zaproszenie i udostępnienie materiałów z prezentacji.

Huaso dulce ~ Louis Felipe Edwards Viognier Sauvignon Blanc Colchagua Valley 2013 z Biedronki

Biedronka wystartowała już z nową, francuską ofertą, ale nie mogę być gołosłowna i jeśli obiecałam, że napiszę o winie z owadziego Festiwalu Win Słodkich, to czynię to, choćby trochę późno. Mamy więc słodziaka kosztującego 20 zł – bez grosza, ma się rozumieć. W mniejszej butelce (375 ml), jak to często bywa w przypadku win słodkich. Ale niech Was nie zniechęci niepozorny rozmiar buteleczki w połączeniu z ceną, która, jak by nie patrzeć, wynosi 4 dychy za standardowe 0,75 l. Bez obaw – tak łatwo tej butelki nie wypijecie.

Louis Felipe Edwards Viognier Sauvignon Blanc Colchagua Valley 2013

Louis Felipe Edwards Viognier Sauvignon Blanc Colchagua Valley 2013

Moi drodzy, mamy do czynienia z etykietą, a raczej kontretykietą, która tym razem nie oszukuje i mówi nam całą prawdę o winie. Chilijski słodziak o kolorze złota pachnie suszonymi brzoskwiniami i morelami, do tego od siebie dodałabym jakby słomiany aromat, o którym kontretykieta nie wspomina. No i oczywiście miód. W ustach doznania podobne, a wzmiankowane na butelce cytrusy odczułam jako syrop pomarańczowy. Dużą dawkę miodowej słodyczy równoważy odpowiednia kwasowość, dzięki czemu wino pije się bardzo dobrze, szczególnie do porządnie pleśniowego sera. Sprawdziłby się też do deseru, w którym znajdują się podobne smaki, co w winie. Ale oczywiście wszelkie eksperymenty są jak najbardziej dozwolone!

Jesteśmy w Colchagua Valley w Dolinie Centralnej Chile, w subregionie Rapel. To właśnie ten obszar jest ojczyzną huasos – chilijskich kowbojów, tamtejszych mistrzów jazdy konnej. Jednak część z nich para się również uprawą winorośli. I co do winiarstwa, apelacja Colchagua słynie raczej z upraw czerwonych odmian (Cabernet Sauvignon, Carménère, Merlot, Syrah, Malbec, Cabernet Franc) których areał jest tu kilkakrotnie większy, niż odmian białych (Chardonnay, Sauvignon Blanc, Viognier). Mamy tu wybitnie śródziemnomorski klimat, więc nie dziwi przewaga czerwieni. Jednak Louis Felipe Edwards umieścił swoje białe winnice bliżej oceanu, dzięki czemu chłodolubne białe odmiany czują się lepiej. Warto wspomnieć, że ten producent, w odróżnieniu od wielu „biedronkowych” winiarni, chwali się swoim produktem na firmowej stronie internetowej! A jest się czym chwalić. Piąteczka.

Huasos i owieczki. © http://www.commons.wikimedia.org

Oczy: złote

Nos: suszone brzoskwinie, suszone morele, słoma, miód

Usta: dobra kwasowość, słodycz, miód, syrop pomarańczowy

Ogólna ocena: 5/5