W krainie bobuli ~ dzień I i II – Manufaktura wina

Pierwsza część relacji z czterech intensywnych dni spędzonych na Morawach Południowych. W piątek po południu przybyliśmy do Brna, gdzie spotkaliśmy się z naszymi znajomymi – polsko-czeską parą narzeczonych, z którymi jeszcze tego samego wieczora pojechaliśmy dalej na południe, do Ratiškovic, czterotysięcznego miasteczka otoczonego winnicami i wyposażonego w czternaście pubów. Tam napiliśmy się w jednym z nich, niemiłosiernie zadymionym, lekkiego, orzeźwiającego czeskiego piwa, którego nazwy nie pomnę, ale jeśli ktoś będzie zainteresowany – dowiem się, jakie to było. Wymęczeni podróżą i od dawna nie wąchanym papierosowym dymem zostaliśmy bardzo gościnnie przyjęci i położeni spać przez rodzinę naszego czeskiego kolegi.

Po krótkiej nocy nastała sobota i winobranie. W towarzystwie gromady znajomych i przyjaciół właściciela małej winnicy spędziliśmy około sześciu godzin zbierając kiście białego veltlínskégo zelenégo (Grünera Veltlinera) i czerwone: frankovkę (Blaufränkisch) i rulandské modré (pinot noir). Frankovka, czyli węgierski kékfrankos, niestety nie zadowolił mnie ani przed dwoma laty na Węgrzech, ani ostatnio, w wydaniu południowomorawskim. Zbyt kwasowe i agresywne. Natomiast pewnie będzie smakować fanom intensywnych czerwonej i czarnej porzeczki podkręconych tytoniem. W przerwach jedliśmy prowiant i popijaliśmy go lokalnymi kupażami i frankovką właśnie, wyprodukowanymi przez winiarzy z Ratiškovic i leżącej nieopodal Krásnej Hory.

sklep1

Sklep – domek z piwnicą

sklep2

I jeszcze jeden

święty urban

Święty Urban – patron winiarzy

Obrazek

Frankovka

pinot noir

Rulandské modré

kiść

Kiść pinota

veltlinske zelene

Veltlínské zelené

Po kilkugodzinnym winobraniu byłam świadkiem najwcześniejszego etapu manufakturowego wytwórstwa wina na własne potrzeby, a więc: rozdrabniania czerwonych i białych gron, zgniatania tych drugich w zabytkowej prasie, mierzenia poziomu cukru w moszczu i wreszcie odstawienia go do fermentacji.

zgniatanie

W małej manufakturze – wrzucanie winogron do zgniecenia

Zabytkowa prasa do owoców

Zabytkowa prasa do owoców

Zgniecione winogrona

Zgniecione winogrona

W międzyczasie skoczyliśmy do firmowego sklepu z winami wyprodukowanymi w lokalnej winnicy Plešingr. Kupiliśmy siedem win, z których próbowałam jak na razie utytułowanego wytrawnego rulandskégo modrégo z 2008 roku, które w 2012 roku znalazło się w prestiżowym gronie stu najlepszych czeskich win, wystawionych w Salonie Win Republiki Czeskiej w piwnicy pod zamkiem Valtice. Otworzyliśmy to wino, kiedy wszyscy zbieracze i winiarze zasiedli do małej uczty na piętrze małego domku szeregowego, w którym wyrabia się wino.

plesingr

Kolor – typowa dla pinot noir przejrzysta czerwień, która zaczęła nabierać ceglastych refleksów. Bogaty aromat jagodowo-śliwkowo-wiśniowej konfitury i przypraw korzennych był bardzo obiecujący. W ustach znów powidła, i to na dodatek dające wrażenie „ciepła”. Delikatna słodycz dobrze grała z wyczuwalnym alkoholem, wyraźnymi taninami i umiarkowana kwasowością. Jedliśmy bardzo proste przekąski, natomiast to ciężkie i intensywne wino zasługiwało na porządną, wykwintną pieczeń. Cieszę się, że przywiozłam je ze sobą – zdecydowanie zorganizuję za jakiś czas doborowe towarzystwo dla tego pinota.

Na koniec dnia właściciel winnicy zaprosił nas na degustację swoich białych i czerwonych win. Wśród tych pierwszych próbowaliśmy: rulandskégo bílégo (pinot blanc) z ostatnich dwóch lat, ryzlinka rýnskégo (Rheinriesling, albo po prostu Riesling) i ryzlinka vlašskégo (Welschriesling) z 2012 roku oraz chardonnay, neuburskégo (Neuburger) i veltlínskégo zelenégo z 2011 roku. Z kolei czerwone wina, jakimi zostaliśmy poczęstowani to: svatovavřinecké (saint laurent) z 2010 i 2011 roku oraz rulandské modre i alibernet z 2012 roku. Wygrały oczywiście białe wina, z których moimi zdecydowanymi faworytami były: świeżutki mineralny i rześki ryzlink rýnský z 2012 i – jak sama nazwa wskazuje – „zielone” w smaku, a przy tym mocno owocowe i krzemienne veltlínské zelené z 2011 roku, których nie omieszkałam się zabrać ze sobą do Polski.

Wyrób czerwonych win na Morawach Południowych jest dosyć karkołomnym zadaniem, ale weźcie stamtąd pierwsze lepsze białe wino. Być może trafiłam na wyjątkowo uzdolnionych niekomercyjnych lokalnych winiarzy, ale powiadam, że kolejne dni potwierdziły opinię, że do Czech po dobre białe wino w bardzo rozsądnej cenie (albo i nawet za darmo!) pojechać po prostu trzeba. Przekonać się i potem przyjechać jeszcze raz, po kolejne, po coś innego, po więcej.

Drugi odcinek relacji z naszej morawskiej wyprawy już niebawem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s