Wino-wibracja ~ Partida Creus SM Sumoll 2014

Uwielbiam pochodzący z Katalonii sumoll za to ciągłe przekomarzanie się zadziorności ze specyficzną elegancją, jakie w sobie niesie. SM z organicznej katalońskiej winnicy Partida Creus jest w Polsce dostępne już od dłuższego czasu, jednak jak dotąd nie wpadło w moje ręce. W końcu szczęśliwie natknęłam się na butelkę w warszawskich Dyletantach. Nie tanią, ale na pewno wartą uwagi.

Fani porządnie wybarwionych win będą zawiedzeni – SM, jak to sumoll, jest jasnorubinowe, widać też już wyraźne ceglaste refleksy, ale kogo to obchodzi. Wino jest do picia, a nie do patrzenia. Prawie krystaliczna przejrzystość w przypadku większości win wskazywałaby na wadę, ale bez obaw – tu wszystko jest w porządku, po prostu SM nie było ani filtrowane, ani klarowane.

Wącham i dopiero zaczyna się jazda

Wino wydaje się jedną nogą, ubraną w koronkową pończochę i szpilkę Louboutin, stać na perskim dywanie podczas wyrafinowannego bankietu, a drugą – w znoszonym jeansie i trochę rozsznurowanym trampku,  potupującą w rytm muzyki Talking Heads na zatłoczonej i zadymionej domówce. Obydwie nogi zresztą mogą należeć do tej samej osoby, która wszędzie czuje się jak u siebie w domu, a dwa opisane wizerunki to zaledwie dwie emanacje jej przebogatej osobowości.

Koronkowa Kate, fot. Sonia Sieff / ELLE

Wącham więc i… wiśnie słodkie, wiśnie kwaśne zjedzone razem z pestką, jagody, mokra doniczka, kurz, tytoń, śliwki (zarówno węgierki, jak i te czerwone), czerwony grejpfrut, skórka pomarańczowa oraz skóra wyprawiona (choć nie wiem, z jakiego zwierza), ale też suszone róże i fiołki. Koniec kawalkady aromatów kończy tak charakterystyczny dla win śródziemnomorskich niuans rozmarynu i oregano. Jadę dalej, biorę łyka i znów wibracja, tym razem energicznego owocu spod znaku wiśni, grejpfruta i pomarańczy. Wszystko zakończone długim, bardzo długim tymiankowo-kwiatowym finiszem.

Kate rock’n’rollowa, fot. Sonia Sieff / ELLE

Alkoholu jest tu niewiele, bo tylko 11%, jednak wino w żadnym razie nie jest z tego powodu ani mdłe, ani ospałe, ani w jakikolwiek sposób klapnięte. Wręcz przeciwnie – jego lekkość czyni je idealną opcją na aktualną, iście subsaharyjską, aurę. Wszystko spina rewelacyjna kwasowość i niezbyt przytłaczające, welurowe taniny. Lekkie szczypanie mikrobąbelków, oznaka buzującego w butelce życia, pojawiło się dopiero drugiego dnia, a wiec albo uzbroicie się w cierpliwość i do nich dotrwacie, albo wychylicie całą butelkę za jednym zamachem. Jeżeli wybierzecie to pierwsze, wcale mnie to nie zdziwi. Aby radości było jeszcze więcej, dodam, że istnieją duże szanse, że wino sprawdzi się w połączeniu z bardzo wieloma różnymi daniami – od tradycyjnych hiszpańskich tapasów i prostych grillowanych mięs po bardziej złożone i odjechane kreacje kulinarne. Śmiało! W końcu mamy do czynienia z istotą, która czuje się dobrze w praktycznie każdym towarzystwie.

Kate (nie)opierzona, fot. Corinne Day

Parametry SM ma jak Bóg przykazał: ręcznie zbierane organiczne winogrona, fermentacja na spontanie i dzikich drożdżach, zero filtracji, klarowania i dodatkowych siarczynów czy jakiejkolwiek chemii. Dzięki temu zachowuje ono specyficzną energię właściwą winom, których producenci starają się wydobyć ze swoich produktów jak najwięcej autentyzmu i osobowości.

Rzucić wszystko i wyjechać do Katalonii

Słów kilka o właścicielach winnicy. Para piemonckich architektów, Massimo Marchiori i Antonella Gerona, to jedni z tych ludzi, którzy rzucili wszystko i wyjechali – w tym wypadku do katalońskiej miejscowości Bonastre w powiecie Baix Penedès. Zajęli się skupowaniem zaniedbanych winnic obsadzonych starymi krzewami ku niemałemu zdziwieniu lokalsów, którzy tylko pukali się w głowę, nie widząc w ich przedsięwzięciu większego sensu. Zwłaszcza, że stare krzewy dają małe zbiory, a taki na przykład sumoll jest za mało wybarwiony, aby dostać apelację, która, przynajmniej dla tych aspirujcych, jest jak +100k XP dla RPG-owca (nie pytaj). A to zresztą sam wierzchołek góry lodowej, jeżeli chodzi o problemy natury winiarsko-biurokratycznej. Mimo to, dwójka Włochów, zamiast expić, postanowiła robić wszystko po swojemu i cóż, chyba nieźle im idzie. Trzeba by spytać samych zainteresowanych, czy spełniły się ich marzenia o slow life, skoro biznes kwitnie, a wina same się nie wypromują. Choć… może już nie muszą?

Wino importuje Winoblisko, kupiłam je za 105 zł.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.