Przydadzą się nawet bardziej niż wiedza na temat starych roczników.

Coraz częściej docierają do mnie informacje, że ten czy ów nosi się z zamiarem obdarowania kogoś winem z rocznika, w którym ta osoba się urodziła, wzięła ślub, przyjęła święcenia kapłańskie, etc. Tymczasem wino mające kilka dekad jest jednym z najbardziej kłopotliwych prezentów, jakie można sobie wyobrazić. I nie mam na myśli przeszkody w postaci braku solidnego merytorycznego przygotowania obdarowanej osoby, która dzięki takiej wiedzy w pełni doceni prezent. Nie mam nawet na myśli braku solidnego merytorycznego przygotowania osoby obdarowującej. Bo, o ile można mieć o winach wiedzę mniejszą lub większą, można nawet wiedzieć wszystko o warunkach, w jakich przechowywano starą butelkę, to wszystko to nie znaczy nic wobec braku „wąsów”.

Piwnica

Ale od początku. Prawilna butelka starego wina musi być przechowywana w warunkach piwnicznych. Taka właśnie było w przypadku białego bordeaux z rocznika 1966 od dużego negocjanta Cordier. Przybyła do mnie z czeskiej piwnicy, której woń wyczułam, obwąchując flaszkę. Tak, śmiało, obwąchujcie stare flaszki. Dlaczego wiem, że piwnica była czeska? Oczywiście, że nie mam tak dobrze rozwiniętej pamięci do zapachów piwnic z poszczególnych zakątków świata! Na kraj pochodzenia wskazywał po prostu widniejący na paczce adres nadawcy. Ale mniejsza z tym. Najważnieszy był słodko-cierpki zapach piwniczki winnej, który mnie uspokoił. Świadczył o tym, że butelka musiała spędzić w tym miejscu znaczną część swojego życia.

Wąsy

Wracając do clue całego prezentu, chcąc komuś dać stare wino w prezencie, bardzo was proszę – upewnijcie się, że ta osoba dysponuje korkociągiem typu „wąsy”. To model specjalnie przeznaczony do w miarę łatwego wydobycia starego, wilgotnego korka, który w niczym nie przypomina tych jędrnych, zwartych, suchych korków, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Konsystencję leciwego korka można porównać raczej do gęstej mazi, która już dawno przestała być skondensowanym ciałem stałym. Wąsy obchodzą się z takim korkiem delikatnie acz zdecydowanie i są nie jedynym, ale na pewno najsprawniejszym sposobem na uporanie się ze zmurszałym korkiem. Jeżeli u obdarowanego wąsów brak, to koniecznie dołączcie je do prezentu. Zważywszy na cenę butelki, nie będzie to duży wydatek. Idealna natomiast jest sytuacja, gdyby sprzedawca dołączy taki korkociąg w gratisie.

Wymarzony korkociąg przyjechał do mnie z rzeczoną butelką białego bordeaux, które w ciągu swojego długiego życia przebyło długą drogę. Zaczęła się w winnicy Bordeaux, z której wino trafiło do piwnicy firmy Cordier, aby stamtąd przenieść się do magazynów włoskiego importera, od którego otrzymało etykietę z informacjami wypisanymi w języku Dantego. Potem butelka spoczęła na jakiś czas w czeskiej piwnicy, skąd, za sprawą sklepu winowprezencie.pl, trafiła wprost w moje ręce. Przypuszczam, że od początku swojego istnienia wino nie aspirowało do tego, aby stać produktem prestiżowym, ale takim się, koniec końców, stało. Czy przetrwało próbę czasu?

Zabawa w winnego nekrofila

O ile kolor i klarowność robiły naprawdę dobre wrażenie, to mocno utlenienione aromaty, kojarzące się z sherry fino, a nawet whisky, mogły nieco niepokoić. No i ewidentny niuans korka. Przypomniał mi się cytat ze znanej adegdotki: „To francuskie wino, ono musi tak pachnieć.” Mimo wszystko dałam winu kilkanaście minut na złapanie powietrza po tak długim czasie spędzonym na bezdechu. Warto przy tym pamiętać, że kilkudziesięcioletnie wina, wbrew temu, co by się mogło wydawać, nie są zbyt trwałe po otwarciu, a więc nie powinny spędzać długich kwadransów w kieliszku. Ich aromaty są wyjątkowo ulotne i nawet po dwudziestu minutach mogą bezpowrotnie zniknąć.

Szczęśliwie, nieprzyjemne utlenienie z minuty na minutę ustępowało miejsca aromatom łąki, miodu wielokwiatowego, kandyzowaych jabłek, nalewki jabłkowej i syropu cytrynowego. Gdzieś w tle pojawił się suszony liść laurowy i biały pieprz. W ustach wino nie pokazało tak ciekawej ewolucji. Okazało się szczupławe, troszkę wręcz wodniste, a na języku swoje piętno zbyt wyraźnie odcisnęły taniny pochodzące z beczki. Sytuację ratował całkiem przyjemny, lekko orzechowy posmak i solidna, jabłkowo-cytrusowa kwasowość.

No to przetrwało próbę czasu, czy nie przetrwało? Przetrwało i budziło emocje, a o emocje tu przecież chodzi. Z drugiej strony, „jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?”

Bardziej pozytywne doświadczenia z tym samym winem (ale oczywiście nie z tą samą butelką) miał kolega Łukasz – o jego wrażeniach przeczytacie na blogu Lampka Wina.

Reklamy