Na różowo i z charakterem ~ Braun Sankt Laurent Rosé 2015 z 13 Win

Butelkę różowego Sankt Laurenta ze znajdującej się w niemieckim Palatynacie winiarni Braun ten czy ów dżentelmen z okazji Dnia Kobiet mógłby kupić damie, która zasługuje dziś na okazanie jej przyjaźni, szacunku, miłości, czy wszystkiego na raz (zresztą, która kobieta na to wszystko nie zasługuje!?). Jeżeli natomiast w otoczeniu damy brakuje takowego dżentelmena, sama ze spokojem może się zaopatrzyć w to rosé w warszawskim sklepie 13 Win za przyzwoite 37 zł. Bo ten róż zdecydowanie nie jest tanim, landrynkowym różem dla dziewczynek.

braun_rose

Wręcz przeciwnie. Możemy to stwierdzić już po intensywnym i głębokim kolorze, który być może bardziej jest zbliżony do czerwieni jasnej i soczystej, jak usta Marylin Monroe. W nozdrza udejrzają zmysłowe aromaty kwiatów, malinowego chruśniaka i innych owoców leśnych, jak jagody, czy poziomki. Głębi i charakteru bukietowi dodaje delikatny ziemisty niuans. To, co dzieje się w ustach jawi mi się jako kobieta kompletna. Z jednej strony mamy miękki, soczysty czerwony owoc i subtelnie krągłe ciało. Z drugiej – żywą kwasowość, zadziorną pikanterię i ciekawe, nieco ziarniste taniny. To wino jest jednocześnie pełne życia i elegancji, nie pozwala też długo o sobie zapomnieć. Zupełnie, jak silna, spełniona kobieta.

Oczy: ciemny róż

Nos: maliny, liście, jagody, poziomki, kwiaty, ziemia

Usta: malina, wiśnia, czereśnia, truskawka, kwasowość, ciało, długi finisz

Ogólna ocena: 6/7

Jeżeli nie primitivo, to co? ~ Degustacja win z Apulii w Winkolekcji

Myśląc nad relacją z ostatniego rozrywkowo-edukacyjnego spotkania w Winkolekcji zastanawiałam się, czy jest w ogóle sens pisać o trzech apulijskich primitivo, które dostaliśmy tamtego wieczora na warsztat. Doszłam do wniosku, że i tak je wykupicie (kto wykupi, ten wykupi, powie co wybredniejsza winna bigoteria), bo primitivo to nadal bezapelacyjnie najbardziej lubiany czerwony szczep w Polsce. Nie ma sensu pisać o primitivo i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przekory, wszak jakie primitivo jest, każdy Polak już chyba wie. Nazwijcie mnie bigotem, ale ja po prostu mam dosyć tych win. Samej Apulii natomiast dosyć nie mam w żadnym razie, dlatego chciałabym opisać całą resztę butelek, z których każda z nich zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.

Lucarelli Bianco Puglia IGP 2016
lucarelli_biancoAleż oczywiście, że nie mogło obyć się bez chardonnay! Wskażcie mi miejsce na Ziemi, gdzie NIE uprawia się tej francuskiej kurtyzany. Z ręką na sercu muszę jednak przyznać, że tym razem mieliśmy do czynienia z kurtyzaną całkiem przyjemną, choć nieco anonimową. Wszystkie cechy tej odmiany wyhodowanej w ciepłym klimacie były obecne– mam tu na myśli aromaty bananów, moreli, marakui i słodkich cytrusów, ale bez landrynkowego rozmemłania. Dla kontrastu w ustach ] świetna kwasowość i posmak skórek gorzkich cytrusów. Wino będzie Wam smakowało zarówno jako aperitif, jak i w towarzystwie lekkich sałatek, owoców morza lub delikatnie potraktowanych ryb. Cena: 36 zł

Tenute Girolamo La Voliera Fiano IGP Puglia 2014girolamo_fianoTym razem wino z fiano – pochodzącej z niedalekiej Kampanii aromatycznej odmiany, charakterystyzującej się sporym ciałem. Wszystko więc było na miejscu: aromaty pomarańczy, śródziemnomorskich ziół, świeżych liści laurowych i kwiatów. Delikatna utleniona orzechowa nuta akurat w tym przypadku mi nie przeszkadzała, wręcz dopełniała całości. W ustach wino jest bogate, oleiste, pikantne, z nutami miodu i kandyzowanych owoców oraz lekkim goryczkowym finiszem. La Volierę również możecie spokojnie pić jako aperitif, ale warto ją sparować z grillowanymi lub smażonymi rybami i owocami morza. Cena: 49 zł

Lucarelli Campo Marina Malvasia Nera 2014
lucarelli_campo_marina_malvasia_nera
Producent zapewne dobrze znany wielu winopijcom, jednak szczep może nie być tak popularny, jak apulijskie negroamaro czy – oczywiście – primitivo. Pochodząca z południa Włoch malvasia nera jest hedonistyczna, ale nie pozbawiona elegancji. Kusi dojrzałymi czereśniami i śliwkami, chwilę potem goździkowym brownie przyprószonym suszonymi kwiatami. Taniny są w sam raz – krągłe, ale dobrze zaznaczone. W ustach znajdziemy mocny owoc z wyraźną nutą tiramisu, a tę słodką feerię smaków przecina ciekawy, lekko goryczkowy lukrecjowy finisz. Myślę, że Campo Marina będzie zadowalającą alternatywą dla fanów dobrego, ale naprawdę dobrego merlota lub nowoświatowego malbeka. Jedzcie z nim duszone i pieczone mięsa, makarony w sosach pomidorowych, albo po prostu sery – szczególnie te dojrzewające. Cena: 49,90 zł

Botromagno Negroamaro IGP Salento 2014
botromagno_negroamaro
Winiarnia Botromagno też jest raczej znana polskim winopijcom. Jeszcze bardziej znana jest też odmiana, która jednocześnie jest jedną z ciekawszych i przyjemniejszych niż primitivo – przynajmniej dla mnie. Dzieją się tu bowiem rzeczy, które w winie bardzo lubię. Króluje piwniczny mrok, kurz, spalenizna i dopiero po pewnej chwili z tych ciemności wyzierają dojrzałe czarne porzeczki, jeżyny i śliwki. W nosie aż czuć zapach tanin, które nie odpuszczają również na języku. Do tego porządna kwasowość i zadziorny, nieco rustykalny charakter z przyjemną nutą rozmarynu w końcówce. I tak, pomimo swojej raczej lekkiej struktury to negroamaro ma sporo do powiedzenia. Raczej się nie przymila, ale aż prosi się o towarzystwo pieczonych w ziołach mięs czy choćby wędlin. Cena: 49,90

Botromagno Nerio di Troia IGP Puglia 2014
botromagno_nero_di_troia
Pozostajemy przy tym samym producencie, na warsztacie jednak jest już inny szczep. Nero di Troia w w wykonaniu Cantine Botromagno pokazuje podobne aromaty, jak poprzednie negroamaro, tu jednak owoc jest nieco czerwieńszy (przeważają wiśnie), a w tle dają się wyczuć przydające winu elegancji suche fiołki. W ustach z kolei mamy więcej materii, żwawości i alkoholowej pikanterii. Jest mrok i taniny, jest też jednak pewien niedojrzały, szypułkowy niuans. To wszystko w moim odczuciu kwalifikowałoby to wino do przeczekania jeszcze dwóch, może trzech lat, żeby czas uwydatnił to, co w nim dobre, a zniwelował to, co niepotrzebne. Będzie dobrym dodatkiem wyrazistych w smaku wędlin, dojrzewających serów, pieczonej jagnięciny lub dziczyzny, a także makaronów w mięsnych sosach. Cena: 49,90 zł

A niech będzie. Opiszę trzy primitivo, które dla zachowania równowagi podano nam na degustacji. Charakter primitivo jest, jaki jest i nie każdemu musi pasować. A swoją drogą, wiecie, że primitivo wcale nie oznacza ‘prymitywny’? Ta nazwa jest zlepkiem dwóch słów, które łącznie znaczą tyle, co ‘wcześnie dojrzewający’. I taki właśnie jest ten szczep, oferując nam dzięki temu mocną owocowość, potencjalnie wysoki alkohol i nienarzucające się taniny. Mi niestety nie pasują te dość alkoholowe i często przebeczkowane wina o dżemowym, zmęczonym owocu. W zasadzie w każdym winie z tej trójki coś mi nie pasowało, choć przyznam, że antyfani promitivo z jedną butelką (niestety tą nadroższą) mogliby się przeprosić.

Botromagno Primitivo IGP Murgia 2015
botromagno_primitivo
Trzecie wino z mocnej reprezentacji winiarni Botromagno. W nosie mamy przyjemny miks świeżych oraz smażonych czerwonych i czarnych porzeczek przyprószonych czarnym pieprzem. W ustach sporo materii, i tego, co lubi wielu Polaków, czyli wyraźnego alkoholu, który jednak według mnie zbyt mocno się wybija. Zbyt mocno wybija się też smak wanilii, którą – znów – wielu konsumentom być może przypadnie do gustu. Cena: 49,90 zł

Lucarelli Campo Marina DOP Primitivo di Manduria 2015
lucarelli_campo_marina_primitivo
Mieszanki studencka zamknięta w winie, przynajmniej w aromatach – królują tu bowiem bakalie, oczywiście w towarzystwie obowiązkowej wanilii. W ustach jest więcej lekkości, niż u poprzednika, ale równie obowiązkowy alkohol nadal drażni język, co mi osobiście nie sprawia przyjemności. To primitivo jest też dosyć gładkie – trochę zbyt gładkie, bo brakuje w nim odpowiedniej dawki tanin, która wzbogaciłaby nasze wrażenia. Cena: 59 zł

Lucarelli Folle DOP Primitivo di Manduria 2012
lucarelli_folle_primitivoWinnica Lucarelii również wiodła prym na apulijskiej degustacji, uratowała też według mnie wizerunek primitivo. W przypadku tego wina śmiało możemy mówić o elegancji. Nutom pieczeniowym towarzyszą zioła śródziemnomorskie, kawa, kakao i dżem z czarnych owoców. Primitivo na bardziej specjalnie okazje – do pieczeni wołowej, jagnięciny, dziczyzny, a jeśli ma grać na spotkaniu pierwsze skrzypce, warto je zagryźć dojrzałymi serami. Cena: 124 zł

Na koniec uraczono nas smakowitą niespodzianką :)

Tenute Girolamo Codalunga Aglianico IGP Puglia 2010
codalunga
Aglianico to kolejny wart uwagi czerwony szczep z południa Włoch. Wina produkowane z tej odmiany są zwykle pełne materii, mają wysoki poziom tanin i spory potencjał starzenia. Tak też jest w przypadku tego siedmioletniego już wina, w którym słodkim, dojrzałym aromatom syropu ziołowego i marcepanu towarzyszy soczysta czarna porzeczka. Wszystko to przyozdobione delikatnym i szlachetnym beczkowym makijażem. Podobna, bardzo przyjemna słodko-gorzka symfonia ma miejsce na języku. Warto pamiętać, że to aglianico wymaga co najmniej 3-godzinnego oddechu w karafce. Pijcie je do pieczonych, a nawet grillowanych w ziołach czerwonych mięs. Cena: 81 zł

Organizatorom bardzo dziękuję za zaproszenie na degustację!

W kontraście do etykiety ~ EGO Bodegas Pirapú 2015

Doczekać się już nie mogę wypadu na wschodnie wybrzeże Hiszpanii, który już w marcu! W planach jest odwiedzenie najciekawszych winnic Jumilli, Yecli oraz okolic Alicante, Walencji i Murcji i ustrzelenie etykiet, których nie znajdę w Polsce. Chciałabym jednak wpaść między innymi do EGO Bodegas, czyli jednego z kilku wyjątków od założonej reguły. Wam oczywiście polecam wycieczki enoturystyczne, ale jeśli nie macie ochoty (niemożliwe), lub nie możecie (to już bardziej prawdopodobne) ruszyć się z zimnej Polski do cieplepszej krainy, bliżej będzie Wam do warszawskiego sklepu 13 win. Tam bowiem czeka na Was kilka butelek od tego producenta, między innymi kosztujące 33 zł Pirapú, kupaż flagowego dla apelacji monastrell i idealnie go uzupełniającego syrah.

pirapu

Zawartość butelki opatrzonej minimalistycznym, nowoczesnym wizerunkiem sarny skrywa wino, któremu do minimalizmu jest na szczęście bardzo daleko. Po napowietrzeniu i wygonieniu nikomu do niczego nie potrzebnego wszechobecnego zapachu wanilii wino pachnie głównie ciemnymi owocami – jeżynami, jagodami i śliwkami węgierkami, a te owocowe aromaty zdobi bardzo zachowawczy niuans beczki oraz mineralne, ziemisto-kamieniste nuty. Podobne wrażenia pojawiają się na języku, do tego żwawość połączona ze słusznym ciałem. Taniny nie mogą się zdecydować, czy być bardziej ziarnistymi, czy aksamitnymi, ale bardzo podoba mi się to niezdecydowanie, bo dzięki niemu dzieją się w ustach bardzo przyjemne rzeczy. Dobra kwasowość i leciutko słodki finisz dopełniają dzieła. Pijcie Pirapú najlepiej z pieczonym i grillowanym mięsem, raczej czerwonym, niż białym, choć wszelkie wędliny i dojrzałe sery – najlepiej hiszpańskie – również będą dla tego wina dobrym towarzystwem.

P.S. Z EGO Bodegas próbowałam też żwawe, owocowe i soczyste Malabarista oraz bardziej nasycone materią Don Baffo – te wina również z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Obydwa dostępne oczywiście w 13 Win :)

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: jeżyny, jagody, śliwki, ziemia, kamień

Usta: jeżyny, jagody, śliwki, dobra kwasowość, umiarkowane taniny

Ogólna ocena: 4/7

Szampany na kolację ze śniadaniem i nie tylko ~ Degustacja „Szampany w ciemno”

Na kolejnej degustacji w ciemno zorganizowanej przez Michała, autora bloga Wine Trip Into Your Soul, wzięliśmy na warsztat europejskie musiaki z każdej półki cenowej. Na liście 10 win, które zebrał dla nas Michał, znalazło się tylko 7 szampanów (z których 5 okazało się najlepszymi pozycjami tej degustacji, o czym za chwilę). No i cóż, w planie degustacji były zaskoczenia i odrycia, a tymczasem wydarzyła się niewielka, acz łatwa do przewidzenia katastrofa, kiedy szampany degustowaliśmy na zmianę ze spumante i tanim crémantem. Nawet franciacorta nie dała rady. Skupmy się jednak na tych butelkach, które radę dały i na których warto się skupić, szczególnie w okresie przedwalentynkowym, choć według mnie szampany warto dawkować sobie przez cały rok :)

 

j-charpentier_cuvee_pierre-henri_brutCharpientier Cuveé Pierre-Henri Brut (WineAndYou, 229 zł)
Pięknemu, jasnozłotemu kolorowi towarzyszy bardzo wyrazisty i nieco zadziorny charakter. Mamy tu mocne aromaty jabłek – i to różnych – podkreślonych równie wyraźną nutą dobrze wypieczonego chleba. Ten szampan sprawdzi się jako aperitif, ale myślę, że spokojnie udźwignie duszone polędwiczki wieprzowe. Jeśli para nie będzie miała o czym rozmawiać podczas walentynkowej randki, para zdecydowanie rozgada się po otwarciu tej butelki. Duża klasa!

 

rothschild_blanc_de_blancs

Barons de Rothschild Blanc de Blancs (Vininova, 343 zł)
Butelka ze stajni jednej z najbardziej znienawidzonych rodzin na świecie, która jednak stworzyła mnóstwo wybitnych win. Macki Rothschildów dotarły też do Szampanii i tu mamy przykład produktu par excellence. Ten szampan, schlebiający gustom szerokich rzesz klientów (choć klientów o wystrczająco zasobnych portfelach), jest cytrusowo świeży, z delikatnym niuansem croissanta. W ustach jest krągły, kremowy i ładnie spięty porządną kwasowością. Jeśli chcesz pokazać swojej drugiej połówce, że masz gest, wykosztuj się, wypijcie to wino ze smakiem i bez większej refleksji nad nutami zapachowymi i teksturą, przejdźcie do rzeczy. A skoro była mowa o croissancie – kto powiedział, że nie możesz napoić tym szampanem swojej drugiej połówki na śniadanie?

 

bellois_brut

Jacques Picard Maxime Bellois Champagne Brut (Lidl, 79,90 zł)
Czy szampan z najwyższej dyskontowej półki może zadowolić kogoś, kto chciałby dostać szampana dobrej jakości? Ano może. Taki musiak może nawet dostarczyć ciekawych doznań, jak na przykład towarzyszący atomatowi skórki limonki leciutki zapach rozpuszczonej aspiryny, który bardzo przypadł mi do gustu. Co poza tym? Zaskakująca śmietankowość, maślaność i gładkość w ustach i bardzo dobra kwasowość. OK, trochę, trochę chemiczna końcówka, ale przy tym krągłym ciele to naprawdę nie przeszkadza.

 

j-charpentier_reserve_brut

Charpentier Reserve Brut (WineAndYou, 119 zł)
Drugi szampan ze stajni J. Charpentier na tej degustacji, ale już dojrzalszy od poprzednika, o nieco ciemniejszym, złotawym kolorze. Aromaty bardzo klasyczne, cytrusowo-jabłkowo-tostowe, do tego pewna dawka cukru resztkowego i jedwabista tekstura na języku. Pijcie tego szampana solo, z delikatnymi potrawami jak grasica czy policzki wołowe duszone w sosie śmietanowym, albo jeszcze inaczej – z daniami kuchni południowej Azji!

 

drappier_brut_nature

Fot. Michał Misior

Drappier Brut Nature Zero Dosage Pinot Noir (Wine Avenue, 195 zł)

Najbardziej lubię szampany z dwóch skrajnych końców na skali złożoności aromatów i nasycenia materią. Z jednej strony uwielbiam wściekle kwasowe, purytańsko wytrawne blanc de blancs,  które koniecznie trzeba czymś zagryźć, z drugiej zaś hedonistycznie, dojrzałe i niemal taniczne blanc de noirs. Drappier plasuje się w okolicach tego drugiego krańca kontinuum. Aromaty różnych palonych produktów (od tostów po asfalt) równoważone są przez świeżość cytryn i limonek. W ustach wszystkie te aromaty są odrobinę przygaszone, całościowy efekt jest jednak bardzo elegancki i pełen finezji.

Michałowi bardzo dziękuje za organizację degustacji, importerom za użyczenie butelek, a towarzyszom spotkania za rozmowy pełne owocu i głębokiej treści :)

Rustykalnie, na co dzień ~ Pot de Vin z La Vinotheque

Karnawał karnawałem, bąbelki bąbelkami, ale czasem jednak warto odpocząć do fiesty i zjeść prosty obiad, a do niego wychylić kieliszek równie prostego, choć niekoniecznie prostackiego wina. Na przykład Pot de Vin, merlota z prowadzonej od sześciu pokoleń ekologicznej winiarni Château Guilhem, położonej nieopadal Carcassone w Langwedocji. Tę butelkę, której „prowincjonalny” kształt i w sumie wybaczalny brak rocznika na etykiecie jasno komunikują nam, że mamy do czynienia z winem, do którego warto podejść w niezobowiązującyc sposób. Znajdziecie je w warszawskiej La Vinotheque.

pot_de_vin

Koniecznie pozwólcie temu winu odetchnąć w dekanterze albo choćby w kieliszku. Wiejskie nuty spod znaku spoconego konia i kompotu z wiśni i truskawek po niedługim czasie ustępują świeżym aromatom czerwonych owoców i nieco „obiadowym” niuansie czerwonej papryki, który ja osobiście bardzo lubię. W ustach wino jest smakowicie owocowe, soczyste i świeże dzięki bardzo dobrej kwasowości i przyjemnemu słonawemu finiszowi. Alkohol nie wyrywa się przed szereg, nie jest go zresztą tak dużo, bo akuratne 13%. Wszystkie te ceny rekompensują niezbyt dużą ilość tanin i ogólnie szczupłe ciało, ale po co komu potężne wino do nieskomplikowanych potraw? Jeżeli planujecie na obiad makaron, risotto, pizzę czy potrawę z drobiu – śmiało mogę Wam polecić tę butelkę.

W cenie 33 zł wino zasługuje na mocną czwórkę.

Oczy: rubinowe, przejrzyste

Nos: spocony koń, kompot wiśniowo-truskawkowy, wiśnie, truskawki, porzeczki, czerwona papryka

Usta: czerwona śliwka, dobra kwasowość, umiarkowane taniny, słonawe

Ogólna ocena: 4/7

Priorat i francuski miks ~ Dwa wina De Muller

Jedni mówią, że kluczem do sukcesu jest doskonalenie się w jednej, bardzo konkretnej sferze działalności. Inni twierdzą coś zgoła odmiennego – należy być elastycznym i otwartym na nowe doświadczenia i eksperymenty. Wychodzę z założenia, że obydwa sposoby są równie dobre, jeżeli tylko którykolwiek z nich przyniesie oczekiwane rezultaty. Działający w dwóch katalońskich regionach – Tarragonie i Prioracie – producent De Muller należy do grona winiarzy produkujących swoje wina według tego drugiego modelu. O jednym smacznym winie musującym pisałam niedawno. De Muller, oprócz białych musujących win, produkuje też wina spokojne we wszystkich kolorach – od wytrawnych po likierowe, wzmiacniane i wreszcie wermuty. Dziś opowiem Wam o dwóch czerwieniach z tej winiarni.

priorat

De Muller Priorat Criança 2012
Jak sama nazwa wskazuje, przydomek crianza ma nam sugerować raczej młodzieńczy styl wina, a więc dominację owocu i żwawą kwasowość. Ten kupaż (60% garnatxa, 20% cariñena oraz po 10% merlot i syrah) z bodaj najmodniejszego regionu w Hiszpanii (a nawet na świecie) faktycznie jest świeże, niezbyt mocne, ale jednocześnie wykazuje cechy charakterystycznej dla win z tego regionu lekko „ziemistego”, eleganckiego sznytu. Wino ma już ponad cztery lata, jednak tę jego właściwą crianzy młodzieńczość odczujemy w intensywnym owocu i jednocześnie przyjemnym, choć nie korpulentnym ciele. Spokojnie można by mu dać jeszcze rok czy dwa. Bardzo przyzwoita jak na Priorat cena sprawia, że nic, tylko brać. Do czerwonych mięs – zdecydowanie! Cena: 66 zł

porpores

De Muller Porpores Reserva 2010
Powiedzieć o tym już zdecydowanie dojrzalszym w stylu winie „francuski” miks to w zasadzie tylko część prawdy, choć część większa. Mamy tu bowiem kupaż francuskich szczepów (70% cabernet sauvignon, 20% syrah, 10% merlot), jednak miks beczek, w których winifikowane były te odmiany, to ciekawa wycieczka przez środkową Europę. Oprócz klasycznych beczek z francuskiego dębu do produkcji Porpores użyto bowiem przydających czekoladowych aromatów beczek węgierskich oraz rumuńskich, odpowiedzialnych za niuans…grejpfruta! To wszystko, a dodatkowo mocne aromaty czarnych porzeczek i jagód, spory ekstrakt, soczystość i aksamitną teksturę czyni to wino niemal dopiętym na ostatni guzik. Doskonale sprawdzi się z jagnięciną lub gęsiną. Cena: 97 zł

Wina degustowałam na spotkaniu w Winosferze Chłodna w Warszawie.

Córka, matka i babcia ~ Trzy wina Campo Viejo

Wszyscy już chyba wiedzą, że w przypadku znakomitej większości win powiedzenie „im starsze, tym lepsze” jednak się nie sprawdza. Oczywiście zawsze jest to kwestia dyskusyjna – starsze wino, co do którego ja będę mieć zastrzeżenia (do starszych win podchodzę z niejakim dystansem), może bardzo smakować komuś innemu (na przykład fanowi likierowych czy konfiturowych aromatów spod znaku oksydacji). Trzy butelki od dużego i dobrze znanego producenta Campo Viejo z  Rioja w moim odczuciu potwierdzają prawdziwość wspomnianego powiedzenia tylko połowicznie. Jak się okazało, matka była smakowitsza od córki, zaś babcia – jak to babcia – jeszcze żywa, choć już na ostatniej prostej. Z pewnością jednak znajdzie się paru winopijców, którzy się ze mną nie zgodzą. I to jest piękne w całej tej degustacyjnej zabawie!

campo_viejo_tempranillo

Campo Viejo Tempranillo 2014
Najmłodsza, ponaddwuletnia Rioja warta jest chwili cierpliwości. Na początku bowiem w nozdrza uderza nieznośna wanilia przysypana wszakże całkiem przyjemnie pachnącymi suchymi kwiatami, miałam też skojarzenie z czekoladą z dodatkiem suszonych owoców. Z czasem aromaty się układają i odczujemy świeżą, dojrzałą wiśnię. W ustach wino jest żwawe – jeszcze zbyt żwawe, bo trochę kanciaste i niezbalansowane. Do tego dużo przypraw z nutą cukierków lukrecjowych. Nieokiełznana, wypomadowana pyskata nastolatka ubrana w mamine fatałaszki.

campo_viejo_reserva

Campo Viejo Reserva 2012
Dwa lata starsza „matka” to już nieco lepsza równowaga – powiem więcej – z picia tego wina czerpałam autentyczną przyjemność. Zarówno nos, jak i usta cieszy dojrzałymi wiśniami, śliwkami, malinami i czerwonymi borówkami podsypanymi szczyptą ziół. Odpowiednio odmierzona kwasowości nadaje lekkości całokształtowi, do tego bardzo subtelne muśnięcie odrobiną beczki. Oto przyzwoicie ubrana i umalowana kobieta, której uroda może nie zwala z nóg, ale w jej towarzystwie każdy będzie dobrze się czuł.

campo_viejo_gran_reserva

Campo Viejo Grand Reserva 2010
Prawie siedmioletnia „babcia” lata świetności co prawda ma już raczej za sobą, ale, cokolwiek zmęczona życiem, nadal zachowuje pogodę ducha. W sumie smacznym wiśniom w syropie towarzyszy w proporcji fifty-fifty mocna wanilia, która jednak ustępuje z czasem bardziej szlachetnemu aromatowi dębiny. Ta odrobinę dekadencka babcia zrobiła sobie tym razem troche za mocny makijaż, zalatuje też dość mocnym alkoholem, ale w sumie tego właśnie możemy spodziewać się po starym winie z Rioja, i to winie w starym, tradycyjnym stylu. Plusem na pewno jest dobra kwasowość, nadająca winu polotu.

Za wina bardzo dziękuję Wyborowej Pernod Ricard!

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 3: The Wine Love Gran Cerdo 2015

Pisałam wczoraj o winie od The Wine Love z regionu Rioja, która była pewnym manifestem miłosnym. Dziś wino-manifest o zgoła innym charakterze. Oto historia pewnego wkurzenia. Porządnego wkurzenia na wyrachowanych i pozbawionych wyobraźni bankierów. Oto Wielka Świnia.

gran_cerdo

Opowieść zaczyna się wtedy, kiedy winiarz Gonzalo Gonzalo ubiega się o kredyt na rozkręcenie swojej winiarni. Kolejne banki odmawiają mu jednak pożyczki tłumacząc swoją decyzje tym, że winnica nie jest warta podejmowania takiego ryzyka finansowego. W pewnej mierze możnaby się z nimi zgodzić, jednak nie zrażony tymi opiniami i porządnie wkurzony Gonzalo postanawia zadziałać na własną rękę. Z czasem udaje się mu wyprodukować kilka własnych etykiet, a tę konkretną dedykuje ludziom, którzy nie wierzyli w powodzenie jego projektu.

Gran Cerdo to stuprocentowe tempranillo, atakujace nas już od progu intensywnymi aromatami i smakami truskawek, malin i wiśni z delikatnym ziemistym niuansem. Nieco za ciepły rocznik 2015 nałożył na to wino pewien ciężar (żeby nie powiedzieć toporność), jednak dzięki dobrej kwasowości spokojnie możecie podać je do – nie inaczej – wieprzowiny, najlepiej duszonej.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 2: The Wine Love Devilish 2015

Dziś miała być Katalonia, ale dla odmiany zrobimy skok do dobrze znanego hiszpańskiego regionu Rioja, skąd pochodzi wino-manifest o jednej z najlepszych etykiet w historii, moim skromnym zdaniem oczywiście. Producent Gonzalo Gonzalo (to imię i nazwisko) specjalizuje się zresztą w winach-manifestach i tym razem jest to manifest miłosny, zainspirowany filmem Ed Wood Tima Burtona. Przejdźmy do opisu tego małego dzieła sztuki.

devilish

Krwistoczerwona garnacha niedługo po otwarciu pachnie soczystymi malinami, truskawkami, czerwonymi porzeczkami i trochę też smażonymi wiśniami. W tle szumią świeże liście laurowe i inne śródziemnomorskie zioła. Jak miłość, również i dobre wino potrzebuje nieco czasu, żeby pokazać to, co w nim najlepsze i Devilish jest przykładem takiego wina. Wymagałoby jednak od Was tylko dnia cierpliwości. Po tym czasie nabiera bardziej balsamicznych i pieczeniowych nut, owoc staje się czarniejszy. Wino ma mięsiste i ekstraktywne, ma przyjemne, choć wyraziste taniny, jest też świeże dzięki odpowiedniej dawce kwasowości. Sprawdźcie, być może jeszcze znajdziecie parę kosztujących około czterech dych butelek w warszawskim Wine Cornerze i innych przybytkach zaopatrywanych przez importera Vini e Affini. Może, bo, jak się dobrze orientuję, był w okolicach Halloween na to wino spory popyt.

Hiszpania na każdy dzień ~ Dzień 1: De Muller Mas de Valls Brut Nature

Przez najbliższy miesiąc mój blog będzie cokolwiek monotematyczny, bo królować na nim będą recenzje win hiszpańskich (zawczasu zdradzę, że gros butelek będzie pochodzić z Katalonii). Stawka jest niebagatelna, bo dzięki namiętnemu pisaniu o winach z tego niezwykle zróżnicowanego winiarsko kraju mogę załapać się na wyjazd na targi Fenavin w Ciudad Real – oczywiście w Hiszpanii. O konkursie Degusta España przeczytacie tutaj.

Co więc na początek? Aperitif! Jeżeli mówimy o aperitifie w wydaniu hiszpańskim, to zdecydowanie mamy na myśli musującą cavę. Ale ja nie o cavie, a raczej – niezupełnie o niej. Albowiem wino, które zaraz opiszę, jest co prawda wyprodukowane metodą tradycyjną, czyli tak, jak cava i szampan. Ma nawet w składzie typowe „cavowe” szczepy (ponad 50% chardonnay, reszta to macabeo i parellada). Jest nawet wytwarzane w ojczyźnie cavy, czyli w apelacji DO Tarragona. Dlaczego więc nie-cava? Producent tego wina, działający w Katalonii De Muller, akurat w tym przypadku nie miał ambicji wyprodukować swojego musiaka trzymając się wyśrubowanych reguł dotyczących produkcji cavy. Nie odbyło się to jednak ze szkodą dla samego wina.

mas_de_vals_brut_nature

Pomimo zerowego dosage, a więc dodatku cukru, Mas de Valls jest krągłe i pełne jedwabistej materii, co zawdzięcza 15 miesiącom dojrzewania w butelce. Nie brak w nim więc też przyjemnych tostowo-maślanych aromatów, dominantą jest jednak świeży, ale nie narzucający się nadmiernie owoc (jabłka, morele, gruszki). Dokładnie tak, jak lubię: szlachetna powściągliwość z kwasowym pazurem. Wino degustowałam w Winosferze Chłodna, kupicie je tam za 40 zł.

A w następnym odcinku – ciąg dalszy Katalonii :)