Burgundia po raz pierwszy ~ Santenay AOC Charles Thomas 2010 z Vinotrio

Fakt wart odnotowania – biały burgund pojawia się właśnie na moim blogu pierwszy raz w historii. Zresztą, macie przed sobą moją pierwszą recenzję jakiegokolwiek wina z Burgundii. Recenzję dla tych, którzy ze względu na cenę tej butelki szukają wina na raczej specjalną okazję, jednak zdecydowanie do niespecjalnie skomplikowanej potrawy.

Santenay AOC Charles Thomas 2010

Santenay AOC Charles Thomas 2010

Jasnozłote Chardonnay spędziło jakiś czas w beczce, dlatego łatwo wywąchacie nuty maślane i troszkę tostowych, ale żeby nie było za ciężko, jest tu też dużo owoców egzotycznych i jabłek podkreślonych mineralnym aromatem kredy. W ustach dość świeże, ale jednocześnie eleganckie z umiarkowaną kwasowością zrównoważoną dobrym owocem (jabłka i cytrusy) i znów nutą tostową. Finisz zdecydowanie jabłkowy, pewną chwilę pozostaje w ustach.

Jesteśmy w sercu Burgundii, apelacji Côte d’Or. Jej południową połówkę stanowi mniejsza apelacja Côte do Beaune. Wreszcie, na samiuteńkim południu Côte do Beaune, leży królestwo Pinot Noir, czyli gmina Santenay, która też dostała prawo do nazywania się apelacją. Warto wspomnieć, że liczba 100 takich apelacji w stosunkowo niedużej (45 tys. ha) Burgundii jest oszałamiająca. Wiele z parceli ma mniej niż hektar, a różnice między winami od dwóch sąsiadów mogą być znaczące, bo gleby tworzą w Burgundii niezły patchwork. A dołóżcie do tego jeszcze wpływ pracy winiarzy. Ceny większości burgundzkich win są równie oszałamiające, dlatego 79 zł za nasze Santenay to zupełnie uczciwa kwota. Śmiało możecie kupić je sobie jako wino wprowadzające w temat Burgundii. Butelkę częściowo zrefundował mi sklep Vinotrio, za co bardzo uprzejmie dziękuję.

Oczy: jasnozłote
Nos: masło, owoce egzotyczne, jabłka, kreda, tosty
Usta: umiarkowana kwasowość, jabłka, cytrusy, tosty
Ogólna ocena: 4/5

Reklamy

Czerwony kamień z antypodów ~ Hawke’s Bay Greyrock Pinot Noir 2014 z Biedronki

Drugie wino z biedronkowej oferty ze stajni Greyrock, tym razem czerwone, do kompletu z białym Sauvignon Blanc. Podejrzewam, że ten, kto jeszcze go nie sprawdził, spokojnie znajdzie jeszcze niedobitki tego topniejącego jak arktyczne lodowce rzutu, dlatego przypuszczam, że moja recenzja jeszcze się nie zdezaktualizowała. Jednak dziś widziałam w Biedrze już przecenione kilkanaście ostatnich butelek – teraz kupicie je za 24,99 zł (cena regularna wynosiła 29,99 zł). Sceptycznie podchodziłam do wina zrobionego w najcieplejszej części Nowej Zelandii ze szczepu Pinot Noir, lubiącego raczej chłodniejsze klimaty. A byłam mile zaskoczona.

Hawke’s Bay Greyrock Pinot Noir 2014

Hawke’s Bay Greyrock Pinot Noir 2014

Prawidłowo przejrzysty, rubinowy pinot pachniał równie przejrzyście – dojrzałymi wiśniami i odrobinę malinami, takimi prosto z krzaka. Do tego dobra kwasowość, średnie taniny i nadające elegancji kwiatowe tło. Koniecznie musicie dobrze schłodzić to wino, żeby wyczuć te same wisienki i malinki. Finisz ciekawy i przypominający mi trochę pastylki do ssania „Tymianek i podbiał”, pamiętacie ten smak? Mama mi go dawała, kiedy miałam problemy z gardłem.

Na stronie producenta doczytałam, że parcela, na której wespół z Sauvignon Blanc i Chardonnay rośnie zimnolubny Pinot Noir, położona jest na żwirowym tarasie, 100 metrów wyżej od reszty winnic i nieco dalej w głąb lądu. Dzięki temu zachowany jest odpowiedni poziom kwasowości i świeżość aromatów zamiast dżemowatej słodyczy, jakiej możemy doświadczyć w przypadku niektórych pinotów z, dajmy na to, ciepłych regionów Chile. Tak więc całkowity brak dżemu i memły zaoferuje Wam ten czerwony Greyrock. Macie za to urzekającą prostotę i świeżość dojrzałych czerwonych owoców. Czy przecenione, czy jeszcze nie, warto zgarnąć to wino i zakąsić je jakąś dobrą wędliną, bo odruch przeżuwania macie gwarantowany.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: wiśnie, maliny

Usta: wiśnie, maliny, pastylki tymiankowo-podbiałowe, dobra kwasowość, średnie taniny

Ogólna ocena: 5/5

Greyrock po roku ~ Hawke’s Bay Greyrock Sauvignon Blanc 2014 z Biedronki

Rok temu Biedronka uraczyła nas świetnym Greyrockiem, rocznik 2013, który każdemu smakował. Na fali tego sukcesu w dyskontach pojawił się jakiś czas temu jego rok młodszy brat. Mam nadzieję, że moja recenzja nie jest spóźniona i znajdziecie jeszcze na biedronkowych półkach pare tych butelek. A jeśli znajdziecie, to bardzo proszę – bierzcie śmiało, bo nie będziecie zawiedzeni.

Hawke’s Bay Greyrock Sauvignon Blanc 2014

Hawke’s Bay Greyrock Sauvignon Blanc 2014

Słomkowo-zielone Sauvignon Blanc pachniało wszystkim, co zielone: agrestem, trawą, również tą cytrynową, skórką limonki, a do tego cytryną, mandarynką i słodkimi owocami tropikalnymi przyprószonymi kredowym niuansem. W ustach trochę mineralne, ale przede wszystkim porządnie kwasowe przy delikatnie wyczuwalnej słodyczy. I znów mamy cytrynę, limonkę, agrest i owoce egzotyczne. I krótki, ale przyjemnie słonawą końcówkę.

O proweniencji wina Greyrock możecie przeczytać w recenzji egzemplarza sprzed roku, więc nie będę się powtarzać, bo w tej kwestii nic się nie zmieniło. Zmieniła się może tylko pogoda, bo tak, jak w zeszłym roku pisałam, że rocznik 2013 musiał być całkiem ciepły, tak rocznik 2014 wydał się bardzo ciepły. I niekoniecznie dobrze to zrobiło naszemu Sauvignon Blanc, a to dlatego, że aromaty są tu trochę rozwodnione, nie pasuje mi też zbyt wysoki – jak na mój gust – poziom cukru resztkowego. Mimo to efekt ratuje przywoity poziom kwasowości i ogólnie przyjemne doznania, co przy cenie 24,99 zł kwalifikuje to wino do mocnej czwórki.

Nad Zatoką Hawke nie tylko napijecie się świetnego wina, ale też świetnie wypoczniecie. Ładnie, prawda? ©http://planmyplay.co.nz/

Oczy: słomkowo-zielone

Nos: agrest, trawa, trawa cytrynowa, cytryna, skórka limonki, mandarynka, owoce tropikalne, kreda

Usta: wyraźna kwasowość, cukier resztkowy, cytryna, limonka, agrest, owoce tropikalne, krótki finisz

Ogólna ocena: 4/5

Goście z czterech stron świata ~ Tajemnicza Degustacja w Starym Kinie 12.03.2015 r.

Czy są tu osoby z Milanówka albo okolic, którym nie chce się tułać do centrum stolicy na degustację? Jeśli tak, to mam dla Was dobrą wiadomość. Dzięki mojej koleżance ze stowarzyszenia Kobiety i Wino i właścicielce winiarskiego fanpage’a WINE GUIDE Monice Frendl, coś zaczyna się dziać w tej części warszawskiej metropolii – w temacie wina oczywiście. Spotkaliśmy się miesiąc temu, żeby posłuchać o podstawach degustacji, no i oczywiście zdegustować wina. W ciemno!L'amour Maison

Kto był, ten potwierdzi, że na kameralnej degustacji w uroczych wnętrzach nowootwartej kawiarni L’Amour Maison Monika opowiedziała między innymi o trzech etapach degustacji, czyli analizie wzrokowej, węchowej i smakowej. Uczestnicy zapoznali się też z podstawową, ale, jak się okazało, całkiem szeroką paletą kolorów win, dowiedzieli się też, jakich cech doszukamy się w winie, kiedy już weźmiemy łyka. Monika zaprezentowała nam cztery „książkowe” wina, jakkolwiek proweniencja ostatniego z nich całkiem mnie zaskoczyła. „Książkowe”, czyli takie, które reprezentują typowe cechy danego szczepu w zależności od tego, czy pochodzi z regionu o chłodnym, czy też ciepłym klimacie.

L'amour MaisonTożsamość czwórki win kryła się pod hasłami: „modny klasyk”, „aromatyczny unikat”, „dziarski nowoświatowiec” i „dostojny konserwatysta”. Publiczność nie miała większych problemów z numerem jeden – rześkim i pachnącym jak ogród botaniczny Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii. Numer dwa, również biały, nie był już tak oczywisty. Pachniał egoztycznymi owocami i różami,

© Monika Frendl

Jako aperitif dostaliśmy musiaka z Argentyny. © Monika Frendl

czyli trochę jak Gewürztraminer, a na jęzku wyraźnie dało się wyczuć cukier resztkowy – może Riesling, może Chardonnay?  Okazało się, że jest to rumuńskie wino ze szczepu Șarbă, będącego krzyżówką Rieslinga i rumuńskiej odmiany Tămâioasă Românească. „Dziarskim nowoświatowcem” okazał się chilijski Cabernet Sauvignon z regionu Limari, który w stylu nawiązywał do swojego krewniaka z kalofornijskiej Napa Valley. Mieliśmy tu soczysty owoc (czarna porzeczka, jeżyny, wiśnie) zrównoważony taninami i cedrowymi nutami. I na koniec klasyk klasyków, którego jednak nie byłam w stanie rozszyfrować, a którym okazało się nic L'Amour Maisoninnego, jak dojrzała Rioja, pełna aromatów czekolady, tytoniu, czerwonych owoców, rodzynek i przypraw. Nadal niepewnie czuję się w tym hiszpańskim regionie, i tym bardziej jestem zmotywowana, żeby praktykować, praktykować, praktykować.

Degustowane wina:

Bishop’s Leap Sauvignon Blanc Marlborough 2013
Livia Șarbă Cotesti 2013
Ocho Tierra Cabernet Sauvignon Limari Valley
Campo Viejo Rjoja Gran Reserva 2003