W kontraście do etykiety ~ EGO Bodegas Pirapú 2015

Doczekać się już nie mogę wypadu na wschodnie wybrzeże Hiszpanii, który już w marcu! W planach jest odwiedzenie najciekawszych winnic Jumilli, Yecli oraz okolic Alicante, Walencji i Murcji i ustrzelenie etykiet, których nie znajdę w Polsce. Chciałabym jednak wpaść między innymi do EGO Bodegas, czyli jednego z kilku wyjątków od założonej reguły. Wam oczywiście polecam wycieczki enoturystyczne, ale jeśli nie macie ochoty (niemożliwe), lub nie możecie (to już bardziej prawdopodobne) ruszyć się z zimnej Polski do cieplepszej krainy, bliżej będzie Wam do warszawskiego sklepu 13 win. Tam bowiem czeka na Was kilka butelek od tego producenta, między innymi kosztujące 33 zł Pirapú, kupaż flagowego dla apelacji monastrell i idealnie go uzupełniającego syrah.

pirapu

Zawartość butelki opatrzonej minimalistycznym, nowoczesnym wizerunkiem sarny skrywa wino, któremu do minimalizmu jest na szczęście bardzo daleko. Po napowietrzeniu i wygonieniu nikomu do niczego nie potrzebnego wszechobecnego zapachu wanilii wino pachnie głównie ciemnymi owocami – jeżynami, jagodami i śliwkami węgierkami, a te owocowe aromaty zdobi bardzo zachowawczy niuans beczki oraz mineralne, ziemisto-kamieniste nuty. Podobne wrażenia pojawiają się na języku, do tego żwawość połączona ze słusznym ciałem. Taniny nie mogą się zdecydować, czy być bardziej ziarnistymi, czy aksamitnymi, ale bardzo podoba mi się to niezdecydowanie, bo dzięki niemu dzieją się w ustach bardzo przyjemne rzeczy. Dobra kwasowość i leciutko słodki finisz dopełniają dzieła. Pijcie Pirapú najlepiej z pieczonym i grillowanymi mięsem, raczej czerwonym, niż białym, choć wszelkie wędliny i dojrzałe sery – najlepiej hiszpańskie – również będą dla tego wina dobrym towarzystwem.

P.S. Z EGO Bodegas próbowałam też żwawe, owocowe i soczyste Malabarista oraz bardziej nasycone materią Don Baffo – te wina również z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Obydwa dostępne oczywiście w 13 Win :)

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: jeżyny, jagody, śliwki, ziemia, kamień

Usta: jeżyny, jagody, śliwki, dobra kwasowość, umiarkowane taniny

Ogólna ocena: 4/7

Szampany na kolację ze śniadaniem i nie tylko ~ Degustacja „Szampany w ciemno”

Na kolejnej degustacji w ciemno zorganizowanej przez Michała, autora bloga Wine Trip Into Your Soul, wzięliśmy na warsztat europejskie musiaki z każdej półki cenowej. Na liście 10 win, które zebrał dla nas Michał, znalazło się tylko 7 szampanów (z których 5 okazało się najlepszymi pozycjami tej degustacji, o czym za chwilę). No i cóż, w planie degustacji były zaskoczenia i odrycia, a tymczasem wydarzyła się niewielka, acz łatwa do przewidzenia katastrofa, kiedy szampany degustowaliśmy na zmianę ze spumante i tanim crémantem. Nawet franciacorta nie dała rady. Skupmy się jednak na tych butelkach, które radę dały i na których warto się skupić, szczególnie w okresie przedwalentynkowym, choć według mnie szampany warto dawkować sobie przez cały rok :)

 

j-charpentier_cuvee_pierre-henri_brutCharpientier Cuveé Pierre-Henri Brut (WineAndYou, 229 zł)
Pięknemu, jasnozłotemu kolorowi towarzyszy bardzo wyrazisty i nieco zadziorny charakter. Mamy tu mocne aromaty jabłek – i to różnych – podkreślonych równie wyraźną nutą dobrze wypieczonego chleba. Ten szampan sprawdzi się jako aperitif, ale myślę, że spokojnie udźwignie duszone polędwiczki wieprzowe. Jeśli para nie będzie miała o czym rozmawiać podczas walentynkowej randki, para zdecydowanie rozgada się po otwarciu tej butelki. Duża klasa!

 

rothschild_blanc_de_blancs

Barons de Rothschild Blanc de Blancs (Vininova, 343 zł)
Butelka ze stajni jednej z najbardziej znienawidzonych rodzin na świecie, która jednak stworzyła mnóstwo wybitnych win. Macki Rothschildów dotarły też do Szampanii i tu mamy przykład produktu par excellence. Ten szampan, schlebiający gustom szerokich rzesz klientów (choć klientów o wystrczająco zasobnych portfelach), jest cytrusowo świeży, z delikatnym niuansem croissanta. W ustach jest krągły, kremowy i ładnie spięty porządną kwasowością. Jeśli chcesz pokazać swojej drugiej połówce, że masz gest, wykosztuj się, wypijcie to wino ze smakiem i bez większej refleksji nad nutami zapachowymi i teksturą, przejdźcie do rzeczy. A skoro była mowa o croissancie – kto powiedział, że nie możesz napoić tym szampanem swojej drugiej połówki na śniadanie?

 

bellois_brut

Jacques Picard Maxime Bellois Champagne Brut (Lidl, 79,90 zł)
Czy szampan z najwyższej dyskontowej półki może zadowolić kogoś, kto chciałby dostać szampana dobrej jakości? Ano może. Taki musiak może nawet dostarczyć ciekawych doznań, jak na przykład towarzyszący atomatowi skórki limonki leciutki zapach rozpuszczonej aspiryny, który bardzo przypadł mi do gustu. Co poza tym? Zaskakująca śmietankowość, maślaność i gładkość w ustach i bardzo dobra kwasowość. OK, trochę, trochę chemiczna końcówka, ale przy tym krągłym ciele to naprawdę nie przeszkadza.

 

j-charpentier_reserve_brut

Charpentier Reserve Brut (WineAndYou, 119 zł)
Drugi szampan ze stajni J. Charpentier na tej degustacji, ale już dojrzalszy od poprzednika, o nieco ciemniejszym, złotawym kolorze. Aromaty bardzo klasyczne, cytrusowo-jabłkowo-tostowe, do tego pewna dawka cukru resztkowego i jedwabista tekstura na języku. Pijcie tego szampana solo, z delikatnymi potrawami jak grasica czy policzki wołowe duszone w sosie śmietanowym, albo jeszcze inaczej – z daniami kuchni południowej Azji!

 

drappier_brut_nature

Fot. Michał Misior

Drappier Brut Nature Zero Dosage Pinot Noir (Wine Avenue, 195 zł)

Najbardziej lubię szampany z dwóch skrajnych końców na skali złożoności aromatów i nasycenia materią. Z jednej strony uwielbiam wściekle kwasowe, purytańsko wytrawne blanc de blancs,  które koniecznie trzeba czymś zagryźć, z drugiej zaś hedonistycznie, dojrzałe i niemal taniczne blanc de noirs. Drappier plasuje się w okolicach tego drugiego krańca kontinuum. Aromaty różnych palonych produktów (od tostów po asfalt) równoważone są przez świeżość cytryn i limonek. W ustach wszystkie te aromaty są odrobinę przygaszone, całościowy efekt jest jednak bardzo elegancki i pełen finezji.

Michałowi bardzo dziękuje za organizację degustacji, importerom za użyczenie butelek, a towarzyszom spotkania za rozmowy pełne owocu i głębokiej treści :)

Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Priorat i francuski miks ~ Dwa wina De Muller

Jedni mówią, że kluczem do sukcesu jest doskonalenie się w jednej, bardzo konkretnej sferze działalności. Inni twierdzą coś zgoła odmiennego – należy być elastycznym i otwartym na nowe doświadczenia i eksperymenty. Wychodzę z założenia, że obydwa sposoby są równie dobre, jeżeli tylko którykolwiek z nich przyniesie oczekiwane rezultaty. Działający w dwóch katalońskich regionach – Tarragonie i Prioracie – producent De Muller należy do grona winiarzy produkujących swoje wina według tego drugiego modelu. O jednym smacznym winie musującym pisałam niedawno. De Muller, oprócz białych musujących win, produkuje też wina spokojne we wszystkich kolorach – od wytrawnych po likierowe, wzmiacniane i wreszcie wermuty. Dziś opowiem Wam o dwóch czerwieniach z tej winiarni.

priorat

De Muller Priorat Criança 2012
Jak sama nazwa wskazuje, przydomek crianza ma nam sugerować raczej młodzieńczy styl wina, a więc dominację owocu i żwawą kwasowość. Ten kupaż (60% garnatxa, 20% cariñena oraz po 10% merlot i syrah) z bodaj najmodniejszego regionu w Hiszpanii (a nawet na świecie) faktycznie jest świeże, niezbyt mocne, ale jednocześnie wykazuje cechy charakterystycznej dla win z tego regionu lekko „ziemistego”, eleganckiego sznytu. Wino ma już ponad cztery lata, jednak tę jego właściwą crianzy młodzieńczość odczujemy w intensywnym owocu i jednocześnie przyjemnym, choć nie korpulentnym ciele. Spokojnie można by mu dać jeszcze rok czy dwa. Bardzo przyzwoita jak na Priorat cena sprawia, że nic, tylko brać. Do czerwonych mięs – zdecydowanie! Cena: 66 zł

porpores

De Muller Porpores Reserva 2010
Powiedzieć o tym już zdecydowanie dojrzalszym w stylu winie „francuski” miks to w zasadzie tylko część prawdy, choć część większa. Mamy tu bowiem kupaż francuskich szczepów (70% cabernet sauvignon, 20% syrah, 10% merlot), jednak miks beczek, w których winifikowane były te odmiany, to ciekawa wycieczka przez środkową Europę. Oprócz klasycznych beczek z francuskiego dębu do produkcji Porpores użyto bowiem przydających czekoladowych aromatów beczek węgierskich oraz rumuńskich, odpowiedzialnych za niuans…grejpfruta! To wszystko, a dodatkowo mocne aromaty czarnych porzeczek i jagód, spory ekstrakt, soczystość i aksamitną teksturę czyni to wino niemal dopiętym na ostatni guzik. Doskonale sprawdzi się z jagnięciną lub gęsiną. Cena: 97 zł

Wina degustowałam na spotkaniu w Winosferze Chłodna w Warszawie.

Córka, matka i babcia ~ Trzy wina Campo Viejo

Wszyscy już chyba wiedzą, że w przypadku znakomitej większości win powiedzenie „im starsze, tym lepsze” jednak się nie sprawdza. Oczywiście zawsze jest to kwestia dyskusyjna – starsze wino, co do którego ja będę mieć zastrzeżenia (do starszych win podchodzę z niejakim dystansem), może bardzo smakować komuś innemu (na przykład fanowi likierowych czy konfiturowych aromatów spod znaku oksydacji). Trzy butelki od dużego i dobrze znanego producenta Campo Viejo z  Rioja w moim odczuciu potwierdzają prawdziwość wspomnianego powiedzenia tylko połowicznie. Jak się okazało, matka była smakowitsza od córki, zaś babcia – jak to babcia – jeszcze żywa, choć już na ostatniej prostej. Z pewnością jednak znajdzie się paru winopijców, którzy się ze mną nie zgodzą. I to jest piękne w całej tej degustacyjnej zabawie!

campo_viejo_tempranillo

Campo Viejo Tempranillo 2014
Najmłodsza, ponaddwuletnia Rioja warta jest chwili cierpliwości. Na początku bowiem w nozdrza uderza nieznośna wanilia przysypana wszakże całkiem przyjemnie pachnącymi suchymi kwiatami, miałam też skojarzenie z czekoladą z dodatkiem suszonych owoców. Z czasem aromaty się układają i odczujemy świeżą, dojrzałą wiśnię. W ustach wino jest żwawe – jeszcze zbyt żwawe, bo trochę kanciaste i niezbalansowane. Do tego dużo przypraw z nutą cukierków lukrecjowych. Nieokiełznana, wypomadowana pyskata nastolatka ubrana w mamine fatałaszki.

campo_viejo_reserva

Campo Viejo Reserva 2012
Dwa lata starsza „matka” to już nieco lepsza równowaga – powiem więcej – z picia tego wina czerpałam autentyczną przyjemność. Zarówno nos, jak i usta cieszy dojrzałymi wiśniami, śliwkami, malinami i czerwonymi borówkami podsypanymi szczyptą ziół. Odpowiednio odmierzona kwasowości nadaje lekkości całokształtowi, do tego bardzo subtelne muśnięcie odrobiną beczki. Oto przyzwoicie ubrana i umalowana kobieta, której uroda może nie zwala z nóg, ale w jej towarzystwie każdy będzie dobrze się czuł.

campo_viejo_gran_reserva

Campo Viejo Grand Reserva 2010
Prawie siedmioletnia „babcia” lata świetności co prawda ma już raczej za sobą, ale, cokolwiek zmęczona życiem, nadal zachowuje pogodę ducha. W sumie smacznym wiśniom w syropie towarzyszy w proporcji fifty-fifty mocna wanilia, która jednak ustępuje z czasem bardziej szlachetnemu aromatowi dębiny. Ta odrobinę dekadencka babcia zrobiła sobie tym razem troche za mocny makijaż, zalatuje też dość mocnym alkoholem, ale w sumie tego właśnie możemy spodziewać się po starym winie z Rioja, i to winie w starym, tradycyjnym stylu. Plusem na pewno jest dobra kwasowość, nadająca winu polotu.

Za wina bardzo dziękuję Wyborowej Pernod Ricard!

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 3: The Wine Love Gran Cerdo 2015

Pisałam wczoraj o winie od The Wine Love z regionu Rioja, która była pewnym manifestem miłosnym. Dziś wino-manifest o zgoła innym charakterze. Oto historia pewnego wkurzenia. Porządnego wkurzenia na wyrachowanych i pozbawionych wyobraźni bankierów. Oto Wielka Świnia.

gran_cerdo

Opowieść zaczyna się wtedy, kiedy winiarz Gonzalo Gonzalo ubiega się o kredyt na rozkręcenie swojej winiarni. Kolejne banki odmawiają mu jednak pożyczki tłumacząc swoją decyzje tym, że winnica nie jest warta podejmowania takiego ryzyka finansowego. W pewnej mierze możnaby się z nimi zgodzić, jednak nie zrażony tymi opiniami i porządnie wkurzony Gonzalo postanawia zadziałać na własną rękę. Z czasem udaje się mu wyprodukować kilka własnych etykiet, a tę konkretną dedykuje ludziom, którzy nie wierzyli w powodzenie jego projektu.

Gran Cerdo to stuprocentowe tempranillo, atakujace nas już od progu intensywnymi aromatami i smakami truskawek, malin i wiśni z delikatnym ziemistym niuansem. Nieco za ciepły rocznik 2015 nałożył na to wino pewien ciężar (żeby nie powiedzieć toporność), jednak dzięki dobrej kwasowości spokojnie możecie podać je do – nie inaczej – wieprzowiny, najlepiej duszonej.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 2: The Wine Love Devilish 2015

Dziś miała być Katalonia, ale dla odmiany zrobimy skok do dobrze znanego hiszpańskiego regionu Rioja, skąd pochodzi wino-manifest o jednej z najlepszych etykiet w historii, moim skromnym zdaniem oczywiście. Producent Gonzalo Gonzalo (to imię i nazwisko) specjalizuje się zresztą w winach-manifestach i tym razem jest to manifest miłosny, zainspirowany filmem Ed Wood Tima Burtona. Przejdźmy do opisu tego małego dzieła sztuki.

devilish

Krwistoczerwona garnacha niedługo po otwarciu pachnie soczystymi malinami, truskawkami, czerwonymi porzeczkami i trochę też smażonymi wiśniami. W tle szumią świeże liście laurowe i inne śródziemnomorskie zioła. Jak miłość, również i dobre wino potrzebuje nieco czasu, żeby pokazać to, co w nim najlepsze i Devilish jest przykładem takiego wina. Wymagałoby jednak od Was tylko dnia cierpliwości. Po tym czasie nabiera bardziej balsamicznych i pieczeniowych nut, owoc staje się czarniejszy. Wino ma mięsiste i ekstraktywne, ma przyjemne, choć wyraziste taniny, jest też świeże dzięki odpowiedniej dawce kwasowości. Sprawdźcie, być może jeszcze znajdziecie parę kosztujących około czterech dych butelek w warszawskim Wine Cornerze i innych przybytkach zaopatrywanych przez importera Vini e Affini. Może, bo, jak się dobrze orientuję, był w okolicach Halloween na to wino spory popyt.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 1: De Muller Mas de Valls Brut Nature

Przez najbliższy miesiąc mój blog będzie cokolwiek monotematyczny, bo królować na nim będą recenzje win hiszpańskich (zawczasu zdradzę, że gros butelek będzie pochodzić z Katalonii). Stawka jest niebagatelna, bo dzięki namiętnemu pisaniu o winach z tego niezwykle zróżnicowanego winiarsko kraju mogę załapać się na wyjazd na targi Fenavin w Ciudad Real – oczywiście w Hiszpanii. O konkursie Degusta España przeczytacie tutaj.

Co więc na początek? Aperitif! Jeżeli mówimy o aperitifie w wydaniu hiszpańskim, to zdecydowanie mamy na myśli musującą cavę. Ale ja nie o cavie, a raczej – niezupełnie o niej. Albowiem wino, które zaraz opiszę, jest co prawda wyprodukowane metodą tradycyjną, czyli tak, jak cava i szampan. Ma nawet w składzie typowe „cavowe” szczepy (ponad 50% chardonnay, reszta to macabeo i parellada). Jest nawet wytwarzane w ojczyźnie cavy, czyli w apelacji DO Tarragona. Dlaczego więc nie-cava? Producent tego wina, działający w Katalonii De Muller, akurat w tym przypadku nie miał ambicji wyprodukować swojego musiaka trzymając się wyśrubowanych reguł dotyczących produkcji cavy. Nie odbyło się to jednak ze szkodą dla samego wina.

mas_de_vals_brut_nature

Pomimo zerowego dosage, a więc dodatku cukru, Mas de Valls jest krągłe i pełne jedwabistej materii, co zawdzięcza 15 miesiącom dojrzewania w butelce. Nie brak w nim więc też przyjemnych tostowo-maślanych aromatów, dominantą jest jednak świeży, ale nie narzucający się nadmiernie owoc (jabłka, morele, gruszki). Dokładnie tak, jak lubię: szlachetna powściągliwość z kwasowym pazurem. Wino degustowałam w Winosferze Chłodna, kupicie je tam za 40 zł.

A w następnym odcinku – ciąg dalszy Katalonii :)

Shirazy 15 razy ~ Degustacja win ze szczepu shiraz/syrah

Ja wiem, zbliża się Sylwester, potem tanecznym krokiem przybędzie do nas karnawał – wypadałoby nie wypuszczać z ręki smukłego kieliszka wypełnionego jakimś dobrym winem musującym. A ja chcę pić syrah! Szczególnie zimą, kiedy temperaturę na zewnątrz chętnie zrównoważyłabym słońcem i rozgrzewającymi aromatami ukrytymi w winach zrobionych z tego szczepu, który poza Europą zwany jest shirazem. Zanurzmy się więc w tę zniewalającą mieszankę owoców, korzeni i ziół!

shiraz_syrah

Jedno niestety korkowe, ale za to 7 niezłych i 8 bardzo smacznych. Tak w kilku słowach mogłabym podsumować pietnastkę win, które zgromadził i otworzył nam Michał Misior na zorganizowanej przez siebie degustacji w ciemno. Opiszę Wam więc tę smakowitą ósemkę, którą z czystym sumieniem mogę polecić jako towarzyszy długich (choć już coraz krótszych) zimowych wieczorów.

alazaniaAlzania Navarra Syrah 2012
Okazuje się, że w słynącym z różowej garnachy hiszpańskim regionie syrah też może się udać! Wino z początku mocno owocowe, pieprzne i ziemiste, z czasem rozwija aromaty ziół, suchych liści i kwiatów. Nie trzeba jednak czekać z nim zbyt długo, bo po jakiejś godzinie aromaty tracą na intensywności. Ale kto by czekał godzinę przy takiej soczystości i fajnej strukturze? (Wine And You, 54 zł)

Salomon Estate salomonShiraz Finniss River 2012
Ten Australijczyk z kolei potrzebuje nieco cierpliwości. Na początek bowiem wszechogarnia nasze zmysły wanilią i dopiero po parunastu minutach układa się w ciekawą i – co najważniejsze – przyjemną kompozycję świeżych ciemnych owoców oraz nut ziołowego lekarstwa i rumu. Ma potencjał starzenia – wyraziste taniny są jeszcze nieco niesforne i odklejone od całości. (Mielżyński, 156 zł)

domaine_la_provenquiereDomaine la Provenquière Languedoc Syrah 2014
Wina z Langwedocji zyskują na jakości, ale nadal można znaleźć wiele butelek w rewelacyjnych cenach, czego przykład mamy właśnie na warsztacie. Fajny owoc podsypany kakao, niezbyt potężne taniny i delikatna słonawość na języku. Osoby uczulone na obecność francuskiej beczki lojalnie ostrzegam, że jest tu jej trochę, nie jest to jednak beczka nadmiernie się narzucająca. Ot, wszystko na swoim miejscu i tyle, ile trzeba. (Wine And You, 29 zł)

Mitolo Jestermitolo_jester Shiraz McLaren Vale 2012
Jedyne wino, którego proweniencję odgadłam bez pudła, ale nie ma się co dziwić – to jest Australian shiraz pełną gębą. Wyraźnie wyczuwalny aromat eukaliptusa towarzyszący mocnemu czarnemu owocowi i nutom ziemistym nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Wino jest jeszcze całkiem młodzieńcze i ma spore szanse na to, aby za parę lat pokazać bardziej złożony bukiet.
(Wine Avenue, 79 zł)

nine_stonesEvans Wine Company Nine Stones Shiraz Barossa Valley 2013
Kolejny Australijczyk, choć o nieco innej ekspresji, niż jego poprzednik. Wino jest rok młodsze, a jednocześnie bardziej wyważone i eleganckie. Dominują aromaty ziemiste, którym towarzyszy niezbyt rozbuchany owoc, w ustach podsypany szczyptą soli.
(Vininova, 56 zł)

Casa Silva Colchaguacasa_silva Valley Shiraz 2012
Tym razem shiraz w „ciepłym” stylu. Dużo się tu dzieje, pełno w tym winie czarnych i czerwonych porzeczek oraz cassis, jest też konfitura z owoców leśnych, wreszcie garść przypraw z dodatkiem lukrecji. Hedonizm w najczystszej postaci, choć nadal nie przesadzony.
(Wineonline, 69-79 zł)

echeverriaEcheverria Gran Reserva Colchagua Valley Syrah 2013
Pozostajemy w chilijskiej dolinie Colchagua i tu mamy kolejne „ciepłe” w charakterze wino, które przypadnie do gustu miłośnikom mięsno-warzywnych aromatów i smaków. Wyobraźcie sobie, że wywąchałam w nim kompozycję kojarzącą się z aromatami chili con carne. Dosłownie: duszona wołowina, mieszanka wszelkich możliwych papryk, fasola, pomidory, zioła. I właśnie z takim jedzeniem pijcie to wino!
(Vininova, 63,90 zł)

Rickety Bridgerickety_bridge Shiraz Western Cape 2010
Na koniec skaczemy do RPA, skąd pochodzi mroczny i dekadencki, ale nadal żwawy shiraz pachnący czarnymi owocami, starą, zakurzoną szufladą i gorzką czekoladą, a całą tę gęstą miksturę równoważy solidny kręgosłup kwasowości. Bardzo długi finisz. I mimo, że to wino ma już sześć lat, jest szansa, że czas jeszcze zadziała na jego korzyść.
(Wine Avenue, 79 zł)

Jak się okazało, najmocniejsza w sensie jakościowym była moim zdaniem reprezentacja Australii i przyznam, że było to dla mnie niemałe zaskoczenie. Spodziewałam się, że największe wrażenie zrobią na mnie butelki ze Starego Świata, tymczasem ledwie dwa wina z Europy były naprawdę warte uwagi. Jeżeli interesują Was pozostałe butelki, które degustowaliśmy tamtego wieczora (a przy okazji porównalibyście moje analizy organoleptyczne z wrażeniami moich znakomitych kolegów), przeczytajcie relacje Michała, Jurka i Roberta.

Toskania ready to drink ~ Trzy wina od Silvio Nardiego z 13 Win

Z winami to jest tak, że często mamy do czynienia z takimi, które w tym momencie nie robią na nas większego wrażenia, bo są niedojrzałe, a więc szorstkie i częstują nas niekoniecznie przyjemnymi „zielonymi” aromatami. Możemy jednak z dużą dozą pewności stwiedzić, że potencjalnie niektóre wina będą wybitne, ale dopiero za parę lat. Możemy to stwierdzić degustując je na długo przed osiągnięciem przez nie tak zwanego peaku, czyli szczytu ich możliwości, roku, w którym wino osiągnie swoją najpełniejszą ekspresję. I oczywiście możemy je kupić za horrendalną cenę z nadzieją, że za te parę lat sprzedamy je za cenę jeszcze bardziej horrendalną, alternatywnie – czekamy na ten moment, kiedy sami je otworzymy i wypijemy. Ale komu by się chciało czekać? Oczywiście znajdą się i cierpliwi, ale w epoce natychmiastowej konsumpcji wszystkiego, z czym się stykamy, kupujemy butelkę, żeby wypić jej zawartość jeszcze dziś wieczorem albo w niedługim czasie. No bo co, jeśli zmieni nam się gust i ta długo wyczekiwana butelka być może ucieszyłaby tych nas z przeszłości, ale tych nas obecnych tu i teraz – już niekoniecznie? Albo, nie daj Boże, przegapimy ten efemeryczny peak?

Znany w winopisarskim półświatku Robert, współautor bloga Nasz Świat Win, należy, jak się zorientowałam,  do grona tych cierpliwych i posiada właśnie parę takich nietanich butelek, które ma zamiar otworzyć dopiero za jakiś czas. Życzę powodzenia i mam nadzieję, że w mniej lub bardziej odległej przyszłości będziemy mieli okazję poznać Wasze wrażenia :) W każdym razie, ten sam Robert na jednej z komentowanych przez siebie degustacji w zlokalizowanej na warszawskim Grochowie winiarni 13 Win, przedstawił nam kilka butelek od producenta Tenute Silvio Nardi. Część win miała młodzieńczy charakter i była gotowa do picia właśnie w takim wydaniu, część była droższa, ale z owym wartym cierpliwości potencjałem, wreszcie część plasowała się na średniej półce cenowej i właśnie te wina w roku 2016/2017 mają swój najlepszy czas. Oto trzy propozycje prosto z Toskanii dla kąpanych w gorącej wodzie (czyli takich, jak ja) winopijców.

Tenute Silvio Nardi Chianti Colli Senesi DOCG
To Chianti jest kupażem sangiovese grosso (85%), merlota (10%) i lokalnego colorino (5%), rosnących na wysokości 250 m n. p. m. Fermentacja i maceracja trwały 15 dni w temperaturze poniżej 30°C, po czym wino dojrzewało przez 4 miesiące w slawońskim dębie, który jest zdecydowanie mniej aromatyczny niż dąb francuski czy amerykański. Dzięki temu wino ma większą szansę zachować świeżość owocu. Z drugiej strony nie można o tym winie powiedzieć, że jest proste czy jednowymiarowe. Dostajemy bardzo przyjazną w odbiorze i świeżą, a jednocześnie złożoną kompozycję kosza czerwonych owoców i śliwek podsypanych śródziemnomorskimi ziołami i li tylko wygładzonych minimalnym wpływem beczki. Cena: 55 zł

 

Tenute Silvio Nardi 43° Toscana IGT
To wino zrobione zostało z 40% sangiovese, 40% merlota i 20% petit verdot, których krzewy rosną  a nieco wyżej położonych parcelach (240-380 m n. p. m.). Czas fermentacji i maceracji był taki sam, jak w poprzednim (i następnym) winie, ale w nieco niższej temperaturze (poniżej 28°C). Dojrzewanie w dębie trwało 4 miesiące. Efektem jest wino najbardziej zbalansowane z całej trójki. Co to oznacza? Owoc jest pełny i dojrzały, a jedyne „zielone” nuty to aromaty świeżych (ale również suszonych) przypraw, do tego kwiatowe tło, dobrze ułożone taniny, aksamitna tekstura i smak, który długo pozostaje w ustach. Mój faworyt. Cena: 52 zł

 

Tùran Rosso Sant’Antimo DOC
Coś dla fanów większej ilości beczkowych aromatów w winie. Ten kupaż jest zdominowany przez mocarne petit verdot (40%), resztę odmian stanowią sangiovese (30%), syrah (20%) i colorino (10%). Tùran jest już nieco poważniejsze w charakterze. Krzewy wszystkich odmian rosną na wysokości około 350 m n. p. m. Fermentacja i maceracja trwały nieco dłużej, bo 20 dni w temperaturze poniżej 28°C, dłuższe było też dojrzewanie (6 miesięcy), a odbywało się częściowo w nowych i używanych francuskich barriques. Mamy więc sporo dojrzałych nut suszonych ziół i kwiatów, ale z zachowaniem czystego, dojrzałego owocu. Materii jest w sam raz, wino nie atakuje, raczej pieści i relaksuje. Cena: 47 zł