Z ziemi włoskiej do Polski ~ Degustacja win od Ca’Rugate w Bon Ton Wine&Bar 27.11.2014

Większość aktualnej oferty świetnego włoskiego producenta Ca’Rugate  do Bon Tonu przywiózł pan Frederico Polacco (zacne nazwisko!) i razem z panem Marcinem Korpaczem poprowadził bardzo kameralną degustację komentowaną. Pojawiły się wytrawne wina białe i czerwone, dwa wina słodkie i jedna grappa, którą dopiero uczyłam się pić. I powiadam Wam, warto nauczyć się pić grappę.

Firma Ca’Rugate od czterech pokoleń prowadzona jest przez rodzinę Tessarich, a nazwa marki to jednocześnie nazwa wulkanicznego wzgórza w apelacji Soave Classico. Oprócz niej, Ca’Rugate urzęduje również również w apelacjach Valpolicella i Valpolicella Superiore, gdzie produkuje wytrawne, półwytrawne i słodkie wina czerwone. Wszystkie winnice łącznie zajmują 60 ha, a uprawiane są na nich białe garganega i trebbiano di Soave oraz czerwone corvina, rondinella i corvinone.

Zaczynając od białych win, podano nam cztery, z których najbardziej spodobały mi się dwa zgoła różne wina odmianowe ze szczepu garganega. Jedną ich cechą wspólna były kwiatowe nuty i dobra dawka kwasowości. Pierwsze to świeże, mineralne ale jednocześnie zaokrąglone kwiatowymi i migdałowymi nutami San Michele Soave Classico DOC 2013. Wszystkie te cechy były możliwe do osiągnięcia dzięki bazaltowo-gliniastym wulkanicznym glebom oraz wysokim dobowym amplitudom. Takie właśnie warunki lubi szczep garganega, stanowiący podstawę każdego Soave.

San Michele Soave Classico DOC 2013

Ca’Rugate San Michele Soave Classico DOC 2013 © http://www.carugate.it

Drugim moim białym faworytem było bogate Monte Alto Soave Classico 2012. Wino zrobiono z najlepszych i najbardziej dojrzałych winogron, rosnących na glebach również wulkanicznych, ale dodatkowo bogatych w wapń. Dzięki temu ładnie rozwinęły się nuty egzotycznych owoców, białych kwiatów, miodu i owoców głogu. Z kolei dłuższy czas spędzony w beczce wzbogacił bukiet o przytulny aromat wanilii.

Monte Alto Soave Classico 2012

Ca’Rugate Monte Alto Soave Classico 2012 © http://www.carugate.it

Charakterystyki dwóch pozostałych białych win oscylują gdzieś między tymi dwiema skrajnościami – warto spróbować i znaleźć swojego ulubieńca.

Czerwonych win do zdegustowania mieliśmy pięć, z których najbardziej spodobały mi się trzy: jedna Valpolicella Ripasso i dwa Amarone. Valpolicella Ripasso Superiore 2013 przypadła mi do gustu, bo po prostu lubię Ripasso. Bardzo odpowiada mi charakterystyczna mieszanka świeżych i podsuszanych owoców. Wyczujemy dojrzałe wiśnie i śliwki podkręcone czarnym pieprzem, dobrą kwasowością i aksamitnymi taninami.  Winogrona rosły na żwirach z wapiennym podłożem. To jest wino, w którego towarzystwie możemy zajadać się tradycyjnym spaghetti bolognese. O metodzie produkcji Ripasso pisałam w poprzedniej recenzji.

Valpolicella Ripasso Superiore 2013

Valpolicella Ripasso Superiore 2013 © http://www.carugate.it

Dwa kolejne wina o takiej samej nazwie – Amarone della Valpolicella DOCG– były do siebie stosunkowo podobne ze względu na łączącą je słodycz pochodzącą z podsuszanych winogron. Przypomnijmy, że Amarone robi się wyłącznie z takich owoców – stąd pełne ciało, ekstrakt i bogactwo aromatów. Odmiany użyte do produkcji obydwu wersji Amarone to corvina, rondinella i corvinone, rosnące na glebie żwirowo-wapiennej . Nawiasem mówiąc, dowiedziałam się od pana Polacco dosyć ogólnej, ale ciekawej zasady, że białe odmiany najlepiej czują się na ciemnych glebach (glina, bazalt), a czerwone odmiany – na jasnych (wapienie, żwiry). Jasna gleba odbija promienie słoneczne i dodatkowo trzyma ciepło w nocy, wspomagając dojrzewanie winogron, co w przypadku ciemnych odmian jest bardzo pożądane.

Wracając do naszych Amarone, różnią się one co do poziomu wytrawności – Amarone z czarną etykietą ma 15% alkoholu i jest zdecydowanie wytrawne, drugie zaś – z bordową etykietą – ma „tylko” 14% i można je określić jako półwytrawne ze względu na wyczuwalny cukier resztkowy. Pamiętacie, jak polecałam Wam Amarone na randkę? Polecę jeszcze raz – bogactwo czerwonych i czarnych owoców zbalansowane dobrą kwasowością i aromatami beczki. O ile to „bordowe” nadaje się do mięsnego posiłku, to „czarnemu” Amarone lepiej nie przeszkadzać i sączyć je solo. Ale we dwoje. Wybaczcie brak zdjęcia „bordowej” wersji – jest to nowe wino producenta i nie ma go jeszcze na jego stronie. Sama nie mogłam zrobić zdjęć podczas degustacji ze względu na problemy ze sprzętem.

Ca'Rugate Amarone della Valpolicella DOCG

Ca’Rugate Amarone della Valpolicella DOCG © http://www.carugate.it

Na deser mieliśmy dwa świetne Recioto – białe La Perlara di Soave DOCG i czerwone L’Eremita della Valpolicella DOCG. Pierwsze pachniało watą cukrową, wanilią, a smakowało pieczonymi jabłkami i pomimo rozkosznej słodyczy, miało pewną dozę kwasowości, która równoważyła efekt. Czerwone zaskoczyło eleganckimi nutami herbaty earl grey i bergamotki, które harmonijnie współgrały ze smakiem malin i karamboli.

Ca'Rugate La Perlara di Soave DOCG

Ca’Rugate La Perlara di Soave DOCG © http://www.carugate.it

 L'Eremita della Valpolicella DOCG

L’Eremita della Valpolicella DOCG © http://www.carugate.it

Na koniec miałam pierwsze trudne, ale ciekawe spotkanie z grappą. Nie jestem amatorką mocnych alkoholi, ale zauważyłam, że można je docenić, jeśli ma się do czynienia z czymś naprawdę dobrej jakości. Grappa di Amarone, czyli destylat z moszczu przeznaczonego na Amarone, należy, jak mnie poinstruował znajomy, wypić duszkiem na bezdechu, po czym szybko wypuścić parę razy powietrze z ust. Poczujecie wtedy surowość beczki połączoną z elegancją i słodyczą suszonych winogron. Warto.

Ca'Rugate Grappa Di Amarone

Ca’Rugate Grappa Di Amarone © http://www.carugate.it

Raz jeszcze dziękuję organizatorowi za zaproszenie. Nie zawiodłam się i tym razem.

Lista zdegustowanych win Ca’Rugate:
San Michele Soave Classico DOC 2013
Monte Alto Soave Classico DOC 2012
Monte Fiorentine Saove Classico DOC 2013
Studio Veneto Bianco IGT
Rio Albo Valpolicella DOC
Valpolicella Ripasso Superiore 2013
Campo Lavei Valpolicella Superiore DOC
Amarone della Valpolicella DOCG  („czarna” i „bordowa”)
La Perlara Recioto di Soave DOCG
L’Eremita Recioto della Valpolicella DOCG
Grappa di Amarone

Reklamy

Ripasso Giornaliero ~ Aristocratico Valpolicella Ripasso DOC 2012 z Faktorii Win

Na anonimowość tej Valpolicelli zwrócił uwagę blurppp w swojej recenzji tego wina z jesienno-zimowej oferty Faktorii Win. Nie będę więc rozwodzić się nad producentem, o którym możecie sobie poczytać u Irka. Ja ograniczę się do krótkiej opowieści o apelacji Valpolicella i czy pochodzące stamtąd Aristocratico jest warte swojej ceny, która wynosi 40zł bez grosza.

Aristocratico Valpolicella Ripasso DOC 2012

Aristocratico Valpolicella Ripasso DOC 2012

Głęboko rubinowe Aristocratico pachniało dojrzałymi wiśniami, śliwkami i kwiatami, w tle majaczyło coś pomiędzy grafitem ołówka a kurzem. W ustach na pierwszy plan wysunęła się wiśniowo-śliwkowa słodycz ładnie podkreślona taninami i alkoholem, też dającym wrażenie słodyczy. Jednak całość nie jest mdła – kwasowość stoi na dobrym poziomie. Do tego całkiem długi finisz, ale bez nowych odkryć smakowych.

Parę słów o apelacji. Valpolicella znajduje się w górzystej i nieco chłodniejszej części regionu Veneto, czyli Wenecji Euganejskiej. Jesteśmy więc niedaleko Werony, miała słynnych szekspirowskich kochanków. Być może stąd skojarzenie, że Aristocratico nadaje się na romantyczny wieczór. No cóż, z reguły Valpolicella Ripasso to wino raczej codziennie, a jego cena nie powinna być zbyt wygórowana. Moszcz z dojrzałych winogron, m.in. odmian rondinella, corvina veronese i molinara fermentuje się dwa razy, przy czym drugi raz z użyciem osadu po fermentacji Amarone – potężnego „starszego brata” Valpolicelli Ripasso. Mamy więc w efekcie mieszankę świeżych, owocowych aromatów i nieco rodzynkową słodycz. Myślę, że na pierwszą, a w każdym razie znaczącą randkę warto by było zainwestować w dobre Amarone z tej samej apelacji. Aristocratico sprawdzi się bardzo dobrze raczej do przytulnej kolacji na kanapie z pizzą i filmem. Z kimś, kogo dobrze znamy. W kapciach i piżamie. Nazwałam je giornaliero, czyli codzienne. Jestem zadowolona z tego wina i Wy też będziecie, jednak nie jestem pewna, czy wydając 39,99 zł zrobicie interes życia. Z tego powodu wino dostaje ode mnie trójkę, ale jest to trójka mocna. Importerowi zaś dziękuję za poczęstunek!

Oczy: rubinowe

Nos: wiśnie, śliwki, kwiaty, kurz, grafit

Usta: wiśnie, śliwki, umiarkowane taniny, umiarkowana kwasowość, długi finisz

Ogólna ocena: 3/5

Dwa razy Hiszpania, Włochy raz ~ Degustacja z producentami w Bon Ton Wine & Bar 15.11.2014

Wreszcie miałam możliwość uczestniczyć w kameralnej degustacji w białostockim Bon Ton Wine & Bar. Bardzo lubię takie spotkania, bo można dokładnie „zbadać” wszystkie wina i spokojnie porozmawiać z producentami – i w zasadzie z każdym z kim ma się ochotę. Czasu było dosyć, bo degustacja według planu miała trwać od 16:00 do 22:00. Ostatnio podobna okazja zdarzyła się w Warszawie podczas degustacji win gruzińskich z tym, że tam o producentach tylko słuchaliśmy. Tym razem spotkanie w Bon Tonie zorganizował tamtejszy sommelier, Marcin Korpacz, przy okazji pojawienia się nowych pozycji w zasobach winiarni.

Zaczęłam od stanowiska włoskiego, na którym znalazło się pięć butelek od producenta Leone de Castris z obcasa włoskiego buta, czyli regionu Apulia (wł. Puglia), najbardziej płodnego winiarsko w całych Włoszech. Czterystuletnia winnica znajduje się w niewielkiej miejscowości Salice Salentino w apelacji o tej samej nazwie, inne posiadłości założono w apelacjach Salento, Primitivo di Manduria, wszystkie w południowej części regionu. Przeważają tam gleby gliniasto-piaszczyste, teren jest płaski. Gorący klimat sprawia, że winogrona świetnie dojrzewają, jednak łagodzący wpływ Morza Jońskiego i Adriatyku oddala niebezpieczeństwo braku balansu. Poziom alkoholu w zasadzie wszystkich degustowanych win nie spadał poniżej 14%. Nie odbyło się to jednak kosztem kręgosłupa ani swoistej lekkości. Moimi dwoma faworytami były korzenne, słodkie od alkoholu, a jednocześnie odpowiednio kwasowe i złożone Villa Santera Primitivo di Manduria DOC oraz poważne, porządnie taniczne Per Lui Salice Salentino Reserva DOC, w którym znów 15% alkoholu dało bardzo przyjemną słodycz połączoną z soczystością czarnych owoców. Sprawdzą się doskonale z dobrze przyprawionym czerwonym mięsem.

Warto dodać, że Leone de Castris produkuje też smaczną, delikatną oliwę z oliwek, którą miałam przyjemność spróbować. Oliwa z oliwek to zresztą, obok wina, flagowy produkt Apulii.

Villa Santera Primitivo di Manduria DOC

Villa Santera Primitivo di Manduria DOC

Salice Salentino Riserva Rosso DOC 2011

Salice Salentino Riserva Rosso DOC 2011

Il Medaglione Primitivo Salento IGT

Il Medaglione Primitivo Salento IGT

Per Lui Salice Salentino Reserva DOC

Per Lui Primitivo Salento IGT

Per Lui Salice Salentino Reserva DOC

Per Lui Salice Salentino Reserva DOC

Jednym z dwóch reprezentantów Hiszpanii był producent Bodega Carabal, stacjonujący na samiuteńkim wschodzie apelacji Ribera del Guardiana w dość zróżnicowanym geograficznie regionie Extremadura na południowym zachodzie kraju. W odróżnieniu od południa Apulii, gdzie na palcach dwóch rąk można policzyć uprawiane głównie miejscowe odmiany winogron, w Ribera del Guardiana radośnie tworzy się kupaże i wina odmianowe z 29 szczepów, z tymi międzynarodowymi włącznie. Teren jest pagórkowaty, pokryty aluwialnymi glebami o gliniastym podłożu. Klimat kontynentalny ciepły, z łagodzącym wpływem rzeki Guardiana. Wina od Bodega Carabal częstują obficie aromatami owoców charakterystycznych dla odmian, z których zostały zrobione. Wszystkie to kupaże, a najbardziej doceniłam Carabal 2010 (50% syrah, 35% cabernet sauvignon, 8% graciano, 5% tempranillo). Piękne, designerskie butelki obrazujące cechy terroir były niesamowicie trudne do sfotografowania, tak musiałam je pozyskać z drugiej ręki.

Carabal Ribera del Guardiana DO 2010

Carabal Ribera del Guardiana DO 2010

Carabal Cávea Ribera del Guardiana DO 2009

Carabal Cávea Ribera del Guardiana DO 2009

Carabal Rasgo Ribera del Guardiana 2010

Carabal Rasgo Ribera del Guardiana 2010

Moim absolutnym faworytem okazała się jedna z dwóch butelek z garażowej winnicy Bodega Somonte, które osobiście przywiózł ze sobą Rafael Somonte, producent z Asturii na północy Hiszpanii. Skupia się na organicznej produkcji czerwonych win z ciekawej, miejscowej odmiany prieto picudo i stanowi swego rodzaju wysepkę w morzu białych butelek, jakie wyrabia się w tej części Hiszpanii. Klimat jest tam suchy, kontynentalny, oddzielony górami od Atlantyku. Płaski teren jest położony dosyć wysoko nad poziomem morza, bo 810 metrów, gleby są kredowe i gliniaste. Dzięki temu czerwone wina mają szansę zachować intensywność aromatów i odpowiedni poziom kwasowości. Rafael przywiózł dwa swoje dzieła: lżejsze, ale nadal ekstraktywne Eseuno S¹ 2011 oraz mój hit wieczoru – nieco cięższe, cudownie pachnące truflami Esedos S² 2011. Obydwa wina są pełne aromatów czarnych owoców i przypraw korzennych, które są  zrównoważone odpowiednią kwasowością i krągłymi taninami. Od razu przychodzi mi na myśl sparowanie tych win z hiszpańskim serem manchego albo pieczenią w bogatym, dobrze przyprawionym sosie grzybowym.

Eseuno S¹ Vino by Rafael Somonte 2011

Eseuno S¹ Vino by Rafael Somonte 2011

Esedos S² Vino by Rafael Somonte 2011

Esedos S² Vino by Rafael Somonte 2011

Po degustacji, nie pierwszy zresztą już raz, nasunął mi się dosyć prosty wniosek: winogrona pochodzące z danego obszaru lubią swoją ojczyznę. Dlatego warto produkować i odkrywać wina z odmian endemicznych, albo przynajmniej tych zadomowionych w danym miejscu od wielu wieków. Dziękuję organizatorowi za to, że mogłam w bardzo przyjemny sposób utwierdzić się w tym przekonaniu!

Starzy wyjadacze, nowe gwiazdy ~ Grand Prix Magazynu „WINO” 2014

Nie sposób było zdegustować kilkuset win w ciągu 6 godzin tegorocznej edycji Grand Prix, które miało miejsce 25. października w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Z tego powodu podjęcie przekrojwej analizy wszystkiego, co było zaprezentowane byłoby dosyć karkołomnym zadaniem, ale chyba też mijałoby się z celem.  Najwięcej czasu spędziłam przy białych winach ze względu na zainteresowanie konkretnymi krajami, którym ten kolor wychodzi szczególnie dobrze. To nic, że robi się coraz zimniej – zachęcam Was do picia białych win przez cały rok, nawet tych najbardziej rześkich!

Udało mi się zapoznać tylko z kilkudziesięcioma etykietami. Część z nich była zwyczajnie smaczna, kilka zainteresowało, kilka zaś absolutnie mnie kupiło. Znalazło się też parę naprawdę tanich o „doskonałym stosunku ceny do jakości”. Aby relacja nie była nadmiernie obszerna, ograniczę się do absolutnego crème de la crème. Czasami wspomogę się zdjęciami z Internetu – pstryknięcie foty w tłumie spragnionych winopijców stanowiło niekiedy nie lata wyczyn.

Zaczęłam tradycyjnie od bąbelków. Super wytrawne i super eleganckie szampany wystawił Dom Szampana, spodobał mi się również bogaty, orzechowy Pol Roger Brut Réserve na stole importera DeliWina.

Pol Roger Brut Réserve

Pol Roger Brut Réserve

Przechodząc do win białych, moją uwagę zwróciło na przykład bardzo rześkie i słone, a jednocześnie owocowe Lagar de Cervera Albariño Rías Baixas 2013 od importera Star Wines.

Lagar de Cervera Albariño Rías Baixas 2013

Lagar de Cervera Albariño Rías Baixas 2013

Ponadto świetne wina wystawili goście specjalni Grand Prix z Południowego Tyrolu, by wymieć chociażby winiarnie Arunda czy Nals Margreid. Dłuższą chwilę spędziłam też przy bardzo mocnej ofercie austriackiej, gdzie w szczególności spodobało mi się świeżutkie i owocowe Netzl Sauvignon Blanc Schüttenberg 2011 (importer: Wino i Kieliszki) oraz niesamowicie głęboki w smaku Weingut Markus Huber Riesling Eiswein 2013 (Interwin).

Netzl Sauvignon Blanc Schüttenberg 2011

Netzl Sauvignon Blanc Schüttenberg 2011. Do stanowiska dotarłam, kiedy zostały już tylko butelki chłodzące się w wodzie z lodem.

Weingut Markus Huber Riesling Eiswein 2013

Weingut Markus Huber Riesling Eiswein 2013

Aż cztery „blanki” z Nowego Świata znalazły się wśród moich ulubieńców: klasycznie mandarynkowe i agrestowe Mud House Sauvignon Blanc Marlborough 2013  – od importera Partner Center; Amayna Sauvignon Blanc Barrel Fermented Leyda 2009 o smaku spalonej grzanki (producent: Familia Garces) i trawiaste Sadie Family Sequillo White Swartland 2012 (ze szczepu chenin blanc) – te dwa wina z oferty laureata tegorocznego Grand Prix, firmy The Fine Food Group; wreszcie nowozelandzkie Kumeu Village Chardonnay 2011 w burgundzkim stylu, od importera Wine Express.

Mud House Sauvignon Blanc Marlborough 2013

Mud House Sauvignon Blanc Marlborough 2013

Amayna Sauvignon Blanc Barrel Fermented Leyda 2009

Amayna Sauvignon Blanc Barrel Fermented Leyda 2009

 Sadie Family Sequillo White Swartland 2012

Sadie Family Sequillo White Swartland 2012. Duży plus za efektowną, „rewolucyjną” etykietę.

Kumeu Village Chardonnay 2011

Kumeu Village Chardonnay 2011

Wracając do Europy, zaciekawiły mnie jeszcze dwa białe wina: eleganckie i poważne, Stampleton & Springer Blanc de Noir 2013 oraz  charakterystycznie „autentyczne” i bogate Dva Duby Prima Nocta 2012 Obydwa wina importuje Wino z Moraw.

Stampleton & Springer Blanc de Noir 2013

Stampleton & Springer Blanc de Noir 2013

Dva Duby Prima Nocta 2012

Dva Duby Prima Nocta 2012

Jeśli chodzi o wina czerwone, wyróżniłabym cztery – każde z zupełnie innego kraju. Poczynając od Hiszpanii – warte uwagi okazało się mięsista Rioja Muga Reserva Selección Especial 2009 (importer: The Fine Food Group). Wśród win francuskich urzekło mnie skoncentrowane, eleganckie, a jednocześnie intensywnie owocowe Château Les Fenals Fitou 2011 (40% carignan, 49% grenache i 20% syrah, importer: MondoWino). Z Francji robimy skok do Libanu – dużo owocowej i aksamitnej przyjemności oferuje kupaż syrah i cabernet sauvignon – Domaine des Tourelles Vallée de la Bekaa 2010 (importer: Wine Express). Last but not least – dobrą jakość prezentował brązowy medalista zeszłorocznego EnoExpo, czyli Ma-Fo 2012 z Winnicy Płochockich (50% Marechal Foch i 50% Leon Millot) – intensywnie owocowe, ze słonawym finiszem, który bardzo lubię.

Muga Reserva Selección Especial 2009

Muga Reserva Selección Especial 2009

Château Les Fenals Fitou 2011

Château Les Fenals Fitou 2011. Etykieta jest oczywiście biała – po zmierzchu nastrojowe światła znacznie utrudniało zrobienie dobrego zdjęcia.

Domaine des Tourelles Vallée de la Bekaa 2010

Domaine des Tourelles Vallée de la Bekaa 2010

Winnica Płochockich Ma-Fo 2012

Winnica Płochockich Ma-Fo 2012

Na deser znów laureat. Tym razem tegoroczny finalista Grand Prix – słodkie chenin blanc z RPA – Miles Mossop Kika 2011, pełne nut kandyzowanych owoców, a jednocześnie odpowiednio kwasowe.

Miles Mossop Kika 2011,

Miles Mossop Kika 2011,

Pomimo tego, że nie udało mi się dostać na szczególnie mnie interesującą degustację win rumuńskich niczego nie żałuję – treści na Grand Prix znalazłam dość i musiałam bardzo się starać, żeby nie przesadzić z długością niniejszej relacji. Gratuluję Magazynowi „WINO” dobrej organizacji oraz dziękuję za niekończącą się Cisowiankę!