Magiczna granica ~ 5 butelek za więcej niż 100 złotych

Czy rzeczywiście kwota 100 złotych za wino jest psychologiczną granicą, którą boimy się przekroczyć? Za co ja płacę, jeżeli już zdecydowuję się na zakup? A Ty za co płacisz? A Państwo? I czy w ogóle warto?

To i parę innych pytań zadałam sobie ostatnio po degustacji w ciemno, którą w WINSKY zorganizował Michał „Wine Mike” Misior. Degustacje tego rodzaju czasem coś wyjaśniają, czasem wiele wyjaśniają, ale najczęściej rodzi się po nich jeszcze więcej pytań, niż przed wzięciem pierwszego łyka. Nie mówię, że to źle! Przynajmniej jest się nad czym zastanawiać, a nie że tak po prostu – kawa na ławę, wiadomo, co to za produkt, jaki jest i dla kogo. Żadnych kontrowersji, notki zrobione i wszyscy rozeszli się do domów. Na szczęście nie tym razem. Spróbowaliśmy dziewięć win od różnych importerów, z różnych krajów, o przeróżnej jakości i oto garść moich przemyśleń na temat pięciu z nich, bo uznałam, że właśnie te warte są uwagi. W kontekście ich ceny, ale przede wszystkim ze względu na jakość.

Czyli, jak możecie się domyślić, znakomita większośc zaprezentowanych przez Michała win zasługiwała na swoją cenę, choć trzeba przyznać, że jednak musimy dysponować tą stówką lub dwiema. Z hakiem. A kto będzie chciał wydać te pieniądze? Właśnie w tym sęk.

inama soave

1. Inama Vigneto du Lot Soave Classico 2015 (Krople Wina, 219 zł)

Za co zapłacę: Za obfite i jędrne ciało podbite solidną mineralnością oraz zniewalające aromaty dojrzałych jabłek i podsuszanych owoców (skojarzenie: wigilijny susz). Za słonawość, która tak doskonale dopełnia całości.

Kto nie zapłaci: Ten, kto szuka tarasowego soave. Zdecydowanie wymaga cierpliwości, uwagi i dłuższej refleksji, ale świadomy kupiec zapłaci i stówkę, i dwie. To wino jest przepyszne.

mitolo shiraz

2. Mitolo GAM Shiraz 2013 (Wine Avenue, 119 zł)

Za co zapłacę: Za charakterystyczny niuans eukaliptusa, który tak lubię. Za hedonistyczny smak czerwonych owoców wyjętych z gęstego likieru, nieźle ułożone taniny i zrównoważoną kwasowość. Ten shiraz z winnicy Mitolo jest poważniejszym „starszym bratem” Jestera, dostępnego również w Wine Avenue.

Kto nie zapłaci: Ten, kto nie wpadnie na to, że australijski shiraz australijskiemu shirazowi nierówny i czasem warto darować sobie te kilka latte na mieście, a zamiast tego dołożyć tak zaoszczędzoną mamonę do butelki wina, żeby poczuć różnicę.

inama carmenere

3. Inama Carmére Più 2014 (Krople Wina, 110 zł)

Za co zapłacę: Za najbardziej zadziorne carménère, jakie piłam. Porzeczka schrupana razem z liśćmi i jeszcze doprawiona czarnym pieprzem. Sporo tu zieloności i swoistej południowomorawskiej rustykalności. Stawiałam wpierw na jakąś frankovkę albo svatovavřinecké, a tu proszę. Carménère z Veneto. Più, czyli ‘więcej’. Że tak pojadę sloganem Januszów marketingu: więcej niż carmére, ale niech mi to będzie wybaczone, bo to wino daje naprawdę sporo radochy i wymyka się wszelkim stereotypom.

Kto nie zapłaci: Ten, dla którego wszystko wyżej wymienione jest nie do przełknięcia. To jest wino wyłącznie dla odkrywców albo tych, którzy doskonale wiedzą, co znajdzie się w ich kieliszku.

barbi brunello

fot. Andrzej Staniszewski

4. Fattoria dei Barbi Brunello di Montalcino 2012 (Lidl, 129 zl)

Za co zapłacę: Za elegancję, zachowawczą ekspresję świeżej wiśni i ziemisty niuans. Duże zaskoczenie!

Kto nie zapłaci: Klienci Lidla, którzy są przyzwyczajeni do dobrych winek za 23,99 zł. I tak jest progres, bo niegdyś wydanie dwóch dych było gestem wysoce burżuazyjnym. Wiem, bo obserwowałam, a nawet, tfu, uczestniczyłam. A jak będzie z tak piekielnie drogimi winami dostępnymi w Winnicy Lidla? Czas pokaże.

cuvelier los andes

5. Cuvelier Los Andes Colección Mendoza 2012 (Mielżyński, 127,50 zl)

Za co zapłacę: Za miły spacer po lesie z koszykiem pełnym owoców – oczywiście leśnych – zakończony posiedzeniem przy aromatycznej kawie. Świetnie ułożone, dokładne, zaprojektowane z matematyczną precyzją, do delektowania się podczas zimowych wieczorów, których jeszcze nam trochę zostało.

Kto nie zapłaci: Ten, komu wystarczy „Mendoza” na etykiecie, żeby podjąć wątpliwie słuszną decyzję wydania trzech dych na butelkę dżemowatego, pluszowego płynu.

 

Macie niedosyt? Brakuje Wam tych czterech butelek, które zdecydowałam się pominąć? Według mnie nie pozostawiły żadnych wątpliwości, nie stawiałam sobie po nich żadnych pytań oprócz jednego: dlaczego tak drogo? W moim przekonaniu nie są warte swoich ponadstuzłotowych cen, ale jeżeli zżera Was ciekawość i musicie dowiedzieć się, co to za wina i jak zostały ocenione przez moich towarzyszy, zajrzyjcie na:

Wine Trip Into Your Soul

Trzy Kolory Wina

Winiacz

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Magiczna granica ~ 5 butelek za więcej niż 100 złotych

  1. Pingback: Czy 100 złotych otwiera bramy do winnego raju? - Zdegustowany

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s