Life can be perfect ~ Bollinger w Winkolekcji, 27.05.2014

Relacja z lekkim opóźnieniem, ale jest. Będzie to w zasadzie półrelacja, bo zdążyłam zdegustować w Winkolekcji tylko połowę z zaprezentowanych szampanów, czyli dwa z czterech. Z żalem musiałam urwać się na busa do domu, przez co ominęły mnie dwa szampany rocznikowe, których byłam bardzo ciekawa, a na które będzie mnie stać raczej nie prędko. Dlatego ból był całkiem spory, kiedy opuszczałam spotkanie.

Bollinger magazine

Okładka magazynu Bollingera

Hasło, które zawarłam w tytule przyświeca kampanii reklamowej Bollingera i zachęca klientów do cieszenia się życiem po królewsku. Zresztą, ten dom szampana może poszczycić się tym, że brytyjska rodzina królewska jest jednym z jego prominentnych klientów. Można powiedzieć, że Wielka Brytania jest czołowym ambasadorem Bollingera, bo od 40 lat butelki tego producenta stanowią stały element scenografii w filmach o Jamesie Bondzie. James Bond nie może się mylić.

Bollinger champagne

Amunicja się chłodzi

Czy faktycznie? Zobaczmy. Na pierwszy ogień poszedł podstawowy, jasnozłoty Bollinger Special Cuvée i, o ile ja się nie mylę (a chyba nie, bo moja analiza organoleptyczna zgodziła się z notką na slajdzie), ten szampan na pewno ma charakter. Skład: 60% pinot noir, 25% chardonnay i 15% pinot meunier. W nosie wyraźne drożdżowe nuty zbalansowane soczystym jabłkiem i brzoskwinią. Smak równie intensywny i rześki, z orzechowym tłem, mocną strukturą i żywymi, długo tańczącymi na języku bąbelkami. Jako fanka win musujących z rodzaju bone dry to wydało mi się trochę zbyt owocowe, ale z pewnością wielu szampanopijcom to właśnie ta cecha będzie się najbardziej podobać. Jako drugie (i – jak dla mnie – niestety ostatnie) wino nalano nam Bollinger Rosé i to był dużo ciekawsze od poprzednika. Skład zaiste techniczny: 62% pinot noir, 24% chardonnay i 14% pinot meunier. Ładne, łososiowe z brązowymi refleksami, pokazało zupełnie inny charakter różowego szampana – ten już był zdecydowanie bardziej surowy niż wesoły, przedpołudniowy Special Cuvée. Tu owocu było mniej, przede wszystkim w nosie, gdzie przeważały drożdżowo-mineralne aromaty. W ustach wyczułam przemykające gdzieś między bąbelkami delikatne wiśnie, poziomki i maliny. Wszystko to stworzyło aksamitny i elegancki efekt. Zdecydowanie nie tylko dla kobiet, zdecydowanie na popołudnie.

Teraz trochę teorii. Jeśli chodzi o dwa z szampanów, które mnie ominęły, to po pierwsze, miałam spróbować Bollinger La Grande Année 2004, mieszankę 66% pinot noir i 34% chardonnay. Miała zobaczyć stare złoto, wyczuć „nuty tostowe, przyprawy, owoce pestkowe, rabarbar”, a na języku poczuć „mocną strukturę i długość”. Miałam spróbować też Bollinger R. D. 2002 (63% pinot noir, 37% chardonnay). Proporcje iście alchemiczne, a efekt miał być brzoskwiniowo-tostowo-miodowy. Czy doświadczenie potwierdziłoby teorię – może kiedyś się o tym przekonam.

Teorii ciąg dalszy – co stanowi o mocnym i bogatym stylu szampanów z tego domu? Trzy rzeczy. Po pierwsze – pierwsza fermentacja w małych używanych dębowych beczkach, po drugie – skład kupażów, którego większość zawsze stanowią wina klasy Grand Cru i Premier Cru i po trzecie –w szampanach nierocznikowych dodatek win, które były przez 5-15 lat starzone w butelkach magnum z naturalnym korkiem.

Na pewno warto zorganizować sobie okazję do wypicia któregoś z Bollingerów, choćby taka okazja miała zdarzyć się raz w życiu, co niestety w przypadku większości z nas będzie całkiem optymistycznym scenariuszem. Elizabeth Bollinger, pierwsza wybitna promotorka marki powiedziała, że pije szampana, kiedy jest smutna lub wesoła, samotna lub w towarzystwie, najedzona lub głodna – w innych sytuacjach go nie dotyka. Coco Chanel z kolei piła go gdy była lub nie była zakochana. Osobom, które – tak jak te dwie damy – szampana mogą pić zawsze, gratuluję – jest duże prawdopodobieństwo, że ich życie jest idealne. Całą resztę cieszących się życiem winopijców o mniej zasobnych portfelach, że również ich życie może być idealne – wystarczy zapewnić sobie stałe dostawy małych uciech, na przykład w postaci dobrych bąbelków. Jeśli koniecznie potrzebujecie jakiegoś pretekstu, to proszę bardzo – Dzień Dziecka już jutro!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s